Secrets of London
[Jesień, 20 IX 1972] a leaf? for me? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Wątek: [Jesień, 20 IX 1972] a leaf? for me? (/showthread.php?tid=5422)



[Jesień, 20 IX 1972] a leaf? for me? - Lewis McKinnon - 05.12.2025

Idący ulicą Lewis zauważył kamień, bardzo fajny, płaski, z naturalną dziurką w środku, który można nanizać na rzemyk i nosić na szyi. Podniósł go z ziemi, otrzepał z piachu i brudu i schował do kieszeni. Gdy go zobaczył z jakiegoś powodu pomyślał o Edge'u, więc postanowił mu go dać przy pierwszej okazji.


***

Smażył akurat frytki, kiedy usłyszał przez uchylone drzwi Rejwachowej kuchni, głos przyjaciela. Obmacał swoje kieszenie, brudząc się przy okazji spodnie przyprawami, których mieszankę właśnie tworzył i jest! Wyjął ogrzany ciepłem kuchni kamyk, nawleczony na rzemyk. Wsypał do koszyczka frytki, dodał przyprawy, z nadzieją, że sprawi tym Edge'owi radość.


Rzut na Rzemiosło [K3]: Przewaga Gotowanie (II)
[roll=Z]

Niektóre zestawy były bardziej udane, inne cóż, mniej. Na szczęście tłuszcz maskował wiele. Wyszedł do lady Rejwachu.

Masz, pomyślałem o tobie, mate — powiedział, dając kumplowi kamyk oraz koszyk z raczej średnimi frytkami i wrócił do swojej roboty.




RE: [Jesień, 20 IX 1972] a leaf? for me? - The Edge - 06.12.2025

Oczy Flynna momentalnie rozbłysły.

Nie, nie będzie tego kamienia trzymał przy sobie cały czas. Niczego tak przy sobie nie trzymał, a poza tym nie wydawało mu się, żeby Lewis kiedykolwiek tego od niego oczekiwał. Schował go do wsiąkiewki i zapewne jeszcze dziś lub jutro rzuci nim w jakiś zbiornik wodny, uważnie obserwując ile razy udało mu się odbić nim od powierzchni bez użycia magii.

W kamieniach było coś, co budziło w nim potrzebę rzucania.

- Oooi, dzięki - powiedział niby wesoło, ale tak cicho i z taką miną, jakby miał zaraz zapaść się pod ziemię. Średnio mu wychodziło udawanie szczęśliwego. - Poczekaj chwilę - sapnął, kiedy Lewis zaczął od razu odwracać się w kierunku kuchni. - Właściwie to... też mam coś dla ciebie.

Tym czymś były praliny. Naprawdę dobre, niemieckie pralinki popakowane w błyszczący plastik, którymi chciał podzielić się z Cainem, zanim ten... no właśnie. Głupio było mu dawać je Laurentowi z oczywistych względów, a McKinnon pewnie doceni możliwość spróbowania czegoś zza granicy.

Spróbował się uśmiechnąć, ale na próbach się skończyło.

Smak frytek zdawał się nie przeszkadzać mu ani trochę. Miał w ustach gorsze rzeczy.

Koniec sesji