Secrets of London
[7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+--- Wątek: [7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go (/showthread.php?tid=5542)

Strony: 1 2


[7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go - Brenna Longbottom - 24.12.2025

– Jestem prawie pewna, że prędzej czy później te róże kogoś zeżrą. Mam tylko nadzieję, że to nie nastąpi tej nocy.
Prawdopodobnie nie było to zdanie, które dziewczyna powinna wypowiadać, kiedy wędruje chłopakiem w jakże romantycznej scenerii przez ogród wypełniony tysiącami róż, ale Brenna nie mogła wyzbyć się wspomnienia fiolki, pozostawiającej po sobie zapach sadzy. Zresztą, pretekstem do przyjścia tutaj ze strony Atreusa było „hej, podobno mają utopce w oranżerii”, więc nawet nie czuła się winna z tego powodu.
Przesuwała spojrzeniem po krzewach i ścieżkach, odruchowo upewniając się, że w pobliżu nikogo nie ma. Nie widziała i nie słyszała ludzi, za to gdzie by nie spojrzeć, rozkwitały kwiaty o ciemnych płatkach. Czarne róże oplatały posąg muzy, skryty pośród roślin, pięły się po ścianach oranżerii i wiły wokół pobliskiego stawu. Wspinały się po pniu dębu, sięgały powoli ku gałęzi, na której zawieszono huśtawkę i Brenna zastanawiała się, czy wkrótce oplotą też całą koronę. Czy ogrodnicy Lestrangów próbowali pozbyć się już stąd tego ewidentnie inwazyjnego gatunku, czy może wręcz przeciwnie – oficjalnie niby nie mieli z tym wszystkim nic wspólnego, ale ktoś sprowadził je tu specjalnie? Albo ich niezwykłość sprawiała, że chcieli je zatrzymać?
– Jak ci się podoba nowe oblicze Maida Valen? W ogóle, kiedy tu szliśmy, słyszałam, jak jakaś dziewczyna tłumaczyła się chłopakowi, że pocałowała go przez eliksir. Może jedna zdecydowali się niektórym serwować amortencję – zrelacjonowała, chwilowo nie przywołując ponownie tych mniej przyjemnych plotek, zasłyszanych na sali, dotyczących tajemniczych wyjazdów i innych, przykrych tematów. Włącznie z tym, że pośród alejek Maida Valen prawdopodobnie nie tak dawno biegali czarownicy, i być może stąpali właśnie po czyjejś krwi.
Przynajmniej przez chwilę postanowiła spróbować się nie przejmować.
Uniosła spojrzenie znad róż, spoglądając na nocne niebo. Nad Londynem rzadko było widać gwiazdy, ale nad Maida Valen, tonącym w mroku, jakimś sposobem dało się niektóre z nich dostrzec, w tym jasny punkt. Niemal zapomniane już lekcje astronomii z pierwszego roku podpowiadały, że albo była to Wenus, albo Syriusz… chyba raczej ten drugi, zważywszy na to, że zachód słońce mieli za sobą już jakiś czas temu.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]


RE: [7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go - Atreus Bulstrode - 25.12.2025

- O ile już nie zżarły - dodał, absolutnie nie przejmując się romantycznością otaczającej ich scenerii. Mieli bowiem cel - oranżeria, a dokładniej rzecz ujmując, to co potencjalnie mogło znajdować się w sadzawce, która tam się znajdowała.

Kwiatki, same w sobie, wyglądały raczej ładnie, a przynajmniej unikatowo. Atreus nie był jednak nigdy przesadnym pasjonatem przyrody, nie na tyle by ani teraz, ani kiedykolwiek indziej, garnąć się do nadmiernego doceniania jej uroków. Prędzej już poszedłby grzebać w tych różach żeby sprawdzić, czy coś było z nimi nie tak, ale czy faktycznie coś im dolegało oprócz nietypowego koloru? Pewnie nie, bo gdyby było inaczej to Maida Vale już dawno stałaby zamknięta, a ogród rozkopaliby albo aurorzy albo Departament Tajemnic.

Wykorzystywał chwilę na świeżym powietrzu i spacer w kierunku przeszklonego budynku, by wyciągnąć z wewnętrznej kieszeni papierośnicę i zapalić jednego z upchanych do niej papierosów. Ale spojrzenie mimo wszystko błądziło; po rozrastających się krzewach, płożących tak samo po ziemi, jak i wijących się po wszystkim co wzrastało do góry. Różane krzewy oplatały posągi, ławeczki i ściany budynków. Pewnie gdyby tylko dać im szansę, to zakryłyby całe niebo; to tego wieczora wydawało się wyjątkowo czyste, przynajmniej w tym momencie, a nawet dało się dostrzec na nim gwiazdy. Atreus patrzył przez chwilę na ciemny nieboskłon, idąc wciąż przed siebie nieśpiesznym krokiem i zwracając uwagę na najjaśniej świecącą tam gwiazdę. Nie miał bladego pojęcia jak mogła się nazywać, bo na wieżę astronomiczną to chodziło się z dziewczynami żeby wygadywać głupoty, z kolegami żeby zakładać się który skoczy z niej z miotłą w ręku i najpóźniej nad ziemią się poderwie, a już na pewno nie po to żeby uczyć się tych wszystkich gwiazdozbiorów.

- Całować to tam jeszcze... Ważne, że nikt nikomu się nie oświadczał, prawda? - prychnął, zerkając na nią kątem oka. - A czy mi się podoba to w sumie nie wiem. Ładne, takie czarne, ale nie powiedziałbym że chciałbym je sobie sadzić w ogrodzie, gdybym jakkolwiek kwalifikował się do robót ogrodniczych. Ewentualnie mogę powiedzieć ci tak: nawet po zmianach nie jest tak zniewalające, jak moja partnerka. Jak wypadłem?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek]


RE: [7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go - Brenna Longbottom - 25.12.2025

– Biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie ktoś nawiózł je tajemniczymi, czarnoksięskimi eliksirami, to nie jest wykluczone. Ale nie rozpowiadaj o tym na prawo i lewo, pewnie Lestrangowie wolą nie zasiewać paniki – odparła Brenna, całkiem poważnie. Wspomniała o fiolce Victorii, która z kolei miała z tym iść do Harper, więc sprawa trafiła już i do aurorów, i do rodziny Lestrangów, a kto wie, co znaleźli tutaj jeszcze…
Czy brała pod uwagę, że fiolki zakopał ktoś z rodziny? Tak. Ale akurat do toczenia takiego śledztwa samodzielnie nie miała nie tyleż uprawnień (to wszak nigdy jej nie powstrzymywało) ile odpowiednich zdolności: wypadałoby wiedzieć cokolwiek o botanice i eliksirach.
– Mówili o stawie w oranżerii? Wiem, że jeden jest tam za krzakami, ale może w środku mają jakiś mniejszy…
Oderwała spojrzenie od nieba, przenosząc wzrok na oranżerię, po której ścianach też pięły się róże. Nie znała się na kwiatach bardziej niż na gwiazdach, ale nawet to, że te wyrastały w tak wielu postaciach, tu pnące, tam po prostu kwiaty i krzewy, zdawało się już w pewien sposób nienaturalne. Pchnęła drzwi od oranżerii, najpierw ostrożnie zaglądając do środka i nasłuchując, bo istniała całkiem spora szansa, że ktoś wybrał się tam przodem i Brenna wolałaby nikomu nie przeszkodzić w… podziwianiu kwiatów.
– Skąd wiesz? Może jednak się zdarzyło? – spytała, spoglądając na niego przez ramię, a kąciki jej ust drgnęły, w czymś na kształt ledwo widocznego półuśmiechu, bo przecież wiedziała, do czego tutaj pił. – Chociaż chyba ważniejsze, żeby nikt takich oświadczyn nie przyjął. Albo nie zaciągnął od razu do kapłana, bo potem, gdyby amortencja wywietrzała, mogłoby zrobić się niezręcznie… jakby się zastanowić, to chyba pomysł na powieść.
Oczywiście, w książce wszystko skończyłoby się wielką miłością. W życiu albo cichym unieważnieniem, albo związkiem, w którym obie osoby byłyby głęboko nieszczęśliwe.
– Hm… Pięć albo sześć na dziesięć – oceniła bezlitośnie po chwili zastanowienia, chociaż wciąż uśmiechała się lekko, było więc to przekomarzanie raczej niż faktyczna opinia: zwłaszcza że doskonale wiedziała, że potrafił być naprawdę czarujący, ale chyba nie chciałaby, aby odnosił się do niej jak choćby do Lauretty na przedstawieniu. – Zależy, czy zniewalająca, bo mogłabym komuś przywalić, czy z powodu sukienki. Jeśli to pierwsze, to chyba bliżej piątki.

czy w oranżerii ktoś jest?
1 – nie
2 – tak, i ich usłyszymy
3 – tak, i ich nie usłyszymy
[roll=1d3]
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]


RE: [7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go - Atreus Bulstrode - 26.12.2025

- Serio? - spojrzał na nią z ukosa, najpewniej by upewnić się, że sobie z niego teraz nie żartowała. Stety niestety, wyglądała na poważną. - Szkoda, że nie umiem w te wszystkie kwiatki... - westchnął, wyraźnie zawiedziony obrotem sytuacji. Nie miał bowiem złudzeń co do tego, że do podobnej sprawy przydałaby się jakaś znajomość roślin czy umiejętność warzenia eliksirów.

- Noo... mówili o oranżerii i że jakiś dzieciak wpadł do stawu tam i straszy do tej pory - wzruszył ramionami. Nie był takim zagorzałym bywalcem Maida Vale aby być przesadnie zorientowanym w tym, ile mieli tutaj oczek wodnych. Mogliby mieć pewnie i z dziesięć, a on i tak nie byłby wskazać ani jednego. Dobrze że Brenna wiedziała gdzie leży przynajmniej ten najbliższy.

Wsunął się za nią do oranżerii, kiedy okazało się że nikogo w niej nie było. Albo postanowili uciec jako pierwsi, zakochane parki znalazły sobie lepsze miejsce, albo jakimś cudem trafili na moment kiedy ktoś niedawno stąd wyszedł. W każdym razie, panowała cisza jak makiem zasiał.

- Mam już dwóch certyfikowanych śmierciożerców na koncie, jeszcze trzech i możemy się bawić od nowa - wymruczał, bardziej do siebie jak do niej, ale w szklarni nie było niczego, co mogłoby ten cichy ton Brennie zagłuszyć. Atreus nie mrugnął jednak na tę swoja nieostrożność, zwyczajnie się tym nie przejmując i dopił ostatni łyk drinka, szybko też odstawiając go na najbliższą ławeczkę bo przecież nie będzie nosił ze sobą kieliszka.

Może i na Beltane był absolutnie upity amortencją, kiedy się jej oświadczał, ale chwilowe pomieszanie zmysłów ani nie wyłączyły go ze słyszenia co się do niego wtedy mówiło, ani też nie sprawiło że zapomniał. Jej zgryźliwy ton dźwięczał wtedy w uszach bez odzewu, ale teraz narzucony przez nią limit wydawał się zwyczajnie zabawny. Powinna celować wyżej. W sumie gdyby Atreus był tego świadom, to mógłby i naliczyć trzech śmierciożerców, o ile liczyć pobicie Alexandra po pojedynku Louvaina.

- Jaką powieść? Z amortencją do ołtarza, historia uczucia które pokonało eliksir miłości? - prychnął. - Za samo sugerowanie czegoś takiego powinno się tego zakazać bo już widzę te rzesze panien i panów, co pchają we wszystko amortencję. Nie chcę się przechwalać, ale w Hogwarcie mieliśmy jakieś takie kopnięte fanki w drużynie Quidditcha, co czasem próbowały podsyłać czekoladki. Jeden kolega trafił przez to skrzydła szpitalnego i odpadł z meczy na miesiąc - oczywiście, widać było że w tej historii bardziej dotknął go fakt że nie miał zawodnika przez taki długi czas, niż cokolwiek innego.

- Pięć albo sześć? Ale jesteś wymagająca. Jakby mi ktoś powiedział, że jestem zniewalający bo umiem komuś przywalić, to dałbym co najmniej osiem. To czysta poezja. Ale dobra, to co powiesz na to; czasem myślę sobie o Beltane i całym tym rytuale, i cieszę się że połączyła nas ta więź. Bez niej nie stalibyśmy tutaj dzisiaj. I pomyśl sobie jeszcze tak; cieszy mnie to tak bardzo, że nawet nie chce robić mi się z ciebie przynęty na te topielce. Znaczy jeśli się zaoferujesz to cię nie będę powstrzymywał.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek]


RE: [7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go - Brenna Longbottom - 26.12.2025

– Tak, a trudno mi uwierzyć, że ktoś używałby czarnej magii… ot tak, by nacieszyć oczyma kwiaty – stwierdziła, chociaż gdy te słowa wypowiedziała, to w ostatnie wkradała się jakby odrobina wahania. Ludzie bywali naprawdę dziwaczni, także ci skażeni czarną magią. Czy któryś nie byłby gotów zrobić czegoś takiego tylko dla eksperymentu? Czy było w ogóle cokolwiek, czego jakiś człowiek z miliardów zamieszkujących Ziemię nie zrobiłby tylko dlatego, że miał ku temu okazję?
Wsunęła się do oranżerii, gdy upewniła się, że nikogo w środku nie ma. Jego słowa o utopionym dzieciaku wywołały lekki ścisk w jej żołądku, bo mimowolnie pomyślała o małej Maddie, ale miała wprawę w niepozwalaniu, by takie myśli o przeszłości zdominowały teraźniejszość. Zamiast skupiać się więc na rozmyślaniu o kimś, kto mógł tu utonąć, rozejrzała się, i w poszukiwaniu tego stawu, z którego mógł wychynąć topielec, i ciekawa, na ile czarne róże przejęły przestrzeń tutaj, gdzie trzymano rzadsze i delikatniejsze rośliny.
Cichy głos ściągnął jej spojrzenie, w pierwszej chwili trochę zaskoczone, bo sama nie pamiętała dokładnie, co plotła, kiedy tamtego wieczora w maju – tak niedawno i tak dawno temu zarazem – napił się amortencji. Dopiero po paru sekundach skojarzyła, że chyba wspomniała coś o pokonaniu pięciu śmierciożerców, wyciągając ten limit ot tak, bez namysłu.
– Możemy doliczyć do tych rachunków Philipa Notta. Wprawdzie myślę, że śmierciożerca z niego żaden, ale zdecydowanie należą ci się punkty za styl – oświadczyła z udawaną powagą, bo tamta historia zataczała ogromne kręgi, a poza tym… cóż, Mulciberowie byli wtedy na ustach wszystkich. A jeżeli Brenna była do kogoś uprzedzona, to po pierwsze do Borginów, po drugie do Mulciberów. Niby wiedziała, że pośród nich są też normalni ludzie. Matka Jonathana choćby. Philippa. Ale przyjmowała, że statystycznie rzecz ujmując szanse na okazanie się draniem były w tych rodzinach trochę większe niż w innych. Dobrze, że nie wiedziała, za co Nott został pobity…
– Ach, jak byłam na siódmym roku przed Walentynkami skonfiskowałam chyba pięć pudełek. Do dziś jestem pewna, że ktoś zdołał ukraść pół kociołka z pracowni Ślimaka, a jedna uczennica chyba nie przebaczyła mi nawet po latach – stwierdziła, uśmiechając się mimowolnie na to wspomnienie, nawet jeżeli wtedy i ona, mimo całej swojej pogody ducha, załamywała ręce nad zamieszaniem, jakie zapanowało wtedy w Wieży Gryffindoru i w ogóle w Hogwarcie.
Maska skrywała część jej twarzy, ale uśmiech znikł, zastąpiony nie tyleż powagą, co trochę łagodniejszym wyrazem. Rytuał i całe jego konsekwencje nie były czymś, o czym rozmawiali często: Atreus chyba w ogóle nie lubił mówić o czymś takim jak emocje, a ona sama niby nie miała z tym problemu, ale znacznie częściej rozmawiała raczej o tych innych ludzi niż o własnych. I niby wiedziała albo mogła się przynajmniej domyślać, jak na to patrzył: bo był tu przecież teraz, z nią właśnie. Ale trochę co innego tak sądzić, a to usłyszeć. Jeśli tamten rytuał był przekleństwem, jak na początku sądziła Brenna, to tym najpiękniejszym: a przynajmniej tak zdawało się jej teraz. Nawet jeżeli jak na błogosławieństwo, za które z kolei miała go Sarah Macmillan, był kłopotliwy, to nie mogła powiedzieć, że tych kłopotów żałuje.
Uniosła dłoń, na moment zaciskając ją na jego ramieniu, gdy pochyliła się ku niemu, by ustami musnąć fragment policzka nieukryty pod maską.
– W porządku, teraz zasłużyłeś na więcej niż osiem – oceniła. – Wspięcie się na ten majowy pal było chyba najbardziej udanym z moich dziwnych pomysłów, więc też cieszę się, że to zrobiłam.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]


RE: [7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go - Atreus Bulstrode - 26.12.2025

Skoro można było ropuchami wysiadywać kurze jaja, to Atreus wychodził z założenia, że niewiele go już mogło zdziwić. Kaprys, by wyhodować sobie czarne kwiatki bo na czarnomagicznym eliksirze? Brzmi okej, a przynajmniej jak coś czego podjąłby się odpowiednio rąbnięty na głowę czarodziej. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że zaangażowany w tę aferę nie będzie żaden z Lestrange'ów, bo wtedy mogło być różnie z ich reputacją - w końcu ogród był ogólnootwarty i to jeszcze w niemagicznej dzielnicy Londynu.

Nie pomyślał nawet o Maddie, kiedy plotka wleciała mu do głowy. Może powinien, ale wypity drink wprawiał go w jakiś taki ulotny, rozluźniony nastrój. Było mu lekko i z lekkim sercem wypowiadał kolejne słowa, chociaż inaczej pewnie zastanowiłby się nad nimi chociaż raz, no bo po co niby miał wracać myślami do tego co zostało powiedziane podczas zabaw patrolu na Beltane?

- No to trzy na pięć. Lecę do przodu jak burza - parsknął rozbawiony. Może i dobrze, że na samym Philipie się skończyło, jako dodatkowym punkcie do kolekcji, bo zaraz trzeba by brać odpowiedzialność za swoje własne słowa. Może na oświadczanie się było chyba odrobinę za szybko, ale przecież nie mógł przegrać (nawet jeśli byłaby to przegrana samemu ze sobą). No bo przyklęknięciu na jedno kolano co dalej? Jeszcze by się okazało, że wypadałoby poruszyć kwestię pewnej wizji, którą nakreśliłaby przed nim Isobell...

- O, wreszcie coś do czego przydał się prefekt - zaśmiał się, bo pewnie faktycznie uratowała tym niejeden mecz, który był w planach. Już nawet nie że ślizgoński, a tak ogólnie, bo przecież miłość nie wybierała domu i te przeklęte czekoladki latały po wszystkich dormitoriach jak plaga.

Nie lubił rozmawiać o emocjach, to prawda. Tak samo swoich, jak i cudzych, bo te mnożyły mu się przed oczami nieustannie. Barwy wybuchały zmiennym kolorytem, dając znać co druga osoba miała w głowie i nawet jeśli był do tego przyzwyczajony, to momentami to po prostu męczyło. Przez to też chyba uważał trochę, że każdy powinien wiedzieć więcej, zupełnie jak on i zapominał że to absolutnie tak nie działało. Irytował się więc i denerwował, bo jak po ludzku opisać te wszystkie kolory i zastąpić je konkretnymi słowami, kiedy to wszystko wydawało się o wiele bardziej subtelne i złożone?

- Daję ci sześć na dziesięć za tego buziaka - zawyrokował, spoglądając na nią z zaczepnym uśmiechem, kiedy już się wyprostowała. - Ale jeszcze nad tym popracujemy. W każdym razie, słuchaj jak już jesteśmy sami, śmieszna sprawa ale co byś zrobiła gdyby Arcykapłanka przewidziała ci że możesz być rodzicem w sumie to takiego Wybrańca?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek]


RE: [7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go - Brenna Longbottom - 26.12.2025

– Brzmisz jak ktoś, komu bardzo wiele nocnych wędrówek zepsuli prefekci – stwierdziła Brenna, uśmiechając się trochę do niego, a trochę do własnych wspomnień. Wymykanie się z Pokoi Wspólnych po ciszy nocnej było czymś, co praktykowała od czasu do czasu większość uczniów, a unikanie nauczycieli i prefektów stanowiło pewną sztukę: niektórym się udawało, innym absolutnie nie… i niektórych trzeba było chronić przed nimi samymi. Czasem zastanawiała się, jak to się w ogóle działo, że statystycznie większość uczniów dożywała końca roku szkolnego w miejscu, gdzie w szklarniach hodowano rośliny zabijające krzykiem, za płotem znajdował się las pełen krwiożerczych pająków, a w ramach sportu ciskało się w siebie nawzajem tłuczkami kilkanaście metrów nad ziemią.

– Mam zawalczyć o wyższą ocenę? – spytała moment później, równie zaczepnie, co czasem on, patrząc mu w oczy. Może by i nawet to zrobiła, ale zdołał trochę zbić ją z tropu, bo nie spodziewała się, że zacznie teraz opowiadać o arcykapłance, a choć to samo w sobie nie było może aż tak zaskakujące, to już mówienie o wybrańcy trochę tak. – Hm… masz na myśli Isobell? Pewnie zaczęłabym od zorientowania się, co mówiła ostatnio innym osobom, które z nią rozmawiały – stwierdziła bez większego namysłu, odsuwając się nieco. W pierwszej sekundzie nie rozmyślała, do czego zmierzał, odruchowo szukając faktycznej odpowiedzi, co by zrobiła w takim przypadku, ale zaraz spojrzała na niego z pewnym zastanowieniem.
Isobell Macmillan ponoć była szalona. Brenna nie wiedziała, ile w tym prawdy, bo cokolwiek zrobiła podczas Lithy niekoniecznie musiało to świadczyć o prawdziwym obłędzie: mogło i o źle rozumianej wierze, przekonaniu o własnej nietykalności, poszukiwaniu sposobów na przekroczenie granic. Kim miałby być wybraniec? Dlaczego wybraniec? Dlaczego Atreus?
– Może spytałabym o to kogoś innego. Jej męża na przykład? Jasnowidza? Numerologa? – dodała jeszcze, bo nie miała pojęcia, na jakiej podstawie Macmillan mówiłaby coś takiego, jeśli nie kierowałaby ją szaleństwo. Jasnowidzka? Numerologii? Szeptu od samej bogini? Czy gdyby bogini matka naprawdę szeptała do ucha Isobell, ta skończyłaby zamknięta w Lecznicy Dusz? – Jesteś pewien, że nie powiedziała tego, bo chciała coś od ciebie uzyskać?
Nie pytała nawet, czy on to usłyszał: pamiętała przecież, że poszedł rozmówić się z arcykapłanką i sądziła, że niewiele przyniosła ta wizyta.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]


RE: [7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go - Atreus Bulstrode - 27.12.2025

Uśmiechnął się tylko lekko, bo nie trzeba było się długo zastanawiać nad tym, żeby zaszufladkować go pod wskazanym przez nią adresem. Nocne wędrówki, dokuczanie innym uczniom, bicie się na korytarzach - wszystko ci okropni prefekci, którzy wpychali nosa w nie swoje sprawy.

Prawie już ją do siebie przyciągał i prawie rzucał jej kolejne wyzwanie, co do tego walczenia o wyższą ocenę, ale musiał oczywiście chlapnąć coś zupełnie innego. Podkreślić romantyczną atmosferę, czy jakoś tak. - Nic nie mówiła. W tym cały problem, ona nie chciała z nikim innym rozmawiać. Kiedy pytałem o to Bonesa i Harper, mówili że nic się nie dało z niej wyciągnąć - westchnął, bo to była strasznie skomplikowana sprawa w sumie. Dochodzenie z Lithy wciąż stało przecież w miejscu. A ona porozmawiała z nim chyba tylko dlatego, że dostał od jej męża list. - Cokolwiek Percival napisał jej w liście, który jej przekazałem, jakoś rozwiązało jej język. Mam tylko nadzieję że go spaliła albo zjadła, żeby nie wyszło na to że jej coś przemycałem. Matka jedna wie co tam było - Atreus niezbyt wierzył w to, że Isobell była szalona. Ba, był pewien że była w pełni zdrowa na umyśle, nawet jeśli powzięte przez nią decyzje mogły być problematyczne. Zakładał że nic nie mówiła dla własnego bezpieczeństwa i tyle.

- Męża? No w sumie... ale oni tak mętnie mówią. Oboje z resztą. Dogadali by się z Gregorym, to na pewno - prychnął, machając ręką, jakby z pewnym zniecierpliwieniem zbywał tę uwagę. Mógł spróbować, oczywiście, ale jak to żałośnie i komicznie mogło w ogóle brzmieć; dzień dobry, pana żona powiedziała że powinienem sobie zrobić dziecko i będzie super potężne, czy to prawda? - Jedyne czego chciała ode mnie, to móc wychodzić do ogrodu. Bones natomiast odrzucił ten temat i na tym się skończyło. Nie sądzę, żeby chciała mieć z tego coś dla siebie... Bardziej zakładałbym, że bardziej niż ktokolwiek inny rozumie, co zrobiła żeby mnie ożywić, ale jestem aurorem więc nie powie wszystkiego.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek]


RE: [7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go - Brenna Longbottom - 27.12.2025

Atmosferę zaiste można by uznać za romantyczną – oranżeria wypełniona różami (czarnymi, hodowanymi na krwi), światło gwiazd odbijające się w powierzchni sadzawki (w której podobno mieszkał topielec), i oni, odziani w stroje balowe oraz w maski, którzy mogliby się całować, ale zamiast tego dyskutowali o szaleństwie i nie szaleństwie arcykapłanki.
– Siostra Victorii pracuje w Lecznicy Dusz. Może byłaby w stanie powiedzieć… czy coś w stanie arcykapłanki się zmieniło. Pewnie mogłabym też poprosić Sebastiana Macmillana, by podpytał Percivala, co sądzi o… hm, sprawie Zimnych – powiedziała Brenna ostrożnie. Straż, pod którą trzymano arcykapłankę, nagle zaczęła wydawać się jej przesadzona, bo ta w gruncie rzeczy… ostatecznie nikogo nie zabiła, tymczasem nie pozwalano nawet na odwiedziny czy wyjście do ogrodów. A może zaczęła się doszukiwać czegoś niepotrzebnie?
Wybraniec, ależ to absurdalnie brzmiało. Dopiero słowa o tym, co zrobiła, żeby mnie ożywić, sprawiły, że Brenna powiązała to wreszcie z Limbo. Może nie chodziło o Atreusa, a o to, co stamtąd niechcący zabrał? O rytuał, który odprawiła Isobell, aby przeciągnąć z powrotem na tę stronę?
Niewyczerpane źródło energii.
Katalizator.
Ożyw ją…
Czy Victoria próbowała ożywiać jakieś jaszczurki po tamtym dniu w Afryce? Czy Brenna powinna zapytać, czy się jej udało? Czy chodziło o to, że takie dziecko miałoby łączność z Limbo? A może to była tylko teoria lub gadanie szalonej kobiety?
– Na pewno nie wierzyłabym bezkrytycznie komuś, kto sądził, że zabijając kogoś w Stonehange wypełni wolę bogów. Zdaje mi się, że po tym, jak tam byliśmy, to miejsce wręcz nie chciało więcej krwi. Trudno mi uznać Isobell za nieomylną. Może rozważyłabym współpracę z Macmillanami… jeżeli nie w celu wyciągnięcia jej z Lecznicy to powiedzmy zorganizowania tego tak, by mogła przyjmować wizyty, nawet przy kimś czy wyjść do tego ogrodu, skoro ponoć chcą ją wyleczyć, a obecny sposób nie działa. Żeby móc dowiedzieć się więcej – stwierdziła po paru sekundach zawahania. Co by zrobiła? Prawdopodobnie kopałaby dalej w temacie, nawet nie tyle dlatego, że byłaby szczególnie zainteresowana wybrańcem, a ale bo chciałaby zrozumieć, co Isobell mogła mieć na myśli. Dobrze, że Atreus nie wspomniał, że w ogóle to powinien sobie zafundować tego wybrańca już w lutym, bo pewnie musiałaby usiąść i sama nie byłaby pewna, czy go pytać, czy to propozycja czy może oznajmienie, że planuje mieć dziecko z Isobell Macmillan, czy lepiej jeszcze pożyć w niewiedzy. Wszak nie wiedziałaby, czy Isobell tych wyliczeń idealnego momentu nie oparłaby o swój własny horoskop. – A co ty chcesz z tym zrobić?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]


RE: [7.10.72] This night is sparkling, don't you let it go - Atreus Bulstrode - 27.12.2025

- Pamiętam, Primrose. Jeśli by ci się chciało, to w sumie czemu nie, nie będę cię powstrzymywać. Tym bardziej że nie sądzę by mi Sebastian poszedł na rękę - miał bowiem wrażenie, że kapłan wciąż mógł się chociaż trochę dąsać o przerzucanie się który departament robił mniej, kiedy szli do Kniei razem z Laurentem i Geraldine. - Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli mam być szczery to odnoszę wrażenie, że w pewien sposób wyczerpaliśmy temat. Nie mamy wszystkich elementów układanki i najpewniej nigdy ich nie będziemy mieć - głównie z tego powodu, który przytaczała w rozmowie z nim Isobell - coś takiego nigdy wcześniej się nie stało. Cokolwiek jednak tkwiło w nim, Victorii, Patricku i Mavelle, Arcykapłanka uważała za coś dobrego. To z kolei było nawet pocieszające.

- Teoretycznie to Agatha sama chciała się zabić. Znaczy poświęcić - zauważył grzecznie, bo przecież ochotniczka zgłosiła się sama, ale to już inna historia. - Słuchaj, ja bardzo chętnie przyjmę wszystkie propozycje, albo nawet skorzystam z twojej pomocy. Może Bones cię lubi, hm? Poproś go ładnie żeby się rozluźnił, bo jak z nim ostatnio rozmawiałem to był dość zdecydowany w tej sprawie, żeby jej nigdzie nie wypuszczać.

Ale był to jakiś pomysł - znaczy zakręcić się bliżej Macmillanów, tylko cholera, Atreus miał wrażenie że ci przy pierwszej lepszej okazji spróbują mu nałożyć do głowy religijne... prawdy. Nie to żeby nie wiedział w Matkę, ale nigdy nie miał przesadnego zaufania do instytucji kościoła.

- No nie wiem, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko znaleźć sobie żonę. Mam czas do... eee... - spojrzał na nadgarstek, jakby miał tam zegarek. - Lutego. No, maks marca. Podobno zależy czy bym wolał dziewczynkę czy chłopca. Moim zdaniem najlepiej by było bliźniaki, bo większa moc. A co, zainteresowana? Bo muszę określić sobie jasno opcje.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek]