Secrets of London
[Jesień, 12 IX 1972] we will not meet again in this world - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [Jesień, 12 IX 1972] we will not meet again in this world (/showthread.php?tid=5539)



[Jesień, 12 IX 1972] we will not meet again in this world - Morpheus Longbottom - 23.12.2025

Oczywiście, że nie mógł spać, pomimo że jego ciało trzęsło się z wycieńczenia, a oczy wywracały w głąb czaszki w omdleniu. Po kilku minutach wyrywały go ze snu koszmary.

Ogień płonął, a on stał, nie mógł się ruszyć. Dookoła niego wszyscy, o których kiedykolwiek dbał, nawet stare, dawno nieważne przyjaźnie, płonęli, przywiązani do pali z maskami Śmierciożerców. Brenna, jego bracia, Anthony, Vakel, Septima, Theo, Charlotte, Jonathan, Erik. Nawet Malwa, skrzatka w Warowni wszyscy płonęli, wszyscy krzyczeli.

Nic nie dało ponowne wyszorowanie się kwiatowymi kosmetykami. Nic nie dało moczenie ciała. Zimna kąpiel. Ciepła kąpiel. Świeży szlafrok. Wygodne pantofle. Nic nie mogło rozluźnić jego ramion. Ręce mu się trzęsły, pragnienie nikotyny walczyło z przerażeniem na myśl o ogniu.

Caer Ibormeith, Pani snów i przemiany, która przychodzisz na skrzydłach ciszy, jak łabędź rodzący się z porannej mgły, wysłuchaj mego szeptu. Gdy umysł mój błądzi, otul go bielą spokoju. Gdy dusza tęskni, przypomnij jej, że miłość potrafi czekać i że to, co prawdziwe, powraca.

Odmówił modlitwę do celtyckiej bogini snów, nalewając do filiżanki porcję eliksiru nasennego. Powinien być bezpieczny, w apartamencie Antoniusza. Zasnąć.

W większości przypadków modlił się do bóstw greckich, Matkę przywołując jedynie kurtuazyjnie. Czasami pojawiały się imiona Romańskie. Z rzadka egipskie. Ich rodzime zaś prawie wcale. Początkowo nie modlił się do greckiego bóstwa snów, bo nosił jego imię. Brzmiało to dziwnie. Później znalazł komfort w energii kobiecego, sennego egregora.

Wypił wszystko jednym haustem i położył się, licząc na brak snu. Jakże się mylił.

Śnieg zaczął padać bez zapowiedzi, drobny i lepki, jakby noc łuszczyła się od środka. Otwierał oczy i widział biel, zamykał je i było jej jeszcze więcej. Cisza miała ciężar, naciskała na klatkę piersiową, zmuszając oddech do krótkich, urwanych prób.

Stał po kostki w śniegu w miejscu, które powinno być korytarzem. Znał ten układ, to był układ Warowni, choć ściany oddychały powoli, rozszerzając się i kurcząc. Drzwi, każde inne, każde znajome, zamarznięte były od środka. Na klamkach wisiały sople przypominające palce. Kiedy dotknął jednego z nich, usłyszał trzask, jakby coś cienkiego pękało w czaszce.

Mróz nie był zimny. Był parzący, jak dotyk metalu wyjętego z ognia. Ramiona sztywniały, stawy skrzypiały przy każdym ruchu. Chciał się cofnąć, ale śnieg narastał, wspinał się po łydkach, udach, biodrach. Każdy krok zostawiał ślad, który natychmiast znikał, jakby sen nie życzył sobie dowodów.

Cofał się. Poślizgnął. Zaczął spadać. Aż sen się urwał. Została tylko ciemność.


!Trauma Ognia

Koniec sesji



RE: [Jesień, 12 IX 1972] we will not meet again in this world - Pan Losu - 23.12.2025

Przez resztę sesji nie opuszcza cię wrażenie, że za moment to znowu się zacznie. W kącikach oczu widzisz snopy iskier. Wszystko wokół zdaje się cuchnąć sadzą i... chociaż coś w tobie próbuje krzyczeć: „to fikcja, nic się nie dzieje, opanuj strach!”, przeczucie narastającego zagrożenia pozostaje wyryte i nie opuszcza twoich myśli.