Teleportowały się z cichym trzaskiem w Ministerstwie, one dwie i ich makabryczne znalezisko: Rączka. Brenna ściskała ją przez warstwę materiałów, jakby bała się, że ta zaraz ucieknie… co chyba nie było aż tak paranoiczne z jej strony, biorąc pod uwagę, że ta dosłownie złapała detektyw za rękę. Oderwane kończyny zwykle nie robiły takich rzeczy. I nie były ciepłe. A ta wciąż była, kiedy Brenna poprawiała chwyt, wyczuwała to nawet przed warstwę materiału.
Na całe szczęście o tej porze budynek Ministerstwa nie był może całkowicie pusty, ale przebywali w nim głównie pracownicy departamentów szybkiego reagowania, czy to na nocnych dyżurach, czy jak one… pracujący nad sprawami, które wymagały odrobiny nadgodzin. I pewnie Niewymowni, gdzieś pod nimi. Brenna czasem miała wrażenie, że niektórzy z nich dosłownie w gmachu mieszkali. Nie przyjmowano petentów, większość urzędników była w domach, więc korytarze gwarne za dnia opustoszały. Gdy szły ku właściwym pomieszczeniom, gdzie mogły zorientować się, kto z osób mogących spojrzeć na tę rękę miał dyżur, nie napotkały więc nikogo na swojej drodze. I dobrze. Bo Brenna miała różne niedobre przeczucia – na przykład, że ta ręka się jej nagle wyrwie i będą ją goniły po korytarzach, na oczach innych pracowników, tworząc przy okazji różne nieprzyjemne plotki… A jeżeli zobaczy je z tym jakiś auror czy Brygadzista, to cóż, oni się nie zdziwią.
– Ciekawe czy Cynthia jeszcze siedzi w prosektorium… – Bo ewidentnie potrzebowały kogoś, kto naprawdę dobrze znał się na trupach. W głowie Brenny zaś mnożyły się scenariusze i już tworzyła sobie listę rzeczy, które należało zrobić w najbliższych godzinach. - W sumie to… kurcze, nie znam się na tym, ale teraz przyszło mi do głowy? Czy ręka ghula mogłaby zrobić coś takiego?
Opuściła na moment wzrok na swój „pakunek”. Jeśli to byłaby odcięta część ciała ghula to przynajmniej nie mieliby tutaj potencjalnej sprawy morderstwa. Znaczy się... chyba.
!zabierzcie ode mnie to gówno