Secrets of London
[25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war (/showthread.php?tid=5100)

Strony: 1 2


[25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war - Hannibal Selwyn - 04.09.2025

”Jedną z głównych grup, która sprzeciwiała się tak daleko idących przywilejów czarodziejów były gobliny. To one znaczyły najwięcej, zaraz po czarodziejach w społeczeństwie magicznym i to one w końcu postanowiły wywołać bunt. Powodów miały wiele, począwszy od zarzutu, że Godryk Gryffindor ukradł miecz ich królowi, poprzez próby przejęcia kontroli nad bankiem Gringotta przez czarodziei, po publiczne upokarzanie, a także masowe mordy. Jeden z udokumentowanych buntów goblinów odbył się w 1612 roku w Hogsmeade.

W 1631 roku uchwalono Kodeks Użycia Różdżki, który głosił, że żadnemu nie-ludzkiemu stworzeniu nie wolno nosić lub używać różdżki. Na jej mocy czarodzieje wykluczyli możliwość legalnego używania różdżek przez inne rasy władające magią, jak np. gobliny czy skrzaty domowe. Doprowadziło to do kolejnych buntów, które zaczynały być coraz bardziej krwawe.”


25.09.1972, wieczór
Ulica Pokątna

- …i zaproponował scenariusz. O buncie goblinów, ale tak, wiesz, z naciskiem na przyczyny konfliktu. I wyobraź sobie, że ojciec to odrzucił! Tak po prostu! - Hannibal wyrzucił ręce w geście irytacji - To jest złe na tak wielu poziomach! Moglibyśmy zaangażować goblinich aktorów i wystawić coś ponad podziałami, pokazać, że ta historia nie jest taka czarno-biała, jak się wydaje! Ale nie!

Selwyn był wściekły. Nawet nie o tę sztukę, ksenofilską i zbyt ryzykowną w porównaniu do potencjalnych korzyści, jak nazwał ją jego ojciec, tylko o całą otoczkę w jakiej odbyła się rozmowa. "Nie wiesz, o czym mówisz, Han, w Hogsmeade niemal każda rodzina straciła kogoś w tym buncie!”

Nie wiesz, o czym mówisz.
Nienawidził, kiedy Everett wypowiadał te słowa, pobłażliwym tonem, jakby Hannibal miał znów osiem lat. Był pewien, że jego ojciec doskonale wiedział, że działały na niego jak płachta na byka.
Jeżeli Hannibal reagował na nie otwartą złością, to Everett wykorzystywał to, jako argument na swoją korzyść: jego syn był młodzikiem, który nie panuje nad emocjami.

Dzisiaj udało mu się nie wybuchnąć przy ojcu, po prostu wstał i wyszedł, ale ledwo spotkał się z Oliverem, musiał wyrzucić z siebie tłumione emocje.

- To się do cholery działo prawie czterysta lat temu! Czy nie mamy dość problemów w teraźniejszości? - sapnął i przeczesał palcami opadające na twarz włosy. Odgarnięte w tył, natychmiast wróciły na swoje miejsce, widocznie nastawione nie mniej buntowniczo, niż ich właściciel.

Ojciec ojcem, ale był zmęczony starszym pokoleniem, które rozpamiętywało historię, ale nie zadawało sobie trudu, by poznać punkt widzenia drugiej strony. Które szukało różnic, zamiast porozumienia. Które bało się kontrowersji.
Tak, jakby unikanie dialogu na drażliwe tematy mogło oddalić konflikt.
Wydarzenia z początku września dobitnie pokazały, że nie.

Szli ulicą w stronę pubu i doskonale się składało, bo Hannibal miał ochotę się napić. Zacietrzewiony w swoim oburzeniu, nie dbał o to, żeby ściszyć głos i nie myślał o tym, kto może usłyszeć jego wywody. Trochę się zatem zdziwił, kiedy usłyszał skrzekliwy głos dochodzący od niewielkiej grupki goblinów i czarodziejów,  prowadzących dotąd ożywioną wymianę zdań między sobą:
- O, i to jest właśnie problem z waszymi młodymi! Trzysta sześćdziesiąt lat i już myślą, że można sobie tak po prostu zapomnieć! A my nadal nie mamy prawa do używania różdżek!


RE: [25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war - Oliver McKinnon - 01.10.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/d8/ba/25/d8ba256be8ba63563dcc61551268d8e1.jpg[/inny avek]

Oliver słyszał to, co mówił do niego Selwyn, ale nie można było powiedzieć, że go słuchał. Palił papierosa, zerkając raz po raz na dym, który leniwie unosił się ku górze, tworząc finezyjne zawijasy rodem z greckich świątyń. Starał się powracać spojrzeniem do swojego rozmówcy, ale w zasadzie ta "rozmowa" przypominała bardziej monolog, niż faktyczną konwersację. Znał Hannibala na tyle, żeby wiedzieć, że jak ten się zapieniał, to lepiej było mu po prostu przytakiwać. Wykrzyczy się, a potem zrobi przerwę na coś do picia, i wtedy będzie można się odezwać. To była bezpieczna, i bardzo skuteczna metoda prowadzenia rozmów - Oliver miał w tym niemałe doświadczenie, w końcu miał siostrę, która była tak samo porywcza.

Po twarzy chłopaka przebiegł grymas, gdy jego towarzysz wspomniał o goblinich aktorach. Naprawdę wierzył w to, że którekolwiek z tych stworzeń zgodziłoby się wziąć udział w spektaklu? Szedł powoli, dotrzymując mężczyźnie kroku. Milczał, trawiąc wszystkie słowa, które wypluwał z siebie jego kolega. Ojciec musiał nieźle mu zaleźć za skórę, bo Oli nie uwierzyłby, że chodzi tylko i wyłącznie o odrzucenie wizji nowej sztuki. Pewnie powiedział coś tym swoim mądrym tonem, sprawiając że Hannibal poczuł się malutki, taki maciupki, i o - wyżywał się teraz na wszystkich wokół, zamiast przenieść bunt do kuluarów teatru.
- No... Mamy - odpowiedział, zaciągając się petem. Niby nie powinien palić, bo i tak nawdychał się dymu jak pojeb podczas pożarów, ale nie mógł odmówić sobie tej przyjemności. - Więc po co podkurwiać kolejne osoby, wystawiając gobliny na scenę?
Zapytał, wzruszając ramionami. Zerknął w stronę goblinów, mrużąc oczy. Od kiedy te stwory bratały się z czarodziejami? I były takie pyskate.
- Przynajmniej mamy młode, nie to co oni. Oni chyba rodzą się starzy... Widziałeś kiedykolwiek małego goblina? - zapytał szeptem, szturchając Hannibala w bok. Odchrząknął jednak, bo nie wypadało nie odpowiadać na zaczepkę. - A kto mówi, żeby zapomnieć? Może właśnie nie chcemy zapomnieć, a inni chcą, e, i dlatego się tak tu denerwuje mój kolega?
Uniósł buńczucznie podbródek. Co mu będzie jakaś pomarszczona żaba fikać słownie i wpierdalać się w rozmowę!


RE: [25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war - Hannibal Selwyn - 06.10.2025

Oliver trafnie przewidywał, że Hannibal bardziej potrzebował w tej chwili przestrzeni do wygadania się, niż konstruktywnych uwag. Gdyby dane mu było dokończyć tyradę, pewnie w krótkim czasie stałby się znacznie przyjemniejszym rozmówcą. Może nawet dałby koledze dojść do słowa? Nie było mu to jednak dane, a na dodatek właśnie zaczął mieć niejasne wrażenie, że faktycznie te gobliny na scenie to mógłby nie być najlepszy pomysł.
Uświadomienie sobie tego wcale nie poprawiło mu humoru. Czy to on był od zastanawiania się nad tym, jak miałaby niby przebiegać współpraca artystyczna między ludźmi a goblinami.

To prawda - duża część jego dzisiejszej kłótni z ojcem wcale nie dotyczyła kwestii politycznych, rasowych czy artystycznych.
Jak zwykle.
Szedłby jednak dalej w zaparte, napędzany wkurzeniem na cały świat, gdyby nie uwaga o małych goblinach, która całkiem wybiła go z rytmu.

- Huh?... Hej, faktycznie! - szepnął.
Gobliny, które ich zaczepiły, rzeczywiście wszystkie wyglądały na stare. Pomyślał o małych goblinach. Gdzieś słyszał, że wykluwają się z jajek, ale to chyba nie mogła być prawda? Prawem luźnego skojarzenia jego myśli przeskoczyły do procesu robienia małych goblinów i Selwyn wzdrygnął się lekko. Ugh.

- Słusznie - zgodził się z Oliverem jeden z czarodziejów - Naród bez historii nie jest narodem! Nie można tak łatwo zapominać doznanych krzywd!
Nie wyglądał na akademika, ale jego ton ewidentnie wskazywał na chęć wygłoszenia dłuższego wykładu. Ktoś w grupie zaczął skrzekliwie protestować, a jeden z goblinów, zdaje się, że inny, niż ten, który ich zaczepił, odezwał się:
- A wy, ludzkie dzieciaki? Co uważacie na temat zakazu używania różdżek przez gobliny?

Hannibal uznał w tym momencie, że ma dość dyskusji o goblinach na przynajmniej tydzień, mniejsza z tym, że sam przed chwilą zanudzał kolegę swoimi wynurzeniami na ten temat. Może w mniej wzburzonym stanie dostrzegłby ironię sytuacji. Teraz tylko przewrócił oczami. 
- Na temat czego?! Nie wiem! I nie jestem dzieciakiem! - rzucił opryskliwie i spróbował wyminąć towarzystwo. Bez sensu, takie dyskusje, to sprawa dla jakichś prawników, a nie do zaczepiania ludzi na ulicy!

Wymiana zdań czarodzieja od "narodu bez historii" i protestującego goblina szybko stawała się coraz gorętsza i coraz głośniejsza.


RE: [25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war - Oliver McKinnon - 27.10.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/d8/ba/25/d8ba256be8ba63563dcc61551268d8e1.jpg[/inny avek]

O, ktoś przyznał mu rację. Oliver zmrużył oczy, niezbyt przyzwyczajony do faktu, że ktoś się z nim zgadza. Nabrał powietrza w usta, przetrzymał je trochę w płucach, a potem wypuścił je ze świstem. I nic nie powiedział. Wpakował ręce do kieszeni spodni, szukając fajek. Gdzieś tu była paczka...
- Powiem ci, jak mi powiesz gdzie są małe gobliny - odpyskował, znajdując w końcu fajki. Wycelował papierosem w goblina, który ich zaczepił - nie, Oliver McKinnon zdecydowanie nie nadawał się do dyskusji na poważne tematy. Zresztą obstawiał, że nikogo nie interesowało jego zdanie, a te ropuchy szukały powodu do rozróby. Bo inaczej dyskutowaliby w innym miejscu, bardziej cywilizowanym. Chyba. Bo może ich do takiego nie wpuścili? Nie no, aż takiego zakazu chyba nie było, nie? - Wiesz, no macie chyba jakieś dzieciaki, co? Czy się rodzicie tacy starzy? I zanim się napuszysz, to u nas jest tak, że maluchy przejawiają albo i nie talent magiczny. I na tej podstawie decydujemy czy mogą mieć różdżkę. Wy ich nie potrzebujecie, a na dodatek znacie sekrety, którymi się z nami nie chcecie dzielić, więc co za różnica? My mamy swoje sekreciki, wy swoje, nie możemy po prostu pójść na piwo i się rozejść potem?
Palnął z głupia frant, wcale nie zauważając, że nadepnął swoją wypowiedzią na co najmniej kilka odcisków. Odpalił papierosa i wyciągnął paczkę w kierunku Selwyna, ale goblin tupnął nogą ze złości.
- A co to ma do rzeczy?! Wy nam ZAKAZUJECIE mieć różdżki, a my wam DAJEMY nasze zaklęte przedmioty! - zapieklił się. I pewnie sprawa wyglądałaby poważniej, gdyby goblin był nieco wyższy. - Jesteście głupie, głupie dzieciaki!
- Chyba twoja stara. Macie wy w ogóle samice? - McKinnon zmrużył oczy. Ups.


RE: [25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war - Hannibal Selwyn - 01.11.2025

Wyciągnął rękę, by pociągnąć Olivera za rękaw i po prostu opuścić dyskusję, ale zamiast tego natknął się na paczkę papierosów. Nie powinien palić. To podobno robiło straszne rzeczy z gardłem i strunami głosowymi. Ale cały ten dzień i jeszcze jakaś bezsensowna dyskusja z goblinami nastroiły go tak buntowniczo do świata, że bez wahania skorzystał z oferty McKinnona. Chrzanić to.
Pytania, które padały, należały do tych, na które nie było prawidłowej odpowiedzi, zwłaszcza, kiedy były zadawane wieczorem, w mieszanym gatunkowo towarzystwie, przed wejściem do pubu. Prawdę mówiąc, niewykluczone, że właśnie na to były obliczone - że dadzą pretekst do awantury.

Nie patrząc nawet na goblina, sięgnął do własnej różdżki, by odpalić papierosa. To, jak pieklił się ten krasnal, było nawet zabawne. Słowa Olivera wywołały jednak falę podniesionych głosów w towarzystwie, trzeci z obecnych czarodziejów pochylił się niebezpiecznie nad goblinem, z którym się kłócił, a czwarty chyba gdzieś się ulotnił.
Może był jasnowidzem, bo zanim Selwyn w ogóle zdążył otworzyć usta, sięgająca mu góra do pasa istota zabulgotała, jak gotujący się garnek.
- Ja pierdolę, kurwa, no patrz! - wykrzyknęła, ruszając w stronę Hannibala - W dupę ci wsadzę tę różdżkę!!!
Kolega próbował go powstrzymać, ale nieznajomy czarodziej właśnie chwycił trzeciego z goblinów za koszulę na piersi, a tamten wrzasnął przeraźliwie:
- Biją mnie! - i, korzystając z bliskości twarzy pochylonego nad nim człowieka, sprzedał mu fangę w nos.

To wystarczyło. Goblin powstrzymujący uwolnił goblina atakującego i gwizdnął na palcach. Hannibal prawdę mówiąc miał ochotę zaproponować Oliverowi spieprzanie, ale zanim zdążył to zrobić, napastnik posłał w jego kierunku jakieś dziwne, bezróżdżkowe zaklęcie, które uderzyło go w brzuch.
To było, jak cios pięścią. Selwyn zwinął się i wypuścił papierosa z dłoni.
- Oż ty gnoju! - sapnął przez zaciśnięte zęby i wykorzystując swoją przygiętą pozycję wyskoczył do przodu, usiłując trafić pięścią w przeciwnika.

Aktywność fizyczna - uderzenie goblina w ryj [roll=PO]

Walki uliczne to zdecydowanie nie było coś, w czym aktor czuł się pewnie, ale był silny, a krewki goblin albo sam był napędzany głównie gniewem, albo był tak wkurwiony, że nie zareagował odpowiednio szybko. W każdym razie, niewprawny cios trafił i kurdupel klapnął na tyłek.
- Huh? - sapnął Hannibal, sam zaskoczony swoim sukcesem.
Obcy czarodziej szarpiący się ze swoim goblinem krzyknął. Zza rogu wypadło jeszcze kilka niskich, długouchych postaci.


RE: [25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war - Oliver McKinnon - 17.11.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/d8/ba/25/d8ba256be8ba63563dcc61551268d8e1.jpg[/inny avek]

- Nie obiecuj - zdołał odpyskować, uśmiechając się głupkowato. Przezornie zrobił krok w bok, żeby któryś z tych zjebów przypadkiem nie trafił go pięścią, ale... No właśnie, ale. Zapomniał chyba o magii na ten mały ułamek sekundy, bo zaklęcie poleciało - z tym że nie w jego stronę, ale w stronę Hannibala, który przecież w tej dyskusji to akurat nic nie robił za bardzo. Aż się w nim zagotowało: co to w ogóle miało być? - Zostaw go, kurwa!
Wyciągnął różdżkę. Nie będzie mu kolegi bić jakiś pokurcz jebany, który nie odrastał od ziemi na tyle, by samemu sięgnąć do szafki po kubek niekapek. Można było o McKinnonie powiedzieć wiele, ale nie to, że zostawiał bliskie mu osoby w potrzebie. A Hannibal zdecydowanie w tej potrzebie się znalazł.

Widział, że kolejne gobliny wybiegały zza rogu, zupełnie jakby miały zamiar im wtłuc. Może to była ustawka?
- Czarodziei atakują! Pomocy! - zrobił to, co umiał najlepiej: raban przez duże R. A potem rzucił zaklęcie, mające w zamyśle transmutować liny, które leżały sobie spokojnie na skrzynkach, w węże. Sam nie wiedział, po co to zrobił, ale to był jego najlepszy pomysł: stado kłębiących się węży miało odwrócić uwagę goblinów, które chciały ich zaatakować.

Rzut na transmutację 4K, zmiana lin w węże
[roll=PO]

Zdziwiłby się, gdyby mu się nie udało. Akurat co jak w co, ale w transmutacji był cholernie dobry, więc... Uśmiechnął się złośliwie, gdy liny przemieniły się w syczące gady (węże to gady? A chuj, nie wiedział, musi siostry zapytać po tym wszystkim), które następnie rozpełzły się prosto pod nogi goblinów. Wrzask, jaki rozległ się na ulicy, obudziłby umarłego. A tego w sumie to nie chciał, bo jeszcze tego im brakowało, żeby Brygada ich zgarnęła.
- Spieprzamy - sapnął do Selwyna i pociągnął go za ramię. Chciał wiać, ba - musieli wiać, bo przecież zaraz zaroi się tu od ludzi, którzy będą chcieli wyjaśnień, a on akurat wcale nie miał ochoty na rozmowy z funkcjonariuszami prawa, ha tfu.


RE: [25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war - Hannibal Selwyn - 19.11.2025

Na okrzyk “Czarodzieja biją!” z lokalu, pod drzwiami którego odbywało się całe zajście, wypadło parę osób, niektórych zaniepokojonych, ale niektórych chyba nawet zadowolonych z pretekstu do awantury.
- Gobliny znów robią dym!
- Niech ktoś wezwie BUM!

Zdumienie Hannibala wzrosło jeszcze na widok węży wyczarowanych przez Olivera.
- O kurwa… - mruknął z mieszaniną zgrozy i podziwu, spoglądając to na McKinnona, to na rozpełzające się gady. Uskoczył z nieartykułowanym dźwiękiem, gdy jeden znalazł się między nim, a atakującym go wcześniej goblinem, który również niezgrabnie odpełzł w tył, nie próbując nawet wstać na nogi.
Sytuacja zdecydowanie wymknęła się spod kontroli.

Spieprzamy.
Nie trzeba mu było tego dwa razy powtarzać, zwłaszcza, że któryś z wywabionych hałasem gości wskazał na niego palcem i zawołał:
- Hej, czy to nie?...
- NIE! - odkrzyknął i teraz to on szarpnął Olivera za rękę, rzucając się do ucieczki, bez skrupułów pozostawiając gobliny oraz czarodzieja swemu losowi. W powstałym harmidrze i wrzasku nikt nie miał głowy, by ich gonić i dobrze, bo Hannibalowi wcale nie zależało ani na spotkaniu z brygadzistami, ani na byciu rozpoznanym, akurat tym razem. Szybko wyprzedził Olivera, ale pilnował, by nie zostawiać kumpla z tyłu. Po kilku chwilach biegu odgłosy zamieszania za nimi ucichły w oddali. Zatrzymali się w jakimś zaułku, cichym, słabo oświetlonym i pustym.

- Ja pierdolę - oznajmił lekko zdyszany Selwyn, a potem spojrzał na McKinnona i zaczął się śmiać - Te węże! Co to było w ogóle! Jesteś cały? Nie oberwałeś przy okazji? - zapytał poniewczasie, nadal z szerokim uśmiechem na twarzy.
Cały wcześniejszy paskudny humor wyparował z niego, przegnany adrenaliną i ucieczką. Gotów był nawet przyznać rację swemu ojcu - te kłótliwe skrzaty nie nadawały się do współpracy na polu kultury wysokiej.
Czekając, aż Oliver złapie oddech, oparł się plecami o ścianę obok niego.
- Odpalają się o te różdżki, a świetnie sobie radzą bez nich… - dotknął miejsca na brzuchu, w które trafiło goblińskie zaklęcie - No to tamto miejsce mamy chyba z głowy na dziś wieczór. Masz jakiś inny pomysł? Zabierz mnie gdzieś, to trzeba opić!
Był gotów zdać się na wybór Olivera, który znał zapewne różne dziwne przybytki (a w niektórych nawet pracował).


RE: [25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war - Oliver McKinnon - 11.12.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/d8/ba/25/d8ba256be8ba63563dcc61551268d8e1.jpg[/inny avek]

Uśmiech, który posłał Hannibalowi, był całkowicie niewinny i sugerował, że przecież Oliver nie miał z tym wężowiskiem nic wspólnego. Pewnie by mu uwierzył, gdyby nie widział na własne oczy, nie? Ktoś o jego aparycji, z tymi piegami na nosku, niewinnym uśmiechem i wielkimi oczami nie mógłby zrobić tego, co właśnie zrobił... PRAWDA?

Gdy Hannibal pociągnął go za rękę, to nie protestował. W sumie to nie wiadomo było już kto kogo ciągnął, ale wiadomo było, że ktoś Selwyna chyba rozpoznał. Cholernie ciężko było być znajomym gwiazdy, bo ciągle ktoś pokazywał na nich palcami i Oliver czuł się zazdrosny - no, zwykle, bo teraz to cieszył się, że mordę miał niepodobną do nikogo. Był bardzo, bardzo zmachany, ale udało im się odbiec ze dwie, trzy przecznice, i schować się tam, gdzie na razie nikt nie będzie ich podsłuchiwać. Oliver sapnął i uniósł rękę, dając znajomemu znać, że zaraz mu odpowie. Ale nie teraz, bo gubił oddech i w panice próbował go odzyskać.
- A taka sztuczka - odpowiedział, ocierając usta ze śliny, którą się opluł podczas tego szaleńczego biegu. - Nie, chyba nie.
Dla pewności zmacał się cały, od głowy na dupie kończąc. Nic go nie bolało, było dobrze. Parsknął śmiechem, kręcąc głową jakby chciał powiedzieć "nie". A potem odpalił papierosa, należało się im obu.
- Jak twój brzuch? - zerknął na tę część ciała Selwyna, marszcząc brwi. Dostał zaklęciem, więc może trzeba było to sprawdzić? - Nigdzie cię nie zabiorę, dopóki nie upewnię się, że wszystko jest w porządku. Mocno oberwałeś. Głupie kurwie, srają się o te różdżki a wcale ich nie potrzebują! Wyobraź sobie, co by było gdyby dać im magię do łap.
Aż się wzdrygnął na tę myśl. Przecież to by była katastrofa.


RE: [25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war - Hannibal Selwyn - 17.12.2025

Te wielkie, niewinne oczy mogłyby pewnie zmylić kogoś, kto nie znał McKinnona - albo kogoś, kto nie zajmował się odgrywaniem ról zawodowo od ósmego roku życia. Hannibal tylko parsknął śmiechem - krótko, bo trzeba było spierdalać.


Teraz, wciąż oparty o ścianę, ponownie się uśmiechnął, podążając wzrokiem za rękami obmacującego się kontrolnie Olivera. Raczej nie wyglądał na poturbowanego, ale warto było się upewnić. Hannibal pomyślał, że na następne wieczorne wyjście w miasto, przynajmniej w jego magiczną część, koniecznie skorzysta z rodowej toaletki. I przy okazji sprawdzi, czy do twarzy by mu było z piegami.

Pytanie o jego własny stan sprawiło, że również oklepał się po klatce piersiowej i brzuchu, choć raczej nie czuł, żeby atak miał pozostawić jakieś długotrwałe skutki. Bezceremonialnie zadarł koszulkę i przyjrzał się formującemu się pomału w miejscu uderzenia siniakowi, ledwie widocznemu w półmroku zaułka. Żadnych poparzeń ani krwi. Żadnych czarnych żył idących w stronę serca.
- Bolało nawet, nawet, ale chyba wyżyję, jak myślisz? - powiedział, wypuszczając ubranie z palców - Całkiem silny cios, jak na takiego konusa.
A z drugiej strony, magiczny cios, a wiadomo przecież, że w czarowaniu rozmiar był kwestią drugorzędną.

- Już się wcale nie dziwię, że tyle problemów z nimi jest - burknął - Przecież to banda pieniaczy jakichś! Dobrze, że więcej ich nie było! Ale ten facet też dobry, w jakieś dysputy chciał się wdawać na środku ulicy! - dodał, jakby sami nie dali się wciągnąć w awanturę na tle rasowym.
Ochota na papierosa przeszła mu wraz z buntowniczym nastawieniem, więc zamiast dołączyć do Olivera, podszedł do wylotu uliczki i wystawił głowę za róg. Cisza i spokój po lewej i po prawej. Nikt ich nie gonił. Nie było słychać nawet odgłosów tamtej przepychanki. Albo ucichla, albo odbiegli dalej, niż się wydawało. Uspokojony wrócił do McKinnona.
- Czysto - wzruszył ramionami - To co teraz?


RE: [25.09.1972 Hannibal & Oliver] 10 easy steps to create an enemy and start a war - Oliver McKinnon - 17.02.2026

[inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/d8/ba/25/d8ba256be8ba63563dcc61551268d8e1.jpg[/inny avek]

- Myślę, że nie będzie nawet siniaka - zerknął nieco zbyt długo na odsłoniętą skórę na ciele Hannibala i przełknął ślinę. Na moment zapomniał, o czym mówili. Potrzebował kilku nieznośnie długich sekund, żeby jego umysł wrócił na właściwe tory.

Pokiwał tylko mądrze głową, jakby przyznawał Selwynowi rację, a potem przeczesał palcami włosy. Zaciągnął się mocno dymem. Co dalej - to było bardzo dobre pytanie, bo przecież ta cała maskarada zaczęła się od tego, że mieli iść na piwo. Czy tam wódkę. Przez chwilę zastanawiał się, czy być może nie lepiej byłoby zrezygnować, ale nieznośne ssanie w żołądku przypomniało mu, że planował nie tylko pić alkohol, ale także uraczyć się jakimiś dodatkami do piwa. Nie miał ochoty na nic porządniejszego, chociaż może za niedługo zmieni zdanie.
- Chodźmy się napić, co? Potrzebuję tego jeszcze bardziej, niż wcześniej - ktośtam mówił, że niby papierosy hamowały apetyt. A guzik prawda. - Ale w sumie jeszcze bym coś zjadł. Mam ochotę na coś obrzydliwie niezdrowego, pełnego tłuszczu.
Wypuścił niedopalonego papierosa spomiędzy palców i zgniótł go butem.
- Znasz jakieś miejsce? - on znał, oj znał. Ale podejrzewał, że nie spodobałyby się te miejsca Hannibalowi. Bądź co bądź był znany, a łażenie po Nokturnie pewnie nie przysporzyłoby mu dodatkowych fanów. - Chyba że po prostu pójdziemy do Fontanny, dają tam takie fajne zakręcone frytki, które odbijają się jak sprężynki. Jeszcze nie próbowałem, ale ponoć są dobre z tym ich sosem jakimśtam.
Któryś z jego kumpli mówił, że jak się zacznie nimi bawić, to zaczynają spierdalać. I jak złapiesz je wszystkie, to dostajesz zniżkę. A na słowo "zniżka" zawsze mu się świeciły oczy.