![]() |
|
[02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę (/showthread.php?tid=5349) Strony:
1
2
|
[02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę - Brenna Longbottom - 16.11.2025 Klub wędrujących rączek sesja nr 2 Teleportowały się z cichym trzaskiem w Ministerstwie, one dwie i ich makabryczne znalezisko: Rączka. Brenna ściskała ją przez warstwę materiałów, jakby bała się, że ta zaraz ucieknie… co chyba nie było aż tak paranoiczne z jej strony, biorąc pod uwagę, że ta dosłownie złapała detektyw za rękę. Oderwane kończyny zwykle nie robiły takich rzeczy. I nie były ciepłe. A ta wciąż była, kiedy Brenna poprawiała chwyt, wyczuwała to nawet przed warstwę materiału. Na całe szczęście o tej porze budynek Ministerstwa nie był może całkowicie pusty, ale przebywali w nim głównie pracownicy departamentów szybkiego reagowania, czy to na nocnych dyżurach, czy jak one… pracujący nad sprawami, które wymagały odrobiny nadgodzin. I pewnie Niewymowni, gdzieś pod nimi. Brenna czasem miała wrażenie, że niektórzy z nich dosłownie w gmachu mieszkali. Nie przyjmowano petentów, większość urzędników była w domach, więc korytarze gwarne za dnia opustoszały. Gdy szły ku właściwym pomieszczeniom, gdzie mogły zorientować się, kto z osób mogących spojrzeć na tę rękę miał dyżur, nie napotkały więc nikogo na swojej drodze. I dobrze. Bo Brenna miała różne niedobre przeczucia – na przykład, że ta ręka się jej nagle wyrwie i będą ją goniły po korytarzach, na oczach innych pracowników, tworząc przy okazji różne nieprzyjemne plotki… A jeżeli zobaczy je z tym jakiś auror czy Brygadzista, to cóż, oni się nie zdziwią. – Ciekawe czy Cynthia jeszcze siedzi w prosektorium… – Bo ewidentnie potrzebowały kogoś, kto naprawdę dobrze znał się na trupach. W głowie Brenny zaś mnożyły się scenariusze i już tworzyła sobie listę rzeczy, które należało zrobić w najbliższych godzinach. - W sumie to… kurcze, nie znam się na tym, ale teraz przyszło mi do głowy? Czy ręka ghula mogłaby zrobić coś takiego? Opuściła na moment wzrok na swój „pakunek”. Jeśli to byłaby odcięta część ciała ghula to przynajmniej nie mieliby tutaj potencjalnej sprawy morderstwa. Znaczy się... chyba. !zabierzcie ode mnie to gówno RE: [02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę - Pan Losu - 16.11.2025 W wyniku dochodzenia służby zdążyły już dotrzeć do sedna sprawy - ktoś zbezcześcił groby w okolicach Little Whinging. Nie wiadomo jednak dlaczego wykorzystał ukradzione ręce w takim... upiornie-dowcipnym celu. RE: [02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę - Victoria Lestrange - 17.11.2025 Mimo wszystko Victoria nie miała ochoty biegać po korytarzu za uciekającą trupią ręką ku uciesze tych brygadzistów i aurorów, którzy akurat mieli późny dyżur. A uciecha byłaby na pewno, już wyobrażała sobie falę głupich komentarzy po takiej scenie. Śmieszki ucięłyby się dopiero wtedy, gdyby okazało się, że Rączka posiada otwór gębowy i rzuciła się na kogoś po drodze, gryząc boleśnie… Póki co jednak czarownice teleportowały się do Ministerstwa bez większych przeszkód, a po drodze nie natknęły się w zasadzie na nikogo, kto mógłby spojrzeć na nie dziwie i zapytać co tam niosą. Rączka póki co też zdawała się być spokojna – po tym jak złapała Brennę, to nie szukała innej dłoni, za którą mogłaby złapać, jakby uznawszy, że o, oto właśnie jest ta osoba, którą wybieram sobie na swojego człowieka. Brzmiało to o tyle absurdalnie, że należała przecież wcześniej do jakiegoś człowieka… Chyba należała. A zawiniątko niosła teraz Brenna, prawie tak, jakby trzymała w ramionach małego szczeniaczka, którego właśnie adoptowała. Ale to ręka bardziej adoptowała ją. Nieważne. – Jest taka szansa, ta dziewczyna za bardzo kocha swoją chłodnię – cholera, nawet w urodziny Cynthii, ta badała ciało jakiejś kobiety do późna, bo spotkały się niedługo przed północą by świętować. Co prawda było to już kilka miesięcy temu, ale raczej zamiłowania Cyny się nie zmieniły. – Chyba, że nie ma dzisiaj dyżuru – dodała po chwili, bo w sumie to nie znała grafiku Flintówny. – W sensie, że ruszać się po śmierci i nie tracić ciepła? – zapytała w zasadzie bez większej potrzeby, ale potrzebowała tej chwili, żeby pomyśleć nad odpowiedzią. – Wiesz co, nie wiem. Znam się na wampirach, ale nie pamiętam, żebym miała coś więcej do czynienia z ghoulami – o wampirach wiedziała co powiedzieć, przez tych dziesięć miesięcy stała się może nie ekspertką, ale dość dobrze się z nimi zaznajomiła, na pewno miała wiedzę wykraczającą ponad książki, które sobie przeczyły (i najlepsze było to, że nie kłamały), ale ghoule… Nie miała okazji. Nie wiedziała więc, czy taka ręka ghoula mogła się w podobny sposób zachowywać. – Jeśli należy do ghoula to faktycznie rozwiązuje to sprawę… częściowo. Bo ghoul musiał jakoś powstać – a te powstawały w wyniku nekromantycznego zaklęcia… zazwyczaj. RE: [02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę - Brenna Longbottom - 17.11.2025 – To zawsze mógłby być… o, stuletni ghul. Sprawa od dawna zamknięta, bo sprawca martwy, to byłoby piękne, prawda? Albo… wiesz… pamiętasz przypadek McKinnona? Cukiernik, który postanowił zakończyć swój żywot po zniszczeniu reputacji… i nie za bardzo mu wyszło. Według plotek nie była w to nawet zamieszana żadna nekromancja. Chociaż po prawdzie… czy należało ufać takim plotkom. Brenna wetknęła głowę do najbliższego pomieszczenia i uśmiechnęła się do dyżurującego pracownika, przysypiającego za biurkiem. – Hej, czy ktoś ma dyżur w biurze koronera? – Trzeba by kogoś ściągać – odparł mężczyzna, momentalnie się prostując i spoglądając na kobiety z zaniepokojeniem. – Proszę, nie mówcie, że znalazłyście jakiegoś trupa. – I tak, i nie – stwierdziła Brenna z pewnym zawahaniem, zastanawiając się, w jaki sposób to opisać. – Ktoś półmartwy? Jak ktoś może być półmartwy? Ghul? Zombie? – Zombie? – powtórzyła z pewnym niezrozumieniem, a potem westchnęła. – Mamy odciętą rękę. Zaczarowaną, praktycznie na pewno nekromancja. W pobliżu nie było żadnego ciała, śladów krwi, niczego, co wskazywałoby na walkę. Jakby ktoś ją tam… zgubił. Wydaje się świeża. Aż nazbyt świeża, pomyślała Brenna, bo ręka wciąż była ciepła. Brygadzista zamrugał i potarł skroń, jakby próbował się dobudzić i pozbierać myśli. – Zaraz, czekajcie… to było w pobliżu Nokturnu? – Takie rzeczy zawsze dzieją się w pobliżu Nokturnu – odpowiedziała Brenna, mrużąc lekko oczy. – Coś wiesz? – Ktoś tu już z taką jakiś czas temu przyszedł. Podobno złapała go za rękę, wyobrażacie sobie? W każdym razie chłopaki latali z tym jak kot z pęcherzem i w końcu wyszło, że ktoś rozgrzebał całą masę grobów przy Little Whinging. Poodcinali trupom ręce i tamta z Nokturny została wygrzebana stamtąd… Brenna przypatrywała się mu przez moment z taką miną, jakby nie była pewna, czy mówił poważnie, czy sobie z niej żartował. Usiłowała zmieścić jakoś w głowie obraz kogoś, kto rozkopuje groby tylko po to, by potem zakląć ręce i porozrzucać je po Nokturnie i… właściwie to nie była aż tak zszokowana, bo prowadziło to do prostej konkluzji: ludzie są popierdoleni. Nic nowego, prawda? A potem opuściła wzrok na szalik i ostrożnie odchyliła materiał, aby pokazać go Brygadziście. – Wyglądała tak? – Fuj, nie pokazuj mi tego obrzydlistwa – powiedział, wzdrygając się, a potem cofnął z całym krzesłem. – Przynajmniej nie mamy więc sprawy morderstwa… – mruknęła, starając się szukać jasnych stron. RE: [02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę - Victoria Lestrange - 18.11.2025 – Ano, byłoby. Szkoda tylko, że życie takie piękne nie jest – sposępniała i westchnęła, ale tak po prawdzie, to jakby taki ghoul powiedziałby, że nie ma nic przeciwko byciu ghoulem, to by temat odpuściła. Jasne, nekromancja była zakazana… ale przecież nikt nie ścigałby ghouli za to, że nimi są. Tak samo jak wampiry zostawia się w spokoju – chociaż tworzyć nowych niby nie można było… a jednak powstawali. Póki obie strony były zadowolone, no to co mogli więcej zrobić… Uszczęśliwiać na siłę co najwyżej. Chyba, że od kogoś biłoby takie poczucie, że jednak żałuje, że żyje w takiej postaci. No ale to były tylko takie dywagacje wychodzące w bardzo niepewną przyszłość, bo póki co były na drugim piętrze Ministerstwa z Rączką trupka i miały przed sobą bardzo bojowe zadanie. – No… Jak przez mgłę. Ale poznałam pewną inną McKinnonównę i jak na moje też była ghoulem. Może w tych plotkach było ziarno prawdy – że ich rodzina po śmierci powstaje jako ghoule, choć może ktoś tam uprawiał nekromancję w tajemnicy, cholera wie. Na odpowiedź mężczyzny, Victoria tylko uśmiechnęła się krzywo, bo jego prośby były bardzo nietrafione – o co innego mogło im chodzić, skoro szukały koronera, albo antropologa, jak nie dlatego, że znalazły… coś. Naiwniak. Półmartwy? Raczej nie nazwała by tak ghoula, ani wampira. No przynajmniej raz już umarli. Z drugiej strony martwi się nie ruszali, nie chodzili, nie mówili i odmawiała nazywania Sauriela trupem, więc może pytanie o półmartwych było jednak zasadne. Victoria głośno wypuściła przez nos powietrze, przysłuchując się całej tej rozmowie i również reakcji mężczyzny, który albo był tu nowy, albo był w bardzo nieodpowiednim dla siebie miejscu, bo jednak ten Departament i trupy trochę szły ze sobą w parze. – Nie, ale mamy sprawę bezczeszczenia grobów oraz zwłok. Więc mówisz, że ktoś już to rozwiązał? – tu zwróciła się do brygadzisty, a za chwilę swoją uwagę skupiła na powrót na Brennie. – Może im to podrzucimy i będą mieli kolejny dowód w sprawie – bo trochę bez sensu, jeśli miałyby teraz gonić za tym samym, co już zostało rozpracowane. – Najchętniej zobaczyłabym akta tej sprawy. Ciekawa jestem czy to nasz wróżbita jest w to zamieszany, czy to jednak przypadek – rozmasowała sobie kark, zastanawiając się nad tym, czy ich noc będzie dłuższa czy krótsza w związku z tym nietypowym znaleziskiem, które Brenna nadal trzymała w rękach. RE: [02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę - Brenna Longbottom - 20.11.2025 – Brzmi, jakby kryła się za tym jakaś historia – powiedziała Brenna, na moment odrywając spojrzenie od swojego pakunku, by spojrzeć na Victorię. Lakonicznie rzucone słowa ją zaintrygowały, bo McKinnonów kojarzyło się głównie z podziemnymi ścieżkami i życiem jeśli nie poza prawem, to na jego granicach, więc jeśli zetknęły się prywatnie, coś pewnie za tym stało, a jeżeli zawodowo… to tym bardziej. * – I tak, i nie – odparł Brygadzista, nie odrywając od Brenny podejrzliwego spojrzenia, jakby spodziewał się, że ta zaraz w ramach żartu w niego tą ręką rzuci. – Znaczy się, przyszedł tu ktoś z taką… ruchomą ręką, i odkryli te groby, nie? Więc wiedzą, skąd się ta ręka wzięła, ale nie kto to zrobił. – Bezczeszczenie to jeszcze pół biedy. Jak ktoś sprawił, że ta ręka wciąż jest ciepła? – wymruczała Brenna. – Jeśli dobrze to rozumiem… musiał skądś w z i ą ć energię do tego. Może niekoniecznie od razu mordując, ale prawdopodobnie robiąc coś paskudnego. Poza tym jeśli ktoś rozkopał groby i użył takiej magii to… po co? W ramach idiotycznego żartu? A może planował jakoś użyć tych ruchomych rąk, ale je pogubił lub się rozbiegły? I czy naprawdę ktoś, kto postanowił zabawiać się w ten sposób, mógłby być nieszkodliwy? To nie była nekromancja taka jak patronus czy przekazanie komuś swoich sił życiowych. To było ożywianie czegoś, co powinno być martwe. – Myślę, że bym ją najpierw zabezpieczyła, żeby mogli ją jutro sprawdzić, a potem jednak może lepiej skoczyć znowu do naszego wróżbity – powiedziała Victorii po chwili wahania. Bo nie miały pewności czy ręka "znalazła" je tam, gdzie stały, czy jednak przypełzła za nimi z tamtego mieszkania, więc może coś przegapiy? – Sprawdzić to wszystko jeszcze raz, na wszelki wypadek. Może to on, a może przypadek, ale skoro nie znaleźli nikogo… A później, zakładając, że nie zaatakują nasz jakieś ożywione zwłoki i nic więcej nie wpatrzymy, chętnie tu wrócę i spróbuję dorwać się do akt, mogę ci potem podrzucić streszczenie, jeśli ci to pasuje. Nie zamierzała wpychać się w śledztwo innych funkcjonariuszy, ale dobrze było zweryfikować, czy ich sprawy są w jakiś sposób powiązane, czy jednak nie, bo może jednak trafiły na istotny trop. A i wolała sprawdzić, co dokładnie ustalili, bo jeśli mieli do tej pory j e d n ą rękę, rzecz mogła zostać chwilowo zepchnięta pod dywan. A dwie ręce biegające po magicznych dzielnicach to już coś, co sugerowało albo większy eksperyment, albo że gość kontynuował proceder. – Nie masz co robić, Longbottom – westchnął Brygadzista i pokręcił głową. – O akta można spytać Mayę, pewnie wam je pokaże. RE: [02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę - Victoria Lestrange - 23.11.2025 – Bo kryje. Oglądałam jak jej wysuszone i martwe ciało ponownie obrasta… hmmm… tkanką. W sensie dosłownie mam to na myśli. Mięsem, żyłami, skórą. Jak odtwarzały się gałki oczne – na twarzy Victorii pojawiło się mimowolne obrzydzenie, gdy przypomniała sobie leżące na stole w zakładzie pogrzebowym ciało wysuszone na wiór, które nagle zaczęło… wracać do życia. Nigdy wcześniej i nigdy później nie była świadkiem czegoś tak osobliwego i tak dogłębnie obrzydliwie zatrważającego. Aż dziw, że się wtedy nie zrzygała, chociaż prawdę powiedziawszy nie doszło do tego tylko dlatego, jak bardzo zaskoczona była całą sytuacją. Nie dało się oderwać od tego oczu. – Dlatego wydaje mi się, że była ghoulem, bo czym innym… Ale nie wiem jak ich ciała zachowują się, gdyby im odciąć kończynę – dodała jeszcze, bo to dość intensywne doświadczenie z ghoulką było zarazem jedynym, jakie w ogóle sobie przypominała, dopasowując do ichniejszego rodzaju. – Czyli sprawa rozwiązana połowicznie – mruknęła. I zapewne nadal w toku. Victoria była ciekawa w jaki sposób powiązali pierwszą z odciętych rąk z rozkopanymi grobami przy Little Whinging, ale wiedziała, że od tego typka nie dowiedzą się szczegółów. Pewnie zapamiętał tę sprawę ze względu na szok, bo jednak nie często ogląda się odciętą i ciągle ruchliwą rączkę. A na pewno ciepłą – bo po prawdzie ani ona ani Brenna nie widziały, jak ręka się porusza. Zrobiła to tylko… w ciemności. A czy ta ciemność musiała mieć konkretną specyfikę? Czy pod jej osłoną robiono coś jeszcze? – A tak. Zastanawia mnie w jakich warunkach ta dłoń się porusza – zwróciła się do Brenny, patrząc z zastanowieniem na zawiniątko, które trzymała. – Ale tak, trzeba ją jakoś zabezpieczyć, żeby znowu nie próbowała kogoś łapać. Myślisz, że żeby się poruszyła, potrzeba zgasić wszystkie światła? – mówiła to częściowo również dlatego, żeby odrobinkę pobawić się z biednym brygadzistą, który, o ile dobrze myślała, zacznie za chwilkę panikować i upewni się, żeby do końca jego zmiany światło było zapalone. – I tak, wracajmy na Nokturn… Może znowu się coś przyklei – mruknęła, częściowo jednak zadowolona, że sprawą już się ktoś zajmował, znaczy, że nie będą musiały przynajmniej szukać ciała, do którego Rączka należała – bo w tę sprawę mieszać się nie planowała. Przeczytanie akt to co innego, właśnie dlatego, że była ciekawa, czy to się jakkolwiek łączy z ich niedorobionym wróżbitą. – A Maya jest tu teraz? – zapytała jeszcze. Jeśli była, to może mogłaby je dla nich przygotować, gdy one będą drugi raz przekopywać mieszkanie czarnoksiężnika. Uważniej. Znacznie uważniej niż za pierwszym razem. RE: [02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę - Brenna Longbottom - 23.11.2025 Brenna miała wielką ochotę zadać kilka pytań o ghule i okoliczności takiego przedziwnego zjawiska, ale teraz trzymała w rękach inne, przedziwne zjawisko… i zdążyła otworzyć drzwi, by pogadać z Brygadzistą, chwilowo więc to musiało poczekać. * – I dlaczego światło zgasło akurat, jak się pojawiła – mruknęła Brenna z pewnym zastanowieniem, ponownie owijając rękę w szalik. Słowa Victorii… były jakieś niepokojące. Bo może Lestrange miała rację i ruszała się tylko w mroku, może przestawała się ruszać, gdy ktoś ją trzymał… a może był tam jednak ktoś, kto ją do nich posłał? Ktoś na tyle potężny magicznie, że nie tylko go nie wypatrzyły, ale nie wyczuł go i nos animaga? Albo ręka dostała takie i n s t r u k c j e i zamarła, gdy już je wypełniła? – Sądzisz, że powinnyśmy to sprawdzić, czy zostawić testowanie tej rączki specjalistom? – spytała, odnośnie tego gaszenia świateł. Ręka poruszała się, bo zapadł mrok? Czy coś, ktoś, sprowadził mrok, żeby wywinąć im ten głupi dowcip? – Mam nadzieję, że tym razem tym czymś nie będzie ręka trupa, chcąca potrzymać mnie za rękę. – Kobiety – westchnął Brygadzista, kręcąc głową, najwyraźniej w jakiejś formie niedowierzania. Doszedł chyba do głowy, że są dziwne, ale zwalił to na karb ogólnej dziwności kobiecego gatunku. – Pół godziny temu jeszcze była, siedziała pod dziesiątką, może ją jeszcze złapiecie. – Dobra, wrzucamy rękę do odpowiedniego pomieszczenia i lecimy na Nokturn, sprawdzamy, czy będzie się ruszać, jak wejdziemy gdzieś i zgasimy światła, czy idziemy wziąć akta od Mayi? – spytała Brenna, pozostawiając Victorii decyzję co do tego, co zrobią najpierw. Cofnęła się i ku niewątpliwej uldze kolegi z pracy, zamknęła drzwi, oddzielając go nimi od siebie, Victorii oraz ich makabrycznego znaleziska. – Chyba ostatecznie cieszę się jednak, że to jakieś rozgrzebywanie grobów, a nie kolejny, dziwny skutek Spalonej Nocy albo że ktoś obcina ludziom ręce. I przynajmniej ktoś inny prowadził sprawę. Nie żeby Brenna zamierzała to tak zupełnie zignorować, ale jednak w tej chwili naprawdę wszyscy mieli dużo na talerzach, i bardzo cieszyła się, że chociaż udało się już ustalić, że ktoś rozgrzebywał groby na cmentarzu. – Zastanawiam się, jak o mnie świadczy, że właściwie jedyne, co mnie w tej sprawie na serio dziwi, to że tym razem to nie cmentarz w Little Hangleton. RE: [02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę - Victoria Lestrange - 02.12.2025 – Zakładam – zaczęła, zastanawiając się jednocześnie nad każdym słowem. – że brak świateł mógł być niezbędny, żeby coś zamaskować – może ta ręka była w jakiś sposób teleportowana na miejsce… ostatecznie światło na ulicy zgasło, zostawiając je w ciemności, a dłoń złapała Brennę niemalże od razu. Więc musiała już tam gdzieś być, może pełzła za nimi faktycznie, albo dopiero się na tej scenie pojawiła wraz ze zgaszeniem świateł, bo dźwięku aportacji również nie słyszały… a przynajmniej nie słyszała go Lestrange. – Wiesz co… zawsze możemy spróbować ją zamknąć w pomieszczeniu treningowym, o tej godzinie powinno tam być pusto, i zobaczyć co się stanie – Victoria była po prostu cholernie ciekawa tej teorii z ciemnością. – Ale wiele więcej bym w tej sprawie nie badała, niech się bawią po swojemu – bo miała wystarczająco dużo swojej własnej pracy, nie potrzebowała sobie jeszcze dokładać cudzej. Brenna zapewne również. – Potem możemy sprawdzić czy Maya nadal siedzi i poprosić o te akta… a na Nokturn i tak chyba lepiej wrócić i przekopać to mieszkanie drugi raz. Może coś pominęłyśmy – zaproponowała i właściwie to poprowadziła je już do pomieszczenia, o którym wspominała. Sprawdzenie czy Rączka zareaguje na brak światła nie powinno im dużo zająć. – Świadczy to tak, że przemieliłaś już wystarczająco dużo spraw, żeby wyłapać schemat. – Jak było na weselu z Bulstrodem? – rzuciła po drodze jak gdyby nigdy nic, dokładnie tym samym tonem co zawsze. Już kilka dni przed imprezą wiedziała z kim Brenna się tam wybiera, od samego zainteresowanego, ale dawała przyjaciółce czas na to, by sama zagaiła temat. Dwa tygodnie to było chyba jednak wystarczająco dużo, by domyślić się, że Longbottom nie zamierza nic mówić sama z siebie. Najwyraźniej trzeba było ją nieco szturchnąć. Mentalnie. RE: [02.10.72, noc] Poznajcie Rączkę - Brenna Longbottom - 02.12.2025 – Dobra, to faktycznie sprawdźmy w jednym z pomieszczeń szkoleniowych… – powiedziała Brenna, skręcając w odpowiednim kierunku. Szczerze wątpiła, aby ktokolwiek był tam o tej porze: było tak późno, że na ich piętrze zostali głównie dyżurujący na nagłe przypadki czy ci, którzy tłukli nadgodziny, bo wyszło przy sprawie, że trzeba coś pilnie sprawdzić. Jak one. Na wszelki wypadek sięgnęła po różdżkę, zanim otworzyła drzwi pomieszczenia, rzeczywiście pustego i tonącego w mroku. Poprzednio rączka wprawdzie złapała ją po prostu za rękę, jakby sama bała się ciemności, ale Brenna była istotą nieufną, jeśli nie z natury, to z wpływów otoczenia, i nie zdziwiłaby się, gdyby tym razem ręka rzuciła się którejś z nich do gardła. Zostawiła rękę na samym środku i jeszcze nawet wydobyła z kieszeni ołówek, by zostawić ślad w pobliżu – tak oznaczając, gdzie ta wylądowała. A potem cofnęła się z powrotem do wejścia. – Gasimy światło, wychodzimy i sprawdzamy, czy się ruszyła… – mruknęła, zamykając rzeczone drzwi, ustawiając się odruchowo w taki sposób, żeby zablokować rękę, gdyby ta im próbowała zwiać i ganiać się po korytarzach ministerstwa. Miała tu doświadczenie, bo nie raz musiała powstrzymywać przed wejściem do pomieszczenia psy. - Hm... - mruknęła Brenna z pewnym zastanowieniem, zamierając na moment z dłonią (własną, nie tą pożyczoną) na klamce, jakby rozważała, jak się bawiła. Nie puściła pary z ust o rytuale do nikogo, aż do kłótni na Nokturnie, a potem też milczała o nim uparcie przed wszystkimi, gdy trwał i gdy został złamany. Brenna, przy całym swoim rozgadaniu, umiała w niektórych sprawach być niezwykle skryta. Ale ani nie miała zamiaru okłamywać w żywe oczy Victorii, ani zachowywać się, jakby to, że poszła gdzieś z Atreusem było brudnym sekretem. To byłoby nie fair wobec całej ich trójki. Czy domyślała się, że Victorię to zdziwiło? Pewnie. Brenna zazwyczaj pojawiała się wszędzie z bratem. Włóczyła się też z Vincentem, ale nie przy oficjalnych okazjach - zawsze chciał trzymać ją z dala od swojej rodziny, poza tym była jego kumplem, nie dziewczyną. A jakby z Atreusem oscylowali dotąd bardzo daleko od siebie, za to w biurze aurorów pewnie doskonale znali różne ploteczki na jego temat, a te o Ludovice to już stały się legendą. Samo pytanie nie stanowiło niczego zaskakującego. Czy była tym zakłopotana? Chyba nie. To zdarzało się jej zresztą bardzo rzadko. Większym problemem było znalezienie odpowiedzi, bo wesele Yaxleyów niby przebiegało zgodnie z tradycjami i było udane, a z drugiej wydarzyło się tam trochę... dziwnych rzeczy. - Drink bezalkoholowy, którym chciałam wznieść toast, okazał się specjalnym, doprawionym bimbrem Geralda Yaxleya, kelner przypadkiem zamienił szklanki. Tak naprawdę więc sporo rzeczy jest trochę mglistych i najlepiej pamiętam rolnika, krzyczącego na mnie, że przestraszyłam mu świnie. Nie pytaj, jak trafiłam z Walii do jego chlewu, bo nie wiem - przyznała, jak gdyby nigdy nic. - I krwiożerczą wiewiórkę. Ją też dobrze zapamiętałam. Pogryzła go. Atreusa, nie rolnika. |