![]() |
|
[27.09.72, wieczór] Szacowanie strat - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [27.09.72, wieczór] Szacowanie strat (/showthread.php?tid=5205) |
[27.09.72, wieczór] Szacowanie strat - Brenna Longbottom - 07.10.2025 Brenna lubiła wędrować przez Dolinę - nie tak dawno temu jeśli akurat miała czas biegała po okolicy o świcie czy o zmierzchu, gdy mniej było ludzi na ulicach, przed pracą lub po niej, traktując to jako trening, pozwalający utrzymać sprawność fizyczną, i relaks zarazem. Tym razem jednak przechadzka po okolicy nie należała do najprzyjemniejszych. Dolina Godryka wciąż nosiła ślady Spalonej Nocy, a to nie tyleż był spacer, co ciąg dalszy szacowania strat - których było tak wiele, że wcześniej trudno było sprawdzić wszystko, bo ciągle coś pozostawało do zrobienia. Nie było niczego relaksującego w sprawdzaniu, które domy przetrwały, a które nie. Ani w pytaniu sąsiadów, których lokale niby ocalały, czy nie dzieje się coś dziwnego, z czym potrzebuję pomocy – runa, przesuwająca się po ścianach w kamienicy i lęk przed płomieniami aż za dobrze pokazywały, że niektóre sprawy bywały… skomplikowane. Odnotowywała w notatniku te miejsca, które nie podnosiły się z gruzów, te, które nie ucierpiały, i nazwiska tych, którzy jeszcze potrzebowali pomocy, a potem ruszała dalej. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a ona wolała zniknąć stąd przed zmierzchem. Dolina nie wydawała się już bezpieczna i przyjazna: pod tym względem Voldemort osiągnął swój cel. Poza tym jesienną nocą niektórzy rozpalą w kominkach, a ona wolała nie wejść do domu któregoś z sąsiadów, by wpaść w panikę. Brenna nie zapukała od razu. Wrzuciła notatnik do kieszeni i podparła się o płot, spoglądając na kuźnię, z której współwłaścicielem dziś się umówiła. Budynek nie spłonął wprawdzie, ale kiedy poprzednio się tu rozglądała, gdy w pierwszych dniach po Spalonej Nocy zajmowano się tym, co ucierpiało najbardziej, widziała, że wysadziło okno, i teraz spoglądała, czy kowalom z Doliny udało się tu naprawić. A przez głowę przeszła jej myśl, którą przyjęła z westchnieniem: że na ich miejscu zebrałaby się po prostu stąd i wróciła do ojczyzny. Anglia nie przywitała ich niczym miłym. !Trauma Ognia RE: [21.09.72, wieczór] Szacowanie strat - Pan Losu - 07.10.2025 Jeżeli znajdujesz się w pomieszczeniu, jego ściany pokrywają się pajęczyną pęknięć, z których sączy się żar. Czy to kolejna klątwa Voldemorta? Ogień w tych szczelinach syczy, tryskają z nich iskry. Dopiero po zamknięciu oczu na kilkadziesiąt sekund i kilku głębokich wdechach dociera do ciebie, że to omamy. RE: [27.09.72, wieczór] Szacowanie strat - Hjalmar Nordgersim - 17.11.2025 Początek września był bardzo zaskakujący, a Hjalmarowi nie śniło się w najskrytszych snach, że dożyje czegoś takiego i będzie musiał poważnie zastanowić się nad swoją przyszłością w tym kraju. Dagur zdążył już powrócić na Islandię, zostawiając cały majątek w Anglii w rękach swojego syna, a młodszy z Nordgersimów robił wszystko, co mógł, aby nie przynieść hańby swojemu rodowi. Ogień, o ile nie był niczym nowym dla Islandczyka, tak tym razem wyrządził szkody w ich domostwie i warsztacie, wybijając wiele okien, które zostały prowizorycznie pozabijane, aby ciepło nie uciekało - wszak jesień nie należała do najcieplejszych pór roku. Hjalmar snuł się po kuźni i przygotowywał sobie wszelkie potrzebne komponenty, aby móc niedługo przystąpić do dalszej pracy. Mimo poniesionych strat nie poddawał się i walczył ze wszystkimi przeciwnościami losu. Na całe szczęście ludzie byli serdeczni i rozumieli sytuację, w jakiej wszyscy się znaleźli. Nikt nie miał większych problemów z tym, że zamówienia mogły się trochę opóźnić, wszak wiele z nich zostało zniszczonych podczas tej pamiętnej nocy. To było jedynym plusem w całym tym nieszczęściu. Kiedy wyszedł akurat na dwór, aby odetchnąć świeżym powietrzem, dostrzegł znajomą twarz. - Brenno! - krzyknął w jej kierunku, unosząc dłoń na powitanie - Dobry wieczór. Wejdź, zapraszam - zachęcał ją, machając dłonią w swoim kierunku, jakby chciał ją do siebie przywołać.- Nie bój się. Nie gryzę - zażartował jeszcze. - Mam nadzieję, że zastaję ciebie w dobrym zdrowiu - rzucił od progu - Napijesz się czegoś? A może jesteś głodna? - bombardował ją pytaniami, bo wierzył, że gościa należy przyjąć z największymi honorami. Nie czekając na potwierdzenie, miał już zamiar zagotować wodę na jakiś ciepły napitek. Wieczór był chłodny, a dobra herbata nikomu nie zaszkodziła - a już na pewno żadnemu Anglikowi. RE: [27.09.72, wieczór] Szacowanie strat - Brenna Longbottom - 25.11.2025 Przez chwilę zdawało się jej, że… …czy ten dom płonął? Nie. Zacisnęła powieki. Odetchnęła kilka razy. Niby po wizycie u Philippy było lepiej niż do tej pory, ale… wciąż miewała omamy i momentami zastanawiała się, czy jednak nie powinna być zamknięta w Lecznicy Dusz. Dopiero głos miejscowego kowala sprawił, że otworzyła oczy i automatycznie przywołała na twarz uśmiech. I próbowała nie myśleć o ogniu i o prześladujących ją omamach. – Cześć, Hjalmar. Obawiam się, że dziś nie wzięłam ze sobą pączków, ale daję słowo, że zadbam o to następnym razem – powiedziała i ruszyła ku niemu, by wejść na teren posesji. – Naprawdę? To dobrze. Ja tylko w wilczej postaci i tylko złych gości. I nie trzeba niczego do jedzenia, nie jestem głodna – zapewniła, chociaż gdy weszli do środka, nie wzbraniała się przed nastawianiem wody na herbatę: bo to było coś, co normalni ludzie po prostu oferowali gościom i czego nie wypadało odmówić. Nawet jeżeli w jakimś trudnym do powstrzymania odruchu na pewno miała obserwować, jak to robił, zaprzestając na moment rozglądania się. Nie wierzyła, że Hjalmar dodałby jej coś do herbaty, ale chyba nie umiała już po prostu całkiem odłożyć podejrzliwości na bok. – Cieszę się, że nie ucierpieliście. U was… poszły tylko okna? – spytała, na moment zwracając spojrzenie ponownie ku oknom. – Dzieje się tu coś jeszcze? Obawiam się, że sporo domów nie tylko spłonęło, w niektórych też pojawiają się jakieś dziwne runy, ruchome ślady i tak dalej… Runa na ścianie jej kamienicy, ślady dłoni, pnące się po wnętrzach klubokawiarni, dziwny strach, który towarzyszył każdemu, kto wszedł do Pękatej Fiolki. Wreszcie ciemność, która zagnieździła się w ścianach Warowni. Nie umiała się dopatrzeć w tym żadnego wzoru. Niektóre miejsca nie ucierpiały, inne tak. Czy te, które nie spłonęły, pozostały nietknięte, bo tak postanowili śmierciożercy? Czy to był tylko przypadek? – Pewnie macie teraz od cholery i trochę pracy, przepraszam, że zawracam teraz głowę. RE: [27.09.72, wieczór] Szacowanie strat - Hjalmar Nordgersim - 15.01.2026 Brenna brzmiała na trochę zaskoczoną? Jakby nie spodziewała się tego, że Hjalmar wyjdzie i ją przywita, zaprosi do środka? Może była przemęczona? Albo cierpiała na tą samą przypadłość co Pandra, która mówiła jasno - niemożność usiedzenia na jednym miejscu. Obydwie kobiety pasowały do tej definicji, bo zarówno Prewettówna i Longbottom musiały biegać, skakać, świat ratować. - Pączki to nie wszystko - odparł - Chociaż niektórzy zapewne zamknęliby mnie w jakiejś szafie za takie słowa - daleko szukać nie musiał, wszak jego ojciec był wielkim łakomczuchem. - Tylko Tobie Brenno nic nie grozi za ugryzienie innego człowieka, a w moim przypadku to co innego - zaśmiał się jeszcze pod nosem. Kiedyś nie potrafił podchodzić do swojej przypadłości z uśmiechem, chociaż Pandora pomogła mu zrozumieć siebie i zaakceptować fakt, że likantropia wcale nie czyniła z niego gorszego człowieka. Był taki sam jak oni i nie miał zamiaru powodować cierpienia innym osobom. Tego się po prostu nie akceptowało. W domu jednak było cieplej i o ile Brenna mogła odmawiać jakiegoś posiłku tak czegoś ciepłego do picia już nie. Hjalmar tego po prostu nie akceptował i nawet nie miał zamiaru słuchać żadnych wymówek, więc dobrze, że Longbottom poddała się temu założeniu - faktowi spożycia ciepłej herbaty. - Tak, okna. Tylko okna. Mieliśmy dużo... - podrapał się po głowie, szukając odpowiedniego słowa - Szczęścia? Nie wiem czy można to nazywać szczęściem patrząc na ilość zła, które zostało wyrządzone sąsiadom i reszcie mieszkańców doliny. Już bym chyba wolał aby to mnie spotkało takie nieszczęście, aniżeli innych. Czym oni sobie zasłużyli na takie traktowanie? - pokręcił głową z niedowierzaniem. Niby minęło już parę tygodni, ale dalej tliła się to niewyjaśnione pytanie - dlaczego. Nordgersim nie znał na to odpowiedzi i nie potrafił podać żadnego argumentu, który miałby przemawiać za tak wielką przemocą, nienawiścią i pożogą, która została skierowana na Dolinę Godryka. Hjalmar podążył za jej wzrokiem, spoglądając w kierunku okien. Zamyślił się na krótką chwilę, odcinając od rzeczywistości. Nie trwało to jednak zbyt długo, ponieważ Brenna wypowiedziała zaraz słowo klucz. - Runy? Ruchome ślady? - zapytał, powracając pełnią uwagi w kierunku swojego dzisiejszego gościa - Możesz powiedzieć coś więcej o tym? - kontynuował, rzucając okiem w kierunku czajnika, który jasno komunikował, że nadeszła pora zrobienia herbaty. Nordgersim czym prędzej ruszył aby przygotować im napitki, chociaż dalej słuchał jej słów i odpowiadał na jej pytania. - W zasadzie to nic się nie dzieje. W sensie nic co mogłoby zwrócić moją uwagę. Żadnych run nie widziałem, dziwnych zjawisk też - tłumaczył, krzątając się po pomieszczeniu - Sąsiedzi też za dużo nie mówili... Ale może to wynikać z faktu, że nie jestem przecież tutejszy i mogą mi nie ufać. Zwłaszcza po tym wszystkim... - westchnął ciężko. Niczego złego nie robił, chciał być częścią tej społeczności, a ludzie jednak potrafili potraktować ich - przybyszy zza granicy - jako gorszy sort. - Nie przepraszaj Brenno. Nie masz za co. Zawszę służę pomocą - zaraz ją zawrócił w swoich słowach, napełniając dwa kubki ziołową mieszanką, której źródłem były Islandzkie polany - Tak naprawdę to cieszę się, że jesteś, bo to tylko potwierdza mi jedno. Żyjesz, jesteś cała. To się liczy. Pandora też jest cała, co cieszy mnie niezmiernie - zalał do pełna, a następnie zastawił spodkami aby mogło się zaparzyć - Na Islandii spokojnie. Ojciec pisał, że nic się tam nie stało, chociaż nie zdradzałem mu zbyt wiele szczegółów. Nie chciałem aby panikował. Swoje lata już ma - lekko westchnął, zbierając się w kierunku Brenny. Podszedł bliżej, stawiając kubki na blacie. Po chwili podstawił również dwa krzesła, co by mogli sobie przysiąść. - Napar z Islandzkich ziół. Za kilka minut powinno być w porządku do picia - zakomunikował - W czym mogę Ci pomóc, Brenno? Masz może te runy? Bardzo mnie ten temat zaciekawił - przyznał, zasiadając wygodnie na swoim miejscu. RE: [27.09.72, wieczór] Szacowanie strat - Brenna Longbottom - 20.01.2026 – A nieprawda, czasem potem wydaje się, że nawet godzina szorowania zębów to za mało – odparła, postanawiając podejść lekko do tematu, zupełnie jakby Hjalmar miał ot mały, futerkowy problem, a nie był obarczony bardzo problematyczną klątwą. Pewnie nie wspomniałaby o tej ani słowem, gdyby sam o tym nie powiedział i się nie uśmiechnął, ale tak… Uprzedzenia wobec wilkołaków wciąż istniały, ale naprawdę nie zamierzała winić kogoś za to, że został przeklęty. Nie, gdy robił wszystko, aby ta klątwa nie skrzywdziła innych. Nie kłóciła się specjalnie z tą herbatą, zawsze mogła wypić łyk albo dwa. Tak naprawdę też nie wierzyła, że Hjalmar coś by do tej dodał… choć i tak śledziła jego ruchy dość uważnie, choć wyglądało to ot, jakby patrzyła na rozmówcę, bo cały czas dyskutowali. – To prawda, chociaż zastanawianie się nad tym wiele nam nie da. Pozostaje działać, na ile to możliwe – powiedziała, uśmiechając się do niego lekko, bo cieszyła się, że jednak nie wszyscy czystokrwiści popierają terroryzm. – Mam zdjęcia jednej, jeśli cię to interesuje… i rysunek chyba nawet przy sobie, ale rysunek nie jest zbyt dobry. Tę udało się usunąć rytuałem w Mabon, ale wcześniej poruszała się sama po ścianach i jakby próbowała się ukryć. Zdaniem znajomego specjalisty powodowała bezsenność. Coś siedzi też na ścianach domu pani Marple, gdybyś był zainteresowany zleceniem na obejrzenie ich… Opłaconym przez Brennę, bo pani Marple nie było stać, ale nie musiał tego wiedzieć, a był rzemieślnikiem i pracował ciężko, teraz na pewno miał mnóstwo zleceń, a dla niej kilka galeonów nawet po spaleniu Warowni nie miało wielkiego znaczenia. – A co do śladów… w domach niektórych pojawiła się na przykład sadza. Pnie się po ścianach, ma kształt dłoni. Z niektórych dało się je usunąć w Mabon, w innych nie. Oglądali je klątwołamacze – dodała, tutaj pijąc do tego, co działo się w Norze i co wciąż działo się w Pękatej Fiolce. Szukali wciąż sposobu, ale tu nie było run, nie była więc pewna, czy Hajlmar mógłby cokolwiek pomóc. – Obawiam się, że pożary to tylko czubek góry lodowej, mamy też klątwy i dziwne rzeczy rzucane na domy oraz na ludzi – dokończyła, nie widząc żadnych powodów, aby to wszystko kryć. Chodziły różne plotki, a nie była pewna, co i kto powiedział Hjalmarowi. – Pisałam z nią i umówiłyśmy się w tym tygodniu, cieszę się, że nic jej nie jest. Powinna znaleźć dla niej czas wcześniej, ale to nie było takie łatwe, gdy mieli tyle pracy, a w dodatku zaczynała się obawiać, że oszalała. – Chciałam pogadać o runach, chociaż chyba najbardziej interesuje mi ta, którą mi przysłałeś. Pamiętasz? Aegishjalmur – powiedziała, z kieszeni wydobywając notatnik, by znaleźć odpowiednią stronę i pokazać mu szkic tej, która pojawiała się w jej domu. Aegishjalmur, zdaniem Thomasa runa ochronna, była jednak czymś, co przyciągało jej uwagę, bo to że zaczęły się te pożary… nie oznaczało, że mieli spokój od zjaw, a Morpheus chciał badać widma. RE: [27.09.72, wieczór] Szacowanie strat - Hjalmar Nordgersim - 04.02.2026 Dobrze było wiedzieć, że Brenny nie opuszczał dobry humor, a nawet jeżeli pozwalała sobie na chwilę zwątpienia - dobrze to ukrywała za uśmiechem, który potrafiła przywdziać jak prawdziwą maskę. Prawie jak ta, którą wielbili Śmierciożercy - "wielcy fani" teatru u przebieranek. Ze zbytnim zastanawianiem się miała rację - mleko już się rozlało i nie było nad czym płakać. Kolejne słowa czy dyskusje odnośnie tego tematu nie wniosły by niczego nowego. Musieli działać, pokazać że ich duch nie został zlamany, a tak przecież było, prawda? Przynajmniej Hjalmar próbował się nie załamywać, chociaż Brennie też to wychodziło całkiem dobrze. - Oczywiście, że tak. Zawsze i wszędzie - odparł zgodnie z prawdą. Nordgersim zawsze był skłonny do pomocy Longbottom, która sama mu zresztą pomogła. Gdyby nie ona to kto wie co by się stało? Może przyszliby smutni panowie z Ministerstwa, de facto jej koledzy, aby go aresztować za brak zgłoszenia swojej przypadłości? A teraz mogli swobodnie rozmawiać, bo Islandczyk był zarejestrowanym wilkołakiem, więc chociaż częściowo mógł się czuć "częścią" społeczeństwa. - Pieniądze to nie wszystko. Mógłbym po prostu pójść i rzucić okiem do pani Marple. Może coś pomogę, zaradzę - dodał - Albo chociaż coś poprzenoszę, uprzątnę - bo nie wypadało aby kobieta się miała sama męczyć. Zwłaszcza, że Hjalmar był w sile wieku i krzepy miał co nie miara. Dalszy opis spowodował, że na jego twarzy zagościło zdziwienie. Kształt dłoni? Pnący się po ścianach? Ciekawa to była przypadłość, której w życiu nie widział na własne oczy. Obawiał się więc tego, że nie będzie w stanie jakkolwiek pomóc, chociaż rzucić okiem mógł zawsze - najwyżej powie, że nie ma zielonego pojęcia i strasznie mu przykro z tego powodu. - Klątwy? - tym również się zaciekawił, bo nie bardzo znał szczegóły. Prawdę mówiąc to wiele rzeczy, które mówiła Brenna, zaskakiwało Hjalmara. Nordgersim myślał, że to był "tylko atak" na płaszczyźnie uszkodzeń domostw i śmierci ludzi, a nie jakichś pułapkach, klątwach i Merlin jeden wie czego jeszcze. Czy to już naprawdę była wojna totalna? Uśmiech ponownie zagościł na jego twarz kiedy wspomniała o Pandorze, wszak każda wzmianka o Prewettównie poprawiała mu humor. Tak już na niego działała. - Pamiętam. To było z tym dziwnym zachowaniem o którym wspominałem. Dziwne to było towarzystwo, więc wolałem się wtedy upewnić. Mam nadzieję, że to nie było nic poważnego? A co ważniejsze, że nikomu nic się nie stało? - wolał się upewnić - Myślisz, że Aegishjalmur jest powiązane z "nową" runą? - zapytał, rzucając okiem w kierunku jej notatnika. Nie robił tego nachalnie, a raczej czekał aż otworzy na konkretnej stronie i podzieli się informacjami z jego osobą. W końcu mogła mieć tam jakieś prywatne notatki, a Nordgersim nie był jakimś natrętem, który miałby jej wysyłać jakieś dziwne wyklejanki na podstawie jej przeszłości czy teraźniejszości. W końcu kto by coś takiego robił? RE: [27.09.72, wieczór] Szacowanie strat - Brenna Longbottom - 10.02.2026 W samej naturze Brenny leżały dwie pozornie sprzeczne rzeczy: z jednej strony pogoda ducha, z drugiej automatyczne analizowanie, co może pójść nie tak i próby zapobiegnięcia temu. O ile zwykle łączyło się to całkiem nieźle, i czarnowidztwo oraz skłonności do planowania nie wpływały na jej radosne usposobienie, o tyle teraz utrzymać uśmiech było trochę trudniej… ale to że stało się to trochę trudniejsze, nie oznaczało, że jest niemożliwe. Ale kiedy zadeklarował, że zawsze i wszędzie, to uśmiech był szczery i przyszedł jej bez choćby odrobiny trudu. Hjalmar był jednym z niewielu ludzi, których dało się nazwać bez wahania po prostu dobrym człowiekiem, i to było jakoś… pocieszające. – Świetnie – powiedziała. – Jak zechcesz, ale będziesz musiał przyjąć zapłatę przynajmniej w cieście i pączkach – stwierdziła, nagle surowym tonem, który pewnie był elementem żartu, biorąc pod uwagę kontrast sposobu, w jaki wypowiedziała słowa, a samych słów. – Chyba… to znaczy, nie znam się jakoś szczególnie na klątwach, ale tak myślę? Na przykład w niektórych domach trudno przebywać bez strachu. A zdarzyło się i że niektórzy duszą się nocą – stwierdziła, już normalnym tonem, przesuwając karty notatnika tak, aby pokazać Hjalmarowi tę, która wędrowała po jej ścianach. Specjalista od run pewnie mógł stwierdzić, że ta konkretna mogła wpływać na sen ludzi w jej pobliżu, choć prawdopodobnie zazwyczaj nie jarzyła się ani nie wędrowała po domu, jak robiła to swego czasu ta konkretna. – W sumie to nie, te pojawiające się po Spalonej Nocy… to raczej sprawka Voldemorta – wymamrotała, imię wypowiadając bez wahania, i z jakąś nienawiścią. W pewnym sensie osiągnął swój cel: może nie bała się nazwać go tym imieniem, ale nie wypowiadała go już obojętnie. – Przyszłam tu w dwóch sprawach, trochę przez te dziwne runy u ludzi, trochę przez tę, którą wykułeś… zastanawiam się, czy gdyby wykuć ich więcej i spróbować rzucić to zaklęcie, którego użyło tamto dziecko, nie chroniłyby przed widmami? Mogłoby się to przydać na granicach Kniei, na ulicy Wiśniowej, bo moim zdaniem tam się kręcą. Jeśli było oparte na kształtowaniu, jeżeli zdradziłaby formułkę, może byłabym w stanie je rzucić. Eksperymentowała z tą magią. Może nie przyznawała się na prawo i lewo, na ile mocno to robiła, ale jeśli szło akurat o tę dziedzinę, to była całkiem pewna swoich umiejętności. |