![]() |
|
[23/07/1972] Londyńska liga gier planszowych - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [23/07/1972] Londyńska liga gier planszowych (/showthread.php?tid=3764) |
[23/07/1972] Londyńska liga gier planszowych - Peregrinus Trelawney - 17.08.2024 23 lipca 1972
Mieszkanie Lupinów Cedric Lupin i Peregrinus Trelawney W zaskakująco intensywnym, letnim wirze stresu, adrenaliny i emocjonalnej karuzeli na Peregrinusa Trelanweya czekał również ten jeden leniwy, swobodny wieczór, który zamknął się w czterech ścianach Lupinów. Żadnych traum, niebezpieczeństw i przygód: tylko dwóch kolegów, dwie butelki piwa i stół zastawiony grą 7 Cudów Magicznego Świata. Ktoś mógłby powiedzieć: grać w gry z jasnowidzem?! Toć to naiwność i głupota. Cóż, uwierzyć trzeba na słowo, że Peregrin uczciwie na czas tych planszówkowych wieczorów zamykał trzecie oko i ani myślał podglądać ruchów swojego oponenta. Nie spotykali się przecież, aby rywalizować, a miło spędzić czas. Nie było wielu osób, z którymi Trelawney lubiłby się socjalizować, lecz Cedric zdecydowanie miał swoje miejsce w tym skąpym gronie. Nie chodziło nawet o to, że byli aż tak bliskimi sercu przyjaciółmi. Wręcz przeciwnie: znajomość była dość luźna, ale jednocześnie otoczona komfortową atmosferą, która nie czerpała baterii społecznych czarodzieja. Idealna na wieczór otwierający jego tygodniowy urlop, który wróżbita zamierzał spędzić w górach. Chwila wytchnienia po zmaganiach z Thoranem, który zaatakował go w pracy, po konfrontacji z Annaleigh oraz po trudnych odwiedzinach u Millie. Wąskie okienko relaksu pomiędzy tym a czekającym go Windermere. Czekającym w zasadzie ich obu. — I… — Peregrinus przełożył karty po swojej stronie stołu. — Stonehenge jest moje. Z jego karty z cichym puf! wyskoczyła trójwymiarowa makieta kamiennego kręgu. Czarodziej odchylił się na krześle, podziwiając zgromadzone przez siebie zasoby. Może i wojska Cedrica przekroczyły granice jego kraju, ale nie dziwota, skoro wszystko wpakował do tej pory w zbieranie surowców. Niezależnie od tego, w co grali, Trelawney wybierał na ogół skrajnie pacyfistyczne taktyki. — Jakieś wakacje w planach? — zapytał, biorąc łyk ze swojej butelki. Wyglądał w tej aranżacji — z piwem w ręce, swobodną manierą i determinacją gracza idącego po zwycięstwo — niemal jak stara, dobra wersja Peregrinusa. Ta, która nie chodziła wiecznie markotna i udręczona. Zdradzały go niestety cienie niewyspania pod oczami, których żadnym sposobem pozbyć się nie potrafił. — Ja ruszam jutro z samego rana i do końca tygodnia nie dotykam cywilizacji. W ostatecznym rozrachunku wyjazd okazał się nie do końca tym, czym miał być. Plany pokrzyżowała przede wszystkim niedyspozycja mającej towarzyszyć wróżbicie Mildred, w której miejsce zaproszony został Leon. Poza tym można by rzec, że były w Peregrinusie dwa wilki: jeden chciał zostać w Prawach Czasu i nie tracić ani dnia na nieobecność, aby mieć stale wszystko pod kontrolą; drugi… drugi naprawdę potrzebował ucieczki z dusznej atmosfery w kamienicy Dolohova i domu Trelawneyów. Chciał wyjść na szlak, wdychać naturę i nie oglądać się za siebie. |