![]() |
|
[01.10.72, Księżycowy Staw] Porozmawiajmy o komunikacji - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [01.10.72, Księżycowy Staw] Porozmawiajmy o komunikacji (/showthread.php?tid=5799) |
[01.10.72, Księżycowy Staw] Porozmawiajmy o komunikacji - Brenna Longbottom - 05.03.2026 Przez mniej więcej ostatni rok Brenna każdy dzień zaczynała od kawy, choć zwykle wolała herbatę. Traktowała to trochę jak materiał napędowy - nic niezwykłego, bo pośród glin tymi bardzo często były kofeina, papierosy, pączki (i dla niektórych niestety w pewnym momencie nieraz też kilka głębszych, branych o wiele za dużo, ale tego akurat unikała). Tym razem jednak wczesnym rankiem, na długo przed nastaniem świtu, wypiła ziółka uspokajające. A potem udała się na przebieżkę po okolicy, w trakcie której biegała i w samym ogrodzie rzuciła kilka zaklęć. Nawet nie dlatego, że za rzadko znajdowała czas na ćwiczenia i fizyczne, i magii kształtowania, ale aby się upewnić, że myśli jasno, nie ma żadnych halucynacji, rzucając zaklęcie mające wyczarować na przykład jej ruchomą kopię czy napełnić magią jakiś przedmiot nie zapragnie niczego nagle podpalić, i że ogólnie rzecz biorąc... może wyjść dziś pomiędzy ludzi bez obaw, że zrobi komuś krzywdę. Nie widziała żadnego ognia, zaklęcia wychodziły, jak należy, a jednak Brenna pozostała wewnętrznie trochę podejrzliwa. Przez ułamek sekundy miała ochotę wyczarować niewielki ogień sama z siebie i sprawdzić, co się stanie… ale ostatecznie uznała, że na takie eksperymenty jeszcze ciut za wcześnie i lepiej zrobić to w pobliżu dużej ilości wody. Wróciła akurat gdy słońce nieśmiało wyglądało zza horyzontu, by się umyć i szybko przygotować coś do jedzenia, zanim teleportuje się do pracy. Kroki Thomasa – chodził zupełnie inaczej niż Millie, Dora czy Basilius, trochę pewnie ze względu na wzrost, trochę na budowę – usłyszała akurat, gdy piła drugi kubek melisy, pośpiesznie przy okazji jedząc kanapkę. Wyjrzała więc z kuchni, uznając, że to całkiem niezły moment na to, aby mężczyznę dopaść i spytać, co myśli. – Cześć, Tommy – rzuciła. – Czy ta barbarzyńsko wczesna godzina jest jeszcze za wczesna, żeby cię zaprzęgać do pracy, czy mogę być poganiaczem niewolników? – spytała, uśmiechając się do niego znad kubka i tłumiąc ziewnięcie. – Właśnie zagotowałam wodę, jeśli masz ochotę na kawę. RE: [01.10.72, Księżycowy Staw] Porozmawiajmy o komunikacji - Thomas Figg - 04.04.2026 Księżycowy Staw był już dla niego niczym jak dom, spędzał tutaj zdecydowanie najwięcej czasu. Zadomowił się na poddaszu niczym ghoul, pewnie gdyby nie poltergeist to on by nawiedzał ten dom. Ale na szczęście był tylko tym nie do końca zdrowym psychicznie wynalazcą, z zamiłowaniem do klątw i syndromem bohatera. Spędzał dość dużo czasu na studiowaniu ksiąg, szukaniu tego co mogłoby im pomóc w walce i zapobieganiu wydarzeniom, a nie działaniu jako straż pożarna, która leci gdy ogień już trwa domostwo czy las. Prace te jednak nie były tylko tym co go pochłaniało, ale dość często spędzały mu sny z powiek. Częściej to jednak nie spał z powodu innych aktywności wykonywanych z dwójką innych współlokatorów Stawu. Tej nocy jednak zasiedział się nad księgami i zanim się spojrzał to nie ogień świecy prześwietlał mu, ale słońce ,które już dążyło wstać zza horyzontu. Podstępne słońce napadło go podczas rozmyślania jak nakłonić, żeby Voldemort i jego poplecznicy przeszli przez drzwi, które nałożyłyby na nich klątwę i zmieniło w niegroźne kurczaki. Ale niestety nie wpadł na nic błyskotliwego. Dlatego też skierował się na dół, nieco szurając stopami podczas swej podróży, zbyt leniwy, aby podnosić dokładnie nogi do góry - kawa i owsianka brzmiały jak dobry początek dnia. Zamrugał kiedy drzwi do kuchni otworzyły się i wyjrzała zza nich Brenna - mimo, ze to był jej dom, zawsze był zaskoczony tym kiedy ją tu spotykał. Mógłby wreszcie się do tego przyzwyczaić. - Część Brenn - odezwał się z delikatnym uśmiechem i maskując ziewnięcie, ale cieni pod oczami niestety już nie zdołałby w żaden sposób zamaskować. - Teoretycznie to jeszcze nie skończyłem pracy - zaśmiał się i pokiwał energicznie głową. - Tak, kawa to idealny pomysł, w sumie po nią tu szedłem, ratujesz mi życie. I wszystkim innym w domu, bo jeszcze nie daj Merlin bym nad gotującą się wodą bym usnął - zażartował wyjmując jedne z kubków, specjalnie taki duży, aby zaaplikować sobie końską dawkę kofeiny. - A masz bicz, żeby być poganiaczem niewolników? Bez tego niestety się nie obejdzie - rzucił odwracając się z powrotem do Brenny. - Co tam cię trapi w takim razie? Opowiadaj, może będę mógł jakoś pomóc - dodał patrząc na przyjaciółkę znad parującego kubka z kawą, na który zawzięcie dmuchał, jakby liczył że to momentalnie ostudzi kawę. RE: [01.10.72, Księżycowy Staw] Porozmawiajmy o komunikacji - Brenna Longbottom - 05.04.2026 Brenna nie spędzała może w Stawie aż tak dużo czasu: przesiadywała w pracy albo pędziła coś załatwiać, czy to odnośnie Warowni, czy BUM, czy zakonowego. Ale starała się znosić tu nowe rzeczy i urządzać kolejne pomieszczenia, a jeśli spała, to zwykle tu właśnie, choćby dlatego, że kamienicy londyńskiej wciąż nie była pewna… dziwna runa niby znikła, ktoś jednak zdołał się tam włamać, a sam fakt „naznaczenia” ścian wywołał w niej pewien trudny do określenia niepokój. Spotkanie jej w Stawie nie było więc wcale aż tak nadzwyczajne. – Spałeś dziś w ogóle? – zmartwiła się, cofając, żeby wpuścić go do kuchni, a potem ruszyła do szafki, aby wyciągnąć z niej jeszcze jeden kubek. – Potrzebujesz jakichś środków nasennych czy coś takiego? Nora dla nas przygotowywała zapas… – powiedziała, rozlewając wodę do kubków i zalewając kawę. Całkiem dobrą, bo zostało jeszcze trochę tej, którą Brenna pod koniec lata przywiozła z Egiptu. I którą uratował fakt, że poza tym, co dała rodzicom, całkiem sporą część przywlekła do Księżycowego Stawu, zanim ogromna część Warowni i rzeczy w niej poszły z dymem… – Prosto z Egiptu, pewnie kojarzysz te smaki – rzuciła, podsuwając Thomasowi parujący kubek, a potem stuknęła różdżką w ten własny, chcąc, odrobinę zmniejszyć temperaturę, by nie musieć czekać na możliwość napicia się. – Jak tak na ciebie patrzę, to nie wiem, czy powinnam ci dorzucać roboty – stwierdziła szczerze, spoglądając na niego przez długą chwilę. To nie tak, że Thomas wyglądał źle. Ale na pewno był zmęczony. Oni wszyscy byli zmęczeni, jemu jednak dorzucono ostatnio całkiem sporo rzeczy do zrobienia… – Nie mam, ale jakiś sobie mogę skombinować. W każdym razie chodzi o komunikację. Podczas Spalonej polegaliśmy głównie na moich lusterkach, falach i zostawianiu rzeczy u Nory… staram się to uzupełnić. Wiesz, gadałam z Tess o lusterkach, chcę, żeby Millie spróbowała z portretem… ale myślałam, że może istnieją jakieś mechanizmy, które mogłyby w tym pomóc? Jak te całe mugolskie budki? Niektórzy mają takie w domach, więc jakby się dało czarodziejską wersję… Chętnie poszperam za tym w bibliotece, ale na pewno wiedziałbyś lepiej, gdzie zacząć. |