24.12.2025, 08:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.12.2025, 08:30 przez Brenna Longbottom.)
– Jestem prawie pewna, że prędzej czy później te róże kogoś zeżrą. Mam tylko nadzieję, że to nie nastąpi tej nocy.
Prawdopodobnie nie było to zdanie, które dziewczyna powinna wypowiadać, kiedy wędruje chłopakiem w jakże romantycznej scenerii przez ogród wypełniony tysiącami róż, ale Brenna nie mogła wyzbyć się wspomnienia fiolki, pozostawiającej po sobie zapach sadzy. Zresztą, pretekstem do przyjścia tutaj ze strony Atreusa było „hej, podobno mają utopce w oranżerii”, więc nawet nie czuła się winna z tego powodu.
Przesuwała spojrzeniem po krzewach i ścieżkach, odruchowo upewniając się, że w pobliżu nikogo nie ma. Nie widziała i nie słyszała ludzi, za to gdzie by nie spojrzeć, rozkwitały kwiaty o ciemnych płatkach. Czarne róże oplatały posąg muzy, skryty pośród roślin, pięły się po ścianach oranżerii i wiły wokół pobliskiego stawu. Wspinały się po pniu dębu, sięgały powoli ku gałęzi, na której zawieszono huśtawkę i Brenna zastanawiała się, czy wkrótce oplotą też całą koronę. Czy ogrodnicy Lestrangów próbowali pozbyć się już stąd tego ewidentnie inwazyjnego gatunku, czy może wręcz przeciwnie – oficjalnie niby nie mieli z tym wszystkim nic wspólnego, ale ktoś sprowadził je tu specjalnie? Albo ich niezwykłość sprawiała, że chcieli je zatrzymać?
– Jak ci się podoba nowe oblicze Maida Valen? W ogóle, kiedy tu szliśmy, słyszałam, jak jakaś dziewczyna tłumaczyła się chłopakowi, że pocałowała go przez eliksir. Może jedna zdecydowali się niektórym serwować amortencję – zrelacjonowała, chwilowo nie przywołując ponownie tych mniej przyjemnych plotek, zasłyszanych na sali, dotyczących tajemniczych wyjazdów i innych, przykrych tematów. Włącznie z tym, że pośród alejek Maida Valen prawdopodobnie nie tak dawno biegali czarownicy, i być może stąpali właśnie po czyjejś krwi.
Przynajmniej przez chwilę postanowiła spróbować się nie przejmować.
Uniosła spojrzenie znad róż, spoglądając na nocne niebo. Nad Londynem rzadko było widać gwiazdy, ale nad Maida Valen, tonącym w mroku, jakimś sposobem dało się niektóre z nich dostrzec, w tym jasny punkt. Niemal zapomniane już lekcje astronomii z pierwszego roku podpowiadały, że albo była to Wenus, albo Syriusz… chyba raczej ten drugi, zważywszy na to, że zachód słońce mieli za sobą już jakiś czas temu.
Prawdopodobnie nie było to zdanie, które dziewczyna powinna wypowiadać, kiedy wędruje chłopakiem w jakże romantycznej scenerii przez ogród wypełniony tysiącami róż, ale Brenna nie mogła wyzbyć się wspomnienia fiolki, pozostawiającej po sobie zapach sadzy. Zresztą, pretekstem do przyjścia tutaj ze strony Atreusa było „hej, podobno mają utopce w oranżerii”, więc nawet nie czuła się winna z tego powodu.
Przesuwała spojrzeniem po krzewach i ścieżkach, odruchowo upewniając się, że w pobliżu nikogo nie ma. Nie widziała i nie słyszała ludzi, za to gdzie by nie spojrzeć, rozkwitały kwiaty o ciemnych płatkach. Czarne róże oplatały posąg muzy, skryty pośród roślin, pięły się po ścianach oranżerii i wiły wokół pobliskiego stawu. Wspinały się po pniu dębu, sięgały powoli ku gałęzi, na której zawieszono huśtawkę i Brenna zastanawiała się, czy wkrótce oplotą też całą koronę. Czy ogrodnicy Lestrangów próbowali pozbyć się już stąd tego ewidentnie inwazyjnego gatunku, czy może wręcz przeciwnie – oficjalnie niby nie mieli z tym wszystkim nic wspólnego, ale ktoś sprowadził je tu specjalnie? Albo ich niezwykłość sprawiała, że chcieli je zatrzymać?
– Jak ci się podoba nowe oblicze Maida Valen? W ogóle, kiedy tu szliśmy, słyszałam, jak jakaś dziewczyna tłumaczyła się chłopakowi, że pocałowała go przez eliksir. Może jedna zdecydowali się niektórym serwować amortencję – zrelacjonowała, chwilowo nie przywołując ponownie tych mniej przyjemnych plotek, zasłyszanych na sali, dotyczących tajemniczych wyjazdów i innych, przykrych tematów. Włącznie z tym, że pośród alejek Maida Valen prawdopodobnie nie tak dawno biegali czarownicy, i być może stąpali właśnie po czyjejś krwi.
Przynajmniej przez chwilę postanowiła spróbować się nie przejmować.
Uniosła spojrzenie znad róż, spoglądając na nocne niebo. Nad Londynem rzadko było widać gwiazdy, ale nad Maida Valen, tonącym w mroku, jakimś sposobem dało się niektóre z nich dostrzec, w tym jasny punkt. Niemal zapomniane już lekcje astronomii z pierwszego roku podpowiadały, że albo była to Wenus, albo Syriusz… chyba raczej ten drugi, zważywszy na to, że zachód słońce mieli za sobą już jakiś czas temu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.