• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Whitecroft Street [30.10.1972] Pracowita pszczoła nie ma czasu na smutki

[30.10.1972] Pracowita pszczoła nie ma czasu na smutki
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#1
Wczoraj, 03:02  ✶  

Kto by pomyślał, że przed sabatem mogło być aż tyle pracy? Chociaż nie, nie sama praca ją zastanawiała, a bardziej to, jak mało rąk było do pracy czy samym stoisku, które organizował Sebastian. A może powinna już mówić, że organizowała ona z Sebastianem? Kiedy wymieniała z nim korespondencję, dotyczącą jej większego zaangażowania w społeczność Whitecroft, spodziewała się, że będzie musiała w dramatyczny sposób odganiać od siebie zastępy kapłanek i wiernych, które pragnęłyby zastąpić ją w pracy przy boku szanownego kapłana Macmillana. Wyrywałyby jej z rąk całą pracę i co ona biedna by mogła zrobić? No oddać im ją, oczywiście. Ale niestety, nie było żadnych zastępów, oprócz tych niebiańskich o których od czasu do czasu wspominał jej kuzyn, a ona na to wszystko uśmiechała się dobrotliwie.

Nie była osobą niereligijną, ale zawsze trochę uważała, że cała pobożność była przede wszystkim chwytem marketingowym. Matka była kochająca, czuła dla swoich dzieci i gotowa zawsze stanąć po ich stronie. Piękne formułki, w które skłonna była wierzyć, w końcu tak została wychowana, a zaglądając do limbo wiedziała, że coś po drugiej stronie się znajduje. Chyba jednak naoglądała się bardzo dużego grona dewotek, które rzeczoną pobożnością wycierały sobie twarze, jakby było to najlepsze oręże, którego nikt nie ważył się wytrącić im z dłoni.

A teraz, miała przed sobą całą listę asortymentu, który tę religijność miał w ludziach upewnić. Patrzyła na pergamin z zastanowieniem, starając się nie zapytać głośno i wyraźnie, czy ludzie te rzeczy serio kupują - kupowali, tego była w pełni świadoma, bo zwiedziła wystarczająco dużo sabatów, by na własne oczy oglądać jak to schodzi. Ba, sama przecież wypytywała Sebastiana o kalendarze z przystojnymi kapłanami (chociaż jej zdaniem to już niewiele miało wspólnego z religią, a więcej z procesem sprzedawania cielesności).

— Czy wiesz mniej więcej, które z tych artykułów sprzedają się najmniej? Mogę popracować nad nimi w szczególności? — zapytała Sebastiana, unosząc na niego spojrzenie. Ubrała się specjalnie na dzisiejszy dzień, wybierając koszulkę którą kupiła na poprzednich edycjach stoiska; Matka mnie wspiera bardziej niż kawa, krzyczało na kuzyna, ale też i na kapłana Greya, który we właściwym dla siebie, ślimaczym wręcz tempie, przeliczał nieopodal pakiety kalendarzy.



she was a gentle
sort of horror
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#2
Wczoraj, 17:14  ✶  
Częściowa komercjalizacja kultu Matki była właściwie nieunikniona. Chociaż niektórzy krzywili się na widok kalendarzy czy bardziej ekstrawaganckich modeli koszulek, dochód ze sprzedaży pozwalał im działać w dużej mierze niezależnie. Owszem, datki od patronów sztuki finansowały renowacje dawnych miejsc kultu i rozwój rzemiosła kapłanek, lecz to monety zdobywane między innymi podczas sabatów umożliwiały realizację ich mniej spektakularnych, lecz równie potrzebnych przedsięwzięć. Przykład? Chociażby dokarmianie protestujących podczas niesławnych Marszów Praw Charłaków przed paroma laty.

— Hmm. Koszulki i książki kucharskie to ostatnio były samograje, więc podejrzewam, że tym razem będzie podobnie… — Sebastian uniósł głowę znad pudła z herbatnikami i wbił spojrzenie w sklepienie sufitu, jakby próbował przypomnieć sobie szczegółowy raport sprzedażowy z ostatniego sabatu. — Cóż, serce mi się kraje na samą myśl, ale najgorzej schodziły modlitewniki i śpiewniki. Z dewocjonaliami też nie było najlepiej. — Machnął rękę w stronę skrzynki, w której przechowywano między innymi butelki z poświęconą wodą i breloki. — Ale nie obawiaj się! Jeśli dalej będą tak źle schodzić, to w tym sezonie mamy nową tajną broń.

Uśmiechnął się do siebie i zgarnął z pobliskiego stołu plik kolorowych broszur informacyjnych. Na górze stosu znajdowały się te traktujące o przygotowaniu duchowym do obchodów Yule. Odstęp czasowy między obchodami Święta Duchów a Przesileniem Zimowym był jedną z najdłuższych pauz między zgromadzeniami na całym Kole Roku. Dorównywały mu tylko przerwy między Lammas i Mabon oraz Beltane i Lithą. Tym lepiej byłoby zaopatrzyć wiernych w taki mały przewodnik.

— Nie powiedziałbym, że jest to najwybitniejszy zbiór modlitw pod słońcem, ale powinien być mniej przytłaczający niż modlitewnik na trzysta parę stron. Zwłaszcza dla tych, którzy… nie mają czasu zjawiać się na regularnych spotkaniach wiernych — kontynuował, gryząc się poniekąd pod koniec w język.

Naprawdę starał się dawać ludziom kredyt zaufania. Bądź co bądź, nawet w zwykłych warunkach ludzie mieli kalendarze wypełnione po brzegi. Ludzie może i nie zjawiali się tłumnie w mniejszych miejscach kultu czy głównej kaplicy w dni powszednie, ale przynajmniej masowo zbierali się na sabatach. Powinien to doceniać, jednak jako duchownego zwyczajnie bolało go to, że niektórzy byli w stanie wykorzystać nawet najgorszą wymówkę, byleby tylko nie postawić stopy za progiem głównej siedziby kowenu.

— Tym razem nie mamy w ofercie świętych obrazków — przypomniał sobie, przypominając sobie o korespondencji, która przed paroma dniami pojawiła się na jego biurku. — Ale z tego, co wiem, Astoria Avery planuje się wystawić ze straganem skupionym na sztuce sakralnej, więc śmiało będzie można przekierować co większych entuzjastów do niej.

Wprawdzie kowen nie patronował działaniom Astorii, ale Sebastian zadbał o to, aby przygotowane przez nią ikony zostało poświęcone zgodnie z ich oficjalnymi procedurami. Kto wie, może jeśli jej stoisko okaże się sukcesem, to faktycznie uda im się razem wejść w jakąś bardziej szeroko zakrojoną współpracę. Pytanie, jak duży w ogóle będzie ruch w tym roku, pomyślał Sebastian, rozglądając się po tym ich całym bałaganie, jakby na podstawie ilości pudeł i szpargałów mógł przewidzieć liczbę gości.

— Oby wystarczyło dla wszystkich — skomentował pod nosem, sięgając po filiżankę zimnej już herbaty. Ostrożnie wypił parę łyków, co by nie ubrudzić swojej skromnej czarnej szaty. — Tym razem obchody zostały dość mocno… rozrzucone w przestrzeni, jak pewnie zauważyłaś z oficjalnych wiadomości. Little Hangleton, Dolina Godryka, podobno też parę osób chce wystawić się na Pokątnej. — Ponownie westchnął ciężko. — Kwestie bezpieczeństwa, zapewne.

Raczej nikt nie chciał w najbliższe Samhain doświadczyć drugiego Beltane. Rozrzucenie wiernych po całym kraju wydawało się więc dość rozsądne. Ciekawe, od kogo oryginalnie wyszedł ten pomysł? Obecnego arcykapłana czy też oficjeli Ministerstwa Magii?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (352), Sebastian Macmillan (579)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa