![]() |
|
[5.06.1965] Elaine & Adelard | young and beautiful - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [5.06.1965] Elaine & Adelard | young and beautiful (/showthread.php?tid=459) |
[5.06.1965] Elaine & Adelard | young and beautiful - Elaine Delacour - 08.11.2022 5 czerwca 1965 roku
Sobotnie popołudnie rozpieszczało ciepłymi promieniami słońca. Te kładły się miękko na jasnej skórze, łagodnie łaskocząc spragnionych lata czarodziejów. Skryci w leśnym gąszczu przed wzrokiem innych spacerowiczów mogli odetchnąć od zgiełku wielkiego miasta, jakie stało się ich codziennością w biegu ku upragnionej karierze. Na rozłożonym pod gęstą koroną drzew wełnianym, kraciastym kocu ułożone były piknikowy kosz, butelka malinowego soku i papierowa torba pełna słodko-kwaśnych jeżyn. Tuż obok na trawie spoczywały damskie pantofle, które młoda acz dorosła już przecież czarownica zsunęła na czas pikniku. Obuwie dopasowane było do sukienki w kolorze musztardowym, jaką Elaine Delacour wybrała specjalnie na tą okazję, bo rzekomo podkreślała barwę jej oczu. Zazwyczaj nie przykładała wielkiej wagi do noszonych przez siebie ubrań, w Hogwarcie obowiązywały przecież mundurki, a teraz miała zdecydowanie ważniejsze sprawy na głowie, niż zawartość garderoby. Poza dniem spotkania z Adelardem, oczywiście. To dla niego mimowolnie stroiła się w ładniejsze, bardziej kobiece stroje, bo temu mężczyźnie - nie jakiemuś tam chłopcu - chciała się podobać. Oparta plecami o pień dębu przesuwała wzrokiem po akapicie otwartej w rękach książki. Podręcznik chorób był obowiązkową lekturą aspirujących do uzdrowicielskiego wykształcenia młodzików. Elaine będąc ambitną studentką, pragnącą wyróżnić się na swoim roku, zapoznała się z nim jeszcze przed ukończeniem Hogwartu. Pilnie uczyła się wszelkich treści, nie tylko chcąc zostać najlepszą stażystką, ale i być chlubą dla swoich nieżyjących już rodziców. Nawet dziś w dzień wolny od pracy, przeglądała skrupulatnie zapisane na akapitach notatki, nie chcąc pozostawać w tyle przy nadchodzących egzaminach, nawet jeśli cały materiał opanowała już na pamięć. - Czy wiedziałeś, że znana z baśni Barda Beedle’a o włochatym sercu choroba jest schorzeniem genetycznym? - zagaiła neutralnym tonem, odrywając się na moment od lektury i unosząc wzrok na przystojną twarz Adelarda. - Takim, które nieleczone z czasem uniemożliwia pompowanie krwi do reszty ciała? - Wolną dłonią odgarnęła sprzed oczu kosmyk włosów i przybrała ciepły uśmiech. Wystarczyło jedno spojrzenie, by rozpromieniała na jego widok, stale czując się w jego towarzystwie jak zakochana nastolatka, którą wszak nadal była. Za nic w świecie nie chciała się jednak przyznać do rosnących z każdym dniem uczuć, by nie okazać się w jego oczach niedojrzałym podlotkiem - niedoczekanie! Natknąwszy się na jego spojrzenie zaraz ściągnęła brwi i przygryzła dolną wargę, jak to miała w zwyczaju w chwilach konsternacji. Czy aby na pewno poruszanie tematu chorób oraz śmierci było odpowiednim w chwili spędzanej z ukochanym? RE: [5.06.1965] Elaine & Adelard | young and beautiful - Adelard Longbottom - 09.11.2022 Początek czerwca przyniósł miastu słoneczną pogodę. Zrobiło się ciepło i przyjemnie. W powietrzu czuło się lato. Na ulice miasta wyległy całe rzesze ludzi, przez co Londyn wydawał się bardziej zatłoczony niż zwykle. Mieszkańcy, bez względu na to czy byli czarodziejami czy mugolami pragnęli w błogim spokoju spędzić wolną sobotę. Dziurawy Kocioł był oblegany, zaś po Pokątnej przechadzały się całe rodziny, które z pewnością zamierzały załatwić sprawunki w sklepie lub wstąpić na chwilę do kawiarni. Siedzenie w taki ładny dzień w czterech ścianach było nie do pomyślenia. Adelard czuł, że potrzebuje przestrzeni i świeżego powietrza. Tęsknił też za Elaine, chociaż ostatnio widzieli się… raptem dwa dni temu? Propozycja wspólnego wypadu za miasto dobitnie świadczyła, że Elaine tęskniła za nim równie mocno. Nie dał się długo prosić. W niedługim czasie znalazł się wraz z nią na zacisznej polanie przy której rosły drzewa rzucające miły cień. Adelard już na samym początku spotkania pochwalił musztardową sukienkę Elaine. Rzeczywiście podkreślała barwę jej oczu. A także urodę. Poza tym pasowała kolorem do jego beżowej koszuli. Nie skomentował za to w żaden sposób wyciągnięcia przez nią książki i usadowienia się pod dębem, by pochłaniać zawarty w niej materiał. Była zdolną, inteligentną osóbką. Założyłby się o wszystkie swoje pieniądze, że śpiewająco zda egzaminy. Wkuwanie w czasie wolnym było w jej przypadku przesadą. A może to była reakcja na stres związany z egzaminem? W każdym razie postanowił dać jej te parę minut na czytanie. Popijał ze szklanki sok malinowy. Przyglądał się kilku ptakom baraszkującym wśród gałęzi. Od czasu do czasu zerkał na pochłoniętą lekturą Elaine. Wokół pachniało letnimi kwiatami, ziemią, mchem i drewnem. Możliwe, że jego ukochana poczuła na sobie kolejne spojrzenie, bo zdecydowała się odezwać. - Naprawdę? - zapytał po chwili - Chcesz powiedzieć, że bohater baśni cierpiał na chorobę genetyczną? Zawsze myślałem, że jest po prostu bezuczuciowym draniem. Wziął kolejny łyk soku. Jak większość czarodziejów w dzieciństwie czytał baśnie Barda Beedle’a. Włochate serce było jedyną baśnią, która kończyła się źle. Nie był jednak zaskoczony, że jego Elaine zainteresowała się akurat tą historią. Jak mniemał, ciekawiła umysły medyków. Wielu pewno chciało wiedzieć w jaki sposób bohater przeżył tyle czasu bez serca. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Wygląd serca być może świadczył o chorobie o które Adelard nigdy nie słyszał. Przysunął się bliżej Elaine. - Chociaż muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem twojego odkrycia. Dobrze wykorzystujesz zdobytą wiedzę. Pozwól, że wynagrodzę cię za twoją ciężką pracę. Do czego niezwłocznie przystąpił. Objął ją, wsuwając dłonie we włosy i przysunął jeszcze bliżej. Na tyle blisko, by musnąć wargami jej delikatne usta. Muśnięcie wkrótce przekształciło się w mocny, gorący pocałunek. Nie śpieszył się. Raz, że mieli mnóstwo czasu, a dwa nagroda, którą nie można się nacieszyć to żadna nagroda. W końcu oderwał od niej usta i przyjrzał się błyszczącymi oczami. |