[10.09.1972] Przeżyliśmy, ale co dalej? || Tristan & Olivia - Tristan Ward - 17.08.2025
10 września 1972r.
Niemagiczny Londyn / Opuszczony dom
Ta noc okazała się być koszmarem. Koszmarem, który przeżyli. Znacznie więcej szczęścia miał Tristan. Czy może, było to szczęście w nieszczęściu? Mugolak, który dla śmierciożerców i konserwatywnych czarodziei czystej krwi, powinien zginąć. Byłoby tak, gdyby pozostał kolejne doby pod gruzami. Bez dostępu do wody. Bez pożywienia. Bez możliwości wołania o pomoc. Powiadają, że miłość przetrwa wszystko. I to ona go uratowała. Ona była jego życiem. Dzięki niej, żyje. A jej imię, brzmi Olivia.
Gdy tylko udało się uwolnić z pod gruzów, oboje teleportowali się do Szpitala św. Munga. Niestety, na kolej swoją musieli poczekać. A dokładniej Tristan, gdyż jego noga, wymagała pilnego opatrzenia. Dla Tristana, widok tylu poszkodowanych czarodziei i mugolaków, był szokujący. Jeszcze nigdy w życiu nie doświadczył takiego zdarzenia. Przez moment nawet zawahał się, czy powinien tutaj być. Tylko dzięki upartości swojej ukochanej, pozostał i poczekał kilka godzin, aż jeden z uzdrowicieli zainteresował się ich obecnością i mógł udzielić odpowiedniej pomocy. Leczeni byli osobno, ale słowami i tłumaczem Tristana pozostawała Olivia. Gdy nie mógł inaczej, jak tylko pisemnie, gestami czy językiem migowym, porozumieć z uzdrowicielem.
Ward i Quirke pozostali w Mungu na obserwacji. W przypadku Tristana, z powodu poważnego uszkodzenia nogi, aby mieć pewność, że nie wdała się infekcja. Rana była wewnętrzna, złamane kości wymagały "naprawy". Dzięki magicznym ziołom, eliksirom i magii, uszkodzenia powinni zregenerować się szybciej niż w przypadku zwyczajnych mugolskich praktyk leczniczych. Mimo to, były auror miał zalecenie, aby nie przeciążać nogi. Nałożony został opatrunek i dostał drewnianą kulę ortopedyczną, aby wspomóc sobie chodzenie. Pomniejsze rany, udało się wyleczyć z pomocą podstawowych zaklęć i eliksirów. Na zagojenie się nogi, dostał odpowiednią maść i eliksir.
Nie chcąc zajmować miejsce w szpitalu magicznym, Tristan z Olivią opuścili go rankiem 10 września, aby znaleźć nowe miejsce do całkowitego zregenerowania sił i tymczasowego zamieszkania. Jej mieszkanie, jak i jego, nie nadawały się do przebywania i nocowania. Na mieście panowała dziwna cisza, jak i poszukiwania zaginionych. Czyszczenie zniszczonych terenów. Niektóre miejsca wciąż trawił ogień, albo dogasał. Czy może wybuchł gdzieś nowy. Pogoda także nie sprzyjała, jakby wtapiała się w klimat zniszczeń i rozpaczy.
Po niedługich poszukiwaniach, zważając na stan nogi Tristana, zatrzymali się w opuszczonym domu, przez jakąś rodzinę. Trudno było stwierdzić, na pierwszy rzut oka, do kogo należał. Mugolaków? Mugoli? Czy innych czarodziei? Nie wyglądał też od razu na dotknięty klątwą. Choć panował w nim bałagan, Tristan spoczął na pokrytej kurzem od pyłu kanapie, aby dać odpocząć swojemu organizmowi.
Skąd więc ten pył, kurz, skoro domu nie strawił ogień? Musiała runąć jakaś ściana. Być może tylna, albo boczna. I jedno z pomieszczeń, mogło jej nie posiadać. Wciąż było czuć przewiew powietrza. Nie mieli też jak doprowadzić się do porządku. Ubrania zabrudzone. Gdzieś może było rozdarcie materiału. Na włosach popiół i kurz. Choć w Mungu dostali pożywienie i wodę. Tak teraz, musieli radzić sobie sami. Jakby, zaczynali wszystko od nowa. Lecz nie tak Tristan wyobrażał sobie ich wspólny początek.
Nie, kiedy za nim ciągnęła się trauma ognia...
!Trauma Ognia
RE: [10.09.1972] Przeżyliśmy, ale co dalej? || Tristan & Olivia - Pan Losu - 17.08.2025
Nie dotykają się żadne omamy, ale trauma ognia pozostaje silną. Kiedy w trakcie trwania tej sesji widzisz płomienie, na moment zastygasz w bezruchu przepełniony strachem. Wydaje ci się, że nadchodzą. Kto? Oni... One? Te istoty złożone z dymu i lęków...
RE: [10.09.1972] Przeżyliśmy, ale co dalej? || Tristan & Olivia - Olivia Quirke - 12.09.2025
Teleportacja nigdy nie była dla niej oczywistą formą podróżowania. Za każdym razem, gdy Olivia używała zaklęć, by się przenieść z charakterystycznym trzaskiem, jej żołądek skręcał się w supeł, a potem nagle węzeł puszczał, decydując się na zwrócenie wszystkiego, co tylko posiadał. Tak było 8 września, gdy znalazła się w mugolskiej dzielnicy. Tak było tej samej nocy, gdy uratowała Tristana spod gruzów i aportowali się do Munga. Nie potrzebowała pomocy - zdążyła przyzwyczaić się do tego ryzyka. Musiała je jednak podjąć, bo sama nie dałaby rady pomóc mężczyźnie, nawet przy pomocy magii, co już udowodniła. A noga Warda wymagała, by ktoś się nią zajął. Ktoś, kto będzie wiedział więcej, niż jest źle, trzeba coś zrobić - bo ona wiedziała tylko tyle.
Czekali długo, a skala bólu i zniszczeń sprawiała, że serce Olivii pękało coraz mocniej. Płaczące matki, dzieci, mężczyźni... Wyrwane kończyny, popalone włosy, skóra - i wszechobecny smród palonego ciała, który mieszał się z dymem. Ta noc zostanie z nimi nie tyle co na długo, a na zawsze. Tristan chciał odpuścić, ale ona mu nie pozwoliła: za dużo cierpienia widziała, żeby pozwolić mu odejść tak po prostu. Owszem, w Mungu były osoby, które bardziej potrzebowały pomocy, ale Olivia i Tristan mieli ten luksus, że mogli poczekać. Poczekać, przytuleni do siebie, szepcząc słowa otuchy nie tylko do siebie, ale i do obcych czarodziejów, którzy także potrzebowali pomocy.
Mimo przeciążenia szpitala, zostali - a raczej został Tristan, bo Olivia nie musiała zostać na obserwacji. Była po prostu wycieńczona, ale nikt nie był w stanie odesłać jej do domu. Posłała tylko sowę do rodziców, żeby się nie martwili o to, gdzie jest i z kim, a potem czuwała przy łóżku Warda, łapiąc odrobinę snu wtedy, gdy on sam spał. Szkielewzro było paskudnym eliksirem - zarówno w smaku, jak i działaniu, o czym doskonale wiedziała. Ale było efektywne, nawet jeżeli wykręcało język tak, że chciał zawiązać się na supeł.
Gdy Tristan dostał pierwsze lepsze kule do chodzenia i odesłano ich do domu, nie zastanawiała się za wiele. Wyszła razem z nim z Munga, ale...
Co dalej?
Jego mieszkanie nie nadawało się do mieszkania. Jej - również. Zostali sami. Gdyby Olivia chciała, mogłaby poprosić o pomoc, ale... kogo? Rodziców nie mogła. Rodzice Tristana zostali zamordowani. Aveliny nie było w kraju, Laurent miał swoje problemy, dom Brenny spłonął. Dora... Dora mieszkała z Brenną. Ta noc zabrała każdej osobie ze społeczności coś ważnego. Domy, zdrowie, nadzieję na lepsze jutro. Ale nie mogli się poddać, nie teraz, gdy przeżyli. Czuła się jak szabrownik po apokalipsie, gdy wchodzili do opuszczonego domu. Nie wiedzieli, co ich tam czeka: może zapomniane zwłoki mugoli? Może niedługo właściciele wrócą i ich przegonią? A może zaraz budynek się zawali?
- Będzie... Dobrze - odezwała się w końcu, gdy Tristan spoczął na kanapie. Olivia zamknęła drzwi, cicho i ostrożnie, jakby bała się że bardziej gwałtowny ruch sprawi, że ściany nagle zadrżą. Czy wierzyła w to, co mówiła? Musiała, nawet jeśli jej sercem targały wątpliwości. Upewniwszy się, że drzwi są zamknięte, Olivia przesunęła zasłonę w oknie. Była brudna, ale nie spalona. Machnęła różdżką, wyczarowując kilka świec, które rozświetliły pomieszczenie. To był salon, mocno zakurzony i zabałaganiony, ale rozpoznawalny. Ludzie, którzy tu mieszkali, musieli opuszczać mieszkanie w pośpiechu. Kolejny ruch różdżką i brud z kanapy zaczynał znikać. - Będzie.
Brzmiała, jakby przekonywała bardziej siebie, niż Tristana.
!Strach przed imieniem
RE: [10.09.1972] Przeżyliśmy, ale co dalej? || Tristan & Olivia - Pan Losu - 12.09.2025
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.
RE: [10.09.1972] Przeżyliśmy, ale co dalej? || Tristan & Olivia - Tristan Ward - 23.09.2025
Ward wiedział, jak bardzo źle jego ukochana znosiła teleportację. Gdyby mógł mówić jak kiedyś, zapewne sprzeczałby się z nią, aby tego nie robiła. Aby oszczędzała siebie i swoją resztkę energii. Wiedział, że była uparta. Ale też w dobrej wierze. Nie miał jak jej od tego odwieźć, pozwalając jej jednak działać. I choć sama nie potrzebowała pilnej pomocy uzdrowiciela, to nalegałby, ale i ją przebadali dla pewności. Dla jego spokoju. Choć to on, bardziej tej pomocy potrzebował.
Wszystko go bolało. Spożywanie zalecanego eliksiru, Szkielewzro, miało pomóc mu odbudować zmiażdżone i uszkodzone kości. Momentami Tristan miał wrażenie, że mu bardziej szkodzi niż pomaga. Z pomocą eliksirów uśmierzających ból, mógł zasnąć. Ale nie chciał. Jakby bał się, że znów coś się wydarzy i Olivii nie zobaczy. Z drugiej strony nie chciał też, aby się przemęczała czuwając przy nim i żeby też odpoczęła. Ale czy go spełniła jego prośby? Tego nie wiedział.
Najważniejsze, że mogli opuścić szpital, kiedy większość ran i kości miał wyleczone. Jedynie noga wymagała odrobinę dłuższego leczenia. Nic jednak nie stało na przeszkodzie, aby mogli zwolnić miejsce, dla innych poszkodowanych.
Tylko właśnie. Gdzie mieli się udać?
Znalezienie miejsca na odpoczynek, dach nad głową zajęło trochę czasu, widząc na około skalę zniszczeń. A kiedy znaleźli ów miejsce, Olivia chciała ich chyba pocieszyć dwoma słowami. Czy naprawdę będzie dobrze? Czy mógł, czy chciał w to wierzyć, po tym, czego doświadczyli?
Siedząc na kanapie, Tristan obserwował jej ruchy. Jak macha różdżką, aby pozbyć się warstw kurzu. Jak pojawiają się świece a ich knot zajął się ogniem. Ogniem, który widzieli w tym mieście na każdym kroku. Ogniem, który pozbawił życia wiele ludzkich istnień, a także majątku. Im dłużej patrzył w zapaloną świecę, tym bardziej serce mu waliło. Starach? Lęk? Zerknął w stronę okna, choć zasłonięte, miał obawy, że ktoś ich znajdzie. Że ktoś po nich idzie. Jak poparzony, zerwał się z kanapy, upuszczając kule do chodzenia, które upadły na podłogę wydając charakterystyczny dźwięk uderzenia. Kuśtykając podszedł do najbliższej świecy stojącej na stole, czy komodzie. Jedną ręką machnął aby ją przewrócić. Drugą dotknął płomienia, aby ją zgasić, co sprawiło, że skrzywił się z bólu, jaki poczuł na wewnętrznej stronie lewej dłoni. Poparzył się woskiem, jaki zdążył się pojawić. Choć świecę zgasił, pozostał ból na dłoniach. Jakby był zahipnotyzowany, dotarł do kolejnej i uczynił to samo. Przy trzeciej nie dał już rady i upadł kolanami na posadzkę, siadając na własnych nogach. Kontuzja nogi uniemożliwiała mu sprawne poruszanie się i mógł nawet potknąć się o wystającą deskę czy zwinięty dywan. Nie patrzył pod nogi. Siedząc, w oczach miał strach, dłoni nie zamknął czując pieczenie, lecz wpatrywał się w nie. Być może tym zachowaniem wystraszył ukochaną, na co nie zwrócił w tej chwili uwagi.
Tristan, nie mógł w tej chwili patrzeć na jakikolwiek ogień. Nie mógł też nic "powiedzieć", ani w języku migowym, pokazać. Czuł się jakby jakaś siła uniemożliwiała mu wykonanie prostych czynności. Czy lęk, strach może mieć taką moc? W takim momencie zapomniał o swojej różdżce, jaką pozostawił na kanapie. Może to i dobrze?
RE: [10.09.1972] Przeżyliśmy, ale co dalej? || Tristan & Olivia - Olivia Quirke - 09.11.2025
Gdy Tristan zerwał się z miejsca, początkowo myślała, że coś się stało. Że ktoś ich znalazł, że grozi im niebezpieczeństwo. Zacisnęła palce na różdżce i odruchowo ją uniosła, gotowa cisnąć zaklęciem w napastnika i bronić Tristana. Ta noc pokazała jej, że ten świat nie chciał miłych i empatycznych osób. Nie było dla nich miejsca w świecie pełnym przemocy, ognia, krwi i brutalności. Na ogień odpowiadało się ogniem.
- Tristan! - krzyknęła, widząc że przewraca świecę i gasi ją gołą ręką. Doskoczyła do niego, upuszczając po drodze różdżkę, bo nie była jej potrzebna. Wystraszył ją? Nie, ona była przerażona. Widząc że to samo zrobił z drugą świecą, skoczyła w jego kierunku. Upadł, jego noga nie pozwalała na dalsze kroki. Upadła obok niego, obijając sobie kolana, lecz fizyczny ból był niczym w porównaniu z tym, który czuła, gdy widziała go w takim stanie. Niemal natychmiast otoczyła go ramionami, chcąc zamknąć go w tym bezpiecznym, czułym geście. - Co się dzieje?
Zapytała cicho, otaczając go ramionami mocno i ściśle. Tak, jak robi się to z dziećmi, które wierzgają i wrzeszczą. Mocny uścisk, który je unieruchamia, oplata, by mogły poczuć ciężar drugiej osoby na sobie. By mogły poczuć bicie serca, ciepły oddech i ciepło skóry drugiego człowieka. By mogły się uspokoić. Chciała sprawdzić jego dłonie, ale nie wiedziała, jak zareaguje, jak tylko go wypuści.
- Kocham cię - powiedziała cicho, wzmacniając uścisk. - Kocham.
Kolejne słowa odbijały się echem, gdy ostatni z płomieni na knocie tańczył niespokojnie, rzucając cienie stworzone z ich złączonych ciał. Kocham, kocham, kocham.
- Przysięgam ci, że już nikt nigdy cię nie skrzywdzi - jej słowa nie były tylko czczymi, pustymi obietnicami. W nich niosła się cała jej miłość, całe jej przekonanie o tym, że każda osoba, która podniesie rękę na Tristana - zostanie ukarana.
W Olivii tej nocy zmieniło się naprawdę wiele. Jej łagodne usposobienie było uśpione, przywalone bólem po stracie. Wiedziała, kto za tym stał. I wiedziała, że musi działać. Nie mogła pozwolić sobie na bycie obojętną. Wierzyła w to, co mu mówiła. Nikt nigdy go więcej nie skrzywdzi, bo zginie. Podjęła już decyzję - nie cofnie się przed niczym, nawet jeżeli jej przyjaciele nie do końca będą z nią.
RE: [10.09.1972] Przeżyliśmy, ale co dalej? || Tristan & Olivia - Tristan Ward - 10.11.2025
Rany były świeże. Te fizyczne, jak i psychiczne. Ostatnie, potrafiły trzymać się bardzo długo. A traumy ognia, doświadczył pierwszy raz w swoim życiu. Nie wiedział, skąd to się wzięło. Kolejna klątwa go dosięgła? Kolejny raz został przeklęty? Czy ugodziło go jedno z zaklęć śmierciożerców, że tak zareagował na ogień? Żywioł, który nie tylko niszczył, ale i dawał światło. Ono zaś zdradza lokalizaję. Czy to dlatego się tak zerwał, z obawy, że ich znajdą? Czy strach przed tym żywiołem niósł obawę powtórki z ostatniej nocy?
Słyszał swoje imię. Ale nie przestawał robić tego, co zaczął. Dopiero gdy upadł, przez moment wpatrując się w swoje dłonie, poczuł jak obejmują go ręce. Kobiece. Uspokajał się powoli. Nie potrafił jednak odpowiedzieć na zadane pytanie. Bo przecież, nie miał głosu. Wosk na dłoniach, trochę poranił ich wnętrze. Jak miał jej odpowiedzieć? Wzrokiem wodził po posadzce. Zakurzonej. Pokrytej sadzą, pyłem. Widział cienie. Ale to były przecież ich, cienie.
Jej słowa, tak mocno przepełnione miłością, jak uścisk ramion na jego ciele. Przymknął oczy, pozwalając na tę chwilę bliskości, która była dla niego ukojeniem. Ochroną. Bezpiecznym miejscem.
To on powinien ją chronić.
Nie odwrotnie.
Gdy tylko uspokoił się jego oddech. Gdy usłyszał jej przysięgę. Otworzył oczy, czując jak dłonie szczypią go trochę oraz zasychający wosk, trochę je usztywnił. Nie przejął tym za bardzo. Palcem na zakurzonej podłodze, na której siedzieli wtuleni, napisał jej odpowiedź na zadane wcześniej pytane:
"Ogień. Poczułem, strach. Jakby, mieli wrócić"
Obiecali sobie szczerość, nie zamierzał kłamać. Bo też sam nie wiedział, czy podobna sytuacja się powtórzy. Wolał, aby była tego zagrożenia świadoma. Będąc z nim, ona sama nie będzie bezpieczna.
Poniżej, po krótkiej chwili, dopisał:
"To chyba, klątwa"
To w końcu był drugi raz, jak cudem przeżył spotkanie ze śmierciożercami.
"Ostatnio mówili że wrócą… Że dokończą."
Dopisał kolejne zdanie. Nie zapomniał ich słów. Tej obietnicy. Nie wiedział nawet, czy to byli ci sami. Czy to byli inni. Tristan nie pomyślał, nie wziął za nic pod uwagę przeklęty ogień trawiący Londyn, że to może być nawet wina nawdychanego się dymu. Kaszlnął, choć nie było tego słychać, wtulając się znów w Olivię. Jakby była jego Aniołem Stróżem, który swymi anielskimi skrzydłami, otoczy go tarczą ochronną. On, kiedyś auror. Teraz, dosłownie ofiara.
RE: [10.09.1972] Przeżyliśmy, ale co dalej? || Tristan & Olivia - Olivia Quirke - 13.11.2025
- Nie wrócą. Poruszę niebo i ziemię, żeby zapłacili za to, co nam zrobili - powiedziała, gdy tylko niechętnie wypuściła Tristana z rąk i mogła przeczytać to, co jej napisał. Ujęła delikatnie jego twarz w swoje dłonie, a następnie nachyliła się i pocałowała go lekko, z uczuciem. - Nie dokończą. Ochronię cię. Zginą pierwsi.
Ogień, który błyszczał w jej oczach, nie był tym ogniem, którego się bał. To był ogień pełen miłości, zmieszanego z żarem nienawiści. Olivia zawsze była dobra i łagodna, ale ostatnio coś w niej pękło i to na tyle mocno, że widać było ogromną zmianę.
Ona naprawdę ich nienawidziła. Naprawdę była gotowa zabić każdego śmierciożercę, który podniósł na Tristana rękę. Choćby miała przy tym sama zginąć: to była cena, którą gotowa była zapłacić.
- Dobrze, więcej ognia nie rozpalę - powiedziała, w zamian rozświetlając pomieszczenie światłem z różdżki. - Usiądź, proszę. Jesteś ranny.
Powiedziała łagodnie, chcąc pomóc mu wstać. Chciała, by usiadł na kanapie. A potem... Potem się zobaczy. Nie wiedziała co dalej mogła zrobić, bo się ukrywali, a ona potrzebowała pomocy. Nie chciała jednak zostawiać Tristana, nie na długo i chyba nie w ogóle.
Gdy rozległo się pukanie w okno, odruchowo uniosła różdżkę, gotowa do ataku. Ale to nie była osoba. To była sowa.
- Jak one to robią... - szepnęła cicho, podchodząc do zakurzonego okna. Uchyliła je, by wpuścić ptaka. - To od Millie. Napisała, że nam pomoże.
Powiedziała, na szybko wertując litery nakreślone na papierze.
- Muszę odpisać, ale nie wiem... - czy to było na czym pisać? Zaczęła przetrząsać dom trzęsącymi się rękami.
RE: [10.09.1972] Przeżyliśmy, ale co dalej? || Tristan & Olivia - Tristan Ward - 13.11.2025
Nigdy jeszcze nie widział jej aż tak zdeterminowanej. Pragnącej śmierci nieprzyjaciela. Jej zachowanie znacząco różniło się od tego które znał. To nie była ta Olivia, która tylko wylewa szklankę wody na kolana jakiejś rinpiryndzie, czy wyrywa włosy w babskiej walce o sprawiedliwość. To była inna Olivia, która pragnęła prawdziwego wymierzenia sprawiedliwości, nawet za cenę życia i śmierci. Słysząc ją, zaniepokoił się trochę jej podejściem. Czy ta noc, nie zmieniła ich oboje zbyt mocno? Jego trawił lęk przed ogniem. Ją trawiła zemsta za krzywdy.
Pozwolił się pocałować, z chęcią oddając pocałunek, dotykając obolałą dłonią jej ramienia. Jej obecność bardzo mu pomagała. Swoją obecnością i że nie był z tym wszystkim sam. Miał w niej wsparcie. W jej rodzinie.
Skinął głową na zrozumienie jej słów, że ognia więcej nie rozpali. Ale z drugiej strony, potrzebowali tego oświetlenia w pomieszczeniu. Świece, były im potrzebne. Rzucił zaraz spojrzeniem na bałagan, jaki wywołał swoim strachem. Niby wewnętrznie uspokoił się, ale gdzieś z tyłu głowy pozostawała obawa. Co, jeśli to prawda? Oni tutaj wrócą?
Na prośbę Olivii, pozwolił sobie pomóc wstać, podpierając się dodatkowo najbliższego mebla, aby nie przenosić cały swój ciężar ciała na jej drobne ciało. Był wysoki, to pewnie i dla niej cięższy. Nie przejmował na razie obolałymi dłoniami, siadając z powrotem na kanapie. Gdyby nie rany, pomógłby ukochanej w czymkolwiek.
Chwila ciszy została przerwana przez pukanie, które sprawiło, że Tristan na kanapie aż ze strachu lekko podskoczył. Z automatu zaczął szukać swojej różdżki, mając w głowie ten przeraźliwy koszmar "Znaleźli ich? Wrócili?". Jakby klątwa, obawa miała się ziścić. A to przecież była tylko niczemu winna – sowa.
Głęboko odetchnął ulgą. Z takimi ranami mógłby nie dać rady w walce ze śmierciożercami, gdyby to faktycznie byli oni. Tutaj z kolei sowa przyniosła im list. Ward szanował te stworzenia, że potrafiły znaleźć konkretnego adresata, nie zależnie od jego miejsca zamieszkania. Przy czym, przypomniał sobie o swojej sowie. Nie zamykał jej klatki, więc pewnie zdążyła uciec z jego byłego mieszkania.
Słysząc, że list przyszedł od znajomej Olivii, która oferuje pomoc, lepiej być chyba nie mogło. Widząc po chwili, że Olivia szuka czegoś, na czym mogłaby odpisać, po krótkiej chwili Tristan sprawdził swoje kieszenie spodni. Wyciągnął trochę podniszczony notes, ale mający nadal kilka czystych kartek, z ołówkiem i chciał podać Olivii. Ale że była zajęta szukaniem, musiał znaleźć sposób, aby zwrócić na siebie uwagę. Nie mógł podejść, gdyż kontuzjowana noga mu to uniemożliwiała za bardzo. Jak znów upadnie, to dziewczyna zawału dostanie. Wyrwał z notesu jedną z zapełnionych swoimi tekstami kartkę, zgniótł w kulkę, lekko krzywiąc się na szczypanie dłoni od zrobionych sobie ran. Czekał na moment, kiedy Olivia będzie bliżej, wtedy rzucił w nią kulką papierową. Jeżeli zareagowała, pokazał jej swój notes z ołówkiem. Mugolskie, ale bardzo pomocne, nawet w kryzysowej sytuacji.
RE: [10.09.1972] Przeżyliśmy, ale co dalej? || Tristan & Olivia - Olivia Quirke - 02.12.2025
Dusza Olivii nie została jeszcze przeżarta nienawiścią, lecz zdecydowanie jej serce rwało się ku zemście. Nie żartowała gdy mówiła, że zemści się na wszystkich, którzy go skrzywdzili. Mimo że ich związek nie był formalny w oczach społeczeństwa, ani też nigdy nie będzie czymś, czym można się chwalić wśród czystokrwistych rodów, to dla niej Tristan był jej rodziną. A gdy krzywdziło się rodzinę, należało podjąć odpowiednie kroki.
Nadal miotała się po pomieszczeniu, szukając kartki, gdy coś puknęło ją w ramię. Odwróciła się od razu, odruchowo - podskoczyła, jakby bała się, że ta drobna kulka papieru była czymś, co może ją zaatakować. Oboje byli straumatyzowani tym, co się zadziało tamtej nocy. Czy kiedykolwiek czas zaleczy ich rany, a odruchy staną się mniej gwałtowne?
- Nie rób tak - poprosiła słabym głosem. Kiedyś pewnie by się zaśmiała, podniosła papierową kulkę i mu oddała. Niewinne zaczepianie przerodziłoby się w zabawę, po której mogliby się przytulać na kanapie i napawać swoją obecnością. Teraz jednak czas nie sprzyjał ani temu, ani w zasadzie czemu innemu. Podeszła do Tristana jednak, wzięła od niego notes i skreśliła na kartce kilka słów. Wyrwała ją i przytwierdziła do nóżki sowy. - Leć, znajdź Millie.
Wypuściła stworzenie, a następnie zamknęła szczelnie okno. Westchnęła cicho, a potem zaczęła przy pomocy różdżki układać bałagan, który się narobił podczas tej krótkiej chwili. Następnie użyła prostego lumos, by rozświetlić pomieszczenie. Dopiero wtedy usiadła na kanapie obok Warda i odważyła się na moment zwolnić. Wtuliła się w jego ramię, a chociaż w pomieszczeniu było cicho, to w jej głowie wciąż odbijały się echem krzyki ofiar pożaru. Nie potrafiła się ich pozbyć z głowy. Milczała, myśląc że jeżeli przestanie mówić, odgłosy ucichną, ale tak nie było.
@Tristan Ward
|