Secrets of London
[wiosna, 3.03.1972] Jęcząca Marta || S. Cresswell & F. Slughorn - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Dziurawy Kocioł (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=44)
+---- Wątek: [wiosna, 3.03.1972] Jęcząca Marta || S. Cresswell & F. Slughorn (/showthread.php?tid=511)



[wiosna, 3.03.1972] Jęcząca Marta || S. Cresswell & F. Slughorn - Fernah Slughorn - 15.11.2022

Marzec zaczął się tak, jak wczesna wiosna powinna. Białe połacie śniegu, które w mieście zmieniły się w szarą breję, w końcu zniknęły. O dziwo nie powstało z nich błoto, chociaż gdzieniegdzie nieostrożni klęli, gdy wpadli w jakąś kałużę. Za to wszystko, co tylko mogło, zaczęło się zielenić, jakby ciepłe promienie słońca w mgnieniu oka obudziły przyrodę z zimowego snu.

Fernah przystanęła nieopodal witryny sklepowej, z której to przed momentem wyszła. Promienie słońca mile połaskotały jej twarz, więc nie powstrzymując się, przymknęła oczy i odchyliła nieco głowę. Wiosna, wiosna, ach to ty!

Pewnie i delektowałaby się dłużej tą pogodą, ale na ziemię sprowadziła ją bardzo prosta rzecz. Mianowicie jej brzuch zaburczał tak głośno i żałośnie, że aż przechodzący obok czarodziej spojrzał na nią badawczo, czy nie zmienia się w jakiegoś stwora.

Nie miała zamiaru się tłumaczyć, że nocny dyżur wyssał z niej jakiekolwiek siły oraz apetyt. Z tym, że to drugie powróciło akurat, kiedy zaczerpnęła „świeżego” londyńskiego powietrza. Wsunęła dłonie do kieszeni, a nos schowała za brązowym szalikiem, bo jednak nadal było chłodno. Tak uzbrojona pomaszerowała w stronę Dziurawego Kotła, gdzie najczęściej spożywała posiłki, o ile jej organizm odpowiednio głośno i dobitnie się o nie upomniał.

Dziurawy Kocioł przywitał ją miłym ciepłem, bijącym od wielkiego kominka oraz na wpół wypełnioną salą. Skierowała swe kroki od razu do kontuaru, w trakcie rozbierają się z szalika i charakterystycznej kurki pilotki. Z lekkim, typowym dla siebie uśmiechem podeszła do lady i przywitała się z nurkującym za nią czarodziejem.

– Cześć Silas, jak się masz?

Po Fernie widać było, że miała za sobą naprawdę ciężką i na pewno nieprzespaną noc. Lekko opuchnięte i podkrążone oczy, trochę mętny wzrok i rozczochrane włosy, które w warkoczu trzymały się głównie na słowo honoru.




RE: [wiosna, 3.03.1972] Jęcząca Marta || S. Cresswell & F. Slughorn - Bard Beedle - 06.12.2022

Pierwszym, co Fernah mogła zobaczyć, była pustka za dębową ladą. Obecność Silasa zdradzało tylko jego krzątanie się w poszukiwaniu czegoś, przy czym nie darował sobie ani sekundy narzekania pod nosem na pogodę, na sytuację jego ulubionej drużyny sportowej, na wymiar swojego etatu, na głód na świecie...

- Mam! Maaaam! - Zawył, podnosząc się do góry, a zaraz po tym przygrsmocił łbem o deskę, która znajdowała się do tej pory nad jego głową. - Jezu Chryste, ałaaaaa... - pisnął wręcz, łapiąc się za skroń, a potem spojrzał na pannę Slughorn. - Cześć Fernah, dobrze cię widzieć - przywitał się od razu, ze skwaszoną miną, ale oczywistym było, że powodem nie była obecność kobiety, a promieniujący ból. - Zaraz do ciebie przyjdę, tylko... - wysunął się zza lady, ruszając w stronę jednego ze stolików - pani Binggs, znalazłem pani ulubiony kubek. - Rozmawiał ze staruszką jeszcze chwilę, przelewając jej napój z normalnej szklanki do ceramicznego naczynia z bałwankiem. Najwyraźniej nie wszyscy poczuli jeszcze wiosnę. Kiedy odchodził, staruszka spojrzała na niego z wdzięcznością i zadowoleniem. On jednak był już całkowicie skupiony na Paprotce.

- Mam się wspaniale, może z wyjątkiem tego, że przygrzmociłem o ten blat tak, jak szukająca Harpii o pętlę. U ciebie wszystko dobrze? Co ci podać? Mamy na kuchni takie cieplutkie ciasto faszerowane warzywami, polecam do niego kubek herbaty i uśmiech barmana. - To powiedziawszy uniósł w górę jedną z brwi, uśmiechając się przy tym dziwacznie.


RE: [wiosna, 3.03.1972] Jęcząca Marta || S. Cresswell & F. Slughorn - Fernah Slughorn - 17.12.2022

Aż się wzdrygnęła, kiedy Silas przywalił głową o ladę. Szklanki, kieliszki, kubki i wszystko to, co stało na niej lub za nią zabrzęczało ostrzegawczo, jakby zaraz miało spaść na barmana. Fernah chciała spytać, czy wszystko w porządku, ale ten był już w połowie drogi do pani Binggs.

— Miałeś w tym więcej wdzięku niż szukająca. — zażartowała i wzruszyła ramionami. — Wiesz, że wezmę wszystko, co zaproponujesz. I u mnie dobrze, multum pracy, dopiero co skończyłam dyżur i znając moje szczęście, zaraz wsadzą mnie na kolejny. Mam wrażenie, że z dnia na dzień przybywa osób, które eksperymentują z zaklęciami.

W lekkie zakłopotanie wprawił ją ów uśmiech, który nieporadnie odwdzięczyła i zaraz uciekła spojrzeniem na bok. Nadal nie przyzwyczaiła się do tego, jak blizna zniekształcała jej twarz i przez to czuła się mało pewnie w różnych mimicznych fikołkach, które stosowali inni.

— Skoro o Harpiach mowa, to zakładam, że o wczorajszym meczu wiesz już wszystko. Kto miał najlepsze zagranie? I jeszcze ważniejsze pytanie, komu kibicowałeś?

Przy którejś ich rozmowie wyszło, że podzielają wspólne zainteresowanie quidditchem. Może Fernah nie obserwowała każdego meczu, ale lubiła być na bieżąco z tym, co działo się w podniebnych rozgrywkach. Niestety skutecznie utrudniała to praca w Mungu, bo rzadko kiedy miała czas i siłę, żeby usiąść z gazetą i zajrzeć do kolumny poświęconej aktualnym rozgrywką. Całe szczęście był barman z Kotła, który dawał jej znać o nowinkach ze świata quidditcha.




RE: [wiosna, 3.03.1972] Jęcząca Marta || S. Cresswell & F. Slughorn - Bard Beedle - 21.12.2022

Uśmiechnięty barman uniósł w górę brwi i zaśmiał się.
- Dzięki, złotko. Ty to potrafisz machnąć komplementem.
Miał już parę lat na karku, ale nikt mu jeszcze nigdy nie powiedział, że posiadał w sobie jakiekolwiek ilości wdzięku, a usłyszenia czegoś takiego po przygrzmoceniu łbem o ladę nie spodziewał się zupełnie.
- Ha, może powinni dodać jakieś premie za polecanie produktów przy ladzie.
Silas nie miał zielonego pojęcia, że kiedyś owszem - coś takiego będzie standardem, ale nie będzie to standardem przyjemnym dla pracowników. Dobrze, że tylko taką myśl rzucił, a nie, że to postanowił wprowadzić w życie, bo by pewnie na nazwisko Cresswell pluto już na wieki wieków. Wolał budować ze sobą skojarzenia pozytywne, na przykład serwując im nie do końca wyśmienite, ale na pewno zjadliwe potrawy w Dziurawym Kotle.
- Ooo, a może po prostu mają pecha? Jestem żywym dowodem tego, że ta cała magia potrafi być naprawdę psotliwa...
A później powiedział, że zaraz wraca, by sekundę później zniknąć na zapleczu. Przyniósł jej zamówienie gdziekolwiek usiadła. Miał coraz większą wprawę w noszeniu tacy - nie chwiał się z nią już, chociaż całość podtrzymywał zaledwie jedną ręką.
- Smacznego, Fern.
Nieco ubogi wygląd dania nie zachęcał, ale pierwsze wrażenie naprawiała naprawdę solidna porcja.
- Co do Quidditcha, hoho, rozmawiasz z kimś, dla kogo najlepszym zagraniem tego meczu było uderzenie w pętlę z prędkością pędzącej lokomotywy. A tak na serio, to trzymałem kciuki za Harpie, ale nie z przyczyn czysto sportowych... Ich ścigająca często tu bywa i opowiada mi różne historie, na przykład o Hogwarcie. Lubię ich słuchać, bo sam chodziłem do zwykłej szkoły w Little Whinging.

@Fernah Slughorn


RE: [wiosna, 3.03.1972] Jęcząca Marta || S. Cresswell & F. Slughorn - Fernah Slughorn - 21.12.2022

Wzruszyła ramionami, bo myśl, że za polecenia wcale nie takich złych dań, Creswell i inni pracownicy barów, pubów i restauracji mogli dostawać dodatkowe pieniądze, było dla Ferny raczej pozytywna. Nie mogła wiedzieć, że za kilka(naście?dziesiąt?) lat zostanie to wykorzystane w raczej mało pozytywny sposób dla pracowników.

— Pech? Silas, gdybyś widział, jak niektórzy są dumni z tego, że wjeżdżają na oddział, w połowie przemieni w garnek albo komodę. Albo z dziobem tego takiego ptaka z dżungli, albo z króliczymi uszami!

Fernah aż się zapowietrzyła, bo wymieniła tylko kilka z przypadków, które widziała w przeciągu ostatnich kilku dni. I w sumie  nie odwoływała się do wypadków o wiele tragiczniejszych, kiedy czarodzieje próbowali nakładać mniej lub bardziej paskudne klątwy na różne przedmioty lub padali ofiarami takich.

Podziękowała Silasowi za przyniesione jedzenie i nie tracąc czasu, wbiła widelec w ciasto z warzywami. Dopiero czując smak kruszonki i warzyw dotarło do niej, jak bardzo jest głodna.

— Nadal wiesz o wiele więcej niż ja. — powiedziała między kęsami. — Szukająca z Harpii? W sumie nic dziwnego Dziurawy Kocioł to miejsce, które zna chyba każdy czarodziej na wyspie. Pewnie już poprosiłeś ją o autograf, a jak nie, to polecam. Niektórzy kolekcjonują podpisy jak karty z czekoladowych żab. Czekaj, to nie chodziłeś do Hogwartu?

Zamarła z widelcem uniesionym w połowie drogi do ust i spojrzała zdziwiona na Silasa. Nie mieli okazji, by wcześniej rozmawiać o edukacji, czasach szkolnych czy w ogóle dzieciństwie. Raczej trzymali się tematów luźniejszych, dotyczących aktualnej pracy, jakichś tam plotek, quidditcha i tym podobnych.