![]() |
|
|
[północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +--- Wątek: [północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże (/showthread.php?tid=5554) Strony:
1
2
|
|
[północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże - Brenna Longbottom - 27.12.2025 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VII – Zdaje mi się, że to było w tę stronę… rozpoznaję ten posąg. Chyba że macie tu więcej posągów trzymających… eee… to cyrkiel i globus? – spytała Brenna, przystając przy rzeźbie, przedstawiającej jedną z muz, wokół której postumentu zaczynały oplatać się pierwsze pędy czarnych róż. Uniosła nieco wyżej różdżkę, rozjarzoną blaskiem: pracę nad rzeczami znalezionymi w kamienicy w Chinatown skończyły dość późno, więc pojawiły się tutaj zdecydowanie w porze, w której nikt normalny nie chodził po ogrodach. – Fiolka świeciła, trzeba było wygrzebać ją z ziemi… tak sobie myślę, że mógł zostać ślad, jeżeli nikt tego nie zadeptał przez parę godzin. Wiesz, przypominała mi to, co siedziało w ziemi podczas Beltane, to trochę nie bardzo było to ot tak zignorować. A nawet jak nie ma śladu, może jeżeli się przemienię, wyczuję zapach, skoro nawet jako człowiek czułam sadzę… …a Dora, której na palcach rozpłynęła się zawartość, przysięgała, że w środku jest krew. Brenna zawahała się na sekundę, już skręcając w alejkę, jakby zastanawiając się, w jaki sposób ubrać to w słowa. - …i pachniało też chyba trochę krwią, chociaż niby metaliczny zapach mogą pewnie mieć i inne składniki… dodajecie czasem do eliksirów rdzy albo czegoś takiego? – dodała, chociaż w jej głosie brakowało przekonania. Bo jeżeli coś cuchnęło sadzą, to opcje były dwie, albo dodano do tego sadzy, albo eliksir był w jakiś sposób czarnomagiczny. A jak eliksir mógł być czarnomagiczny? Brenna się na tym nie znała, ale jeżeli coś na przykład zabito, żeby go sporządzić, to pewnie się kwalifikowało. Czy istniała inna metoda? Tu już nie miała pojęcia. – Mam wrażenie, że tych róż jest jakby więcej niż było wczoraj – stwierdziła, zwalniając kroku, w pierwszej chwili niepewna, czy nie skręciła w niewłaściwą alejkę: nie bywała w ogrodach Lestrangów zbyt często, więc to nie tak, że znała tu wszystkie ścieżki. Ale po chwili doszła do wniosku, że chyba są we właściwym miejscu, po prostu mogłaby przysiąc, że rano było tu trochę mniej kwiatów. Albo po prostu były ciut mniej wyrośnięte. RE: [północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże - Victoria Lestrange - 28.12.2025 – Nie, mamy tylko jeden. Po jednym na każdą z muz, to jest Urania – Victoria zatrzymała się za Brenną i spojrzała na posąg, przyświecając sobie różdżką. Była już taka godzina, że nikt nie uwierzyłby, że przyszły tutaj przypadkiem, ale fakt tego, jakie nazwisko nosiła ciemnowłosa, jaki kontakt miała z własną rodziną i ile sama włożyła w ten ogród, otwierał wiele drzwi. Nawet jeśli rodzinne skrzaty je zauważyły, to nie zwróciły na czarownice większej uwagi, najpewniej uznając, że mają jakiś powód, by przyłazić tutaj o tak nieboskiej godzinie. I rzeczywiście miały: napięty grafik robił swoje i gdy obie porównały jeden i drugi, znalazły lukę dopiero późno w nocy. Minęła więc północ, a one szły przez ogród; Brenna próbowała przypomnieć sobie drogę, a Victoria po prostu za nią, patrząc na pędy róż, które wyrastały wzdłuż ścieżek, pnąc się po murkach, płotkach, rzeźbach a nawet drzewach i budowlach, jakie tu mieli. – Szukałam coś o tych światłach z Belatne – odezwała się na słowa Brenny. – Dostałam dostęp do biblioteki kowenu i niedawno spędziłam tam cały dzień szukając informacji. Oczywiście o tych światłach nic nie znalazłam. Albo nic tam nie ma, albo źle szukałam. Znalazłam o kromlechach, kamiennych kręgach i tak dalej, ale nie o światłach – skarżyła się idąc za Brenną. Słuchała jej oczywiście – uzupełniając informacje, które miała po swoich doświadczeniach i o tym, co mówiła jej wcześniej Brenna. – Nie, rdzy nie dodaje się do eliksirów. Zresztą no… metalu się nie dodaje, a to w pewnym sensie jego część – być może dlatego, że ten był już na swój sposób obrobiony, składał się z kilku składników i tak dalej. Do eliksirów dodawało się inne rzeczy, bardziej… naturalne, a nie już przemielone i to w taki sposób. – Całkiem możliwe – przyznała, patrząc znowu na boki. Smoliste pąki róż, teraz zamknięte z braku słońca, utulone do snu, zdawały się władać w tym ogrodzie niepodzielnie. – A może wygląda to dla ciebie inaczej, bo się złożyły? – zasugerowała i uniosła wyżej różdżkę, żeby razem ze światłem wyczarowanym przez Brennę, miały go trochę więcej. !Maida Vale RE: [północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże - Pan Losu - 28.12.2025 Maida ValePodczas spaceru w okolicy rozarium słyszysz dziwne brzęczenie, które zdaje się pochodzić z ziemi. Gdy przyklękasz, zauważasz, że w glebie delikatnie pulsuje światło. Kopiąc palcami, natrafiasz na niewielki, szklany flakonik, w którym znajduje się srebrzysty płyn. Flakonik ma wyryty symbol róży na zakrętce. W chwili, gdy próbujesz go otworzyć, flakonik nagle robi się gorący i rozpływa się w twoich dłoniach, pozostawiając na nich wilgotny ślad, który pachnie mieszanką róż i popiołu.
RE: [północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże - Brenna Longbottom - 28.12.2025 – Nie sądzę, żebyś coś tam znalazła. Podejrzewam, że to mogły być kamienie z nieba, które zdobył dla niego jeden śmierciożerca – westchnęła Brenna, ale niestety: to były wszystkie informacje, jakie posiadała. Śledztwo, a właściwie oba śledztwa, i to w muzeum, i to dotyczące Dante oraz jego brata, którzy w jej wizji rozmawiali o kradzieży i wykorzystaniu kamieni, stanęły w martwym punkcie. – Wykopane w dodatku pierwotnie w pobliżu Stonehange, gdzie w sumie dochodziło już do naprawdę pojebanych rzeczy, ale nie wydaje mi się, żeby udało się ostatecznie dojść, jak i czy to wszystko się łączy. Chyba że w bibliotece kowenu mogliby mieć informacje, jak to coś rozświetlili… Tak wiele niewiadomych, ślepych ścieżek. Tak niewiele autentycznych sukcesów. Czy w ogóle udało się im osiągnąć cokolwiek w ostatnich miesiącach poza jednym aresztowaniem? Mogli co najwyżej w paru sprawach pokrzyżować plany Voldemorta, wyrwać mu parę ofiar, artefakt, doprowadzić do jednego skazania, ale… to wszystko była prewencja. A ktoś, kto cały czas się bronił, kiedy druga strona wciąż atakowała, był skazany na porażkę w każdej walce: nie dało się sparować wszystkich ciosów, jeśli tobie nie wolno żadnego wyprowadzić. – Hm… może chodzi o to… mogłabym przysiąc, że ich przybyło, ale może to inaczej wyglądać nocą. Czekaj, tak mi się zdaje, że to mniej więcej tutaj byłam… no już w sumie wczoraj rano – stwierdziła, zerkając na zegarek. Było już kilka minut po północy. Brenna opuściła różdżkę, światło zgasło, a po chwili zamiast czarodziejki w bladym blasku zaklęcia Victorii i w tym rzucanym przez księżyc i gwiazdy po ścieżce krążyła ciemna wilczyca. Węszyła przy ziemi w okolicy rozarium, początkowo próbując złapać zapach: swój, może Dory, choć po tylu godzinach częściowo wywietrzały albo… sadzy. Kichnęła w pewnym momencie, bo w nozdrza wdzierała się woń mokrej ziemi, wdzierała się w nozdrza… zwykle róże chyba nie pachniały w ten sposób… Zapachu nie złapała, za to zastrzygła w pewnym momencie uszami, gdy dobiegło ich jakby… bzyczenie. Zakręciła się w kółko, sygnalizując Victorii, że coś – jest – nie – tak. Albo właśnie bardzo tak. W końcu czegoś tu szukały, prawda? RE: [północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże - Victoria Lestrange - 28.12.2025 – Znalazłam o kamieniach z runami… – powiedziała powoli, odkopując w głowie informacje, nad którymi w ostatnich dniach nie bardzo myślała, całkiem zafrasowana smoliście czarnymi różami w rodzinnym ogrodzie. Więc… to jednak były kamienie? Victoria nie widziała na oczy żadnego z nich, tylko światła, które gasły, gdy rozpraszała ich magię. Rodolphus coś mówił jej o kamieniach, ale nie miała pewności, że to jedno i to samo. A może jednak…? Zatrzymała się, patrząc na Brennę. – W pobliżu Stonehenge? – powtórzyła za nią i mimowolnie spojrzała w prawo, na nic konkretnego, po prostu coś kliknęło w jej głowie. – Czytałam o kromlechach jak właśnie Stonehenge, albo Siedem Sióstr. O kamiennych kręgach układanych w miejscach kultu. Ale nic o świecących kamieniach zakopanych pod ziemią – rozumiała tak z grubsza po co stawiali te kromlechy, ale czemu akurat w tych konkretnych miejscach, albo jak dokładnie miało to działać – to była zagadka, która chyba przepadła gdzieś w dziejach, nigdy nie spisana, bo wydawała się niegdyś oczywista. – Więc raczej nie ma tam informacji jak to rozświetlili, bo czegoś takiego właśnie szukałam, ale nic nie było. Były inne rzeczy – westchnęła. – Więc kamienie z nieba? W sensie meteoryty? Widziałaś je? – zapytała jeszcze. – Ja nie widziałam Polany Ognisk od… wtedy. Jak Niewymowni zajęli tamten teren, to już w ogóle. Więc nie widziałam żadnej rzeczy, która tam była. Tylko rozproszyłam chyba dwa z tych świateł, nie mieliśmy czasu kopać w ziemi – dodała. Nie wiedziała, skąd Voldemort miał tę całą wiedzę, ale nie ulegało wątpliwości, że był dobre kilkanaście kroków przed nimi i ciągle zwiększał przewagę. – Teraz bardziej widać ciernie – ale nie potrafiła powiedzieć, czy róż było więcej. Na pewno ich nie ubyło, co do tego nie miała wątpliwości. Rozejrzała się na boki, w które rejony zaprowadziła je Brenna i znajdowały się teraz w południowej części ogrodu, tej, którą poświęcono ogród różany. Tutaj czarne róże przeplatały się z innymi odmianami, dominując jednak nad nimi w dość widoczny sposób. Pozwoliła Brennie powęszyć, nie przeszkadzając jej przy tym, sama przyświecała różdżka, próbując wypatrzyć czegoś, czego nie powinno tutaj być. Niczego rzecz jasna nie widziała, prócz tego, że w pewnym momencie Brenna zaczęła kręcić się w kółko. – To tu? – zapytała, a gdy poszła za wilczycą, wtedy to usłyszała: dziwne brzęczenie. – Okej, słyszę to. To o tym mówiłaś? – nigdy wcześniej czegoś takiego w tych ogrodach nie słyszała, a teraz aż przyspieszyła kroku, co rozwiało jej włosy i ciemne szaty, jakby była jakąś zjawą krążącą z wilkiem po ogrodach. Dźwięk, jaki dobiegał ich uszu, był zdecydowanie podejrzany i nie zwiastował raczej niczego dobrego. RE: [północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże - Brenna Longbottom - 29.12.2025 – Nie podczas Beltane. Wtedy było tylko światło. Ale… próbowałam z widmowidzeniem. Tyle że nie zobaczyłam za dużo, dranie są oklumentami, jedynie, że dwóch śmierciożerców zdobyło kamienie dla Voldemorta. I tak, Harper wie – powiedziała Brenna, krótko streszczając w sumie to co najważniejsze, pomijając szczegóły wcześniejszego śledztwa (i to, czego ujawnić nie mogła, czyli udziału Arabelli Bulstrode i jej syna). Potem nie miała już okazji rozwinąć myśli, bowiem zamieniona w wilka nie mogła się komunikować werbalnie. Dziwnie musiały tutaj wyglądać, ciemny, wielki wilk i ciemnowłosa kobieta, spacerujące po północy jedynie w bladym, magicznym świetle, pośród czarnych róż. Brenna jednak nie zastanawiała się nad tym, w zwierzęcej formie skupiona bardziej na zapachach i dźwiękach niż rozważaniach, jakie są szanse, że ktoś z rodziny czy ogrodników wybierze się na nocną przechadzkę. Kiwnęła łbem na pytanie Victorii, raz, później drugi, a potem przysunęła na moment nos w pobliże miejsca, w którym rano znajdowała się fiolka. Strzygła uszami, ale wyglądało na to, że tym razem źródło dźwięku nie bierze się dokładnie z tego miejsca. Jedyne, czego była pewna, to że przypominało to z rana – i że rozbrzmiewało gdzieś… z dołu. Wciąż z nosem przy ziemi przesuwała się dalej, raz wciskając wilczy łeb nawet pod krzew róż w rozarium, bo była pewna, że coś znajduje się tu, blisko. Kichnęła znowu i wycofała się, niepewna, czy gdzieś pośród krzewów wyrósł kwiat księżycowej rosy, czy może po prostu w nozdrza wdziera się zapach mokrej ziemi. A potem wreszcie obie dostrzegły coś, jakby błysk – tak delikatny, że za dnia można by go przegapić. Brenna ruszyła w tę stronę, ale zaraz się wycofała, gdy zdała sobie sprawę z tego, że grzebiąc w ziemi łapami, prawdopodobnie uszkodzi to, co znajdowało się w ziemi. Celowo jednak wstrzymała się z przybraniem ludzkiej formy: tak choćby łatwiej będzie jej ocenić, jeżeli coś wyczuje, czy pachnie faktycznie sadzą, czy wczoraj tylko się jej wydawało. RE: [północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże - Victoria Lestrange - 30.12.2025 Kiwnęła głową. Założyła, że skoro Brenna się czegoś dowiedziała, to najpewniej Bones i Moody mieli pełny raport, zresztą przepytywali ich wszystkich po kolei po Beltane, Victoria bardzo dokładnie pamiętała jak siedziała w pomieszczeniu z szefami obu biur i składała pełne (no prawie, bo nie przyznała się, że przy okazji widzi jakieś dziwne wspomnienia i momentami nie wie po co coś robi) zeznanie na temat tego, co działo się na sabacie. Na, bo po była uziemiona w domu na jakiś tydzień i nie nadawała się do niczego, więc i nie miała się jak dowiedzieć rzeczy. Teraz miała pewność, że te światła były emitowane przez kamienie. Ale po cholerę one tam w ogóle były? To nadal była zagadka. Sama nie myślała o tym, jak dziwacznie muszą wyglądać dla kogoś, kto je akurat zobaczy w tej scenerii – w środku nocy, w utulonym ciemnością ogrodzie, bo sama raczej zainteresowana była tym, co chciała jej pokazać Brenna – nawet jeśli tej fiolki już tam nie było, bo się rozpłynęła, to może jednak znajdą coś w tej ziemi, albo w otoczeniu. Cokolwiek. W ręce trzymała flakonik. Niewielki, szklany. Obejrzała go z każdej strony i wydawało jej się, że coś dostrzega na zakrętce. – Patrz, kolejny. Tak jak mówiłaś – mruknęła pod nosem, nawet nie próbując kryć zdziwienia. Była tym wszystkim też zaniepokojona. – Tu coś jest – dodała i próbowała delikatnie strzepnąć ziemię z zatyczki. Przejechała po niej palcem i podstawiła uważniej pod światło. Róża. Co to oznaczało? Dlaczego róża? Czy to z tego brały się róże? Planowała schować go do kieszeni i zbadać na spokojnie w domu i w tym celu raz jeszcze przejechała palcami po zatyczce, by upewnić się, że ta przypadkiem nie jest jakoś poluzowana, albo się nie otworzy i trąciła ją, być może zbyt mocno, a być może wcale nie. Poczuła za to, jak cały flakonik w moment robi się gorący (a było to dla niej zawsze bardzo dziwne uczucie na lodowatych dłoniach), po czym… rozpłynął się, pozostawiając Victorię z pustymi, choć wyjątkowo brudnymi rękoma. – Cholera jasna – warknęła. Poczuła też, że ma wilgotną dłoń i zaskoczona przysunęła ją do nosa i też to poczuła. Róże… I popiół…? A może coś jeszcze? // Tworzenie eliksirów i maści + Wiedza przyrodnicza ◉◉◉◉○ – na rozpoznanie składników po zapachu [roll=PO] RE: [północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże - Brenna Longbottom - 02.01.2026 Zapach róż uderzył w nos Brenny, zmieszany z wonią sadzy. Sadza i popiół. Nie zawsze były czymś złym. Mogły być zapachem pozostałym po ognisku rozpalonym późnym, letnim wieczorem przy Warowni, ot dla zabawy, by spędzić na zewnątrz trochę czasu. Wonią, jaka wypełniała powietrze, gdy w kominku trzaskało drzewo w chłodną, zimową noc. Ale kiedy pracowałeś w ich Departamencie dostatecznie długo, z czasem zaczynały kojarzyć się jednoznacznie, a ogród Lestrangów wypełniły ciemne kwiaty, złowieszcze w swoim pięknie, Dora zaś uważała, że w fiolce była krew. Brenna przemieniła się z powrotem, klęcząc wprost na wilgotnej ziemi i wydobyła z kieszeni chusteczkę, by podać ją Victorii: może i ta fiolka była śliczna, może i pachniała różami, ale w tej chwili jej zawartość zdawała się Brennie odrażająca. Wyraz twarzy miała ponury. – Moim zdaniem to naprawdę pachnie sadzą – stwierdziła, bo mogła jeszcze wahać się za pierwszym razem, ale za drugim? – I flakoniki przecież zwykle się nie topią, jak ktoś bierze je do ręki. Ktoś musiał zadbać o to, żeby nie dało się tego eliksiru dokładnie zbadać – powiedziała, wodząc przez chwilę spojrzeniem wokół, po ziemi, szukając światła… ale niczego nie dostrzegała. To jednak nie znaczyło, że niczego już tu nie było. – Obie były w rozarium. Tu jest najwięcej tych róż? – spytała, utkwiwszy spojrzenie w najbliższym krzaku róż, napojonych nie wodą, a zawartością tajemniczej fiolki. – Może to jest ta odżywka, która sprawia, że te rośliny rosną same z siebie… a jak ktoś je hoduje na eliksirze pachnącym czarną magią i być może krwią, to tak ciężko mi uwierzyć, że zależało mu na tym, żeby ładnie wyglądały… Ale co miały robić? W tej chwili zdawały się nieszkodliwe. Niezwykłe w swym kolorze, w tym, jak szybko się pojawiły, ale nie próbowały atakować, nie ruszały się nawet, a przecież latem niektóre rośliny robiły dokładnie coś takiego. Czy miały urosnąć jeszcze bardziej? Zostać do czegoś wykorzystane? Brenna miała ochotę chwycić za sekator i zasiadać spustoszenie w tych krzewach, bo ich widok teraz napawał jakąś grozą. RE: [północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże - Victoria Lestrange - 02.01.2026 Jeżeli cokolwiek więcej było dodane do tej fiolki, to zapach róż zdecydowanie to dla Victorii zdominował i nie wyczuła nic więcej. I choć była bardzo bliska polizania swojej dłoni, to się na szczęście opanowała. Jeszcze przez chwilę wąchała swoją dłoń, aż w końcu się poddała i odsunęła ją od nosa, a teraz ciemnooka wpatrywała się w dziurę, którą zrobiła, kiedy wykopywała fiolkę z ziemi. Fiolka jaka by nie była – zastanawiała ją. Znak na zatyczce był inny od tego, co Laurent opisał jej po tym, gdy miał jakąś dziwną wizję, tamten znak przypominał herb jej rodu, a tutaj było coś kompletnie innego, czego Victoria nigdy wcześniej nie widziała. Róże i popiół… I to, co powiedziała jej ciocia Lorelei, co spowodowało, że napisała do Harper Moody bardzo sfrustrowaną wiadomość. Powinna dostać się na Polanę Ognisk – nie, musiała się tam dostać, żeby potwierdzić lub zaprzeczyć pewnym faktom. I z ponurą miną i lekką zmarszczką pomiędzy brwiami wpatrywała się w tę ziemię i krzaki róż, tak naprawdę wcale ich nie widząc. Drgnęła dopiero, gdy Brenna podała jej chusteczkę. – Na pewno popiołem – potwierdziła w zamyśleniu. Kto to tutaj zakopał? Czy nikt z ogrodników niczego nie widział? – Na zatyczce była róża, ale nie wiem co to znaczy – tak, ktoś zdecydowanie się postarał, ale skąd ten cały wysiłek? – Tu jest po prostu najwięcej róż, najróżniejszych gatunków – powiedziała z zamyśleniem, aż zawahała się i schowała chusteczkę do kieszeni. – Oddam ci jak wyczyszczę – powiedziała i podniosła się, po czym od razu zaczęła wytrzepywać swoje kolana. – Tych flakonów nie ma wszędzie. Jak znalazłam w oranżerii taką różę w donicy to sprawdziłam tę ziemię i niczego tam nie było. Jestem całkiem przekonana, że wyrosły w jedną noc przez to samo zjawisko, które sprawiło, że przez ostatnie miesiące rośliny w różnych miejscach tak dziwnie się zachowywały. Ale to…? Nie wiem co to jest. Dopytam się dla pewności ciotkę, niech mi to potwierdzi, albo zaprzeczy – chciała to usłyszeć na własne uszy, albo przeczytać na własne oczy, że nie miała pojęcia o żadnych rozpływających się fiolkach zakopanych w ziemi w rozarium. – Napisałam wczoraj do Harper wiadomość – podjęła po chwili. – Ciotka powiedziała mi, że te róże już kiedyś opanowały ogród i ostatnim razem podobno pojawiły się też na Polanie Ognisk. A ostatecznie chyba nie wiedzieli skąd się wzięły, albo nigdzie tego nie spisali w kronikach i je wycięto z ogrodu – obróciła się wokół własnej osi. No wszędzie jak okiem sięgnąć te róże były, ale skąd skoro zostały wycięte? – Poprosiłam o zgodę na wejście na Polanę – o kontakt z Departamentem Tajemnic. – Chcę się przekonać na własne oczy czy to nie jest powtórka z ostatniego razu – a jeśli była? To co wtedy? Tego też nie wiedziała. RE: [północ z 07.09 na 08.09] Wampiry, wilkołaki i róże - Brenna Longbottom - 03.01.2026 – Tak, na zatyczce tamtej też taka była, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie zdążyłam się dokładnie przyjrzeć. Róża na zatyczce, pachną różami, wrzucone w ziemię w rozarium i pojawiły się akurat równo z różami… – wyliczyła Brenna. Przez chwilę jeszcze pozostawała pochylona, wodząc spojrzeniem wokół, a nawet schyliła się jeszcze bardziej, zaglądając pod najbliższy krzak, ale w końcu westchnęła i wyprostowała się, godząc się z myślą, że chyba nic więcej teraz nie znajdą. – Trudno mi uwierzyć, że nie mają ze sobą niczego wspólnego – stwierdziła w zamyśleniu, chociaż jeśli ostatnio pojawiły się i na Polanie Ognisk… choć… przecież wtedy nie było tam wejścia do limbo i nikt nie strzegł dróg do Kniei. O ile teraz ciężko było tam zakopać takie flakoniki, to czy ktoś mógł zrobić to wtedy? A może Victoria miała rację i pojawienie się samych róż było naturalnym zjawiskiem, a ten eliksir ktoś zakopał, żeby z kolei… jakoś na nie wpłynąć? Machnęła tylko ręką odnośnie chusteczki: to nie było ważne, istotniejsze, że na rękach Victorii nie powinien zostać ten bardzo podejrzany eliksir. – Czyli… skoro kiedyś tu już były i teraz pojawiły się znowu… to może albo po wytępieniu coś zostało w ziemi, i faktycznie to zjawisko sprawiło, że znowu zaczęły kwitnąć, albo ktoś przyniósł tu sadzonki, żeby wykorzystać okazję? Ale znowu. Mamy ten eliksir, który pojawił się jednocześnie z nimi. Jakaś odżywka, żeby rosły lepiej? Coś, co ma je przerobić w mordercze rośliny, które opanują Londyn? Albo otworzyć drugie wejście do Limbo w ogrodach Lestrangów? – zastanawiała się głośno, obrócona ku kwiatom, zapatrzona w czarne róże. Ostatnie zdanie rzuciła w pierwszej chwili ot tak, w ramach zwykłej paplaniny, ale zaraz zmarszczyła brwi, jakby faktycznie zaczęła się nad tym zastanawiać. – Wiem, to brzmi głupio – westchnęła zaraz samokrytycznie. I pomyślała o tym tylko dlatego, że Victoria wspominała o tym, że róże pojawiły się kiedyś i na Polanie Ognisk, gdzie pewnie zasłona między światami była cieńsza. – Ale że specjaliści mówili o Beltane i Samhain, a jak szukałam informacji wyszło, że we dwa momenty granica jest najcieńsza, to chyba trochę weszło mi to do głowy. A teraz jak wspomniałaś o różach na polanie zaczęłam się zastanawiać, gdzie ewentualnie można by otworzyć przejście? Spodziewałam się… spodziewałam się Polany Ognisk, bo jest najbardziej oczywista i… cóż, wuj śnił o tym, że nasz dom spłonie – dodała z pewnymi oporami. Uprzedzała Victorię, że niektórzy mają dziwne wizje, ale niechętnie wspominała, że ta wizja dotyczyła konkretnego miejsca. I samego Morpheusa. Ale o tym, że w tym śnie płonął, patrząc na mroczny znak i dym nad Warownią… to nie było coś, o czym mogła opowiadać, jeśli on nie chciał o tym mówić. Nie sądziła, nie podejrzewała, że ogień nadejdzie tak wcześnie i że nie spadnie wcale na Dolinę Godryka, zaczynając się od Polany, na której zwykle świętowano sabaty. – Ale w sumie to jest teraz dobrze strzeżona, a te widma pewnie rzuciłyby się na każdego, to już sama nie wiem. Chociaż otwieranie wrót do zaświatów w waszej altanie byłoby chyba głupie – mruknęła, przenosząc spojrzenie na Victorię. – Sądzisz, że ci pozwolą? Przekazywałam informacje do DT, ale cóż… niewymowni to niewymowni… głównie milczą – stwierdziła i skrzywiła się. Sama na Polanie Ognisk pewnie do niczego by się nie przydała, ale… – Jest tam drzewo. Rośnie do góry nogami. Wygrzebaliśmy was spod niego. Myślałam, że wyrosło z Limbo, wiesz, przeszło na drugą stronę. Wtedy. Ale mogło się pojawić z powodu tego szaleństwa z roślinami. |