[22.09.72, Surrey, Dom Figgów] The Season’s Upon Us - Thomas Figg - 02.10.2025
Dom Figgów
Surrey - Mabon 1972
Pierwszy raz od dawna nie musiał pokonywać pół świata, żeby dostać się na jakieś święta do domu. Taka zmiana była aż dziwna dla niego, przez tyle lat znajdował się poza Wyspami, że przebywanie tutaj nadal wydawało się nienaturalne, mimo, że to od zawsze był jego dom. Czasami wydawało mu się, jakby był tylko gościem. Nie dlatego, że rodzice go źle traktowali czy rodzeństwo odpychało, ale mi mo to jakaś zadra w sercu wciąż się jątrzyła.
No ale teraz siedział w salonie swoich rodziców, wszyscy gdzieś się krzątali, nawet Kapitan Pazur zniknął w czeluściach domu, zapewne nadrabiał zaległości z pozostałymi kotami rodziny Figgów. Odetchnął głęboko pociągając łyk ze swojego kubka, wzmacniana herbatka za zdrowie dziadka wchodziło jak złoto, a co najważniejsze nie była czymś za co matka patrzyłaby na niego jak na ostatniego degenerata. W sumie to było już po dwunastej, ale z drugiej strony spotkania rodzinne to nie była dobra okazja na to, żeby się upijać.
Zerknął na stojący rogu pokoju wielki pakunek, w którym skrywał się prezent dla Mabel. Do teraz nie miał pojęcia jakim cudem nie udało mu się go wręczyć wcześniej. Od początku września przekonał się, że czekanie na idealny moment jest bezcelowe, najlepiej jest chwytać życie tu i teraz, a nie czekać na moment jak ze snów. Dlatego też choć normalnie nie dawało się przecież prezentów z okazji Mabon - to kimże on był, żeby nie rozpieszczać swojej siostrzenicy?
Popatrzył w ogień ciekaw gdzie są wszyscy? W kuchni dobrze wiedział, że nie ma czego szukać, nie byłby w stanie im pomóc, bo jego zdolności kucharskie ograniczały się do podgrzania wody na herbatę. Mógłby podjadać, ale wolał nie oberwać zaklęciem żądlącym przed posiłkiem, to skutecznie odbierało apetyt, a czekanie na potrawy przygotowane przez Norę i matkę zostanie wynagrodzone na pewno.
Zerknął w stronę kominka i zamyślił się. Jakie to dziwne, że nie tak dawno walczyli z płomieniami, które niosły jedynie zniszczenie i cierpienie - a teraz? Ogień niósł przyjemne ciepło, roztaczając poczucie bezpieczeństwa. Czy teraz podszczas Mabon nic im nie grozi? Czy Voldemort nie będzie chciał znowu pogrążyć Magicznego świata w chaosie i cierpieniu? To by do niego pasowało... Ale nie mógł się zamartwiać i dawać pochłonąć "co by było gdyby". Westchnął i wyciągnął różdżkę, aby leżące jesienne ozdoby ożywić i sprawić, że zaczną się gonić po stoliku w możliwie jak najbardziej chaotyczny sposób.
Transmutacja - ożywienie ozdób
[roll=Z]
[roll=Z]
RE: [22.09.72, Surrey, Dom Figgów] The Season’s Upon Us - Mabel Figg - 13.10.2025
Mabel naprawdę całkiem lubiłą Mabon. Nie było ono może tak magiczne, jak Yule, czy Beltane ale i tak było fajne. Oczywiście, żałowała, że nie mogli być w ich domu w Londynie, ale przynajmniej dzisiaj było Mabon, ona była z rodziną, a aby było jeszcze fajniej, rano mogła spędzić całkiem sporo czasu z tatą.
– Hej! – wykrzyknęła, gdy wraz z Karlem znaleźli się w udekorowanym salonie. Mabel przebrała się po porannych atrakacjach w bardziej odświętną sukienkę, a Karl... Karl najwyraźniej również poczuł ducha Mabon, lub został bardzo skutecznie pryekonany przez Mabel, i bardzo ładnie prezentował się z pomarańczowo-brokatową wstążeczką wokół szyi. – Karl opowiadał mi swój pomysł na książkę – powiedziała, podchodząc do wujka Thomasa na razie nie zauważając tego co działo się na stole z zaczarowanymi dekoracjami. – Będzie się nazwać Opowieść Mabonowa. I wiesz co? Ja też zaczzęłam pisać ksiązkę! – Wymyśliła wstępny pomysł jakieś piętnaście minut temu. – Tylko, że moja nazywa się Athena Moon i Mabon. I jest o czarownicy, która ma 9 lat. I ma ona kota, trzy siostry, rodziców i wujka. I mieszkają nad morzem. I jest Mabon. A tak w ogóle jej najstarsza siostra jest już niemal dorosła bo chodzi do Hogwartu i wiesz co? Chciała iść na imprezę w Mabon. N i e l e g a l n i e. - Zachichotała, jakby to było strasznie śmieszne. – A jej inna siostra, nie uwierzysz, zamiast wyciąc dynie z papieru wycięła marchewki. Bo się nie wsypała. Bo ich wujek strasznie chrapał w nocy. A i będzie jeszcze jedna część. Athena Moon leci w kosmos. I Athena bedzie miała specjalne okulary aby kawałki meteoryty nie wpadły jej do oczu. A potem jeszcze napiszę książkę, że Athena idzie na basen. I do Egiptu! Jak ty! I jej siostra będzie całować się z przystojną mumią!
Karl przysłuchiwał się z zaciekawieniem wszystkiemu co mowiła Mabel, wtracając od czasu do czas zdania takie jak ciekawe, lub absolutnie nie, aż wreszcie sam się odezwał.
– A moja powieść jest metafikcyjną historią traktującą o czarodziejach w kolonialnym okresie Stanów Zjednoczonych, dokładniej to chwilę przed Pierwszym Wielkim Przebudzeniem, która próbuje rozprawić się z mrokiem społeczeństwa i zastanowić się jak łatwo ulega ono degradacji. Oczywiście symbolem tego są Purytanie. Jest tuńczyk?
W tym momencie do salonu weszła również mama której Mabel posłała czarujący uśmiech, a następnie powtórzyła swój cały pomysł na ksiażkę.
RE: [22.09.72, Surrey, Dom Figgów] The Season’s Upon Us - Nora Figg - 08.11.2025
W domu rodzinnym Figgów było wyjątkowo tłoczno. To nie tak, że zazwyczaj nie przewijało się przez nieruchomość wielu ludzi, jednak zazwyczaj ktoś wpadał, ktoś wypadał, rzadko kiedy wszyscy pojawiali się tu w tym samym momencie. Zjawiła się nawet babcia Lizzy, która zamknęła dzisiaj szybciej swoją karczmę (czego raczej nigdy nie robiła).
Pierwszy sabat po katastrofie. Nie dziwiło Nory wcale to, że Emma i Lucas chcieli zobaczyć pod swoim dachem każdą ze swoich latorośli. Skoro wszystkim udało się przetrwać tę paskudną noc, to warto było spędzić najbliższy sabat w swoim towarzystwie, w końcu nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Wiele rodzin straciło swoich najbliższych, oni przetrwali, było to naprawdę niesamowite. Życie było kruche, co ostatnio starano im się udowadniać na każdym kroku, nigdy nie można było przewidzieć, kiedy nadejdzie koniec, zwłaszcza, że teraz tacy jak oni nie byli szczególnie mile widziani w czarodziejskim świecie.
Nora również zamknęła dzisiaj szybciej klubokawiarnię, tak właściwie to nawet nie można by do końca rzec, że była ona otwarta. Pierwszą część dnia spędziła po prostu na wydawaniu zamówień, jak wiadomo Mabon było ważnym świętem, przez co ostatnie dwa tygodnie praktycznie nie wyściubiała nosa poza swoją kuchnię. Ciasta, ciastka, pączki, rogaliki... dniem i nocą tworzyła zamówione słodycze, do tego dochodziły inne rzeczy, kadzidła, eliksiry - nie był to dla niej łatwy czas. Miała tylko dwie ręce, a tak wiele do zrobienia.
W domu rodzinnym również wylądowała w kuchni, razem z Emmą i Lizzy - to one głównie zajmowały się przygotowywaniem posiłków dla całej ferajny, która swoją drogą ledwie mieściła się już w ogromnym salonie Figgów. Między nogami plątały się koty, co często powodowało drobne wypadki - co chwila ktoś się o kogoś potykał, przewracał, ale przynosiło to raczej salwy głośnego śmiechu dochodzące z różnych stron.
Nora nieco schudła, trochę zbladła, nie sypiała ostatnio najlepiej, miała też dużo pracy, nie do końca pamiętała o tym, aby jeść, ale powtarzała sobie, że to był po prostu trudny czas. Kiedyś wszystko wróci do normy, już niedługo zapomną o tej tragedii.. tak, tylko z jakiegoś powodu ciągle ważyła eliksiry, których mogli potrzebować jej przyjaciele, miała wrażenie, że najgorsze dopiero przed nimi i wolała być na to przygotowana.
Pojawiła się w salonie z ciastem dyniowym w dłoniach, zostało świeżo wyjęte z pieca, można było dostrzec jeszcze parę, która się nad nim unosiła. Postawiła wypiek na stole.
Dostrzegła w pomieszczeniu swojego brata i Mabel, dziwne - nie miała pojęcia, gdzie jest reszta, pewnie rozeszli się po wszystkich możliwych pokojach, a część - znając ich obecna jeszcze była w kocim azylu. Zresztą sama zamierzała jeszcze zajrzeć do kociaków, zawsze gdy się tutaj pojawiała je odwiedzała.
Lady spała zwinięta w kulkę na parapecie w kuchni, więc nie przyszła tu za Norą. Miała ledwie kilka miesięcy i sama podróż była dla niej wyczerpująca, do tego ci wszyscy ludzie, którzy chcieli ją pogłaskać i koty łaknące interakcji - wybrała więc najlepszą opcję z możliwych, czyli drzemkę.
Spoglądała na Mabel z uśmiechem, gdy ta opowiadała jej o swoim najnowszym pomyśle. Całkiem entuzjastycznie do niego podeszła, nie zamierzała tego gasić. - Myślę, że pomysł na całą serię jest świetny, zacznij przenosić to na papier, możesz dodać również swoje rysunki. - Przeniosła wzrok na Karla, który oczywiście miał swoją wizję. Ten kot nie przestawał jej zadziwiać, nigdy. - Tak, jest tuńczyk, zaraz ktoś go przyniesie. - Oczywiście, że u Figgów było przygotowane również specjalne menu dla ich kocich przyjaciół.
|