![]() |
|
Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies (/showthread.php?tid=5960) Strony:
1
2
|
Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies - Eutierria - 09.05.2026 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4G7N9UL.png[/inny avek] Czekoladowe spotkanie Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies Zlecenie za zleceniem – oto wasze życie po Spalonej Nocy – nic jednak nie mogło równać się z uczuciem po dobrze wykonanej pracy. Mogło was więc odrobinę poruszyć to, iż zarówno pan Ollivander, jak i Gerard Yaxley poprosili was o pomoc w sprawie mniej typowej dla tegorocznej jesieni. Zamiast pomagać w Dolinie lub Magicznych Dzielnicach, mieliście udać się dalej na północ, aż do Lake District, zmagającego się ze sprawą niepowiązaną z działalnością Śmierciożerców (ale czy przez to mniej ważną?). Przyjmując kolejną robotę nie wiedzieliście jeszcze, że to praca dla dwójki snycerzy – oświeciło was dopiero wspólne spotkanie w leśniczówce Dippeta. Od pewnego czasu mugole nazywali niewielki odcinek lasu w Lake District Lasem Szeptów. Te szepty, zdiagnozowane przez Dippeta właśnie, czyli jednego z lokalnych badaczy, okazały się łkaniami wróżek jeziornych uwięzionych w jałowej ziemi za sprawą skomplikowanego zaklęcia. Arthur Dippet, który posłał listy zarówno do Gerarda, jak i do Garricka, nie miał do zaoferowania zbyt wielu pieniędzy, ale kiedy spotkaliście się z nim w jego miejscu pracy, zrozumieliście dlaczego tak łatwo przekonał waszych przełożonych do odłożenia na bok spraw palących. Głębokie oczy i przeszywające na wskroś spojrzenie wywoływały w was niesamowicie dziwne uczucie znajdujące się na granicy dyskomfortu i jednocześnie motywujące was do walki. Gwargedd Annwn, niezależnie od tego, jakim cudem znalazły się tak daleko od walijskich jezior, mogły liczyć na waszą pomoc. Nie była to jednak pomoc łatwa. Żeby uwolnić te istoty, musieliście współpracować. Jedynym sposobem na złamanie okrutnej magii więżącej je w tym więzieniu, był stworzenie artefaktu na tyle silnego, aby na moment pozwolił im się zdematerializować. Inaczej nie były w stanie wydostać się z gruntu. Dippet dostarczył wam na miejsce sporych rozmiarów, powalone przez piorun drzewo, z którego mieliście stworzyć prawdopodobnie jedno z najważniejszych dzieł waszego życia. Jedno z was skupić się miało na doskonałości formy, podczas gdy drugie miało tchnąć w drewno natchnienie, recytując poezję na wzór dawnych filidów. Tylko idealne połączenie aspektu rzemieślniczego i imbasu mogło pozwolić na wyrwanie się wróżek z kajdan. Szkoda tylko, że nikt was nie uprzedził, co? Przekazany przez Dippeta tomik miłosnej poezji co prawda działał, a znaki wyryte na drewnie rozbłyskały jasnym światłem po każdym wierszu, ale niezręczność mogła być silna. Uwolnione wróżki nie bez powodu wzięły was za parę kochanków. Wydostawszy się na powierzchnię, uradowane i natchnione zasypały was pyłem i otoczyły kręgiem kamieni, przenosząc na brzeg jeziora Windermere. Jeśli wam się udało, oprócz drobnej zapłaty otrzymaliście dar ujrzenia najpiękniejszego zachodu słońca, jaki widzieliście w swoim życiu. Jeśli nie – cóż, te biedne istoty będą musiały poczekać na innych bohaterów. Dla @Samuel McGonagall i @Kate Barclay – rozpoczyna się wasza Randka w ciemno. Wybierzcie fabularną datę tego spotkania i zgłoście ją w moim temacie konsultacji. Uprzejmie informuję, że ponieważ pisanie postów wstępnych zajęło mi sporo czasu, wszyscy uczestnicy otrzymują dodatkowe dwa miesiące na rozliczenie tych sesji. Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki. Życzę słodkiej zabawy.
RE: Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies - Samuel McGonagall - 03.06.2026 Oglądał drzewo bo i łatwiej mu było oglądać drzewo niż stojącą obok kobietę. Z resztą wszystko w jego postawie wskazywało, że nieliczne momenty swobody, którą odczuwał wobec całej sytuacji to były te krótkie momenty, kiedy zapominał o jej obecności. To nie było tak, że nie mógł zdzierżyć obecności innej osoby. Pan Ollivander. Helloise. Nikolai. Razem pracowali, razem śmiali się, razem łatwiej było im nawet wyczuć ten moment, kiedy liczył się tylko szlif, kiedy milczenie było wszystkim co potrzebne, aby czuć się razem. Czuć się wspólnie. Już Septima, córka pana Ollivandera była sprawą, która go nękała, rozproszeniem w robocie, chaosem, który przestawiał jego przygotowane za wczasu wcześniej kawałki drewna w dziwny sposób, niemożliwy dla niego do odgadnięcia. Zbiorowości ludzkie większe niż dwie osoby wprawiały go w spore zakłopotanie, a wizja nadchodzącego jarmarku, gdzie miałby wystawić swoje prace… Teraz to nie miało znaczenia. Po prostu miał za złe trochę panu Ollivanderowi, że go nie uprzedził. Czy coś by to zmieniło? Oczywiście nie, dalej by chciał pomóc, bo pomoc była właściwa jego krwi podobnie jak magia żywiołu ziemi. Czy czułļy się lepiej w obecności rzemieślniczki? Pewnie nie, bo dalej była to nieznajoma osoba. Ale wiedział. Przynajmniej by wiedział. Sięgnął do kieszeni po notes złożony ze skrawków papierów, ulotek i śmieci na których można byłoby coś narysować. Kawałkiem węgielka zaczął bazgrać projekt. – To myślałem… myślałem o tym… o tym, żeby to było… myślałem o totemie…hm… ze… ze… zwierzętami i no… roślinami. Natura podczas godów. Może może… może para? To.. to myślę, że pasowałoby… nie wiem do… do tego co tam no… co nam dali. – kiwnął głową w stronę Kate absolutnie nie patrząc na nią. Nawet nie chciał wziąć książki, nie to że nie umiał czytać, ale jakoś… Musieli się podzielić pracą. Musieli podejmować decyzje. Podrapał się po głowie, a z przydługich jasnych pasm na ziemię spadł proch z drewnianych wiórów. Jego przekrwione oczy wskazywały na to, że spał nader mało, ale który rzemieślnik po Spalonej Nocy nie miał za dużo pracy? Potarł się po twarzy, przeczesując palcami przez moment splątany zarost, już nie trzy dniowy, wciąż jednak trudno było mówić o porządnej brodzie. Westchnął i rzucił krótkie, bardzo krótkie spojrzenie Kate. Nie mogli zrobić tego sami, trzeba było się dogadać. Chrzęknął, odwracając głowę znów w stronę pniaka. Bardzo pięknego, dorodnego pniaka. – Co myślisz? – udało mu się w końcu z siebie wycisnąć. RE: Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies - Kate Barclay - 04.06.2026 Jeśli szło o Kate, to była po prostu podekscytowana. Zlecenie nie było dobrze płatne, ale Gerard płacił naprawdę dobrze za kombinowanie nad bronią, drewnianymi łukami, sztyletami i struganie amuletów, na które potem ktoś nakładał pieczęcie. A Kate brała dodatkowe zlecenia zazwyczaj w dwóch przypadkach: gdy kogoś lubiła albo kiedy było fascynujące. – Wróżki! – wyrwało się jej tylko niemalże radośnie, kiedy wspomniano o Gwragedd Annw, chociaż spoważniała niemal natychmiast, gdy usłyszała o tym, że były uwięzione i musieli im pomóc. Starała się więc słuchać wszystkich instrukcji z poważną miną i w ogóle zachowywać się absolutnie profesjonalnie. Nic nie mogło jednak powstrzymać ekscytacji Barclayówny, bo jednak… to nie było zwykle zlecenie. To było zlecenie, które miało przełamać okrutną magię. Nie miała stworzyć prostej podstawy pod jakiś amulet, a prawdziwy artefakt. Zazwyczaj wolała działać sama, zbyt indywidualistycznie nastawiona do swojej pracy i gotowa chronić tajemnic swego fachu, ale w tym wypadku nie przeszkadzało jej zupełnie, że ma z kimś pracować, zdawała się zupełnie nie dostrzegać albo ignorować zakłopotanie Samuela i to, jak ten unikał jej wzroku. Zgodziłaby się pewnie zresztą na współdziałanie właściwie z każdym, tak bardzo chciała spróbować stworzyć ten artefakt. Musieli zabawnie obok siebie wyglądać, nieśmiały mężczyzna z zarostem o rozbieganym spojrzeniu, i Kate w barwnych szatach, z mnóstwem bransoletek podzwaniających na rękach, kompletnie nie wyglądająca na rzemieślniczkę, a już na pewno nie na kogoś, kto trudnił się i kowalstwem. – Dlaczego nie. Chyba najważniejsza jest sama intencja i forma, więc mogą być zwierzęta – zgodziła się, przesuwając pieszczotliwym ruchem po drewnie. Kate niewiele wiedziała o przyrodzie, ale to tutaj wyglądało jak coś, w czym dało się pracować. – Umiem sprawiać, że przedmioty wywołują emocje… ale nigdy nie próbowałam w żadnych zakląć poezji miłosnej. Obawiam się, że marna ze mnie recytatorka, ale dam z siebie wszystko – obiecała, sama niepewna, czy bardzo zależy jej na tym, żeby te biedne istoty uwolnić, czy na tym, aby po prostu stworzyć coś doskonałego. – Wydaje mi się, że powinnam zacząć dopiero, kiedy umieścimy tu pierwsze znaki? – zastanowiła się na głos. RE: Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies - Samuel McGonagall - 21.06.2026 – Ach no tak, no tak… – emocjonalność Kate nie była mu obca, widział już różnych ludzi podekscytowanych swoim działaniem i trochę było mu niezręcznie, trochę mimo wszystko się uśmiechnął pod nosem, że zdawała się ona wypełniać przestrzeń dźwiękową między nimi. Pocieszał się faktem, że nie było to wszystko takie trudne, to całe rozmawianie, kiedy jedna osoba przejmowała ciężar całej rozmowy i nadawała jej właściwy kierunek. Mógł nie mówić wcale, albo mógł podążać za tym kierunkiem. Obie sytuacje był dla niego relatywnie przyjemne. Relatywnie miłe. Gorzej, jakby oboje nie mówili w ten niezręczny sposób. Albo… ona go oskarżała o brak zaangażowania przez to, że zwykle starał się nie czuć za wiele. – Skoro znasz taką magię, myślę, że ja mogę wziąć dłuto i zadbać o doskonałość materii, a Ty doskonałość dłuta? Przepraszam Cię ja… ja teraz ostatnio no… ostatnio dużo rzeźbie. Znaki są najważniejsze, może to co będzie oprócz nich nie ma żadnego znaczenia, poza hmm.. no wiesz, no formą i ee… – zarumienił się nieco pod jasnymi włosami, wyraźnie onieśmielony całą tą sytuacją. Nie wątpił, że Kate jest lepszym rzemieślnikiem od niego, podobnie jak Helloise czy Septima. Matka błogosławiła kobietom, on mógł podążać za nimi. Ale czynnościami musieli się podzielić. – Zabierzmy się, zabierzmy się do pracy, nie dajmy tym maluchom dłużej cierpieć – wydukał chowając oczy za przydługą grzywką i zbliżył się do kłody, ściągając z ramienia swoją przetartą kurzem torbę z narzędziami. Od czasu objęcia terminu u Ollivandera głupio było przemieszczać się z płócienną torbą, w której dłutka i pilniki walały się bez ładu i składu. Dotykał kory z wyczuciem, miarkując i kalkulując, kredą zaznaczając poszczególne punkty układanki, miejsca, w których już niedługo miała znaleźć się magia. Rzemiosło ◉◉◉○○ aby ocenić jak bardzo Samuelowi idzie skupienie się na zadaniu [roll=Z] Zadanie pomagało w skupieniu, kluczowe punkty oznaczył bez większego zawahania, wchodząc w tryb, w którym zwykłe przebywać w warsztacie. On i drewno - to była para przydająca mu pewności siebie. Znajomy teren. Kłoda jak stary przyjaciel zaczęła przyjmować pierwsze znaki czekające słów jego towarzyszki. RE: Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies - Kate Barclay - 22.06.2026 – Och, za co przepraszasz, to też twoje dzieło – zbyła to Kate, krótkie słowa, machnięcie dłoni, zadzwoniła bransoletka. Przypomniała sobie o niej: zdjęła sporo biżuterii do pracy, ale nie całą, teraz więc zsunęła ja z nadgarstka, wrzuciła niedbale do torby, a z tej wyciągnęła kolejną zdobioną spinkę, by mocniej chwycić w ryzy włosy, nie pozwolić ciemnym pasmom wciskać się pod ręce i przeszkadzać przy pracy. Jeżeli była zniecierpliwiona, to tylko tym, że sama też rwała się do pracy. – To nie jest zwykłe zlecenie, jeśli czujesz, że powinieneś wyrzeźbić coś takiego, to może nie bez powodu? Kiwnęła głową, bo i miał trochę racji, że pewnie jej głównym zadaniem będzie próba zaklinania: i szło mu z tym rzeźbieniem naprawdę dobrze. Powinna być może od razu skupić się na tej części z odczytywaniem poezji, może powinna najpierw siąść i przeczytać sobie po cichu to, co potem przyjdzie jej deklamować i napełniać projekt magią, ale to powinno być też j e j dzieło, jeśli naprawdę miała przelać w nie emocje. Przyklękła więc z drugiej strony, wyjmując własne narzędzia, by dodać drewnu nieco kształtów i znaków także od siebie. [roll=PO] Uśmiechała się do siebie podczas tej pracy, bo tego dnia rękę miała pewną, i znaki przyjmowały dokładnie takie kształty, jak powinny, by uwolnić wróżki. Zapomniała prawie o obecności Sama, nie zwróciła uwagi na ten moment, gdy kolana zupełnie jej odrętwiały, nie wiedziała, ile czasu upłynęła, całkowicie skupiona tylko na swoim zadaniu. Wycofała się w końcu, choć nie wstała: usiadła wprost na trawie i roztarła kolana przez materiał szaty, teraz trochę zazielenionej. Nie szkodzi, to i tak były tylko ubrania robocze, nawet jeżeli wciąż kolorowe. - Tak sobie myślę, że wychodzi absolutnie pięknie - zachwyciła się, dopiero teraz spoglądając ku Samowi i tej części pracy, którą wykonał on. Obserwowała to przez chwilę, zanim wreszcie sięgnęła po tomik i otworzyła go na chybił trafił, jakby zdając się na los. Gdybym miał niebios haftowane szaty, Złotym i srebrnym przetykane światłem, Błękitne, ciemne, przydymione szaty, Nocy i światła, i półświatła, Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy. RE: Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies - Samuel McGonagall - 29.06.2026 Pracowali razem, ramię w ramię i było to coś, co mężczyzna mógł uznać za przyjemne w tym cichym rytmie żłobiących powalony konar dłut. Nie było w tym nadmiaru krzywdzącej oceny, tylko profesjonalne oko, nie było w tym zbyt wielu słów, tylko ruch ciała w kryształowej harmonii dwójki profesjonalistów. Łapał się na tym, że co jakiś czas zatrzymywał się w pracy i spoglądał przez korę na jej technikę, ucząc się choćby i teraz, widząc mistrzowskie prowadzenie i pewność wyrobioną latami doświadczenia. Widział w jej ruchach miłość do drewna i świadomość splecionej między włóknami magii. Samuel w końcu się uśmiechnął, bo były to rzeczy przyjemne do oglądania, podobnie do łani pochylającej długą szyję nad ukrytą w sercu lasu rzeczką. – Niech i tak będzie – przystał na to co powiedziała, pozwalając kierować się bardziej doświadczonej koleżance w fachu. Jakkolwiek by chciał wrócić do Kniei, cieszył się na takie okazje, gdy mógł dotknąć czegoś, co nie było takie oczywiste i spodziewane. Pracować przy czymś, co mogłoby znacząco pomóc całej społeczności i jednocześnie pracować dobrze. Przez ciało mężczyzny przeszedł przyjemny dreszcz satysfakcji. Sięgnął do swojej torby i dobrał kolejne dłutko do spisanej w jego notatkach dekoracji i zaczął pospiesznie żłobić. Raz za razem, listek, piórko, główka ptaka ukryta między rzeźbionymi gałązkami, gotowa do odlotu… … gwiazda, księżyc, nocne niebo. Zatrzymał się w połowie gestu i podniósł głowę na recytującą Kate, która wyglądała doskonale podczas pracy z drewnem, ale teraz stojąc tak z książką i wypowiadając słowa wiersza, barwiąc je swoim głosem jak sproszkowanym lapis lazuli… Czuł pod palcami wibrującą magię, czuł jak zrobione przez nich runy wypełniają się energią. Rozstawił szeroko palce po drewnie wypuszczając z dłoni narzędzie, urzeczony aktem tworzenia artefaktu, słodką magią w dosłownym znaczeniu na wyciągnięcie ręki. – Proszę… nie przestawaj… – wyszeptał ochryple, nie chcąc by wrażenie przeminęło, na moment, na króciutki moment zapominając o uwięzionych wróżkach, czerpiąc jeszcze z połączenia z drewnem, z magią, z uniesieniem wiążącym naturę i kulturę w jedno spoiwo. Sam sięgnął też ku swojemu źródłu kłębiącej się klątwy, którą przed laty zwykł nazywać błogosławieństwem Kniei. Teraz, gdy o wiele lepiej rozumiał jak kształtować przestrzeń, teraz… czy uda mu się dostroić do totemu? Czy mógłby na moment pozwolić sobie, by otoczyć go kwieciem, by zapewnić życiu ukrytemu w ziemi wzrost? RE: Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies - Kate Barclay - 02.07.2026 Lecz biedny jestem: me skarby – w marzeniach, Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy; Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach. Kate chyba rzadko myślała o służeniu innym: została rzemieślniczką, bo jej fascynację budziły amulety i matczyna biżuteria, podzwaniające na nadgarstkach, kostkach i szyi matki. Nie pamiętała jej dobrze, ale nawet po tylu latach w jej uszach rozbrzmiewały dźwięki, jakie te wydawały, gdy matka tańczyła w szkockim domu, lata, lata temu, i migał w oczach błysk spinki, która pochwyciła światło świec. Grzebała w jej szkatułach, głaskając gładkie, drewniane powierzchnie amuletów, obracała w palcach kolorowe kolczyki i misterne bransolety, gdy to było wszystko, co po niej odziedziczyła, i chciała tego więcej, coraz więcej. Chciała tworzyć piękne przedmioty, chciała napełniać je magią, chciała, by były niepowtarzalne i przyciągały spojrzenia. Niektórzy tworzyli dla pieniędzy, inni z myślą o innych ludziach i tym, co dobrego mogą zrobić. Kate tworzyła dla samego tworzenia: dla tej satysfakcji, gdy spod jej dłoni wychodził doskonały przedmiot i dla ekscytacji, gdy zdawała sobie sprawę, że zdołała coś ulepszyć. Teraz chciała wiedzieć, co uda się im stworzyć tutaj. I chciała uwolnić wróżki, bo inaczej to byłaby swego rodzaju porażka. Zadowolenie z wyrzeźbionych kształtów, radości z tej pracy, nadzieja na ich uwolnienie, miłość do samego rzemiosła: to teraz musiała przelać w wyczytywany wiersz, by dokończyć ich dzieła. Kącik ust drgnął jej lekko, gdy Samuel poprosił, by nie przestawała. Nie mogła mu odpowiedzieć, bo nie miała zamiaru przerywać: pełna wiary w to, że uda się osiągnąć cel. Gdybym miał niebios haftowane szaty, Złotym i srebrnym przetykane światłem, Błękitne, ciemne, przydymione szaty Nocy i światła, i półświatła, Rozpostarłbym je pod twoje stopy. Czy się jej zdało, czy coś drgnęło im pod stopami? Czy powietrze zdawało się w jakiś dziwny poruszać, a sam las ucichł, jakby i on wsłuchiwał się w wiersze i tkaną magię? Kate nie ośmieliła się oderwać jednak oczu od tekstu, by się przekonać, czy wróżki faktycznie mają teraz szansę wydostać się spod ziemi, skupiona na dalszym odczytywaniu poezji. Lecz jestem biedny, mam tylko sny, Moje sny ścielę pod twoje stopy, Stąpaj więc lekko, bo stąpasz po snach. RE: Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies - Samuel McGonagall - 16.07.2026 Magia. Słowo. Natura i kultura. Drzewo i rzeźba wychodząca spod dłuta. Myśl i poezja wychodząca spomiędzy warg Kate. Był oczarowany, był urzeczony, był zafascynowany tym co przyniosło im w darze pozornie mało wpływające na ich życie zlecenie. McGonagall jednak w swoim oderwaniu od świata cywilizowanego mógł czerpać korzyści z pewnej prostoty życia, które nieintencjonalnie wiódł jako pustelnik i asceta. Obecność, bycie tu i teraz w bieżącym momencie, bieżącej chwili. Znaki wyryte na drewnie rozbłyskały jasnym światłem, coraz i jaśniej i jaśniej, a niezręczność ustępowała wszechogarniającej euforii. Uwolnione wróżki, ich śmiech spleciony z pieśnią radości i dziękczynienia, jasny pyłek opadający wokół i szarpnięcie magii w ramach podziękowania za zwróconą wolność, to wszystko stało się niemal w jednym momencie, jednej chwili pełnej najczystszej odmiany nieskrępowanej radości. Niedaleko było jezioro, słońce chyliło się ku zachodowi, a wokół rozkwitało mrowie maleńkich kwiatów, dopełniając romantyzmu czytanych słów. Kwiaty jak gwiazdy, polana jak dywan rozpostarty u stóp rzemieślniczki. Szczęście z powodzenia ich misji rozprowadzane było pulsującym ciepłem w zaciśniętej wzruszeniem klatce piersiowej. Czuł, że dotknięcie tej sytuacji, uczynienie artefaktu, mieszanina tłumionych do kulminacyjnego momentu to może być zbyt wiele, zbyt bardzo. Nie miał jednak siły gnieść bardziej surowej energii kłębiącej się w jego ciele. Mógł tylko próbować ukierunkować ją we właściwą stronę nim w ogóle podejdzie Kate, by jej podziękować i zastanowić się, gdzie tak właściwie się znaleźli… Klątwa żywiołów, Kształtowanie ◉◉◉○○
[roll=Z] RE: Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies - Samuel McGonagall - 16.07.2026 … nie mogło to być prostsze. Nie teraz, nie tutaj, nie gdy magia wróżek inspirowała do wzrostu, do pobudzenia życia, do oddania energii ziemi, wysyceniu polany soczystym, życiodajnym strumieniem skumulowanej energii. Kwiecie wypełniające polanę tym łakomiej wzrosło, tym mocniej zapachniało, tym chętniej sięgało do nich giętkimi łodygami. Samuel był urzeczony chwilą. Wyprostował się nie odrywając oczu od swojej partnerki i postąpił do niej tych kilka kroków, czując pod stopami ciepło rozchodzące się po miękkiej ziemi okalającej spokojną jeziorną toń. – Udało Ci się – wypowiedział nieco ochryple nieprzerwanie się uśmiechając, nie kryjąc podziwu wobec rzemieślniczki, która wciąż trzymała tomik poezji w dłoniach. Sam miał wrażenie, że na ten krótki moment, na przepływ mocy, na spokojne odpoczniecie na magicznej łące i on na moment odzyskał wolność. Odzyskał spokój. Dawno nie był tak spokojny. Nagle oboje poczuli ciężar na głowach, gdy wróżki chichocząc i najprawdopodobniej bezczelnie plotkując w swojej wróżkowej gwarze uraczyły ich kwietnymi wieńcami, koronami ulotnymi, ale oszałamiająco pięknymi, komplementowanymi czerwieniącym się słońcem rozbryzgującym czerwienie i pastele po układającym się do snu niebie. RE: Lost in the lore of trees our souls are singing earthen melodies - Kate Barclay - 19.07.2026 Kate nie przerywała czytania, gdy ziemia drgnęła, gdy powietrze zdało się poruszać, tylko mocniej zacisnęła dłonie na okładce, niemal ją gniotąc, trochę tym wszystkim podekscytowana, a trochę przerażona, czy się nie rozproszy i coś pójdzie nie tak akurat w najważniejszym momencie. Uniosła wzrok znad kart dopiero, kiedy wokół rozległy się śmiechy, brzmiące zupełnie inaczej niż te ludzi, i ujrzała uwolnione wróżki, które wydostały się spod ziemi, a na jej twarzy pojawił się uśmiech, tyleż pełen radości, co też ulgi i jakieś satysfakcji. Bo Kate była w istocie całkiem próżną istotą i cieszyła się niezwykle, że udało się spleść rzemiosło, poezję i magię, i że dzieło tym razem nie tylko zachwycało oczy: zrobiło coś więcej. Coś naprawdę ważnego. Też się roześmiała, kiedy nagle pyłek posypał się na jej ubranie i na włosy. Jedną ręką wciąż trzymając wolumin, drugą uniosła do ciemnych kosmyków, przyglądając się temu, co na nich lśniło, i niemal natychmiast uruchomiło to w jej głowie myśl, czy byłaby w stanie odtworzyć ten efekt za pomocą zaklętej biżuterii. A potem coś błysnęło, znaki jakby się rozświetliły, a świat zassało. Ta niespodziewana teleportacja sprawiła, że Kate odruchowo zacisnęła powieki, i przycisnęła do siebie książkę, jakby ta mogła coś pomóc. Wcześniejsza radość na sekundę została zastąpiona niepokojem. Ale kiedy otworzyła oczy, odetchnęła z ulgą, a chwilę później tę ulgę zastąpiła niemal euforia. Wróżki wciąż tańczyły wokół nich, a oni nie byli w jakimś strasznym miejscu, lecz gdzieś nad wodą. Blask zachodzącego słońca barwił jezioro i niebo feerią kolorów i Kate przypatrywała się temu absolutnie oczarowana, niepewna, czy wróżki przeniosły ich po prostu do miejsca, gdzie akurat działo się coś tak pięknego, czy to zadziałała ich magia. Dumna przy okazji niezwykle, że udało się dopełnić dzieła, bo gdyby zawiedli, byłaby niesamowicie rozczarowana, i ze względu na te istoty, i na samą siebie. Dopiero gdy Sam się znów odezwał, ocknęła się z tego zamyślenia, bo na moment skupiona na widoku zapomniała o całym świecie, także o tym, że nie była tu sama. – Och. Ależ skąd. To znaczy, nie zrobiłam tego sama – sprostowała. Nawet nie dlatego, że była jakąś bardzo miłą osobą, po prostu czerpała satysfakcję ze swojej pracy i przypisanie sobie zasługi za dokonania kogoś innego, godziłoby w jej dumę. Nie mogła powiedzieć, że to jej się udało: odczytała poezję, rzeźbiła część znaków, ale totem wykonał przecież Sam. – Myślę, że można powiedzieć, że wykonaliśmy bardzo dobrą robotę. Dziękuję, to piękne – powiedziała. Może do niego. Może do wróżek, które podarowały jej wianek i za którego poprawianie na fryzurze się zabrała. A może do nich wszystkich na raz. |