![]() |
|||
|
[06/09/1972] Płatność przy odbiorze? || elias & ambroise - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18) +---- Wątek: [06/09/1972] Płatność przy odbiorze? || elias & ambroise (/showthread.php?tid=4625) |
|||
[06/09/1972] Płatność przy odbiorze? || elias & ambroise - Elias Bletchley - 23.03.2025
RE: [06/09/1972] Płatność przy odbiorze? || elias & ambroise - Ambroise Greengrass-Yaxley - 24.05.2025 Los bywał wyjątkowo przewrotny, czyż nie? Ambroise jeszcze parę godzin wcześniej spacerował po Londynie, zupełnie nie czując potrzeby gdziekolwiek się spieszyć, bo przecież jego dyżur obejmował w większości określone godziny od... ...do (mhm, szczególnie dla kogoś takiego jak on, kto raczej nałogowo wyrabiał wszystkie możliwe nadgodziny) a te jeszcze nie nadeszły i nie miały nadejść w najbliższym czasie. Zabawne jak szybko mógł spotkać się z nagłą zmianą perspektywy. Wystarczył tak naprawdę zaledwie jeden list. Ot, sowa wysłana od jednej ze współpracownic przypominająca mu uprzejmie, że powinien stawić się wcześniej, bo na dzisiejsze popołudnie przypadało mu półtorej godziny zajęć. Tych, których prowadzenie zazwyczaj sprawiało mu przyjemność. W żadnym wypadku nie było formą kary, bowiem zdecydowanie lubił tę część swojej pracy (zdecydowanie bardziej niż wymiotujących pacjentów), jednak w tym wypadku poczuł, że robi mu się nieco... ...ciepło. Niekoniecznie gorąco, ale nie dało się ukryć, że miał już zupełnie inne plany na wykorzystanie ostatnich resztek tego konkretnego wolnego. Niby w teorii miał jeszcze całkiem sporo nagromadzonych dni urlopu, ale w praktyce doskonale wiedział jak to będzie wyglądać w jego przypadku. Odkąd na nowo był sam, nie mając nikogo, kto czeka na niego w domu, Ambroise nie miał żadnej potrzeby korzystać z dłuższych przerw od pracy. Te pomiędzy dyżurami zdecydowanie mu wystarczały. Wyjątek stanowił właśnie ten urlop: pierwszy tak długi, bo ponad tygodniowy, od praktycznie półtora roku. Ponadto nie spodziewał się, że będzie wykorzystywać go w ten sposób. Było... ...na ogół miło. Przynajmniej przez większość czasu. Nie był to zupełny powrót do przeszłości, ale zdecydowanie coś na ten kształt. Pewne domknięcie jak wolał usiłować to nazwać, nie chcąc otwarcie mówić o tym, że coraz częściej łapał się na przyzwyczajaniu się do tego nowego starego stanu rzeczywistości. Do ciepła, spokoju i wszystkiego, co towarzyszyło jego nocom, popołudnom i porankom. A teraz znowu miał tłumaczyć, dlaczego nie należy łączyć belladonny z mniszkiem lekarskim bez odpowiedniego monitorowania bieżącej temperatury mieszanki. Czy tam paciangi jak to uparcie nazywali niektórzy, skoro uzyskiwana substancja nie do końca była eliksirem, niedokładnie maścią, tylko raczej pewną pośrednią mazią. Tak czy siak, to nie miało aż takiego znaczenia jak to, że ktoś... ... zdecydowanie nie on, ktoś o wiele mniej skrupulatny... ...zapisał go na dodatkowe zajęcia z grupą stażystów z drugiego roku. Zajęcia, których nie planował prowadzić, które miał otrzymywać wyłącznie w zastępstwie i które miały nie wchodzić mu z butami w ostatni dzień urlopu. Niby to była tylko chwila, niespełna dwie godziny, ale gdy wreszcie opuścił wnętrze sali, wydawało mu się, że na milę śmierdzi od niego tymi wszystkimi specyfikami, które wykorzystywał w praktyce podczas zajęć. Wszystkimi mniej i jeszcze bardziej nieudanymi tworami, które należało umieć rozpoznawać nie tylko w zakresie zdatne, niezdatne, lecz także móc powiedzieć, co jest z nimi nie tak. No cóż. Zawsze mogło być gorzej. Pod koniec czerwca zdarzyło mu się nie przespać dwóch nocy z powodu esejów, które musiał sprawdzać w ramach zaliczeń. Szczególnie zapadł mu w pamięć ten jeden: stażysty, który uważał, że mandragora była metaforą cierpienia jednostki w społeczeństwie a jej brutalne zbiory przypominały odrywanie dziecka od matki ziemi. Nawet jak na standardy Greengrassa, który (należało być szczerym) miewał swoje nieoczywiste teorie i własne szerokie spojrzenie na rzeczywistość, to było nieco zbyt wiele. Szczególnie, że wyjściowy temat pracy nijak nie dotyczył wpływu botaniki na wizję świata ani odwrotnie. To miała być względnie prosta praca zaliczeniowa, nie postulat mający wpłynąć na bardziej humanitarne zbiory składników eliksiralnych. Cóż, dzieciak dostał wysoką notę za kreatywność a potem dopisek o niespełnianiu wymagań. Kolejna praca była jeszcze gorsza, za to miała w sobie nieco więcej inspiracji jednym z bardziej fanatycznych zwolenników zrównoważonej agrokultury. Jednym z tych, których w samym środku lata zeżarła jakąś zbuntowana przerośnięta roślina, jaką usiłowali ratować z łap badaczy anomalii. Ponadto ta druga wersja pracy sama w sobie też z dużym prawdopodobieństwem miała zamiar posmakować krwi Greengrassa, bowiem po wystawieniu kolejnej negatywnej oceny, usiłowała ugryźć go w dłoń. Z drugiej strony, wtedy przynajmniej we wrześniu byłby w stanie odpowiedzieć Geraldine na pytanie: czy magomedyk może leczyć bez wszystkich palców? Nie dał zeżreć sobie ręki, toteż później wyłącznie z nią o tym teoretyzował, opierając się na cudzym doświadczeniu i garści luźnych spostrzeżeń. Mogło zatem być gorzej. Zdecydowanie mogło. Po takich sytuacjach zdecydowanie doceniał początki września z młodymi stażystami. Wtedy na ogół było jeszcze całkiem spokojnie. Po prawdzie, miał nadzieję przemknąć przez korytarze świętego Munga możliwie najciszej, wywiązać się z ostatnich zajęć dla stażystów i jeszcze na trochę zniknąć. Plan niemalże idealny. Tyle tylko, że wtedy jego wzrok padł na rozpiskę na ścianie i... ...cholera. Chyba jeszcze nie był na to gotowy. Na takie rzeczy zawsze było zbyt rano, nawet jeśli zegarek mógłby wskazywać inaczej. Ktoś najwyraźniej bawił się wszystkimi możliwymi rozpiskami. Od tych dotyczących planu zajęć po te bardziej oficjalne. Tę tutaj Roise przeczytał co najmniej kilka razy, wciągając głęboko powietrze i kalkulując, czy zdąży umknąć do swojego gabinetu zanim ktoś wyciągnie go na sekundkę, żeby omówić szczegóły. Nie spodziewał się przy tym, że będzie to przeuroczy głosik Eliasa. Jasne, wiedział, że jego ojciec tu pracuje, ale Elias… Elias i święty Mung to było tak samo logiczne połączenie jak zatrudnienie Lorda Vadera jako konsultanta ds. dyplomacji. A jednak Ambroise usłyszał go zanim go zobaczył. Niemal parsknął. - Niech zgadnę, szukasz wejścia na ścieżkę przeznaczenia? - Spytał w pierwszej chwili, bardzo powoli odwracając wzrok od tablicy i posyłając Bletchleyowi wyjątkowo poważne spojrzenie. Nie dlatego, że wierzył we własną sugestię. Zresztą w każdym momencie był zdecydowanie daleki od wysnuwania podobnych teorii. W końcu wiedział, że Eliaszowi z powodzeniem udało się wyrwać z kultu medycznego klanu odnaleźć swoje powołanie, niekoniecznie zgodne z profilem rodziny. Dlatego, że... ...no, właśnie. Był tego świadomy. Ta sugestia nie wzięła się znikąd. W końcu dostrzegł pakunek w rękach towarzysza. Mógł więc wybrać albo tę wersję, albo taką, która dosyć jasno zasugerowałaby próbę dokonania jakiejś nielegalnej transakcji. Ta druga opcja również go kusiła, szczególnie, że stali tak blisko siebie, jednak to ta pierwsza bez wątpienia lepiej pasowała do zaserwowanego mu tekstu. Musiał tylko spróbować zachować pokerową twarz, nawet nie mrugając. Był tak poważny jak tylko potrafił. Jego usta nie rozciągnęły się w czymś na kształt zadziwiająco szczerego uśmiechu, który wśród personelu był niemal tak mityczny jak jego osławiona cierpliwość wobec studentów bez naturalnie wyrobionego nawyku sporządzania notatek. Nawet, jeśli bawiło go to, że Elias wyglądał jak ktoś, kto już dawno przekroczył punkt irytacji i teraz orbitował wokół satyrycznego pierścienia rozpaczy. - Zostało mi dziewięć minut, zanim stado przyszłych uzdrowicieli zacznie się dobijać do sali, pytając, gdzie jest ich mistrz - dodał, nie sugerując nic więcej, tylko czekając. To był całkiem interesujący zwrot akcji a takich przecież się nie pospieszało. RE: [06/09/1972] Płatność przy odbiorze? || elias & ambroise - Elias Bletchley - 20.06.2025
|