![]() |
|
[1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie (/showthread.php?tid=4216) |
[1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie - Mona Rowle - 24.11.2024 Nie wiem czy jesteś moim przeznaczeniem Czy przez ślepy traf miłość nas związała? Kiedy wyrzekłem moje życzenie, Czyś mnie wbrew sobie wtedy pokochała? Z moich snów uciekasz nad ranem W małej kawiarni na rogu Neal’s Yard unosił się zapach świeżo mielonej kawy i waniliowych rogalików. Mona wpatrywała się w kubek parującego napoju, który trzymała zdrową ręką. Była sporo przed umówionym czasem, bo zegar za ladą wskazywał 13:40, a dzwonek nad drzwiami milczał od pięciu minut. Tego dnia siedziała przy stoliku w kącie małego saloniku tak, aby mieć widok na drzwi, ale również w miarę dobrą możliwość ucieczki, jeśli nagle poczułaby, że jednak nie była na to gotowa. Wzięła ze sobą płaszcz w kratkę, który był teraz zarzucony na krzesło i turkusowy sweter. Rude loki spięła w kucyk. Wcześniej przeklnęła, gdy zorientowała się, że chciałaby wyglądać ładnie dla mężczyzny, z którym była umówiona. O mało nie wpadła dzisiaj pod mugolski autobus. Była spięta i naładowana nerwami oraz czymś, co rudowłosa ledwie potrafiła nazwać, bo przeszłość wisiała nad nią jak duch. Ale z drugiej strony jak mogłaby nie przyjść? Serce dziwnie bolało, ale sądziła, że oboje mieli za dużo do powiedzenia, żeby pozwolić temu spotkaniu nie dojść do skutku. Albo się okaże, że za mało. I o chyba dziesięć lat za późno. Czy przyjdzie jako ten sam chłopak, którego pamiętała z szkolnych lat, z wiecznym uśmiechem i ciepłem w spojrzeniu? Czy może życie odcisnęło na nim takie piętno, o którym pisał, a nie była świadoma i ledwie go rozpozna? Dziesięć lat, przypomniała sobie. A list niczego nie zmieniał. Bo Icarus Prewett napisał do niej kilka dni temu. Te słowa wciąż wydawały jej się nierealne. Papier leżał w jej torebce, zgięty w pół. Znała jego treść na pamięć, bo wracała do niego tyle razy, że mogłaby niemal recytować go z zamkniętymi oczami. Po wieczorku singli przepłakała całą noc, potem jeszcze sobotę i niedzielne spotkanie z kuzynem nieco podniosło ją na duchu. Potem jeszcze ten nieszczęsny sen! A co czuła teraz? Wszystko naraz. Złość. Na Icarusa, na siebie, na swojego ojca, na martwego Dedalusa, na dekadę straconego czasu. Smutek, bo czy nie mogło być inaczej? Czy te wszystkie listy musiały przepaść w rękach człowieka, który nigdy nie rozumiał, co ich łączyło? Tęsknotę – tę starą, dobrze znaną, która przez te lata była jej towarzyszyła, kiedy przesiadywała na dworzu i czekała na swojego kruczego przyjaciela z odpowiedzią na jej listy do Prewetta, a która nigdy nie nadeszła wyjątkowo wcześnie. I jeszcze coś. Coś, co bała się nazwać. Nadzieję. Przez ostatnie dni myślała o tym niemal bez przerwy. Rudowłosa westchnęła. Jak to się stało dokładnie, że odnaleźli się na nowo? Wspominał, że to Basilius wyjawił mu o ukrywaniu listów przez ich własnego ojca. Jak tylko przez chwilę pomyślała o tym zgorzkniałym mężczyźnie, to bardzo nieprzyjemne uczucia się w niej pojawiały, no bo jak tak można było? O co właściwie mogła Icarusa spytać? Czy mogła w ogóle o to pytać? Z tego wszystkiego jednak chyba najbardziej obawiała się jednego: że gdy go zobaczy, gdy usiądzie z nim przy stoliku i spojrzy mu w oczy, okaże się, że ta przepaść między nimi stała się za duża. Może lepiej było zacząć od tego, że zapyta się, co chciałby zamówić. Tak, może to właśnie był najlepszy początek. A co jeśli Icarus nie przyjdzie? Zapomniał, albo co gorsze— wystawił ją? Kobieta westchnęła drugi raz. RE: [1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie - Icarus Prewett - 24.11.2024 Umówili się z Mo pierwszego września, w rocznicę ich pierwszego spotkania. Tego dnia Aleja Horyzontalna i Pokątna ogarniała nietypowa cisza. Nie było dzieciaków łażących po ulicach i zajętych szkolnymi zakupami rodziców. Młodzi wyjeżdżali do Hogwartu, a świat czarodziejów wchodził w stan dorosłości. Przynajmniej na moment, kiedy dorośli nie zaczynali zachowywać się gorzej niż dzieci. Icarus, w przeciwieństwie do świata wokół siebie nie działał w spokoju. Przez pół godziny dobierał sobie odpowiedni strój, a przez kolejne pół czesał włosy, które mimo pomady wciąż się wymykały z ułożenia. Zdecydował się na modnie (a może nawet odrobinę wyzywająco) rozpiętą koszulę w kwiaty i beżowy garnitur. Biżuterię też dobrał dość uważnie, bo wygrzebał z dna szafki wisiorek ze smokiem, który dostał dawno temu na urodziny od Mony. Przez chwilę walczył z tym, by go zapiąć. Dłonie drżały mu niemiłosiernie. Kiedy wyszedł z domu, Ella i Basil byli oboje w pracy. Nie musiał się im z niczego tłumaczyć, całe szczęście. Natomiast, gdy był już w niemagicznej części Londynu i mijał kwiaciarnię, wpadł na pomysł, by obdarować Mo małym bukietem. Wybrał taki ślicznie wiązany, z kolorowymi kwiatami. Czy miało to symbolizować jakiś nowy początek? Przeprosiny? Chyba nie do końca, bo Icarus wybrał je tylko dlatego, że mu się podobały. Kwieciarka, która go obsługiwała chyba widziała, że szedł na spotkanie z kobietą, bo obdarzyła go życzliwym uśmiechem. — Pańska wybranka ma szczęście — rzekła, a Icarus niemal pokręcił głową. Właściwie Mona miała strasznego pecha do facetów (przynajmniej do jednego faceta), bo przecież złamał jej serce. A to nie miała być randka, a jedynie spokojne spotkanie po latach. Wystarczyłoby, żeby zostali przyjaciółmi. Icarus przeszedł do kawiarni, choć jeszcze przed podejściem bliżej, poprawił sobie ostatni raz włosy w lusterku jednego z zaparkowanych nieopodal samochodów. Bogowie, miał nadzieję, że dobrze wyglądał. Nie wiedział nawet, dlaczego. Przecież to było przyjacielskie spotkanie. A jednak przychodził odpicowany i z bukietem w ręku... czysto platonicznie. Kiedy wszedł do kawiarni, rozejrzał się dookoła i wreszcie zobaczył Monę siedzącą przy stoliku. Wyglądała przepięknie, chyba nawet jeszcze piękniej niż, gdy byli młodsi. Serce Icarusa chciało chyba wyskoczyć z piersi na jej widok. W jego myślach przewijało się w kółko jedno, niepożądane w tej sytuacji zdanie: Kocham ją. Po chwili jednak zorientował się, że stanął w przejściu, a ludzie zaczęli się na niego gapić. Dlatego opanował się i podszedł do stolika Mony. — Um... Cześć? — nie zabrzmiał zbyt pewnie. Och, gdzie się podział jego duch Prewetta? Gdzie jego zadziorność i pewność siebie? Charyzma? Wszystko to jakby ginęło pod warstwą przytłaczającej go fali uczuć. — Pięknie dziś wyglądasz. Dziś? Mona zawsze pięknie wyglądała. Oj, jaki on był głupi! Gadał od rzeczy, nie umiał sformułować spójnego zdania. RE: [1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie - Mona Rowle - 24.11.2024 O dobrzy bogowie, ten mężczyzna był zdecydowanie zbyt piękny na ten świat! Tak, Mona spotkała go czystym przypadkiem po raz pierwszy w sierpniu w barze, ale nie miała większej szansy, żeby mu się przyjrzeć. A tak długo, jak nie mogła oderwać od swojego ukochanego starego przyjaciela wzroku ciemnych oczu w świetle dnia, tak nasuwał jej się wniosek, że twarz to mu chyba Michał Anioł dłutem haratał. Jakoś tak być może nie mogła się popisać bagażem doświadczenia w sprawach miłosnych (do czasu preferowała po prostu towarzystwo smoków), ale mogła stwierdzić, że Icarus Prewett był po prostu boski. Przypomniała sobie, jak Jonathan powiedział jej, że nie wszystko złoto, co się świeci, kiedy ta opowiadała o spotkaniu z Electrą i jej bratem. W głowie Mony również przewijało się jedno słowo. Kurwa mać, kurwa, kurwa, kurwa. Kurwa! Szkoda, że w całej jej książkowej przygodzie, nikt nigdy nie pomyślał, aby dołączyć rozdział o tym, jak radzić sobie z byłym chłopakiem, którego się wciąż kochało. Najlepiej jeszcze z instrukcją krok po kroku co powiedzieć, jak się zachować, jak oddychać bez tego paskudnego ucisku w piersi. No więc skoro ten niedorzecznie przystojny mężczyzna podszedł do stolika, przy którym siedziała, przywitał oraz skomplementował, to zaczęła się zastanawiać, czy to może ONA nie dojrzała do tego spotkania. Chyba nie była gotowa na dorosłego Icarusa Prewetta. Nie wtedy. Nie teraz. Nigdy. Czy nie była już za stara na takie komplementy? Czy czas i rozczarowania nie powinny jej uodpornić na takie słowa? Wzięła głęboki oddech i podniosła na niego wzrok. — Icarusie, hej — powiedziała i powoli wstała, aby podać mu lewą rękę w geście powitania. Metalowa kończyna zawisła, kiedy to zrobiła, ale upewniła się, żeby materiałowa rękawiczka zakrywała całą dłoń pod stołem. Przed wyjściem stwierdziła, że wolałaby, aby nie widział, kiedy miała na to wpływ. Poza tym to był dobry początek, prawda? Powinna zacząć od czegoś prostego. Chyba żeby wolałby, aby mówiła do niego ,,panie Prewett’’? A ona właśnie z góry przekroczyła jakieś jego niewidzialne granice komfortu? — Dobrze… Jest cię widzieć — zaskakujące, ale to była najczystsza prawda. Jej uwagę przykuły kwiaty w jego dłoni. Na moment serce jej zadrżało zanim zdrowy rozsądek mógł zainterweniować. O proszę, szybciutko zazdrość się w niej pojawiła. Pewnie był z kimś umówiony po ich spotkaniu, które było przecież tylko spotkaniem. Nie masz prawa do niego, kobieto, przypomniała sobie. — Przyszedłeś — powiedziała po chwili, a w jej głowie rozległ się alarm. To wszystko? Naprawdę? Przyszedłeś? Miała ochotę pierdolnąć głową w stolik. Albo w ścianę. Właściwie w cokolwiek, bo przecież tyle godzin spędziła na rozmyślaniach, co mogłaby powiedzieć. Cudownie, naprawdę oszałamiający początek rozmowy. — Bo… Nie byłam pewna, czy naprawdę… — przyznała i wbiła wzrok w filiżankę przed sobą. — Minęło tyle czasu… Mogłam się mylić co do tego, czy w ogóle będziesz chciał mnie widzieć. RE: [1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie - Icarus Prewett - 25.11.2024 Niemal zapomniał, że Mona nie mogła mu podać prawej ręki, ale szybko się dostosował. Uścisnął jej dłoń, a kiedy tylko jej dotknął, niemal zadrżał. Nikt, kto go dotykał, nie sprawiał, że było mu tak ciepło. Tylko Mo, jedyna osoba w jego świecie. Postarał się, oczywiście, by nie dało się tego po nim poznać. Jednak kiedy odsunął dłoń, po odpowiedniej dla obyczaju krótkiej chwili, musiał aż ją rozprostować i dopiero po momencie rozluźnić. – Ciebie też dobrze widzieć – odpowiedział, uśmiechając się do niej. Jednak, gdy powiedziała, że obawiała się, że nie przyjdzie, zmarszczył brwi. – Nie mógłbym nie przyjść. Gdybym nie przyszedł, znaczyłoby, że się poddałem. Poddał się w czym? W umizgach? Nie... nie chodziło do końca o to. Icarus miewał momenty, kiedy chciał się poddać całościowo, w każdym aspekcie swojego życia. A może miałby poddać się, co do poszukiwań szczęścia? Bo to, że przyszedł, znaczyło, że nadal miał nadzieję na naprawienie tego, co zepsuł i odzyskanie tego, co zabrał mu Dedalus. Nikłą, ale... wciąż nie do końca wygaszoną. Namiastkę słońca w najbardziej zachmurzony dzień. – Zapomniałbym... Mam coś dla ciebie – uśmiechnął się i wyciągnął w stronę Mony trzymany w prawej dłoni bukiecik. – Wydał mi się dość ładny, więc jeśli nie będziesz go chciała, zatrzymam go – zażartował, po czym zorientował się, że wciąż stał obok stolika, ściągając spojrzenia innych klientów. Dlatego zajął miejsce na przeciwko Mony. – Fajne miejsce wybrałaś. Ładnie tu i przyjemnie pachnie, jak świeżo mielona kawa. Choć w sumie... czym innym miałaby pachnieć kawiarnia? RE: [1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie - Mona Rowle - 26.11.2024 A więc kwiaty były jednak dla niej, a nie jakiejś tajemniczej piękności, szykowniejszej, bardziej pewnej siebie, bardziej… Po prostu lepszej od Mony. Starała się zignorować myśl, że kwiaty musiały mieć jakieś znaczenie, inne niż te, które pragnęła im rozpaczliwie przypisać. Bo przecież Icarus zawsze był skłonny do takich gestów; tak uroczysty w drobnych rzeczach, że oczywiście, że miał komu podarować te kwiaty. I chociaż powtarzała sobie, że to nic takiego, nie mogła powstrzymać własnego uśmiechu: — Są dla… Mnie? Dziękuję, są naprawdę prześliczne. Tej durnej kobiecie zajmie trochę czasu uświadomienie sobie, dlaczego dostała kwiaty, ale to jeszcze nie była zdecydowanie na to pora, a kiedy bukiecik wylądował na stole między nimi, jej oczy wracaly do niego po raz drugi i trzeci, i czwarty. Kolorowe i piękne, będzie musiała dokupić jakiś ładny wazonik do nich. Tak czy tak rudowłosa była szczęśliwa, że mężczyzna postanowił się zjawić, a jej obawy spełzły na niczym. Oczywiście nie można było zaprzeczyć, że nad nimi wciąż wisiało widmo pechowego zakończenia relacji po tym spotkaniu, ale łatwiej Monie było uspokoić żałość jej serca, gdy zobaczyła Prewetta na żywo. — Musisz się z tym pogodzić, że pachnie tu kawą — odparła przyjaźnie. — Od kiedy przeprowadziłam się do Londynu, piję ją litrami. Może to jakiś miejscowy rytuał, jeszcze tego nie rozgryzłam — radio Mona Rowle zaczęło grać. Czy mu to przeszkadzało? — Pozwoliłam sobie coś wcześniej zamówić — dodała. — Ale nie krępuj się, zamów, co tylko chcesz. Mają tu całkiem przyzwoite ciasta, jeśli lubisz słodkie — ona lubiła słodkie, to się nie zmieniło. Właściwie to potrafiła docenić Londyn pod tym względem, bo najzwyklejsza kawa z mlekiem sprawiała, że mogła przetrwać długi w robocie dzień. Mona zamieniła się w kawosza! — Więc… Co tam się u ciebie działo? — rzuciła, kiedy napięcie w niej opadło. Icarus nie odgryzie jej głowy. Chyba. Albo drugiej, ostatniej ręki, która jej pozostała. Bo to było otwarte pytanie, które pozwalało mu zadecydować, ile zechciałby jej powiedzieć, prawda? Być może, jeśli istnial odpowiedni moment, to przyszedłby sam, bo może nie teraz? Może później? Mona zdusiła westchnienie. Jej pytanie na pewno dźwigało na sobie ciężar dekady, ale nie chciała czekać. Robiła to przecież przez ostatnie dziesięć lat. RE: [1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie - Icarus Prewett - 26.11.2024 Icarus nie mógł powstrzymać uśmiechu. Kwiaty podobały się Monie, prezent się udał. Było to z jakiegoś powodu nawet lepsze niż gdyby chodziło o zwyczajnego znajomego (oczywiście pod kątem obdarowywania prezentami, a nie wręczania kwiatów). Może dlatego, że obawiał się wcześniej, że Mo rzuci bukietem i odejdzie. Zaśmiał się cicho na wspomnienie o kawie. Przyłapał się na tym, że od jakiegoś czasu szczerze się nie śmiał. Czuł się trochę, jak w Hogwarcie, gdy przekomarzali się z Mo i żartowali. — To co pijecie w tej Walii? Herbatkę ze smoczego owocu? — zażartował jak za dawnych lat, jednak po chwili przypomniał sobie, że... nie był już tym samym Icarusem. A Mo nie była tą samą Moną Rowle. — Przepraszam. Ja... też piję dużo. Kawy oczywiście — wolał nie wspominać o alkoholu. Zawarł to w swoim liście, ale chyba nie był to temat na miłe spotkanie — Najchętniej espresso, żeby postawić się rano na nogi. Wiesz, maleńka filiżanka czystej, bardzo mocnej kawy. Prawie jak shot wódki — dodał w myślach, ale nie wypowiadał tego na głos. A jak wyglądało jego życie? Nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć na to pytanie. Właściwie, od kiedy przeczytał listy od Mony, dużo myślał. O sobie, ojcu, Mo, Basili, Electrze, Elise... Widział w ich relacjach nowy wymiar, którego wcześniej nie zauważał i zastanawiał się jednocześnie, co jeszcze było kłamstwem. Jakie prawdy, które wytworzyły Icarusa Prewetta były po prostu kłamstwem? — Właściwie wszystko i nic — rzekł, uśmiechając się słabo. — Ojciec umarł, założyłem Convivium i rzuciłem historię. Mieszkam z Electrą i Basilem i no... istnieję — przerwał na chwilę. Cisnęło mu się na usta, by powiedzieć, że nigdy nie zapomniał o Mo. Że nawet jeśli miał kochanki (o Ajaxie wolał nie wspominać), zawsze myślał tylko o niej (co było żałosnym i dość dziwacznym tekstem). Że przez tyle lat żałował ich zerwania i był przekonany, że miłość nie była mu przeznaczona. — A co tam u ciebie? Czy mogę spytać... wiesz... o twoją rękę? Czy wolisz nie mówić? Bo jeśli nie chcesz o tym opowiadać, nie ma problemu. RE: [1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie - Mona Rowle - 26.11.2024 Kwiaty były naprawdę przepiękne. Prawdopodobnie wysuszy je sobie, powiesi i pozostawi, aby o nim nich pamiętać. Za to pytanie o Walię wycisnęło jej serce z wody tęsknoty, jak brudną szmatę, bo wspomnienie domu i rodziny, która najwyraźniej średnio chciała jej powrotu, były wciąż żywe. ZBYT żywe, aby mogła odpowiedzieć na to z obojętnością, więc i uparcie (żeby się nie użalać przed Icarusem) postanowiła to zignorować. Zrobiła wielkie oczy zmartwiona i podniosła się lekko, gdy wspomniał, że on również dużo pił, jednakże uspokoiła się na deklaracji o bardzo mocnej kawie. Kobieta naprawdę miała nadzieję, że Icarus czuł się lepiej. ,,Ojciec umarł, założyłem Convivium i rzuciłem historię. Mieszkam z Electrą i Basilem i no... istnieję.’’ Och, Icarusie. Rudowłosa pragnęła spytać o tak wiele; o Dedalusa, bar, jego starą pasję. Trudno było jej uwierzyć, że to wszystko przepadło. Potem o czym pomyślała, to fakt, że wszystko o czym wspomniał sprowadzało się do jej wypadu w barze oraz organizowanego tam Wieczorku Singli. I że najwyraźniej zbagatelizowała ciężar, który ten oto mężczyzna dźwigał. — Tak swoją drogą to chciałabym cię przeprosić za to, jak na ciebie naskoczyłam. Wtedy na wieczorku singli — doprecyzowała. — Byłam… Zła na ciebie — złość to mało powiedziane. — Frustracja zrobiła swoje, ale nie usprawiedliwia mnie to w żaden sposób — kobieta przemyślała swoje zachowane i doszła do wniosku, że nie miała absolutnie żadnego prawa do swoich słów — o wymówkach Icarusa i własnym przeczuciu, że może w jakimś stopniu jeszcze go znała dobrze. Naprawdę bolało ją to, że pozwoliła sobie za zbyt wiele. — Electra — przypomniała sobie swój dziwaczny sen o dwóch klaczach w wagonie pociągowym sprzed paru tygodni. Dlaczego to właśnie końskie tyłki przyszły jej na myśl, kiedy pomyślała o siostrze Icarusa? Tylko bogowie mogli taką wiedzę posiadać. A genów Prewettów nie była w stanie przestać komplementować. Cała trójka rodzeństwa była niczego sobie, ale to Ari siedzący naprzeciwko niej sprawiał szybsze bicie serca. — To ta ślicznotka, która obsługiwała mnie na wieczorku singli, prawda? I Basil! Co tam u twojego brata? Jakoś nigdy nie było czasu, a pisał, aby umówić się do niego na wizytę w sprawie zdrowotnej… — przerwała i postukała paznokciami w stolik, uniosła brwi, ponieważ przez chwilę nie była pewna, jak zareagować na jego pytanie. Temat jej ręki wciąż zdawał się wyjątkowo delikatny i nie tylko dlatego, że był głęboko powiązany z tym, co straciła. Wstydziła się przed nim, ale kawałek jego historii za jej brzmiał rozsądnie; zwłaszcza, że nie była do końca przekonana, jak z Icarusem rozmawiać. — W porządku, możesz pytać. To znaczy… Nie jest to coś, o czym często rozmawiam, ale jeśli pytasz, bo… — z powodu troski? — …z ciekawości, to nie mam z tym problemu. Zamilkła na moment, żeby pozbierać myśli. — Wypadek przy pracy. Miała być najzwyklejsza to rutyna przy transporcie smoka w inne miejsce, ale że Rogogon Wegięrski to taka rasa, która jest cały czas wkurwiona, to… No… — uświadomiła sobie, że jednak nie była gotowa wypowiedzieć tego na głos, to jeszcze nie była na to pora. — Próbowałam pomóc stworzeniu, które okazało się bardziej nieprzewidywalne niż myślałam. I pewnie gdybym była szybsza albo ostrożniejsza, to wszystko wyglądałoby inaczej… — wytłumaczyła. Oparła się plecami o krzesło i wzruszyła ramionami, próbowała nadać całej sytuacji lekkości. — To już przeszłość. Radzę sobie – ledwo, ale wciąż pamiętała łzy lecące ciurkiem w pierwszych tygodniach przez ból i niemoc. — Powiedzieli mi, że nigdy nie odzyskam dawnej sprawność, także musiałam nauczyć się robić wszystko lewą ręką — potrzebowała żartu, więc uśmiechnęła się szczerze. — Mamy magię, ale nie uwierzysz mi, jak coś takiego może być trudne — a potem znowu przygasła. — Ojciec zadecydował od razu, że nie ma szans abym wróciła do pracy w rezerwacie. I miał rację, więc jestem tu. Za biurkiem, ale są smoki i badania, więc ponownie… Na plus. Nawet jeśli to wszystko wygląda inaczej niż kiedyś. Mona ominęła część, w której powinna wspomnieć, że kurewsko nienawidziła swojej pracy, ale nie potrafiła wyjaśnić, że przynajmniej temat smoków na papierze pozwalał być blisko tego, co ją napędzało. RE: [1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie - Icarus Prewett - 01.12.2024 Pokręcił głową. To nie Mo powinna była go przepraszać. Miała prawo być dla niego niemiła, nawet gdy raniło go to wtedy tak mocno. Nie. To nie ona go zraniła... Icarus sam się ranił raz za razem. – U Basila w porządku. A przynajmniej na tyle, na ile może być, bo on tak się skupia na innych, że nigdy nie mówi o swoich problemach – uśmiechnął się słabo. – I... nie musisz mnie przepraszać, naprawdę. Mam wrażenie, że się już listownie naprzepraszaliśmy, że hej. A potem wysłuchał jej słów. Wypadek przy pracy... Przecież to nie była dla Mony tylko praca. Pamiętał pasję, jaką otaczała te przerażające, choć piękne stworzenia. Nie wiązał się ze stratą ręki jedynie ból fizyczny, tego był pewien... A zresztą dla każdego to by stanowiło katastrofę. Ktoś inny by pomyślał, że Mona sobie radziła. Przecież mówiła tak, jakby pogodziła się ze stratą. Tylko, że Icarus widział w jej oczach, że wcale nie było tak pięknie. – Przykro mi, Mo... Serio – powiedział ze współczuciem i niemal by wyciągnął dłoń, by ująć lewą rękę Mony. Jednak w tym momencie podszedł do nich kelner. Icarus szybko odsunął się, odrobinę zażenowany. Zamówił sobie czarną kawę i ciasto truskawkowe. W kawiarni obowiązywała jeszcze letnia oferta. A zresztą... lato wciąż trwało, choć chyliło się ku końcowi. Po chwili kelner odszedł, a Icarus musiał coś powiedzieć. – A jak wygląda... ta praca za biurkiem? – zapytał, by rozładować choć trochę atmosferę. RE: [1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie - Mona Rowle - 02.12.2024 — Bardzo mnie zaskoczył twój list. Czy… Chcesz o tym porozmawiać? Miała dwie rzeczy na myśli. Oczywiście, chciała wiedzieć, co skłoniło go do napisania właśnie teraz, ale dawała mu również możliwość, aby się wygadał i wylał wszystko, co w sobie dusił. Była tu dla niego. Pragnęła tego od dziesięciu lat. A potem nazwał ją tym przeklętym skrótem i kiedy kelner oddalił się z zamówieniem, a ona skończyła opowiadać, wypaliła: — Nie powinieneś mnie tak nazywać. Nie, jeśli… Jeśli planujemy urwać kontakt po tym spotkaniu. Chociaż może wcale nie masz takiego zamiaru — dodała po chwili ciszy. — Ale ja… Ja po prostu muszę to wiedzieć. Mona tak bardzo chciała mieć chociaż jeden powód, żeby móc nazywać go Ari — ale nie z przyzwyczajenia, tylko poczucia, że wciąż była częścią jego świata. Przeprosiła go przecież przed chwilą. Nie patrzyła na niego, ponieważ jej spojrzenie błądziło gdzieś po blacie stolika, bo głupia właśnie tam mogła znaleźć odpowiedzi, których brakowało jej w jego obecności. Przyniósł jej kwiaty, przyszedł na spotkanie, zachowywał się tak jakby mu zależało. To wszystko powinno mówić samo za siebie. Nie wiedziała, co nią kierowało. Czy to była frustracja czy głęboko zakorzeniony strach, który przez te wszystkie lata zdążył się rozgościć w jej sercu. Strach, że znów zostanie sama. — Prowadzimy rejestracje, wydajemy zezwolenia i wytyczne dla hodowców — wykrzywiła usta w grymasie znużenia. Zwykle miała problem z zachowywaniem dyskrecji, co w pracy w Ministerstwie Magii uchodziło za niebezpieczną wadę, ale akurat teraz niewiele ją to obchodziło. Bo przecież rudy Weasley był robakiem, o którym mogła mówić bez większych skrupułów. — Muszę walczyć z stażystami — dodała z frustracją. — Rozumiesz, że ktoś mi notorycznie zsyłał dokumentację spoza mojego Departamentu? Wyobraź sobie, musiałam jebać się z archiwami, bo oczywiście nikt inny się do tego nie kwapił. Na razie mam spokój, ale kto wie co jesień przyniesie, kiedy zaraz będzie migracja Walisjkich Zielonych? RE: [1.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do ciebie - Icarus Prewett - 04.12.2024 Nie miał pojęcia, co myśleć o słowach Mony. Czuł się bezsilny. Chciał wykrzyczeć światu, że ją kochał cały czas. Że nie przestałby nawet, gdyby podzieliło ich sto lat, a nie tylko dziesięć, że była dla niego jedyną. Lecz milczał przez chwilę. Dał jej mówić, jednocześnie wpatrując się we własne dłonie. Wstyd panował nad nim i zaciskał mu swoją chłodną dłoń na gardle. A może to nie był wcale wstyd? Może to była trupia dłoń Dedalusa Prewetta? Kiedy kobieta skończyła mówić o swojej pracy, dopiero się odezwał. Był tak inteligentny, tak charyzmatyczny... Dlaczego teraz brakło mu słów? – Posłuchaj, Mo... Mono... Nie... chcę, żeby to było nasze ostatnie spotkanie. Jeśli... sobie tego życzysz, oczywiście. Nie mówię o powrocie do tego, co było. Jesteśmy innymi ludźmi. Ale jeśli nie chcesz mieć ze mną już do czynienia... To zrozumiem. Jesteś wspaniałą osobą i nie będę miał ci za złe, jeśli dzisiejszy ja nie będzie dla ciebie... wersją Icarusa, z którą byś chciała... – no właśnie. Czego miałaby Mona od niego chcieć? – Już sam nie wiem. Kolegować się? Kolegować się? Bogowie, jaki ja jestem żałosny – pomyślał, choć nie wiedział, co lepszego mógł powiedzieć. |