![]() |
|
[20.09.1972] Me and the Devil | Scarlett&Skoll - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [20.09.1972] Me and the Devil | Scarlett&Skoll (/showthread.php?tid=5111) |
[20.09.1972] Me and the Devil | Scarlett&Skoll - Scarlett Mulciber - 10.09.2025 ![]() And I say, "Hello Satan, I I believe it is time to go" Me and the devil walkin' side by side Mawiają, aby nie wywoływać wilka z lasu... ale nikt nie mówił, aby do tego lasu nie chadzać.
-Strzałka, Greyback - rzuciła nonszalancko, wchodząc do budynku. Stukot jej obcasów odbijał się echem po pracowni, a lodowe spojrzenie sunęło wzdłuż pomieszczenia, obserwując poszczególne obiekty, a jednak nie zatrzymując na żadnym wzroku dłużej niż chwilę - tęskniłeś? - dodała, a szelmowski uśmiech rozświetlił jej lica.W końcu przeniosła wzrok na biurko za którym siedział niewzruszony mężczyzna, dłubiąc w jakimś... co On tam tworzył? -Zajęty hym? - mruknęła, obchodząc biurko, aby stanąć tuż przy jego krześle. Ciężko było jej przypomnieć sobie kiedy widzieli się po raz ostatni. Trochę czasu minęło, Londyn zdążył pogrążyć się w płomieniach, a Ona wyprowadzić z Horyzontalnej. I chciałaby powiedzieć, że dobrze widzieć go całego i zdrowego, ale jeszcze ten obrośnie w piórka. Bezceremonialnie usiadła na biurku, zakładając nogę na nogę. Znudzone spojrzenie chwilę obserwowało jego poczynania -To bądź sobie zajęty trochę później, co? A teraz zajmij się mną - wyciągnęła żeliwną papierośnicę, wydobywając z niej papierosa, którego wsunęła do ust - Sprawę mam... - mruknęła, odpalając papierosa, którym zaciągnęła się głęboko, wypuszczając chwilę po chmurę dymu- a kto wie... może będzie z tego zarobek... - dodała, stawiając na biurku małą szkatułkę. Odchyliła głowę do tyłu, a platynowe loki przesypały się z jej ramion na plecy, podczas gdy jej wzrok zaległ na suficie. -Będziesz tak siedzieć jak ten truś czy zaproponujesz mi coś do picia? - zerknęła na Wilka z ukosa mrużąc ślepia, które nabrały kociego wyrazu. RE: [20.09.1972] Me and the Devil | Scarlett&Skoll - Skoll Greyback - 10.09.2025 Jedną z nielicznych wolnych przestrzeni na ścianach wypełniał zegar z kukułką, którego jajowate wahadło kołysało się równomiernie z prawa na lewo. Ale to nie jego tykanie wypełniało przestrzeń, było przytłumione przez prędkie, delikatne nuty, ostre dźwięki fortepianowych strun płynące z gramofonu żywo acz spokojnie, swoim własnym tempem. Jak liście spadające z drzew. Utwór, choć należący do wielkiego kompozytora, był jednym z mniej znanych i chyba właśnie za to Skoll doceniał go najbardziej. A może za jasne światło, jakie rzucał na ignorantów, którzy czasem próbowali skomentować, ale nie błyszczeli. Dzisiejszy dzień był jednym z tych, do których miał mieszane uczucia. Ludzie kręcili się, zadawali pytania, szukali konkretnych rzeczy i generalnie choć zostawiali pieniądze, to nie dawali też ani chwili spokoju. Teraz, od jakiejś godziny w końcu go miał, ale nie na długo. Kiedy drzwi się otworzyły, tylko dwa elementy Greybacka zareagowały; ręka, która znieruchomiała z pęsetą, oraz oczy, które podniosły się na przybysza. Baczne spojrzenie bladobłękitnych ślepi zalało jej sylwetkę od stóp do głów. — Proszę, proszę, proszę... kogo to przyniosło — wymruczał na jej powitanie, by za chwilę prychnąć cicho z rozbawieniem. — Ani trochę — odparł i wrócił do pracy. To był głównie przytyk w jej stronę, ale nosił też znamiona prawdy. Pożeracz Słońca rzadko tęsknił za kimkolwiek. — Niezmiernie... — wymruczał, wkładając drobne łożysko do wnętrza jakby okrągłej szkatuły. Coś kliknęło, a Skoll ponownie podniósł na nią wzrok, trochę odchylając się w głąb obrotowego fotela. — O jaka roszczeniowa. Może jeszcze życzenia specjalne, co? — rzucił nonszalancko. Jego wzrok spłynął z ust na jej dłonie oraz trzymaną szkatułkę. Ładna to była rzecz, ale jeszcze ładniejsze wydawały się słowa za nią stojące. Oparł się łokciem o biurko. — Może? — powtórzył z nutą sceptycyzmu, podnosząc na nią ślepia. — Może to mogłabyś się bardziej postarać. — Takie oferowanie pieniędzy bez żadnej otoczki było grubiańskie. Nie żeby mu przeszkadzało, ale musiał ją podrażnić, zbyt u siebie się poczuła. Ale nie wyganiał jej z biurka, bo ładny był to widok, o wiele lepszy niż szkatułka. A skoro mógł sobie przez chwilę bezkarnie popatrzeć, to czemu nie. Jego usta ponownie wykrzywiły się w uśmiechu, prezentując kły. — Ciekaw byłem, jak długo wytrzymasz — odparł i wstał w końcu, najpierw kierując się do drzwi frontowych, które zakluczył. — Zabierz to swoje cacko. — I ruszył do gabinetu znajdującego się za sklepem. — Ja dam coś do picia, ty coś do oddychania i możemy przejść do interesów, hm? — Zerknął na nią przez ramię, otwierając ozdobny barek w kształcie wiekowego globusa. Oczywiście, że nie mógł sobie darować, zapach świeżo palonego tytoniu przyjemnie drażnił zmysły. I nic to było, że miał własne papierosy, może wyciągnie je później. — Co to za sprawa? — zapytał w końcu, rozlewając whisky do szklanek na małym, rzeźbionym stoliku. |