Secrets of London
[30.10.1972] Pracowita pszczoła nie ma czasu na smutki - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+---- Dział: Whitecroft Street (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=153)
+---- Wątek: [30.10.1972] Pracowita pszczoła nie ma czasu na smutki (/showthread.php?tid=6408)



[30.10.1972] Pracowita pszczoła nie ma czasu na smutki - Ambrosia McKinnon - 13.09.2026

Kto by pomyślał, że przed sabatem mogło być aż tyle pracy? Chociaż nie, nie sama praca ją zastanawiała, a bardziej to, jak mało rąk było do pracy czy samym stoisku, które organizował Sebastian. A może powinna już mówić, że organizowała ona z Sebastianem? Kiedy wymieniała z nim korespondencję, dotyczącą jej większego zaangażowania w społeczność Whitecroft, spodziewała się, że będzie musiała w dramatyczny sposób odganiać od siebie zastępy kapłanek i wiernych, które pragnęłyby zastąpić ją w pracy przy boku szanownego kapłana Macmillana. Wyrywałyby jej z rąk całą pracę i co ona biedna by mogła zrobić? No oddać im ją, oczywiście. Ale niestety, nie było żadnych zastępów, oprócz tych niebiańskich o których od czasu do czasu wspominał jej kuzyn, a ona na to wszystko uśmiechała się dobrotliwie.

Nie była osobą niereligijną, ale zawsze trochę uważała, że cała pobożność była przede wszystkim chwytem marketingowym. Matka była kochająca, czuła dla swoich dzieci i gotowa zawsze stanąć po ich stronie. Piękne formułki, w które skłonna była wierzyć, w końcu tak została wychowana, a zaglądając do limbo wiedziała, że coś po drugiej stronie się znajduje. Chyba jednak naoglądała się bardzo dużego grona dewotek, które rzeczoną pobożnością wycierały sobie twarze, jakby było to najlepsze oręże, którego nikt nie ważył się wytrącić im z dłoni.

A teraz, miała przed sobą całą listę asortymentu, który tę religijność miał w ludziach upewnić. Patrzyła na pergamin z zastanowieniem, starając się nie zapytać głośno i wyraźnie, czy ludzie te rzeczy serio kupują - kupowali, tego była w pełni świadoma, bo zwiedziła wystarczająco dużo sabatów, by na własne oczy oglądać jak to schodzi. Ba, sama przecież wypytywała Sebastiana o kalendarze z przystojnymi kapłanami (chociaż jej zdaniem to już niewiele miało wspólnego z religią, a więcej z procesem sprzedawania cielesności).

Czy wiesz mniej więcej, które z tych artykułów sprzedają się najmniej? Mogę popracować nad nimi w szczególności? — zapytała Sebastiana, unosząc na niego spojrzenie. Ubrała się specjalnie na dzisiejszy dzień, wybierając koszulkę którą kupiła na poprzednich edycjach stoiska; Matka mnie wspiera bardziej niż kawa, krzyczało na kuzyna, ale też i na kapłana Greya, który we właściwym dla siebie, ślimaczym wręcz tempie, przeliczał nieopodal pakiety kalendarzy.