24.11.2024, 01:16 ✶
Nie wiem czy jesteś moim przeznaczeniem
Czy przez ślepy traf miłość nas związała?
Kiedy wyrzekłem moje życzenie,
Czyś mnie wbrew sobie wtedy pokochała?
Z moich snów uciekasz nad ranem
Czy przez ślepy traf miłość nas związała?
Kiedy wyrzekłem moje życzenie,
Czyś mnie wbrew sobie wtedy pokochała?
Z moich snów uciekasz nad ranem
W małej kawiarni na rogu Neal’s Yard unosił się zapach świeżo mielonej kawy i waniliowych rogalików. Mona wpatrywała się w kubek parującego napoju, który trzymała zdrową ręką. Była sporo przed umówionym czasem, bo zegar za ladą wskazywał 13:40, a dzwonek nad drzwiami milczał od pięciu minut. Tego dnia siedziała przy stoliku w kącie małego saloniku tak, aby mieć widok na drzwi, ale również w miarę dobrą możliwość ucieczki, jeśli nagle poczułaby, że jednak nie była na to gotowa. Wzięła ze sobą płaszcz w kratkę, który był teraz zarzucony na krzesło i turkusowy sweter. Rude loki spięła w kucyk. Wcześniej przeklnęła, gdy zorientowała się, że chciałaby wyglądać ładnie dla mężczyzny, z którym była umówiona.
O mało nie wpadła dzisiaj pod mugolski autobus. Była spięta i naładowana nerwami oraz czymś, co rudowłosa ledwie potrafiła nazwać, bo przeszłość wisiała nad nią jak duch. Ale z drugiej strony jak mogłaby nie przyjść? Serce dziwnie bolało, ale sądziła, że oboje mieli za dużo do powiedzenia, żeby pozwolić temu spotkaniu nie dojść do skutku. Albo się okaże, że za mało. I o chyba dziesięć lat za późno.
Czy przyjdzie jako ten sam chłopak, którego pamiętała z szkolnych lat, z wiecznym uśmiechem i ciepłem w spojrzeniu? Czy może życie odcisnęło na nim takie piętno, o którym pisał, a nie była świadoma i ledwie go rozpozna? Dziesięć lat, przypomniała sobie. A list niczego nie zmieniał. Bo Icarus Prewett napisał do niej kilka dni temu. Te słowa wciąż wydawały jej się nierealne. Papier leżał w jej torebce, zgięty w pół. Znała jego treść na pamięć, bo wracała do niego tyle razy, że mogłaby niemal recytować go z zamkniętymi oczami.
Po wieczorku singli przepłakała całą noc, potem jeszcze sobotę i niedzielne spotkanie z kuzynem nieco podniosło ją na duchu. Potem jeszcze ten nieszczęsny sen! A co czuła teraz? Wszystko naraz. Złość. Na Icarusa, na siebie, na swojego ojca, na martwego Dedalusa, na dekadę straconego czasu. Smutek, bo czy nie mogło być inaczej? Czy te wszystkie listy musiały przepaść w rękach człowieka, który nigdy nie rozumiał, co ich łączyło? Tęsknotę – tę starą, dobrze znaną, która przez te lata była jej towarzyszyła, kiedy przesiadywała na dworzu i czekała na swojego kruczego przyjaciela z odpowiedzią na jej listy do Prewetta, a która nigdy nie nadeszła wyjątkowo wcześnie. I jeszcze coś. Coś, co bała się nazwać. Nadzieję. Przez ostatnie dni myślała o tym niemal bez przerwy. Rudowłosa westchnęła. Jak to się stało dokładnie, że odnaleźli się na nowo? Wspominał, że to Basilius wyjawił mu o ukrywaniu listów przez ich własnego ojca. Jak tylko przez chwilę pomyślała o tym zgorzkniałym mężczyźnie, to bardzo nieprzyjemne uczucia się w niej pojawiały, no bo jak tak można było? O co właściwie mogła Icarusa spytać? Czy mogła w ogóle o to pytać? Z tego wszystkiego jednak chyba najbardziej obawiała się jednego: że gdy go zobaczy, gdy usiądzie z nim przy stoliku i spojrzy mu w oczy, okaże się, że ta przepaść między nimi stała się za duża.
Może lepiej było zacząć od tego, że zapyta się, co chciałby zamówić. Tak, może to właśnie był najlepszy początek. A co jeśli Icarus nie przyjdzie? Zapomniał, albo co gorsze— wystawił ją? Kobieta westchnęła drugi raz.