Secrets of London
[10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia (/showthread.php?tid=3901)

Strony: 1 2


[10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Cathal Shafiq - 15.09.2024

Miał przyjść tutaj wcześniej.
Cathal o tym nie zapomniał. Nie zapominał niczego, nigdy, tam samo zresztą jak obecny właściciel tego zakładu. Strzępki dni, niewartych zapamiętania, obce twarze, szczegóły tak nic nie znaczące, jak uśmiech mijanego dziecka i zapach dobiegający z kawiarni, zostawały w jego głowie na zawsze, mieszając się z tym, co istotne. Z runami i hieroglifami na wiekowych ścianach, ze słowami zapisanymi na pergaminie tak starym, że rozsypywał się niemal pod dotykiem, z tymi nielicznymi wspomnieniami, które sam Shafiq był skłonny uznawać za cenne. Nie, nie zapomniał o wizycie u Burke’a, o naszyjniku wysadzanym kamieniami niebios, przywiezionym z krainy faraonów. Ot prace w Walii okazały się znacznie bardziej ekscytujące niż Shafiq podejrzewał, że być mogą – a potem przyszło Beltane. Atak Voldemorta, który zrujnował Polanę Ogni, pozostawiał mnóstwo ciał w całym lesie, po równi tych mugolaków, mugoli i czystokrwistych, i przy okazji sprawił także, że i Cathal musiał zrewidować część swoich planów. Nawet jeżeli wojna sama w sobie go nie dotyczyła, a przynajmniej lubił udawać, że tak jest, czasem właziła mu z butami do pracy, życia, zostawiała po sobie irytujący bałagan.
Przyszedł więc teraz, do zakładu kierowanego w tej chwili przez Asmodeusa Burke’a, którego pamiętał z Hogwartu, jak każdego innego ucznia, i który z pewnością był najlepszym możliwym kandydatem do obejrzenia biżuterii pod tym kątem, pod którym Cathal – historyk, runmistrz, ale nie jubiler – ocenić jej nie mógł.
Wędrował przez Pokątną, zawieszając spojrzenie na wystawach, czasem przystając na niepotrzebnie długą chwilę. Utkwił spojrzenie na moment w obrazie, umieszczonym w witrynie jednego ze sklepów - uśmiechnął się pod nosem, przypatrując mężczyźnie z głową zamiast konewki, zaklętej wodzie, lejącej się z tym na "doniczkogłowę" klęczącej kobiety.
Miało to obrazować dodawanie komuś sił miłością?
Coś takiego nigdy nie działało.
Klejnot, który niósł, też może oferowano kiedyś z miłości, ale nikomu nie przyniósł szczęścia. Miłość nie dodawała sił i nikogo nie mogła ochronić.
Z powodu miłości setki statków ruszyły kiedyś na Troję.
Gdy dotarł na miejsce, stanął, znów wpatrując się w drzwi zakładu trochę za długo. Myślał o turkusach, złocie i runach, naniesionych na delikatną biżuterię. O tym, w jaki sposób je zdobył, nie na wykopaliskach własnych wprawdzie, ale gdzieś w podejrzanych zakątkach Alexandrii, gdzie ktoś, zapewne złodziej, chciał się ich szybko pozbyć.
Są obłożone klątwą, mówił, spojrzenie miał rozbiegane i cena była niska ponoć dlatego.
Nie były, przynajmniej zdaniem Lety Crouch. Zdaniem Cathala były bardzo stare za to i irytowało go, że nie mógł ustalić na ich temat nic więcej. Drogie kamienie i materiały nie interesowały go same w sobie – interesowała go ich historia.
Otrząsł się w końcu z tego zamyślenia, nienaturalnie długiego, przekleństwo Milforda obok paru błogosławieństw, i przekroczył próg zakładu. Jasnowłosy, potężnie zbudowany mężczyzna, o twarzy ogorzałej od słońca i wiatru, choć w Anglii pogoda ostatnio nie dopisywała – ot opalenizna z Egiptu powoli znikała, ale wciąż dużo czasu Cal spędzał na zewnątrz. Odziany nie do końca tak, jak przystało na czarodzieja czystej krwi, ale na wykopaliskach bardzo ciężko pracować w szatach.


RE: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Asmodeus Burke - 15.09.2024

Wszechobecna szarość nadawała senny wyraz sklepowym półkom. Brakowało łagodnych promieni łaskoczących powierzchnię wystawionych w oszklonych witrynach klejnotów. Ciemnoszare welwetowe podkładki umieszczone za szklaną szybą kontuaru unosiły fantazyjnie zdobione pierścienie, prezentując je wychylone leniwie znad fałd wypchanego starannie materiału. Tuż obok kolejne, tym razem spokojne tafle welwetu prezentowały wijące się niczym węże bransoletki i łańcuszki, a pod ścianą, zaraz na prawo, dumnie prężyły się welwetowe szyje i popiersia, mieniąc się drogocennymi naszyjnikami. Drewniane krawędzie witryn inkrustowane złotem okalały dostojnie prezentowane kosztowności. Ciche dźwięki gramofonu pobudzały zmysły, drwiąc z pogody gładkimi nutami On The Sunny Side Of The Street Benny'ego Goodmana. Asmodeus, po raz setny tego dnia rzucał łagodne czary czyszczące na witryny, by uchronić je przed obecnością kurzu i szpecącymi odciskami palców. Główna fala klientów tego dnia już odwiedziła sklep, zadając niezliczone pytania i oglądając rzeczy na które większości z nich nie było stać. Nie czuł nawet rozdrażnienia. Obcowanie z pięknem było naturalną ludzką potrzebą, nawet jeśli nie łączyła się ona od razu z potrzebą posiadania. Gdy już miał usiąść na swoim ulubionym fotelu w roku pomieszczenia, tuż za ladą, usłyszał cichy krzyk potrąconego przez drzwi dzwonka, oznajmiający przybycie kolene go klienta.

- Cathal Shafiq, nie chciałbym być wróżbitą, ale sądzę, że nie przyszedłeś po pierścionek dla nowej miłości życia? - zażartował, podnosząc leniwie wzrok na znajdujący się w lekkim nieładzie podróżny strój Shafiqa i skinął lekko na powitanie staremu znajomemu. Zawsze dostawał od niego jakieś ciekawe wyzwania. Już czuł lekką ekscytację, oczekując na ten niezwykły moment, w którym dostanie do rąk kolejne przywiezione z odległych rejonów świata cacko. Gdyby tylko miał czas sam podróżować i móc zdobywać te wszystkie unikalne arcydzieła sztuki jubilerskiej, byłby prawdziwie wniebowzięty.


RE: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Cathal Shafiq - 15.09.2024

Cathal nie znał utworu, rozbrzmiewającego w zakładzie. Z mugolami miał kontakt choćby z konieczności, na egipskich wykopaliskach nie dało się tego uniknąć, ich kultura i zachowania nie były więc mu obce, ale już ich muzyka nie leżała w polu jego zainteresowań, a i nie puszczano takich piosenek na przyjęciach czystokrwistych, na które czasem zaciągała go ciotka.
Wyśpiewywane słowa i melodia zapisały się jednak w umyśle Shafiqa natychmiast, wraz z dźwiękiem dzwonka, który zaśpiewał, gdy Cathal pchnął drzwi.

– Gdybym uznał, że jakaś kobieta jest godna tego, by spędzić z nią całą resztę życia, nie szukałbym dla niej klejnotów w zakładach jubilerskich – odparł Shafiq, a spojrzenie jasnych oczu, otoczonych pierwszymi, drobnymi zmarszczkami, przesunęło się po wnętrzu, po półkach, po gramofonie, mimowolnie porównując to, co widział teraz, z tym, co można było zobaczyć tu parę lat temu, kiedy wpadł do sklepu Burke’ów po raz ostatni. Trzy lata spędził w Egipcie: kraj odwiedzał, ale rzadko i nigdy nie były to długie wizyty. – Dostałaby coś, co kiedyś nosiły królowe.
Niektórzy zapewne uznawali, że najlepsza będzie biżuteria stworzona na zamówienie, z myślą o konkretnej kobiecie, pasujący do jej upodobań i charakteru. Cathal jednak był jednym z tych, o których czasem mówiło się, że mają stare dusze. Kochał przeszłość. Kochał historię. I nigdy nie sięgał po coś nowego, jeśli mógł wybrać coś, co było częścią starej opowieści.
Klejnoty były dla niego coś warte tylko, jeśli stały się w przeszłości symbolem władzy, miłości albo zapłacono za nie drogą cenę, nie tylko w złocie.

Oczywiście, do tej pory nie natknął się na kobietę, której chciałby coś takiego podarować. Była Leta, przyjaciółka od wieków, ale ich charaktery ścierały się nadmiernie, aby pojawiło się uczucie. Cenił Ginewrę, być może jednak dotąd nadto pochłaniały go prace na wykopaliskach, by myśleć o czymś więcej – a i kiedyś już krótki romans podczas prac skomplikował pewne sprawy. Była i Cynthia, ale w tym przypadku… na razie ciężko było mówić o czymkolwiek poza wzajemnym zainteresowaniem.
– Mam skarb z Egiptu, o którym chcę dowiedzieć się więcej. Może zdołasz mi w tym pomóc – powiedział, przenosząc spojrzenie na Burke’a.


RE: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Asmodeus Burke - 16.09.2024

Dla Asmodeusza sztuka nie miała granic. Dziedzictwo kulturowe należało do wszystkich i należało się wszystkim. Czy czarodzieje byli kimś gorszym, by nie móc korzystać ze wszystkich możliwości, które dawał im świat? Momentami wydawało mu się, że niektórzy czarodzieje czystej krwi byli po prostu krótkowzroczni, a ciasnotę ich umysłów przyrównać można było do torby niuchacza biegającego po skarbcach banku Gringotta. Nawet gdybyś chciał coś jeszcze do niej wcisnąć, nie dasz rady. W jego sklepie można było usłyszeć zarówno czarodziejski jak i mugolski jazz. Zabawnym było, że wielu czarodziejów nie kojarzyło dobrze żadnego z nich, a przecież żadna muzyka nie była podobnie żywa, pełna wolności, nasycona przeróżnymi emocjami i żadna nie posiadała tego mięsistego, dusznego bounce'u. Kochał jazz. Swingowe rytmy zawsze sprawiały, że jego stopy żądały tańca.


"Dostałaby coś, co kiedyś nosiły królowe." Mod żachnął się w myślach. Dawno nie słyszał tak pretensjonalnej, pozbawionej głębszego znaczenia bzdury. Trupie klejnoty, zwleczone z gnijącego truchła, czy też odziedziczone w spadku okupionym krwią, dramatem, nienawiścią krewnych. Rzadko zdarzało się, że stara biżuteria była nasiąknięta szczęściem. Każdy jubiler wiedział o magicznym działaniu kamieni, ich znaczeniu, ich nasycaniu przeznaczeniem. Kamienie wraz z ciepłem ciała nabierały aury swoich właścicieli. Rzadko która królowa miała szczęśliwe życie. Większość zmagała się z cierpieniem, nieszczęśliwą miłością i rodząc kolejnych spadkobierców lękała się o jutro lub ginęła w pałacowych intrygach. Mimo to nie rozwiewał romantycznego myślenia zakochanego w historii archeologa. Każdy miał prawo do swojej szczęśliwej bajki, napisanej dokładnie tak jak to sobie wymarzył. A biżuterię zawsze można było poddać oczyszczającym zabiegom i porządnie zakląć, jakkolwiek urągliwie nie wypowiadaliby się o tym różni wróżbici i specjaliści od przeznaczenia. Sam doceniał starą biżuterię i pochłaniały go bez reszty jej tajemnice, ale nie rozpatrywał jej wartości w kontekście romantycznym. Jego podejście skupiało się bardziej na wartości kamieni - ich rzadkości, przejrzystości, szlifie, rodzaju. Kamień musiał korespondować z osobą. Być odbiciem jej duszy. Nie dla każdego kamienia znajdował osobę. Czasem kamień był po prostu zbyt wyjątkowy i w oczach klientów nie widział "tego czegoś". Takich kamieni nie wystawiał na widok. Czekał aż pojawi się dla nich odpowiedni właściciel.

- Życzę ci wobec tego całej kolekcji godnych znalezisk...- odpowiedział rozbawiony Mod, a po chwili dodał -...kolekcji biżuterii, nie kobiet.

Drobne słowne potknięcie w konwersacji przypomniało mu o jego nikłych zdolnościach small talku. Z cierpliwością czekał na zakończenie wstępów i wymianę wszystkich koniecznych konwenansów, by móc dobrać się do nowej zabawki. Pozwolił sobie na stopniowanie napięcia i rozkoszowanie się chwilą niepewności. Kiedy usłyszał o Egipcie, jego oczy zaświeciły się lekko, a myśli powędrowały do fantastycznych wysadzanych klejnotami masek pogrzebowych, pierścieni, bransolet, masywnych naszyjników... Cóż mógł dla niego mieć Shafiq? Szanował mężczyznę jako świetnego archeologa i człowieka o kompleksowej wiedzy. Spodziewał się po nim czegoś... niezwykłego.

- Pozwól mi rzucić okiem, a postaram się rozwiać wszystkie twoje wątpliwości - odpowiedział z błąkającym się na ustach uśmiechem szczerego zaciekawienia i oparł biodro o ladę w pełnej nieskrywanego wyczekiwania pozycji.


RE: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Cathal Shafiq - 17.09.2024

Cathal doskonale wiedział, że mało które królowe były szczęśliwe. Że perły Anny Boleyn trafiły na szyję Jane Seymour ledwo głowa Anny potoczyła się po ziemi – że założyła je Katarzyna Parr moment po tym, jak Anna Kliwijka opuściła angielski dwór w niesławie, ale zachowując przynajmniej szczęśliwie. Rzadko zdarzały się historie takie jak ta Nefertari, którą faraon wysławiał w poematach, wykutych na ścianach grobowca i wywyższał nad wszystkie inne małżonki, a i ona przecież zasnęła w ciszy i ciemności podziemi piramid. Nie romantyzował historii: nie był romantykiem, a poza tym żył nią i oddychał.
Ale to, za czym nie stała historia, dla niego niewiele było warte. Pod tym względem on i Asmodeus, jubiler, dobierający biżuterię do konkretnej kobiety, jej charakteru i upodobań, mieliby problemy ze znalezieniem wspólnego punktu widzenia.
– Bez wątpienia są łatwiejsze do znalezienia niż kobieta godna uwagi – stwierdził Shafiq, kącik ust drgnął mu lekko. To nie tak, że miał złą opinię o kobietach w ogólności, ale… był człowiekiem, który okropnie łatwo się nudził. Zwykle więc nawet nie próbował zawracać sobie głowy dziewczynami, w jego życiu była tylko jedna relacja, którą nazwałby związkiem, może dwie przelotne miłostki, jakaś przypadkowa przygoda.
Podszedł do rady, ze swojej torby wyciągając ostrożnie kasetkę, pokrytą runami tak, by zabezpieczała zawartość. Na materiale w środku spoczywał naszyjnik, wykonany ze złota, w który wprawiono cały rząd turkusów różnych rozmiarów, z których największy był niemal rozmiaru pięści. Drobniejsze, kolorowe kamienie, otaczały ten największy turkus.
– Bez wątpienia wykonany przez czarodziejów. Szereg run jest z tej strony, zgadzają się z tymi, jakich używali egipscy kapłani – powiedział Cathal, ostrożnie obracając naszyjnik tak, by zademonstrować wewnętrzną stronę. Wprawne oko Burke’a mogło dostrzec od razu, że zapewne pieczęciami i runami starano się uczynić ten naszyjnik lżejszym, z racji na to, jak był bogaty, musiał swoje ważyć. – Są tu też znaki, które miały przynosić szczęście, choć zakładam… że już pozbawione mocy… – mruknął, wskazując je. – Jest bez wątpienia sporo warty, choćby ze względu na złoto i raczej ma swoje lata, ale nie umiem ocenić ani jakości kamieni, ani czy faktycznie powstał w okresie nowego królestwa, czy to tylko kopia biżuterii, jaką wtedy wykonywano.
Uśmiechnął się znowu, charakterystycznym dla siebie uśmiechem, które nie świadczył o prawdziwej wesołości.
– Podobno sprowadza śmierć na właściciela, ale klątwołamaczka tego nie potwierdza.
Ale albo był skradziony, albo kryło się w tym jakieś fałszerstwo, albo faktycznie właściciel w klątwę wierzył, bo sprzedał go głupio tanio. Cóż, jeśli szło o to pierwsze – Cathal nie zamierzał się przejmować. Wszak on go odkupił, nikomu nie ukradł.


RE: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Asmodeus Burke - 17.09.2024

Punkty widzenia mężczyzn różniły się głównie sposobem patrzenia na przedmioty. Wartością biżuterii była praca rzemieślnika i rzeczywista wartość kruszca. Ludzie przemijali, biżuteria pozostawała. Historia była pisana przez zwycięzców, a jej pojmowanie przez potomnych nosiło ślady wielu przekłamań i niedomówień. Historycy byli z natury romantykami. Zadawało im się, że zajrzeli za zasłonę przeszłości, a jedynie patrzyli przez mętne firanki, interpretując fakty zgodnie ze swoimi wartościami i subiektywnymi wyobrażeniami. Zapewne ogólny zarys był dla większości zgodny, jednak brakowało im ostrości. Każdy stary, nasycony historią przedmiot był kiedyś nowy, stworzony dla kogoś. Czy insynuowanie, że nowa biżuteria była niczym, było insynuowaniem, że osoba dla której była stworzona była nikim? Człowiekiem bezwartościowym, bez znaczenia? Mniej istotnym od dawno roztartych w pyle kości? Pewnie owym królowym byłoby nieswojo, gdyby o tym usłyszały. Ale dość o wartościach.

Kiedy Cathal wyjął z torby kasetkę, oczom Asmodeusa ukazał się sporej wielkości naszyjnik. Złote obejmy były dość proste, masywne, ciężkie, połączone niewielkimi ogniwami. Prezentowane przez nie płaskie, owalne turkusy miały wyraźną jasną barwę i nieco mętny odcień, poprzecinane były gęstą siatką ciemnych linii. Pochylił się nad cennym przedmiotem, śledząc kolejne detale i obracając kasetkę w dłoniach by lepiej widzieć. Po kilku minutach odłożył ją ostrożnym ruchem na szklany blat kontuaru.

- Wstępnie mogę powiedzieć, że wzrokowo turkusy rzeczywiście mogę pochodzić z Półwyspu Synaj - rzucił cicho, wpatrując się w znalezisko i stukając palcem w ochronną gablotkę. - Jeśli są autentyczne, ich wartość przy tej barwie powinna być spora. Obecnie złoża w tamtych kopalniach są niemal na wyczerpaniu. Sam styl oceniłbym faktycznie na okres Nowego Królestwa, chociaż wahałbym się w ocenie, może być nieco starszy. XVI, może XVII wiek przed naszą erą. Spójrz na jego enormatywne, kuriozalne rozmiary. Z całą pewnością nie był projektowany dla kobiety. Wygląda na biżuterię rytualną. Nie sądzę żeby posiadał śmiertelną klątwę. Turkusy są świetnie zachowane, a gdyby były nasycone czarną magią lub innymi brutalnymi klątwami, zapewne popękałyby. Turkusy to kamienie z leczniczą aurą, są dość wrażliwe na mroczne formy magii. Przypuszczam, że jego zła sława mogła pochodzić z faktu, że próbowano nim leczyć umierających... najpewniej nieskutecznie. Mogły wchłonąć nieco aury żalu. Runy wstępnie wyglądają na nieco zatarte. Muszę dokonać dokładnego badania, ale może być stworzony ze złota wysokiej próby, zbyt miękkiego, by przetrwać w trudnych warunkach.

Zmierzył kamienie wzrokiem, mrużąc z zastanowieniu oczy i otworzył szufladę w kontuarze, wyciągając z niej cienkie rękawice ze smoczej skóry obite atłasem.

- Mogę? - zapytał, wyciągając ręce w kierunku naszyjnika. - Chciałbym oczyścić go eliksirem i poddać szybkiemu badaniu na obecność bardziej kreatywnych, choć niezbyt mrocznych klątw, zanim skorzystam ze szczegółowych metod. Nie kwestionuję umiejętności twojej klątwołamaczki, ale strzeżonego Merlin strzeże.


RE: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Cathal Shafiq - 17.09.2024

Cathal potrafił powiedzieć, jaka biżuteria była charakterystyczna dla danego okresu, wskazać, co oznaczają runy, jeśli się na niej pojawiały, rozpoznać symbolikę – ale już takie tajniki rzemiosła, o jakich opowiadał teraz Burke, pozostawały dla niego tajemnicą. Odrobina ekscytacji, rzadko przez Shafiqa odczuwanej, pojawiła się, gdy jubiler przyznał, że naszyjnik może nie być podróbką. Cathal nie wdał się ani w ojca, ani w matkę, najbardziej przypominając o zgrozo ojczyma, ale pod tym względem był nieodrodzonym synem swego rodu – kochał historię, artefakty oraz wszystko, co było częścią tej pierwszej.
Naszyjnik mógł być cenny przez wzgląd na kamienie, ale bezcenny ze względu na swoją historię.
Tym razem zapamiętywał każde słowo nie dlatego, że musiał, a dlatego, że faktycznie chciał.
– Będę potrzebował ekspertyz na piśmie, naszyjnik prawdopodobnie trafi do Muzeum Shafiqów albo zostanie przekazany dalej – powiedział. Zaspokojenie własnej ciekawości interesowało go w pierwszej kolejności, ale cóż, formalnością musiało stać się za dość, a przecież Cathal nie planował sypiać z tą biżuterią, rzeczywiście absurdalnie ciężką, pod poduszką. – Turkusy to jeden z popularniejszych elementów biżuterii w Egipcie. Zakładałem, że jeśli to nie jest pod tym względem fałszywka, mogły być częścią… wyprawki nagrobnej i ktoś ukradł je z grobowca. Prawdopodobnie zresztą już dość dawno temu.
Jeśli naszyjnik miał wisieć na szyi umarłych, przynosząc im szczęście i dobrobyt w zaświatach, nie miała już znaczenia jego waga.
Przypatrywał się niebieskim kamieniom, przecinającym je żyłkom, milcząc, długą chwilę. Nienaturalne u większości ludzi – nic dziwnego u Cathala, a i ktoś, kto sam miał umysł obciążony chorobą Milforda, pewnie się temu nie zdziwi.
Myślał o innych kamieniach: i, sam nie był pewny czemu, o błękicie egipskiego nieba.
– Ale być może miały być częścią rytuałów uzdrawiających. – Poruszył lekko ramionami: akurat pod tym względem miał za mało danych, aby być gotowym kłócić się z Burkem. Jakby nie było, chociaż Shafiq chciał poznać całą historię, najważniejszym dla niego byłby fakt, że naszyjnik naprawdę nie powstał jakieś dwieście lat temu jako kopia. Wspaniała, ale wciąż tylko kopia. – Leta Crouch to klątwołamaczka specjalizująca się w starożytnych klątwach i ściągała je już w egipskich grobowcach i na wykopaliskach w innych częściach świata, ale się nie krępuj – stwierdził. Nie wątpił w kompetencje Lety pod względem klątw, nawet jeśli często docinał jej pod innymi względami, ale Burke był specjalistą. Shafiq nie przyszedłby do niego w innym wypadku, nie obawiał się więc testów, które ten chciał wykonać.


RE: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Asmodeus Burke - 21.09.2024

Wysłuchał z uwagą Shafiqa i sięgnął po naszyjnik, by zabrać go do znajdującej się na tyłach sklepu pracowni. Podszedł do stolika w głębi pomieszczenia i umieścił naszyjnik w płaskim, szklanym naczyniu przypominającym duża misę. Były na niej wyżłobione od zewnętrznej strony liczne runy układające się w długie pasma znaków, okalając wnętrze niczym słoje drzewa. Pomagały utrzymać zaklęcia oczyszczające i neutralizujące klątwy. Ten wspaniały artefakt zdobył pradziadek Asmodeusza podczas podróży do Niemiec. Jego pomoc przy pracy jubilera była wprost nieoceniona. Burke odwrócił się i po chwili zastanowienia wyciągnął ze składziku jeden z jubilerskich eliksirów, których używał na porządku dziennym. Miał dość łagodne działanie, jego barwa przypominała z wyglądu ciemne, mętne piwo, a w zapachu przebijał się lekki aromat anyżu. Miał dość spore zapasy. Przeważnie warzył go sam, nie była to mikstura o dużym stopniu skomplikowania, składniki też nie należały do unikalnych. Kupował go przeważnie gdy po prostu nie miał czasu stać nad kotłem. Wrócił do stolika i wolnym ruchem zalał naszyjnik eliksirem. Powierzchnia płynu bulgotała lekko przez chwilę i stała się nieco bardziej klarowna. Eliksir zmienił kolor na brunatno-rdzawy, a runy zaświeciły błękitnym poblaskiem. Pokiwał głową i poszedł przygotować stanowisko do badania biżuterii. Odczekał jeszcze chwilę i po kilku minutach wyjął specjalnymi widełkami sporej wagi naszyjnik, przemieszczając go na specjalistyczną płytę. Następnie zaczął powoli i dokładnie rzucać delikatne zaklęcia oczyszczające, chcąc wydobyć prawdziwe piękno naszyjnika. Złoto i kamienie z wolna odzyskiwały właściwy blask, a nieco toporne ornamenty i zatarte runy zyskały nieco na ostrości. Wreszcie użył zaklęć osuszających i zaczął uważnie oglądać swoje dzieło. Runy, mimo pewnych braków na pewno były runami uzdrawiającymi i kojącymi ból. Miały uspokajać osobę noszącą i rozjaśniać jej umysł. Zapewne naszyjnik był noszony przez kogoś za życia. Po wstępnej analizie postanowił zanurzyć biżuterię w jeszcze jednym eliksirze, a gdy to uczynił, jego oczom ukazała się ciekawa barwa. Rzeczony eliksir stał się granatowy i dziwnie mętny. Skrzywił się nieprzyjemnie i ponownie osuszył naszyjnik. Przyszedł czas na nieco bardziej niekonwencjonalne badania. Zdjął rękawice, żeby poczuć lepszy kontakt z naszyjnikiem i wolno podniósł go ku twarzy. Dotknął językiem poszczególnych elementów starożytnego precjoza i zamykając oczy wsłuchał się w swój magiczny instynkt. Po chwili opuścił naszyjnik na przygotowane miejsce i kamieniem probierczym dokonał kolejnych ustaleń. Rzucił też kilka zaklęć dla pewności. Gdy wiedział już wszystko, zaczął szybkim pismem sporządzać szczegółową opinię, którą następnie opatrzył pieczęcią zakładu i zamaszystym podpisem. Pozostało mu jedynie nałożenie podstawowych jubilerskich czarów konserwujących, współdziałających z poprzednio użytymi eliksirami.

Szybkim Accio przywołał z salonu kasetkę i po kilku zaklęciach oczyszczających i konserwujących, ułożył w niej odnowioną biżuterię, przyglądając się jej z niemą satysfakcją. Triumfalnie zaniósł naszyjnik do głównej części sklepu i położył go na kontuarze tuż przed Shafiqiem. Kilka sekund później wręczył mu pergamin ze szczegółową opinią.
- Niewątpliwie trafiłeś na coś wyjątkowego. Nie jestem w stanie wskazać ci, kto go nosił, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest wykonany z 18-karatowego złota z domieszką innych metali, szczegóły, w tym wycenę, znajdziesz w opinii. Turkusy najpewniej pochodzą z Półwyspu Synaj. Układ linii jest bardzo charakterystyczny. Po oczyszczeniu odzyskały swój wyjątkowy blask. Potwierdzam jego autentyczność. Zarówno stopień erozji, jak i technika wykonania, typ zastosowanych stopów i obróbka wskazują na okres, o którym rozmawialiśmy. Możesz się cieszyć nowym cennym nabytkiem - wskazał z szerokim uśmiechem Asmodeusz. - Mam tylko jedno zastrzeżenie. Rzeczywiście Leta Crouch dobrze wykonała swoje zadanie, nie znalazłem żadnej klątwy ciążącej na naszyjniku, co również jest zawarte w opinii, jednak na twoim miejscu sprowadziłbym aurowidza i prawdopodobnie widmowidza. Eliksir wskazał, że naszyjnik mimo braku klątw otacza coś mrocznego. Ja nie mam narzędzi ani możliwości żeby to sprawdzić. Możliwe, że nosił go ktoś parający się czarną magią lub osoby go noszące zginęły tragiczną, straszną śmiercią. To nie jest moc samego naszyjnika, a może być związane z jego historią. Widmowidz byłby w stanie powiedzieć coś więcej, może nawet zobaczyć fragmenty przeszłości i przy pomocy aurowidza podpowiedzieć jak skutecznie oczyścić aurę, ponad to co byłem w stanie zrobić jubilerskimi metodami. Wcześniej nie polecałbym go nikomu na dłużej zakładać. Masz kogoś swojego, czy potrzebujesz żebym poruszył siecią kontaktów? Moglibyśmy spróbować zdziałać coś od razu, wtedy sporządziłbym uzupełnienie do opinii. Znajomość choćby fragmentów historii naszyjnika znacząco podniosłaby jego wartość, a dla ciebie zapewne byłaby bezcenna. Pragnę tylko wskazać, że niewiele jest tak dobrze zachowanych naszyjników z tamtego okresu. To prawdziwy skarb. Cieszę się, że miałem możliwość z nim pracować.

Przydługa przemowa Asmodeusza mogła być nużąca dla Shafiqa, ale liczył, że udało mu się przekazać jak najwięcej istotnych informacji. W końcu fachowa ekspertyza z pieczęcią poświadczającą nie była tanią usługą, zwłaszcza w przypadku takich znalezisk. Sam naszyjnik był wart tysiące galeonów z powodu samych materiałów, których użyto, a jego wartość rynkowa mogła tylko wzrosnąć z uwagi na związaną z nim historię.


RE: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Cathal Shafiq - 22.09.2024

Cathal umiał być cierpliwy, jeśli uważał, że dokładność i ostrożność są w danej sprawie istotne, a w tej z pewnością były. Klejnot, nawet jeżeli nie okazałby się autentyczny, miał ogromną wartość już choćby ze względu na złoto, jakiego użyto do produkcji i że jeśli go sfałszowano, zrobiono to z minimum sto lat temu. Jeżeli był prawdziwy – jego wartości nie dało się oszacować, bo poza kruszcem i turkusami, decydowała o niej stojąca za nim historia. W przypadku takich znalezisk nie można było ryzykować żadnych uszkodzeń, a wszelkie testy bywały czasochłonne.
Dlatego Shafiq po prostu czekał, pozwalając myślom płynąć swobodnie. Czarno – białe zdjęcia klejnotów, szkice run, chłodny dotyk złota pod palcami, błyski innych kamieni – oglądanych za szkłem w gablotach, na szyjach żon poszukiwaczy skarbów, wydobywanych samodzielnie z podziemnych komnat, to wszystko przesuwało się mu przed oczyma. Nie zdawał sobie nawet sprawy z upływu czasu, gdy sam pozwolił, aby jedno z „zawieszeń”, typowych dla choroby, z którymi zwykle tak walczył (czasem z większym, czasem z mniejszym powodzeniem), pochłonęło go całkowicie. Kiedy Asmodeus wrócił, zastał Cathala stojącego w tym samym miejscu przy ladzie, w tej samej pozycji nawet, i mogłoby się wydawać, że mężczyzna zamienił się w posąg.
Drgnęła jednak, wyrwany z zamyślenia, gdy pierwsze zdania zdołały przebić się przez mur wspomnień, przywołać go do teraźniejszości.
Bo klejnot faktycznie miał wspaniałą przeszłość.
Lekki uśmiech, pełen satysfakcji, przemknął przez jego usta. Przemowa Asmodeusa nie nudziła go ani trochę: och, tak, Cathala łatwo było znużyć, mało co go ekscytowało, niewielu ludzi w ogóle uznawał za godnych zapamiętania, ale w chwilach takich jak ta chłodnął każde słowo, każdą informację przyswajał chętnie. I na progu Burke’a stanął przecież dlatego, że wierzył, że jego ekspertyza będzie jedną z rzetelniejszych, jakie mógłby zyskać w Wielkiej Brytanii.
Jego dłonie powędrowały ku kasecie, zacisnęły się na jej brzegach, z nową zaborczością. Gdyby sam znał Tolkiena – ale nie czytywał raczej zwykle takich książek – może sam siebie mógłby porównać teraz do Goluma, który znalazł jedyny pierścień… a może raczej do Smauga? Przecież ta błyskotka nie miała zaprzątać Cathala zawsze – gdy już odkryje jej tajemnice, umieści ją za gablotą w muzeum Shafiqów i odbierze stosowne wynagrodzenie od krewnych, popędzi wykorzystać te pieniądze na znalezienie kolejnych skarbów.
Jemu zawsze było mało.
– Wątpię, by ktoś miał go nosić. Trafi raczej do rodzinnego muzeum – powiedział, opuszczając wzrok na klejnoty. Były piękne, ale nieco nazbyt krzykliwe jak na obecną, angielską modę, a jego krewni mieli dostatecznie wiele drogich kamieni po przodkach, którzy zdobywali je w dalekich krainach. – Bez wątpienia warto jednak zbadać temat bliżej.
Nie by podnieść wartość klejnotu, bo rodzina raczej go nie sprzeda, nie dlatego, że komuś mógłby wyrządzić krzywdę – a tylko po to, by wiedzieć. Cathal lubił wiedzieć.
– Nie w Anglii – stwierdził, wzruszając lekko ramionami. Widmowidzka, która była częścią grupy jego wuja, zginęła lata temu, aurowidz, z którym sam Cathal współpracował, został zabity przez śmierciożerców dobre półtora roku temu. Kojarzył, kto w socjecie ma potrzebne umiejętności, ale raczej nie utrzymywał z nimi dobrych relacji. Najbardziej oczywistym wyborem byłaby siostra Ulyssesa, Vespera Rookwood, ale między nim a Ulyssesem panowało pewnego rodzaju milczące porozumienie w tym zakresie.
Ulysses nie chciał, by Cathal został wciągnięty w sprawy śmierciożerców.
A Cathal nie chciał być w nie wciągnięty.
To oznaczało pewien dystans między nim, a rodziną przyjaciela.
– Nie mam nic przeciwko twoim ekspertom, ale muszę wiedzieć najpierw, kto to jest. Niekoniecznie każdego mam ochotę dopuszczać go tego naszyjnika, zwłaszcza gdy jeszcze można mi go odebrać – skwitował. Nie wdawał się w wyjaśnienia, bo i uznał, że dla kogoś wychowanego w świecie czystokrwistych będzie to jasne. Shafiqowie mieli swoich wrogów. Cathal też takich miał.


RE: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Asmodeus Burke - 22.09.2024

Asmodeus skinął głową, słysząc o preferencjach Cathala. On sam  lubił pozostawać na neutralnym gruncie. Nie zrażały go cudze powiązania, dopóki nikt nie próbował siłą przeciągać go na żadną stronę. Zarówno zwolenników tajemniczej grupy występującej przeciwko Czarnemu Panu jak i Śmierciożerców traktował jak nico zbyt natrętnych misjonarzy pukających do drzwi i pytających: czy chcesz porozmawiać o Czarnym Panu? Albo: czy chcesz porozmawiać o prawach mugolaków? Ważne były umiejętności i rozsądek specjalisty.

- Proponuję jako widmowidza proponuję Lyssę Dolohov, to młoda dziewczyna, ale jej wizje potrafią być dość potężne. Powinna zobaczyć dość, by z łatwością udało się opisać historię tego przedmiotu. Nie jest tak zmanierowana jak niektórzy w tej branży. Jako aurowidza... hmm, tu będzie nieco trudniej, sporo ze znanych mi osób nie będzie się pewnie w stanie pojawić w tej chwili, ale... - przerwał na moment monolog, mrużąc oczy w zamyśleniu. - Mam jeszcze jedną kandydatkę. Ma dość doświadczenia, by zauważyć drobne niuanse i szybko je zinterpretować, powinna poradzić sobie z tak starożytnym przedmiotem. To Lavinia Bulstrode.

Podszedł wolnym krokiem do kominka i nabrawszy odrobinę Proszku Fiuu w rękę, cisnął go prosto w żar migoczącego łagodnie kominka. Niskie płomienie natychmiast zmieniły kolor. Przez chwilę zawiesił się, śledzęc cudowne blaski tańczących ogników. Ich ruch był tak fascynujący, a ciepło łaskotało jego twarz. Przymknął na chwilę oczy, rozkoszując się przyjemnym odczuciem.
- To nie potrwa dłużej niż godzinę - stwierdził Burke, oczekując na decyzję Shafiqa.