Secrets of London
01.08 (Max & Laurent) If curiosity killed the cat, it was satisfaction that ..? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: 01.08 (Max & Laurent) If curiosity killed the cat, it was satisfaction that ..? (/showthread.php?tid=3551)



01.08 (Max & Laurent) If curiosity killed the cat, it was satisfaction that ..? - Maximilian Addams - 06.07.2024

01/08


Plac na pokątnej


Maximilian Addams &  Laurent Prewett



Pojawił się na placu lekko zdenerwowany, nie takiego obrotu spraw się spodziewał. Kilka dni temu podczas swojej pracy w jednym z rezerwatów natknął się na  smoczątko, które definitywnie potrzebowało pomocy. Jedno oko stworzonka było zainfekowane i sprawiało mu  wiele bólu. Dobrze, że matka zdawała się być daleko, bo cała sytuacja skończyłaby się dużo gorzej. Pomimo tego, że byli z nim zaufani ludzie. Jednak czy w tym świecie i czasach można kogokolwiek nazwać zaufanym? Chłopak każdemu dawał jakiś kredyt ale na zaufanie to ciężko było sobie zapracować.  Tak czy inaczej, dzień był dobry ale zarazem nie spodziewał się tych obrażeń. Nie podczas standardowego obchodu.
Usiadł na jakiejś ławce na placu. Raczej nie przejmując się ludźmi, którzy go mijali. Zwyczajnie skupił się na swoich ranach, których miał sporo na rękach. Jednak nie były na tyle głębokie by używać zaklęć, chciał by jednak zagoiły się same. Z resztą nigdy nie przepadał za magią uzdrawiająca, zdecydowanie nie używaną na nim samym.
Uznał, że maść będzie wystarczająco. Dlatego odkaził wszystkie rany i powoli zaczął w nie wsmarowywać lekarstwo. Zastanawiając się, od jakiej strony ugryźć tę całą sytuację. Gojące się już rany, były jego najmniejszym problemem w tej sytuacji. Westchnął tylko przypominając sobie małego smoczka, jego perłowe łuski i wielokolorowe oczy. Sprawiały, że czuł się poekscytowany to nie był typowy widok, nawet jak na smoka. Tak samo jak miejsce, gdzie ów malucha znaleźli. Smoki te pochodzą z całkiem innego otoczenia. Co więc sprawiło, że znalazły się właśnie tutaj? To byłą zagadka do rozwiązania, co zapewne łatwe nie będzie.
Z westchnięciem zakręcił pudełeczko z maścią i wrzucił do torby, tam gdzie miała swoje miejsce. Potrzebne mu to było na przyszłość, do leczenia takich ran. Zmarszczył brwi opierając podbródek na kolanie ugiętej nogi. Ciągle miał przyśpieszony lekko oddech i zarumienione od emocji policzki. Tych rumieńców nie ukrywały nawet piegi licznie je zdobiące.  Po chwili zaś wygrzebał butelkę wody by polać jej sobie trochę na rękę i zwilżyć twarz. Przy okazji mocząc część włosów, które i tak były już lekko oplecione potem po dzisiejszym  spotkaniu.



RE: 01.08 (Max & Laurent) If curiosity killed the cat, it was satisfaction that ..? - Laurent Prewett - 12.07.2024

Pokątna tętniła życiem. Buzowała życiem. Wielka scena już była prawie gotowa, ustawiano na niej ozdoby, a do zbudowanych już stoisk znoszono przedmioty. Nie było przez to wiele miejsca w tym zakątku, a każdy niepowołany do organizacji wydarzenia musiał obejść się smakiem - podziwiać z daleka, albo cierpliwie czekać, aż wszystko zostanie otworzone i przygotowane dla gości. Dla odwiedzających. Dla ludzi, którzy chcieli świętować Lammas, choć Kowen jego organizacji się nie podjął. Ta zawierucha nie pogrążała w chaosie całej Pokątnej - chciałoby się powiedzieć. A jednak dokładnie to robiła. Utrudniony przejazd, większy tłok, nie brakowało tych, którzy marudzili na utrudnienia, bo niekoniecznie chcieli się bawić na imprezie organizowanej przez Cyrkowców. Cyrkowców przy wsparciu... kogo? Przecież stoiska wystawiały tam też osoby podpisujące się czystokrwistym nazwiskiem pod swoimi wyrobami. Po której stronie tkwiła tutaj ta polityczna piłeczka?

Laurent nie chciał myśleć o polityce ani o tym, czy tym razem napotka ich tutaj atak ze strony Śmierciożerców. Nie chciał zastanawiać się, czy ktoś kogoś zabije, kto przetrwa to starcie, a kto nie. A mimo to pytanie samo się pojawiało w głowie. Poczucie niebezpieczeństwa? Powinno być o wiele bardziej prawdziwe i realne niż było. Mizerność ludzkiego życia polegała na tym, że bardzo łatwo było je ukraść.

Nie przepadał za takimi uroczystościami, zazwyczaj omijał i nie przychodził na święta - Beltane omijał szczególnie. Ha! Święto zakochanych... Ale może teraz będzie lepiej, będzie inaczej? Skoro nie organizował tego Kowen? Miał być śpiew, miał być taniec, pokazy na scenie i kiermasz - może będzie tu coś ładnego? Między ludźmi łatwo było się pogubić, kiedy mijał cię jeden za drugim, a ty niekoniecznie chciałeś poddawać się ich nurtowi. Laurent przechadzał się tutaj bardziej z ciekawości niż potrzeby - a konkretnie za swój punkt obrał kawiarnię, żeby napić się kawy.

- Przepraszam, że przeszkadzam... wszystko w porządku? - Zobaczył go całkiem przypadkiem - kiedy wszyscy inni korzystali z dnia, gawędzili, śpieszyli do pracy, albo ekscytowali się świętem - był on. Okupujący samotnie jedną ławkę, z opatrunkiem, potem zlepiającym włosy. Pochylony i mokry jeszcze bardziej - od wody. Wyglądał na zmęczonego, umęczonego, a może nawet tak, jakby miał zaraz zsunąć się z tej ławki. To chyba przez tę drobniejszą od typowo męskiej sylwetki? Kolor skóry? Albo jeszcze coś innego. Wrażenie jednak pozostawało - to pierwsze, najbardziej oczywiste. Odziany w biel, z platynowymi, ułożonymi włosami wpatrywał się w człowieka, któremu chciał pomóc. Mógł pomóc. Mógł mu zaproponować wezwanie Błędnego Rycerza, albo odprowadzić go do Munga. Mógł u potowarzyszyć, jeśli czuł się słabo. Albo mógł robić jedno wielkie nic. Skinąć głową, życzyć miłego dnia i odejść - pójść swoją drogą. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie zagaił przy tak oczywistym przypadku. Bo przecież mężczyzna może być zwyczajnie zmęczony dniem, albo "to nie twoja kurwa sprawa". Wachlarz możliwych odpowiedzi zachwyciłby artystów.




RE: 01.08 (Max & Laurent) If curiosity killed the cat, it was satisfaction that ..? - Maximilian Addams - 21.07.2024

Ta ulica zawsze była pełna życia, nawet wtedy gdy nie było przesadnego ruchu. Nawet godzina nie grała zbytnio roli.  Zwłaszcza we dzień taki jak dzisiaj. Max nie był jakoś specjalnie za świętami, nigdy nie był. Zawsze to sprawiało, że czuł ukłucie zazdrości widząc ludzi ze swoimi rodzinami. Zadowolonych i uśmiechniętych. Co prawda to było irracjonalne, nie powinien się tym specjalnie przejmować w końcu tego w swoim życiu nie zmieni.. Nie sprawi, że za pstryknięciem palców stanie przed nim jego rodzina.  Przez lata jednak nauczył się to ignorować. I tak jak dzisiaj mieć gdzieś co się dzieje dookoła. Jak bardzo ludzie kipią radością i ekscytacją z powodu jakiś głupich świąt czy festiwali. Zawsze takowe ignorował i zajmował się zwyczajnie swoim. Tym co miało dla niego znaczenie i mogło sprawić, że nie czuł się tak samotny, chociaż to nie tak, że ten fakt mu przeszkadzał.
Polityka to również nie jego rzecz. Starał się w nią nie mieszać czy nawet specjalnie nie interesował. Jedynie na tyle by wiedzieć co się dookoła dzieje. Nie opowiadał się po żadnej stronie. Nie wybierał mniejszego czy większego zła. Pod tym względem był neutralny i się nie wychylał. Nawet jeśli współpracownicy go podburzali i starali jakkolwiek  wywrzeć presję by w końcu się opowiedział po jednej stronie, że będzie łatwiej? - Nie uznawał jednak tej łatwej drogi, bardziej zależało mu na byciu szczerym z samym sobą. Starał się też nie myśleć o kruchości życia. Jak łatwo je przerwać bezpowrotnie. Sam nie miał nic przeciw śmierci i tak nie zostawił by nic po sobie. Nikt by nie zapłakał, nie przyniósł kwiatków na jego grób.. No może Viorica.. Chyba jedna z nielicznych osób, która przedarła się przez twarde serducho  Maxa. Zawiązała się między nimi przyjaźń chociaż nie można uznać jej za typową. Mimo wszystko, Addams bardzo ją doceniał. Jedna z niewielu dobrych rzeczy, jakie spotkały go w życiu.
Święto miłości? To było jedno z tych, które przyprawiały go o wymioty. Sprawiały, że miał ochotę się zaszyć w mysiej dziurze byle nie patrzeć na paradujące i całujące się parki. Na młodzików gruchających niczym białe gołąbki na gałęzi, co jedynie tylko sprawiało, że jeszcze bardziej nienawidził swojej własnej osoby. To święto całkowicie skreślał ze swojej listy. Gdyby nie fakt, że miał taki a nie inny plan dnia, zapewne siedziałby teraz w swojej chatce w dolinie Godryka. Z dala od tego zgiełku.
Zwykle nikt się do niego nie odzywał i nie zaczepiał, przynajmniej nie w tej części świata. Inaczej było jednak, gdy był w świecie mugoli, jednak to historia na inny czas. Dlatego nie spodziewał się, że ktokolwiek przejmie się jego stanem i odezwie, zadał to jakże proste i neutralne pytanie, które jednak sprawiło, że na twarzy Addamsa wymalował się szok.  Akurat trzymał w zębach kawałek bandaża, który puścił by spojrzeć na  chłopaka. Wydawał się być w podobnym wieku. -  Po prostu ciężki dzień.. - Faktycznie, jego włosy dalej były oblepione potem i nie tylko one, by cały chłopak był spocony. Nie miał jeszcze okazji wrócić do domu by się ogarnąć. Jego oczy studiowały Laurenta, jakby niedowierzał, że ten może mieć szczere intencje. Zawsze tak było. Zawsze w takich momentach budziła się jego nieufność do innych. Dopiero po tym jak padłu słowa z jego ust, przyjrzał się. Jego nieufność się pogłębiła. Wyglądał jak jeden z tych dla, których czystość krwi ma znaczenie. Jak ktoś z nie jego świata. Ubrany w biel, z włosami ułożonymi, normalnie jak jakaś wielka szycha czy celebryta w porównaniu do niego. Całego w pocie, usmolonego i poranionego, do tego ubranego w jakieś pospolite ciuchy, które niczym  go nie wyróżniały. Jedynie co sprawiało, że się wyróżniał to były jego azjatyckie rysy i policzki pokryte piegami. Zwykle faktycznie, zachowywał by się w stylu " Kurwa spierdalaj, nie twój biznes." Dzisiaj jednak nie miał ochoty na jakieś zgrzyty i ewentualną kłótnie  na środku tego placu, z kimś kogo raczej nie znał a nawet jeśli niespecjalnie zwrócił na to uwagę, jak względem wielu innych rzeczy czy ludzi. 
Zębami rozerwał bandaż, który był lekko za długi i jego resztę wrzucił do torby, wraz z resztą medykamentów, które nie były najwyższych lotów, na nie jednak mógł sobie pozwolić i większości były robione ręcznie,  chociaż niekoniecznie przez niego. Dopiero gdy to zrobił spokojnie się uniósł. Gdy tak się stało jego wzrost wyrównał się z tym Laurenta. W tym momencie wyglądali jak dwa przeciwieństwa samych siebie. jeden  ten dobrze urodzony a drugi, niczym ktoś wychowany na najniższych szczeblach. - Nie powinno Cię to z resztą interesować. - Wymamrotał swoim niskim i głębokim głosem obrzucając go jeszcze raz spojrzeniem. Co powinien więcej powiedzieć? Jak się zachować? Nie był przyzwyczajony do takich sytuacji, wcale a wcale. Może powinien podziękować ? Chociaż nie prosił się o zainteresowanie?



RE: 01.08 (Max & Laurent) If curiosity killed the cat, it was satisfaction that ..? - Laurent Prewett - 27.07.2024

Pomoc, którą chciałeś dać innym, nie zawsze była chciana. Wpychana na siłę mogła mieć swój efekt, jeśli tylko gotowy byłeś dźwigać niezadowolenie, konsekwencje swych odważnych decyzji. Maximilian nie musiał tego dźwigać wcale. Wyciągniętą dłoń łatwo odrzucić, tym bardziej kiedy była taka cherlawa jak ta należąca do Laurenta. Nie byli sobie nic winni. Tutaj jeszcze nie doszło do przewin i nie było żalu, była tylko emocja, którą nazwano "szok". Tak wyraźnie wymalowana na twarzy Azjaty, że stała się jego makijażem - nikt by się takiego nie powstydził. Na ową emocję odpowiedzią była kapka zdziwienia i naturalne wycofanie się. Nie przekraczał odległości komfortowej, ale być może podszedł jednak za blisko? Zrobił tę jedną czwartą kroczku w tył, żeby fizycznie pokazać, że nie planował mężczyzny nachodzić. Ach, może po prostu wyrwał tego blondyna z zadumy? Przedziwnie wyglądało połączenie blondu z tymi egzotycznymi rysami - ten wyjątkowy płatek śniegu osiadł pod koniec lata na londyńskiej ławeczce, jakby był tutaj od zawsze. Jakby to Laurent był po prostu wystarczająco ślepy, żeby do tej pory go nie zauważyć. I może tak było? Oczy czasem widziały, a wcale nie dostrzegały. Przesuwały się po powierzchni i kończyły na tym, że musiały zgadywać - jak on zgadywał.

Nieufność nie musiała być budowana przez twoje konkretne czyny. Zaufanie było zasobem w glinianym garncu i domyślnie było go zawsze sto procent. Potem jednak widziałeś, jak źle traktuje cię świat, jak gwałci twoje emocje, jak ślizga się po ciele zdrada i jak wbija koszmar w plecy. Nie, to nie był wspaniały świat, ale niektórzy mieli w nim o wiele mniej szczęścia od innych. Nie każdy urodził się na garnuszku ze złotem, którego przeciętni ludzie poszukują na krańcu tęczy. Maximilian nie startował z objętością dzbanuszka, która pozwoliłaby z niego czerpać. On startował na tak niskich wartościach, że konieczne było jego uzupełnianie. Spojrzenie, którym ten nieznajomy lustrował Prewetta wprawiał go w konsternację na tyle sporą, że spojrzał po sobie, czy czasem w bieli nie było przekłamania. Fałszywej nuty. Czy każde z anielskich piór było ułożone, czy wstęgi Boga nadal wplatały się w nie łaską... nie, oczywiście, że nie. Ale pozory były złotem w koronie królów. Perłami na łabędziej szyi kobiety.

- W takim razie to musiał być wyjątkowo ciężki dzień. Mam nadzieję, że jego reszta będzie już przyjemniejsza. - Uniósł znów na niego spojrzenie i obdarzył go łagodnym uśmiechem. Fałsz, niezgodność, obłuda - mógł próbować dopatrywać się tych rzeczy, może nawet je wypatrzy. Wypatrzy je, ponieważ umysł płatał figle, a wyobraźnia czasem dopowiadała za dużo i przekłamywała rzeczywistość. Bo takich odczuć nie było w Laurencie. Tak, nie dało się przegapić przepaści między nimi. I tak Prewett się zastanawiał, czy powinien mu zaproponować coś do picia, coś do ochłody... wydawał się być bardzo strudzony. - Nie uważa Pan, że świat byłby lepszym miejscem, gdyby ludzie bardziej interesowali się trudami i znojem drugiego człowieka? - Ich głosy różniły się od siebie diametralnie - ten Laurenta był czysty, ciepły, jak głos skowronka opowiadającego o promieniach słońca wplatających się między pasma włosów. Było jeszcze wiele więcej różnic, które oddzielały ich światy i dzieliły ich od siebie wzajem. - Jeśli ma pan ochotę to już jest otwarte stoisko z orzeźwiającą lemoniadą. - Zdawał się osobą, która skorzystałaby na takiej ochłodzie w tym słońcu.