—maj 1959—
szkolne błonia
Luno Skeeter & Geraldine Yaxley
Wiosna rozkwitła w całej okazałości. Drzewa był pełne kolorowych kwiatów, zachodzące słońce przyjemnie muskało twarze uczniów przechadzających się po szkolnych błoniach. Większość z nich już raczej zamierzała w kierunku zamku. Geraldine czekała na ten moment, żeby móc w samotności napawać się zachodem słońca. Nie mogła doczekać się wakacji, jeszcze dwa miesiące, a będzie mogła znowu biegać po lasach w towarzystwie ojca i brata. Szkolne mury ogromnie ograniczały jej wolną duszę. Trochę się tutaj dusiła, nie do końca potrafiła się dostosować do panujących zasad. Niby z czasem zaczęła spełniać oczekiwania, jednak nie zgasiło to do końca jej ognistego temperamentu. Nie wpadła dzisiaj jednak na żadnego Ślizgona, który nadepnąłby jej na odcisk, więc dzień był wcale taki nie najgorszy. Zaliczyła też całkiem niezły trening quidditcha, dzięki czemu nieco wyładowała swoje emocje. Potrzebowała ruchu, inaczej zaczynało ją nosić, szukała zaczepki i wpadała na bardzo głupie pomysły.
Słońce powoli chowało się za horyzontem. Wokół niej nie było już żywej duszy, a przynajmniej tak się jej wydawało. Całkiem dobra wiadomość - nie będzie musiała iść chować się niedaleko zakazanego lasu, żeby zapalić papierosa. Po świętach przywiozła z domu całkiem spory zapas, udało jej się namówić brata, żeby jej go zorganizował.
Wiedziała, że nie jest to może najzdrowsze, ale nauczyła się palić na wakacjach, kiedy była w głuszy z kołem łowieckim Artemis. Polubiła to, była to jej chwila dla siebie, krótka przyjemność, do której nie potrzebowała żadnego towarzystwa.
Wyciągnęła więc mugolską zapalniczkę i zapaliła fajkę, którą wsadziła sobie w usta. Z minuty na minutę robiło się coraz ciemniej, ale powietrze było całkiem przyjemne, ciepłe. Jak na majowe dni wyjątkowo ciepłe. Zaciągnęła się dymem, głęboko i przymknęła oczy. Zamierzała posiedzieć tutaj chwilę, zapewne dłuższą. Bardzo często można było ją spotkać pod tym jednym z wielu drzew, siedziała oparta i czekała na nie wiadomo co. Przyjemność po prostu sprawiało jej rozmyślanie na świeżym powietrzu.