![]() |
|
|
[6.09.1972] Nie płacz nad nami Czarnej Róży Płatku, Daphne i Roselyn - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +--- Wątek: [6.09.1972] Nie płacz nad nami Czarnej Róży Płatku, Daphne i Roselyn (/showthread.php?tid=4475) |
|
[6.09.1972] Nie płacz nad nami Czarnej Róży Płatku, Daphne i Roselyn - Daphne Lestrange - 13.02.2025 Dzisiaj Daphne miała szczęście, że mogła wziąć wolne w pracy i nikt nie miał nic przeciwko. Ba, nawet Matula była całkiem zadowolona z tego powodu i powiedziała, żeby się córka nie martwiła, że wszystko weźmie na siebie i załatwi w Ministerstwie. Bardzo możliwe, że liczyła na najlepsze informacje z pierwszej ręki, a nikt nie był tak dobry w zbieraniu drobnych strzępków danych od Daphne. Przy młodej Lestrange raczej nikt się nie puszył, nie widział zagrożenia w nieco niezdarnej kujonce, która chyba tylko przez swoje pochodzenie należała do domu węża w Hogwarcie. Cały dom Lestrange obudziła informacja o dziwnym zdarzeniu w Maida Vale. Z pewnością, nowinka dotarła także do pozostałych gałęzi, skoro oni dostali list, to spodziewała się go u wszystkich. Przy śniadaniu zastanawiała się z Matulą kto podejmie się wyjaśnień, a trzeba je mieć zanim zacznie się interesować tematem Ministerstwo. To była sprawa dla najbliższych, na pewno nie dla wścibskich, mugolskich oczu. Dlatego od razu po lekkim śniadaniu, zajęła się szykowaniem. Przygotowała torbę z ulubioną herbatą, wypolerowała różdżkę i z pomocą Matuli wybrała najwygodniejszy strój. Lekka szata wierzchnia w ciemnozielonym kolorze zakrywała długie, czarne spodnie i skórzane oficerki. Poza tym miała też beżowy sweter, który mógł wydawać się nieco za duży, ale przynajmniej był najwygodniejszy do jakichkolwiek prac w ogrodzie. Przed wyjściem skontaktowała się jeszcze ze swoją dobrą znajomą, która mogła poszczycić się o wiele lepszą wiedzą jeśli chodzi o ogrodnictwo, mianowicie Roselyn. Owszem, Daphne była gotowa zrobić dużo, żeby uniknąć zainteresowania ze strony Ministerstwa, ale wyciągnięcie ręki po pomoc do innego, zaprzyjaźnionego rodu o tej samej czystości krwi uważała za jak najbardziej rozsądne i dopuszczalne posunięcie. W końcu skomplikowany system przysług i relacji między rodami nie brał się znikąd. Owszem, może teraz zaciągnie dług, ale pewnie kiedyś go spłaci (znając życie dosłownie spłaci w ramach swojej pracy w Departamencie Skarbu). Daphne stanęła na samym początku ogrodu, podziwiając to co się stało. Rzeczywiście, te przedziwne róże miały w sobie coś głęboko intrygującego, ale gdy panienka próbowała określić co dokładnie, to nie była w stanie. Nie szła dalej, czekając aż przyjdzie też Roselyn, na której to pomoc bardzo liczyła. Miała nadzieję, że razem coś zaradzą w tym temacie, bo wolałaby nie wyjść po raz kolejny na beztalencie, które nic nie potrafi zrobić sama (lub prawie sama). !Maida Vale RE: [6.09.1972] Nie płacz nad nami Czarnej Róży Płatku, Daphne i Roselyn - Pan Losu - 13.02.2025 Maida ValeDlaczego to miejsce nagle wydaje się być takie... Porzucone? Zatrzymujesz się przy oranżerii, której szklane panele są pokryte pajęczyną delikatnych pęknięć. W przytłumionym świetle dostrzegasz, że na szybach pojawiają się ślady drobnych dłoni – delikatne odciski, które znikają, gdy tylko zbliżysz się do szkła. Wewnątrz zauważasz starą donicę, z której wyrasta pojedyncza czarna róża. Jej płatki są wilgotne. Rosa? A jednak masz wrażenie... jakby kwiat przed chwilą zapłakał. Dotykając płatków, słyszysz za sobą ciche kroki, ale kiedy się odwracasz, nikogo tam nie ma.
RE: [6.09.1972] Nie płacz nad nami Czarnej Róży Płatku, Daphne i Roselyn - Roselyn Greengrass - 22.02.2025 Roselyn obudziła sowa, która uporczywie dziobiąc w szybę dała jej do zrozumienia, że to co ma przywiązane do nóżki to nie jest kolejny liścik od nieszczęśliwego adoratora, który jest zrozpaczony faktem, że zaręczyła się z Borginem. I to jeszcze z TYM Borginem! Ilość listów, w których młodzi mężczyźni (by być sprawiedliwym należy zaznaczyć tu, że większość mimo wszystko od początku była pchana w jej stronę przez matkę), była zatrważająca - przynajmniej na początku. Do tego stopnia, że Roselyn nauczyła się po prostu je ignorować. Sowy, które nie mogły dostać się do jej pokoju, po prostu zostawiały listy w salonie, a potem Greengrassówna brała je na raz i paliła nimi w kominku. Na szczęście od czasu, gdy informacja o jej zaręczynach z Borginem rozniosła się po magicznej socjecie, listów było coraz mniej i mniej. Im więcej czasu mijało, tym mniej listów przychodziło. Ale gdy sowa uparcie dziobała w szybę, Greengrassówna nie mogła tego zignorować. Gdy tylko przeczytała list, wysłała swoją sowę. Potem kolejną: do brata. Bo wcześniej dostała informację na temat róż od Mirabelli Abbott, ale przez to, co stało się w Kniei w sierpniu nie miała zwyczajnie serca do tego, by się tym zająć. A jednak - życie toczyło się dalej, płynęło własnym torem i to, że umarła jakaś część niej samej wcale nie oznaczało, że mogła zwolnić. Roselyn aportowała się do jednej z mugolskich uliczek, gdzie nikt nie mógł jej zobaczyć. Wygładziła materiałowe spodnie, wcisnęła za pasek jedwabną, czarną koszulę i tylko na chwilę wyciągnęła z torebki lusterko, by sprawdzić fryzurę. Nie była specjalna: ot, dobierany warkocz, z którego jednak lubiły wychodzić niesforne kosmyki. Makijaż dzisiaj zrobiła lekki, a w torbie miała wszelkie niezbędne przyrządy, których mogłaby potrzebować. Nie wiedziała dokładnie czego mogłaby potrzebować, bo zjawisko, które opisywała Daphne, było czymś zupełnie nowym i nieznanym, ale starała się przygotować do tego tak, jak należy. Gdy szła kolejnymi uliczkami w kierunku rezydencji Lestrange'ów, obcasy jej zakrytych butów lekko stukały o bruk - nie było w okolicy nikogo, kto mógłby zwrócić na to uwagę. Dopiero gdy przekroczyła magiczną granicę Maida Vale, gdy zobaczyła Daphne, odetchnęła. - Daphne - Roselyn odezwała się miękko do koleżanki, nie chcąc jej wystraszyć. I mimo że na nią patrzyła, to jej wzrok usilnie uciekał w bok, ku krzewom i innym roślinom, jakby oczekiwała że zaraz teraz natychmiast zobaczy czarne, tajemnicze róże. |