Secrets of London
[ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? (/showthread.php?tid=901)

Strony: 1 2 3


[ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? - Avelina Paxton - 01.02.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Avelina Paxton - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Avelina musiała dzisiaj posiedzieć dłużej w pracy, co nie za bardzo jej odpowiadało. Pogoda nie należała do najprzyjemniejszych nawet jak na Londyn było okropnie, a już był maj, więc pogoda powinna być tylko coraz lepsza. Chociaż może Matka Natura chciała też okazać swój bunt przeciwko tym, którzy czynili ludziom źle? Nie wiedziała tego. Musiała skończyć jak najszybciej warzyć ten przeklęty wywar, ale takich rzeczy niestety nie szło przyśpieszyć. W warzeniu eliksirów wszystko musiało mieć swój czas, więc trzeba było wykazać się przy nich bardzo dużą cierpliwością, której dzisiaj jej brakowało. Na szczęście wszystko wyszło, a ona mogła opuścić pomieszczenie swojej pracy.

Gdy weszła na swoją wytartą ścieżkę do domu jeden pracownik Brygady Uderzeniowej kazał jej zawrócić i przejść inną drogą, ponieważ coś zawaliło jedną uliczkę i musiała przejść na około. Poczuła jakby ktoś uderzył ją w twarz, a jej nogi dosłownie zrobiły się jak z waty. Nie potrafiła chodzić ulicami i zawsze, ale to zawsze obierała jedną drogę. Mogła się teleportować do domu albo zmienić w kota, ale niestety przez dzisiejszy dzień w pracy, który zaczęła o szóstej nad ranem, a skończyła grubo po dwudziestej była już okropnie zmęczona. Avelina wykazywała się w takiej kwestii bardzo rozważna i nie czarowała, gdy nie była w pełni sił. Nie mogła mieć pewności, że wszystko jej się uda, więc musiała zaufać swojej pamięci i obrać inną ścieżkę do swojego domu. Drogę, którą wskazał jej BUMowiec.

Skuliła się w sobie i targana wiatrem szła przed siebie. Już po kilkunastu minutach wiedziała, że skręciła gdzieś źle i nie była w tym miejscu, w którym powinna się znaleźć. Zaklęła bardzo brzydko pod nosem czując jak wzbiera się w niej panika. Nagle uderzyła w coś twardego i upadła ciężko na swoje zacne cztery litery począć przy okazji swoje spodnie, bo wpadła w jakąś kałużę.




RE: [ 03.05.1970 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? - Cody Brandon - 01.02.2023

Był niepocieszony. Oj, był bardzo niepocieszony. Tyle godzin spędził w tym przeklętym kasynie i tylko stracił galeony. Niech to szlag, musiał pomylić się w obliczeniach numerologicznych. Za nic w świecie nie przyzna się do swojego uzależnienia. Musiał jakoś odreagować swoją sytuację oraz wieczne odseparowanie od dostawy słońca więc przesiadywał w swoim ulubionym acz niezdrowym dla rozsądku i portfela miejscu. Nie obchodziła go pogoda bo jakby nie patrzeć, nie było mu zimno bowiem w krwiobiegu płynęła wciąż ciepła wypita w ciągu dnia krew. To bardzo zabawne odkrycie, gdzie jedyne co go interesowało to poziom nasycenia. Wiedział, że miał jeszcze parę godzin zanim będzie musiał zmyć się z powrotem do pracowni Willa i jęczeć mu, że nie wie co robić.
Powinien pójść po rozum do głowy i nie chodzić ciemnymi alejkami skoro w jednych z nich zginął. Wiedział od której trzymać się z daleka a teraz miał ochotę odwiedzić Alice, której mógłby ponarzekać na swój żywot. Szedł energicznym krokiem z kapturem na rudej głowie, i rękoma w kieszeniach kurtki. Psioczył w myślach na stracone pieniądze i zastanawiał się gdzie zasięgnąć jeszcze wróżbiarskiej rady aby następnym razem udało mu się wygrać zakłady. Nie spodziewał się, że wychodząc zza rogu na kogoś wpadnie. Wpadł zaś z pełnym impetem energicznego marszu. Od razu poczuł, że ten ktoś był zbyt miękki aby miał szansę utrzymać się na nogach. Gwałtownie się zatrzymał w kontakcie z żywą przeszkodą.
- O kurwa, przepraszam.- pełna kultura musi być, nawet w takich okolicznościach. Wyciągnął ręce z kieszeni i od razu pochylił się nad swoją ofiarą. Wróć. Nie może tak myśleć. To złe, to kuszące, to niemoralne.
- Myślałem, że to jakiś dementor czy coś. Nic ci nie jest? - wyciągnął do niej letnią w dotyku rękę aby w razie czego pomóc jej wstać. Modlił się w duchu aby nie była ranna. W takiej sytuacji z potencjalnego bohatera transmutuje się w brutalnego złoczyńcę. Zamrugał w tym półmroku betonowej uliczki i przyjrzał się osobie. Na gacie Merlina, jaka ona była mała. Źrenice Cody'ego rozszerzyły się ze szczerych obaw, że coś jej złamał a jak wiadomo, był tragiczny w jakichkolwiek medycznych potrzebach. Jeszcze nie przyjrzał się jej ślicznej twarzy; z lekką paniką patrzył czy nie widzi żadnej kości ani krwi.
- Na gacie Merlina, nie spodziewałem się tu nastolatki. Uciekłaś ze szkoły czy jak? Sprawdź czy nic sobie nie złamałaś. - gadał aby stłamsić w sobie stresik. Nie lubił tratować ładnych dziewczyn, zwłaszcza tych o nieprzeciętnej urodzie.


RE: [ 03.05.1970 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? - Avelina Paxton - 01.02.2023

Jęknęła cicho z bólu i podniosła wzrok na swojego napastnika oraz na jego wyciągniętą dłoń. Słysząc jego tłumaczenia nawet delikatnie się uśmiechnęła. Wiatr wiał i śpiewał jakieś mroczne, krzykliwe oraz świszczące pieśni uderzając w dachy budynków jakby próbował je zerwać. Nie lubiła takiej pogody – zważając, że mieszkała na poddaszu. Pozwoliła mu się wypaplać na temat tego, że nie chciał jej staranować, skorzystała z jego pomocy dotykając jego dłoni. Ona miała za to ciepłe dłonie, ponieważ mocno trzymała je schowane w kieszeniach swojej kurtki. Rozmasowała swój tyłek i ciężko westchnęła.

Nie przepraszaj. Nic mi nie jest. Obiłam sobie tylko… tył. Sama powinnam bardziej uważać. – odpowiedziała mu patrząc na niego uważnie. Nie znała go raczej, ale nie możliwym było znać w tym mieście wszystkich, prawda?

Gdy zaczął porównywać ją do nastolatki uniosła brew do góry. Tak wyglądała młodo, ale nigdy na to uwagi nie zwracała, a jak ktoś uwagę na to zwrócił czuła się dziwnie. Nie wiedziała jak miała reagować. Czasem ją to peszyło, czasem denerwowało, dlatego też za bardzo nie chodziła po żadnych pubach czy barach. 

Naprawdę nic sobie nie złamałam i dla pana informacji, nie jestem nastolatką. Mam w tym roku dwadzieścia sześć lat. – odpowiedziała uśmiechając się. Jej pełne usta były nawet umalowane czerwoną szminką, która po całym dniu nie była już taka wyrazista jak na jego początku. Lubiła ten kolor ze względu na to, że dodawał jej trochę powagi.

Ubrana była w szare spodnie w drobne białe kwiatki oraz zieloną kurtkę, która miała chronić ją przed wiatrem. Nie zapowiadano słońca, więc kurtka to był oczywisty wybór. Włosy już były w delikatnym nieładzie przez wiatr i pracę. Objęła się rękami nie za bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Nie wiedziała też dokąd powinna iść, bo drogi nie znała. Nie znała nawet tej ulicy.

Sama w sumie nie wiem, co robię w tym miejscu… – odpowiedziała niepewnie. Trochę obawiała się obcego mężczyzny w ciemnej uliczce. Było już późno, nie wiedziała z kim ma do czynienia, a droga do domu była nieznana. A walić to… pomyślała – wie pan może, którędy dojdę do klubokawiarni na ulicy Pokątnej? Niedaleko też jest księgarnia.




RE: [ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? - Cody Brandon - 01.02.2023

Niepocieszenie minęło jak ręką odjął. Uśmiechnął się od ucha do ucha na jej słowa.
- Masz rację, o swoje tyły trzeba dbać żeby absolutnie nic im się nie stało. - odważna z niej pannica, wspomina o walorach pośladkowych w ciemnej uliczce i to do zakapturzonego "napastnika", który ją dodatkowo stratował. Owszem, przeprosił, może zbyt barwnie ale zreflektował się. Na końcu języka miał parę żartów i gorętszych tekstów, które aż prosiły się o napomknięcie jednak fakt faktem nie chciał sprawić aby ta ślicznotka uciekła z wrzaskiem z ciemnej uliczki, krzycząc, że podrywa ją jakiś dziwny typ.
- Dwadzieścia sześć? Wow, zajebiście. - ucieszył się z tych informacji choć trudno stwierdzić dlaczego. Zdał sobie sprawę, że te małe stratowane stworzenie jest od niego starsze i to grubo o parę lat. Chciało mu się śmiać lecz dzielnie powstrzymywał ten odruch w napiętych i z trudem utrzymywanych w kontroli kącikach ust.
- Uff, super, że nic ci nie jest. Lepiej uważać w ciemnych zaułkach. Nie jest tu ani trochę bezpiecznie. Może lepiej przejdź bliżej oświetlonej części ulicy…- wskazał kciukiem przez swoje lewe ramię, na ścieżkę prowadzącą do głównej ulicy Pokątnej. Nie chciał jej nic sugerować ale swoją aparycją, gabarytami i zagubieniem wymalowanym na twarzy kwalifikowała się na bardzo łatwy "łup" dla rzezimieszków. Ta myśl aż zmyła z jego jasnej twarzy uśmiech i zostawiła po sobie zaciśnięcie mięśni wokół ust. Co by sobie pomyślała na wieści, że w takim oto nieciekawym miejscu natknęła się na wampira? Naprawdę miała szczęście, że niczego sobie nie rozcięła. Póki co wciąż na widok parującej krwi nie potrafił wówczas myśleć o niczym innym. To było słabe doświadczenie. Wzdrygnął się i wygonił te myśli z głowy bo gardło mogło zacząć palić żywym ogniem gdyby poświęcił temu za dużo dywagacji. Wsunął ręce do kieszeni kurtki i popatrzył na nią nieco krytycznie.
- Zdradzasz obcemu mężczyźnie, że się tu zgubiłaś…- podrapał się po policzku i posłał jej wymowne spojrzenie. Potrzebował krótkiej chwili na podjęcie decyzji.
- Mogę cię stąd wyprowadzić zanim wpadniesz w oko komuś o kiepskich zamiarach. Masz kaptur? - zerknął w kierunku jej włosów. - Nie masz kaptura. Dotransmutuję ci go, dobra?- zignorował jej tytułowanie per pan i jeśli nie miała nic przeciwko to wyciągnął różdżkę i przytknął jej kraniec do kołnierza jej kurtki. Czekał aż zbierze włosy i wtedy całkiem zgrabnym zaklęciem wyczarował tam równie zielony kaptur. Spojrzeniem zasugerował aby schowała w nim głowę.
- Rzucasz się w oczy, wyglądasz bardzo niewinnie i młodo, zgubiłaś się i jesteś do tego śliczna. To naprawdę słabe połączenie z taką uliczką o tej porze. Tam jest główna ulica, do klubokawiarni jest z dwadzieścia minut marszu. - wskazał ręką bardzo wąskie przejście między dwoma kamienicami z czerwonej cegły. Dosyć dobrze orientował się w Londynie więc znał niektóre zakamarki. Dziewczyna… a raczej kobieta miała święte prawo jego uznać za takiego nieprzyjemnego typa lecz miała szczęście, że w rzeczywistości trafiła na mężczyznę, który kobiety uwielbiał i szanował.


RE: [ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? - Avelina Paxton - 02.02.2023

Dziewczyna nie należała do osób strachliwych i płochliwych, ale zdecydowanie stroniących od obcych ludzi. Broniła się zwykle sarkazmem i oschłością w spojrzeniu, a jeśli chodzi o jej tyły nie myślała nawet o tym, co mówi. Była zbyt zaskoczona, że kogokolwiek spotkała. W sercu nawet czuła ulgę, że ktoś może ją wyprowadzi w odpowiednie miejsce. Czy się go bała? Oczywiście. Nigdy nie wiadomo kim on mógł być. Mógł być nawet poplecznikiem Voldemorta. Przekrzywiła z ciekawości głowę i zmarszczyła brwi nad oczami zastanawiając się, dlaczego ten się cieszy, że jednak jest stara? Nie było to jednak zbyt istotne w tym momencie. Nie mogła mu się za bardzo przyjrzeć przez ten kaptur, ale liczyła na to, że nie był psychopatycznym mordercą, ale jeśli miała zginąć dzisiaj to tak czy siak by się to stało, prawda?

A co za różnica? – zapytała zadzierając lekko głowę ku górze, aby móc na niego lepiej spojrzeć. – Jeśli nie zapytałabym ciebie o drogę to błądziłabym dalej i mogłabym spotkać kogoś innego. Jeśli los zechce, abym dzisiaj zginęła to będzie to teraz lub później. Po co odwlekać nieuniknione? – usta lekko jej drgnęły jakby chciała się uśmiechnąć, ale jednak tego nie zrobiła.

Tak. Mężczyzna był obcy. Tak. Był od niej silniejszy, ale w schowanej dłoni trzymała w gotowości różdżkę, którą w każdej chwili mogła użyć. Najwyżej stoczy pojedynek, najwyżej zginie w walce, a nie w wybuchu jakiegoś specyfiku, który mogłaby w tej chwili warzyć i źle dobrać składniki. Nim cokolwiek zdążyła dodać ten już transmutował jej kaptur przy kurtce, wyrzucając z ust potok słów na temat jej niewinności i urodzie. Nie była pewna, czy był to przytyk, jeśli chodzi o powagę, której najwyraźniej jej teraz brakowało, czy też faktycznie mężczyzna chciał jej rzucić komplementy, co chyba słabo mu szło. Nie potrafiła go rozgryźć.

Popatrzyła w kierunku, który jej wskazał, narzuciła na głowę w tym czasie jeszcze kaptur i zagryzła dolną wargę jakby się nad czymś grubo zastanawiała. Ruszyła z dwa kroki do przodu mijając go przy okazji, ale ostatecznie się zatrzymała. Mama jej mówiła, że powinna mieć więcej przyjaciół. Nora mówiła, że powinna sobie kogoś znaleźć (nad czym zwleka). Może los rzucał jej właśnie kolejną osobę, z którą mogłaby się zaprzyjaźnić? Może właśnie ten rok ma być rokiem nowych znajomości? A może los chciał, aby zginęła w ciemnym zaułku z rąk obcego mężczyzny? Może nie powinien być obcym mężczyzną? Może powinna go poznać? Odwróciła się w jego kierunku i popatrzyła wymownie.

Idziesz? – zapytała jakby była to najbardziej oczywista rzecz jaką mógł w tym momencie w ogóle zrobić. – Jeśli mam dzisiaj zginąć to wolałabym wiedzieć przez kogo spotka mnie taki los – czy chciała go speszyć? Oczywiście. On pierwszy zaczął. Dodatkowo nie była dobra w poznawaniu nowych osób. Ludzie w jej otoczeniu albo byli od zawsze, albo nie dawali jej spokoju, aż przyzwyczaiła się do ich obecności. – Jestem Avelina.




RE: [ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? - Cody Brandon - 02.02.2023

Odpowiedź dziewczyny wstrząsnęła jego komórkami nerwowymi na tyle, że po martwym ciele przebiegłby zimny dreszcz gdyby jeszcze funkcjonowało. Zareagował za to zaciśnięciem palców w pięści i chwilowym wstrzymaniem oddechu. Po minucie przywrócił je do normy.
- Nie mów tak. To nie są żarty. Nawet nie wiesz jak łatwo jest tu umrzeć. Nie wiem jak ty ale nie ma sensu tu stać. Nie chcę przekonać się czy znów coś mnie…- ugryzł się w język i potrząsnął głową. Nie powie jej przecież, że niedawno tu zginął i bezpowrotnie stracił część siebie. To nie są informacje przeznaczone dla byle kogo. Wyszedł do kasyna aby odreagować więc nie mógł naskakiwać na tę niską kobietę. Czekał na jej decyzję. Przestąpił z nogi na nogę, nerwowo, jakby nagle otrzeźwiał i uznał, że ucieczka stąd będzie najlepszym rozwiązaniem. Przypomniała mu, że nie powinien nocami chodzić uliczkami skoro jego morderca może go odnaleźć i chcieć dokończyć "dzieła". Gdy ruszyła, szybko zrównał z nią krok bo miał zdecydowanie dłuższe nogi. Między nimi było spokojne trzydzieści centymetrów różnicy.
- Nie traktuj mnie jak mordercy. Nie jestem zły.- zabrzmiał oschle ale dziewczyna nieumyślnie dotknęła struny dla niego wrażliwej. Był do, jasnej avady, wampirem. Nie prosił się o to. Nie chciał zabijać a wiedział, że w amoku głodu byłby w stanie to zrobić. Gdyby się na nią tutaj rzucił to nie byłoby świadków. Nie powinna myśleć, że mógłby jej zagrażać, to go ubodło. Mimo wszystko miała rację - zagrażał jej lecz nie zdawała sobie sprawy na jakiej płaszczyźnie. Wyciągnął do niej lekko letnią w dotyku dłoń.
- Jestem Cody. Chodźmy do tej klubokawiarni, mam ochotę na pączka.- a wiedział, że nie zdoła go nawet tknąć. Cokolwiek brał do ust to wzdrygał się. Słodkie zapachy już go nie nęciły, czego bardzo żałował. Minęły dwa miesiące a on nie mógł się pogodzić z utratą zdolności cieszenia się cudami kulinarnymi.
- Czemu nie poszłaś główną ulicą? - zapytał gdy podeszli w kierunku tych ciasno ustawionych kamienic z czerwonej cegły. Dłonią wskazał jej by poszła pierwsza a on pójdzie za nią. Nie zmieszczą się obok siebie a to najszybsze przejście. Zapatrzył się na jej kaptur i zaciskał mocno zęby. Nad ranem będzie musiał się napić krwi i to na tyle dużo aby starczyło najbliższą dobę. Nie powinna go tutaj spotykać. To złe, że wpadła akurat na niego. Mógł być głodny. Czuł w gardle pieczenie ale umiał je ignorować… przez jakiś czas. Nie miałaby jak uciec, nie spodziewałaby się ataku skoro poniekąd posłuchała jego porady wyniesienia się stąd, a i uwierzyła, że idą dobrą drogą. Teraz myślał trochę dziko, walczył z pokusą. Nie, nie był głodny, miał wszak jeszcze letnie dłonie. Dopiero gdy będą lodowate to dopadnie go cała reszta symptomów i brak logicznego myślenia. Szedł za nią w milczeniu a gdyby się obejrzała to dostrzegłaby jak wwierca się w nią intensywnym spojrzeniem. Krok za krokiem, kiedy te kamienice się skończą? Powtarzał sobie w myślach, że nie jest spragniony. Nie musi pić tej gorącej krwi. Pamiętał jak za pierwszym razem łatwo przyszło mu wbić zęby w Williama. Nie był tego wtedy świadomy, to było niczym odruch oddychania. Ta soczysta, gęsta ciecz działała na niego odżywczo; co prawda mogłaby być nieco bardziej nawodniona ale samo wspomnienie tego smaku wywołało w gardle jeszcze silniejsze pieczenie.
- Przyspieszmy.- ponaglił ją spiętym głosem, czując coraz większą ochotę aby ją zatrzymać w tym zaułku. Zacisnął dłoń na swoich już sinych ustach i wrzeszczał na siebie w myślach. Gdy tylko wyszli do głównej ulicy wyminął Avelinę i odsunął się od zaułka na kilka metrów. Tam, na chodniku, oparł ręce o swoje kolana i tak pochylony wbijał wzrok w kostkę brukową. Nie, nie łapał oddechu, w ogóle nie oddychał. Przywoływał się do trzeźwości umysłu. Nie są już w zaułku, idą zjeść pączka. Avelina będzie delektować się słodyczą a on zatęskni mentalnie. Potrzebował minuty na dawkę rozsądnych myśli i w końcu się wyprostował.
- Wybacz. Chyba przez chwilę było zbyt wąsko. Do "Nory Nory" w tamtą stronę. - wskazał dłonią kierunek i zdjął z siebie kaptur, odsłaniając swoją bladą i lekko piegowatą facjatę młodego chłopaka. Cieszył się, że wyszli z zaułka i nie nękały go myśli o zaatakowaniu Aveliny. Uśmiechnął się pogodnie.
- Przeżyliśmy. Musimy to uczcić. - zawołał żwawo, aby wymazać z siebie dotychczasowe myśli. Naprawdę nie zdawała sobie sprawy, że powinni się cieszyć, że żyje.


RE: [ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? - Avelina Paxton - 02.02.2023

Śmierć. Była dziwnym zjawiskiem. Wiele osób bało się jej. Obawiali się tego, co będzie, gdy już po nich przyjdzie. Inne osoby czekały, aż nadejdzie, ponieważ życie, które wiedli nie było idealne, więc pragnęli poznać Śmierć. Avelina była postacią zawieszoną między życiem, które toczy się codziennie, a śmiercią, której nie znała. Miała wiele żyć godnych zapamiętania, a życiem nazywała chwile, które przeżyła. Pierwszy przyjazd do szkoły, jazda na rowerze, pierwsza przejażdżka traktorem jej dziadka. Mogłaby wymieniać takich żyć bez liku, ale mogłaby też przytoczyć dni, kiedy nie chciała żyć. Kiedy chciała w końcu poznać Śmierć. Jednak nigdy to się nie stało.

Gdy chłopak zaczął na nią najeżdżać, że nie powinna tak myśleć uniosła szybko dłonie ku górze, aby trochę wyluzował. Żartowała, przecież tylko żartowała. Nie chcę przekonać się czy znów coś mnie…

Słowa te uderzyły w nią trochę za mocno, ale nie zapytała o to. Jeszcze nie. Nie byli znajomymi. Byli obcy dla siebie, więc nie chciała przekraczać granic. Jeśli mężczyzna nie czuł się zbyt dobrze w takim miejscu chciała uszanować jego wolę.

— Tak właśnie powiedziałby ktoś zły, aby uśpić czujność ofiary. – dźgnęła go palcem w ramię zerkając na niego. Chciała go rozluźnić i rozładować swój własny strach. Lubiła żartować z rzeczy, które ją przerażały, aby nikt nie wiedział, że się boi. Był to jej system obronny.

— Dobrze. Cody nie morderco. Mogłabym zadać tobie to samo pytanie. Co robisz w tym jakże ponurym zaułku? – wcisnęła się w ciasną uliczkę kuląc się, aby nie skaleczyć się o żadną zbyt ostrą cegłę.

Dziwnie czuła się, gdy mężczyzna szedł za nią. Zdecydowanie bardziej pewnie czułaby się, gdyby była za nim, gdyby go widziała. Teraz mógł ją zaatakować bez problemu i miała dziwne przeczucie, że się na nią gapi. Czuła mrowienie, gdzieś na karku, ale mogło to być też spowodowane tym dziwnym, kującym strachem, który tlił się gdzieś w okolicach jej serca. Serce waliło jej zdecydowanie mocniej niż powinno, ale nikt nie powinien być tym zaskoczony.

— Nie chodzę główną ulicą. Mam swoją własną drogę do mojego domu z pracy i zawsze chodzę tylko jedną ścieżką. Mam słabą orientację w terenie, a właśnie ta moja ścieżka została zawalona przez pogodę i brygadzista pokierował mnie inną drogą, ale po drodze gdzieś zbłądziłam. – wzruszyła ramieniem.

Cisnęła się dalej, a gdy ją ponaglił przyśpieszyła czując jak wzbiera się w niej zmęczenie. Dzisiejszy dzień dał jej naprawdę w kość, a jeszcze jakiś typek każe jej robić cardio przed dziewiątą w nocy. Pączek z kawiarni jej się teraz należy jak Niuchaczowi kawałek złota. W jej krokach mógł dostrzec, że się wahała. Momentami nawet zwalniała, ale ostatecznie szła odpowiednim tempem. Nie wiedziała o co mu chodziło, a nie chciała się chyba przekonywać kim był naprawdę. Wolała poznać go w kawiarni o ile w końcu zdecyduje się do niej wejść.

— Wszystko w porządku? – zapytała przyglądając się mu uważnie, ale trzymając odpowiedni dla obcych sobie osób dystans. Znowu zagryzła swoją wargę, która swoją drogą była popękana, bo często ją obgryzała. Liczyła, że jeśli będzie malować sobie usta szminką to nie będzie tego robić, ale działało tylko połowę dnia, a potem wracała do wstrętnego nawyku. — Masz klaustrofobie? – zapytała i ruszyła dalej w kierunku kawiarni, która należała do jej kuzynki.

— No, ty wyglądasz jakbyś wyzionął ducha w tej uliczce... – zauważyła unosząc wysoko brwi i w końcu rozluźniając się i uśmiechając nawet ciepło. Minęli księgarnie jej rodziców, gdzie w sumie mieszkała, ale nic o tym nie wspomniała. Wolała nie zdradzać obcej osobie swojego miejsca zamieszkania. To było rozsądne, prawda?
— Wiesz, że to ja mogłam być tą groźną? Dlaczego od razu założyłeś, że to ja mogę być ofiarą? – zapytała. Było to pytanie, które przyszło do niej spontanicznie. Zasłoniła sobie usta powstrzymując się przed ziewnięciem. Zaskakujący dzień. Właśnie zmierza na ciastko z nieznajomym. Czyż to nie ekscytujące? Schowała szczelnie swoje dłonie do kieszeni i obserwowała swoje towarzysza jak zareaguje na jej słowa. Avelina miała bardzo dobrą wyobraźnię. Niczego jej tam nie brakowało.




RE: [ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? - Cody Brandon - 02.02.2023

W innej sytuacji byłby skłonny żartować ale sprawa była zbyt świeża. Przypomniało mu się, że złożył kilka obietnic dotyczących nie szlajania się w podejrzanych miejscach. Gdyby się w ogóle zorientował, że zmierza do zaułka to byłaby już połowa sukcesu. Szedł zwyczajnie do domu, ot, cała filozofia. Uśmiechnął się słabo gdy go dźgnęła.
- Wracam z kasyna. W ciągu dnia jestem tak zajęty, że tylko wieczorami i nocą mogę się rozerwać. - oczywiście zajęcie dotyczyło unikania słońca bo jednak nie uśmiechało mu się spalanie na popiół. Starał się go unikać na tyle aby móc jednak spędzić dzień jakoś barwnie i w towarzystwie a nie nudzić się w zamkniętym pokoju/piwnicy Willa.
- Jeśli się jeszcze spotkamy to przyniosę ci mapę Londynu i oznaczę specjalnie dla ciebie alternatywne skróty prowadzące do twojego domu, gdzie nie powinno nic chcieć cię po drodze zaczepić. I o ile zdradzisz okolice zamieszkania ale nie teraz bo jeszcze znów nazwiesz mnie "złym".- rozgadał się ale podszyte było to nerwami związanymi z wejściem pomiędzy ciasne budynki. Nigdy w życiu nie przypuszczał, że mógłby mieć tego typu myśli podczas wyprowadzania jakiejś dziewczyny z uliczki. Powinien unikać takich sytuacji, zdecydowanie wyjdzie mu to na zdrowie.
Przejście było dla niego męczarnią. Żałował, że szedł za jej plecami. Próbował zwolnić kroku aby zwiększyć między nimi dystans lecz nie potrafił. Nogi prowadziły go w bliskiej odległości, nie pozwalały się oddalić od potencjalnego źródła krwi. Przesunął białymi dłońmi po zimnej ścianie kamienicy i próbował się tym ocucić. Dopiero wyjście z zaułka pozwoliło mu wyrwać się z okowów nieprzyjemnych chęci.
- Chyba mam jej jakieś początki.- zgodził się i na klaustrofobię skoro pasowała. Nie może jej powiedzieć, że bardziej chodziło mu o chęci zatrzymania jej w tym zaułku ku uciesze kubków smakowych.
- Kto wie, może wyzionąłem?- zażartował ale czuł, że wyszło mu to dosyć słabo. Wyprostował ramiona, przeciągnął się i udał, że ziewa. Nie musiał ziewać ani wzdychać ale pielęgnował to w sobie żeby mieć te normalne nawyki. Wiedział już, że wampiry miały przechlapane w świecie czarodziejów i lepiej się nie wychylać.
- Pomijając fakt, że twoja aparycja przeczy jakiejkolwiek agresji… śmiem przypuszczać, że przez to, że byłaś zbyt skołowana i zdezorientowana na stanowisko tej groźnej.- uśmiechnął się półgębkiem i szedł obok niej, zachowując przy tym dystans półtora metra. Mieli przed sobą długą szeroką ulicę, w większości już opustoszałą. Nie musieli się spieszyć a on chętnie nie wróci do domu na noc. Rozłożył ręce na boki, jakby miał latać samolotem i szedł po krawężniku, krok za krokiem. Uliczka była mile dla oka oświetlona.
- Jeśli złoczyńcy mieliby być tacy ładni jak ty to ja chętnie dołączę się do tych "złych".- zerknął na nią z ukosa i wyszczerzył zęby. Czuł się wyśmienicie kiedy już znaleźli się poza zaułkiem. Wszystkie myśli zatopienia w niej zębów przeminęły ale zapewne wrócą gdy będzie chciał odpocząć w spokojnym miejscu.


RE: [ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? - Avelina Paxton - 02.02.2023

Gdy zaproponował, że da jej mapę zaśmiała się cicho. Było to nawet urocze, że chciał zadbać o jej orientacje. Może nie chciał jej już widywać w zaułkach? A może po prostu chciał wyłudzić od niej adres zamieszkania? Ludzi można poznawać w bardziej przyjemnych okolicach, a nie w ciemnych, mokrych i brzydkich uliczkach. Przytaknęła na jego paplaninę słów, ponieważ nie chciała go bardziej denerwować. Czuła jego spięcie i momentami miała wrażenie, że sama zaczyna być bardziej zdenerwowana, a nie chciała się tak czuć. Była zbyt zmęczona na to uczucie.

Gdy podchwycił jej żart o wyzionięciu ducha w końcu mogła szczerze się uśmiechać. Dziwiła się, że nie mogła zaprzestać temu dziwnemu uczuciu. Nigdy się tak nie zachowywała, nigdy się tak bezsensownie nie uśmiechała. No dobra. Kiedyś tak się szczerzyła w towarzystwie starszego kolegi ze szkoły, ale to dlatego, że był pałkarzem w szkolnej drużynie Quidditcha i był gwiazdą szkolną. Teraz spotkała jakiegoś podejrzanego gościa w uliczce. Po co się uśmiecha. Niech wie, że jest oschłą pindą, prawda? Tak powinna się zachowywać!

— Jak na kogoś kto mógł wyzionąć ducha, trzymasz się dobrze. – pocieszyła go tylko i puściła mu zadziornie oko.

Gdy znowu wytknął jej, że jest drobna, że była skołowana i zagubiona, tylko prychnęła. Jak miała zaprzeczać faktom? Tak była mała, tak była niepozorna i tak była totalną klapą jeśli chodzi o zaklęcia. Potrafiła je rzucać i potrafiła się obronić, ale zdecydowanie lepiej radziła sobie z kotłem. Mogłaby co najwyżej uwarzyć truciznę, co pewnie zajęłoby jej kilka godzin, więc byłaby pewnie martwa nim by cokolwiek zdążyła zrobić. Dobrze, że chociaż jest animagiem i może się z łatwością schować. Chociaż dzisiaj to by mogła pewnie jedynie dokooptować sobie koci ogon.

Obserwowała, jak balansuje na krawędzi chodnika samej kuląc się z zimna. Miała totalnie ochotę na słodkiego pączka w ciepłej kawiarni. Już nie mogła się doczekać. Gdy znowu skomplementował jej urodę speszyła się i pociągnęła kaptur bardziej na głowę, aby nie widział jej zawstydzenia. Wiedziała, że jest ładna, ale jakoś przez swoją skrytą osobowość nie miała żadnych relacji romantycznych i nawet niewinny flirt z drugą osobą ją ominął, albo sama tego nie zauważyła. Teraz miała szansę podnieść nos znad kociołka i posmakować niewinnego, dorosłego flirtu z obcą osobą. Uśmiechnęła się nawet pod nosem na samą myśl o tym. Dziwne uczucie. Takie nie spotykane w jej życiu.

— A nie wolałbyś ściągnąć mnie na dobrą drogę? – zapytała zerkając na niego spod kaptura czując jak policzki pulsują jej krwią od zawstydzenia.




RE: [ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? - Cody Brandon - 03.02.2023

Ten poziom zdenerwowania był nowością nawet i dla niego. Słodka Morgano, kiedy był normalny był nieodpowiedzialny, zdecydowanie zbyt mocno rozbuchany w swoich żartach i braku powagi. Jak to śmierć zmienia człowieka… od razu wydoroślał. Zapewne za jakiś czas wróci do niego zdolność do wynajdywania chaosu w najmniej pozornych sytuacjach lecz póki co denerwował się, gdy ktoś wspomniał o umieraniu w ciemnych uliczkach i to jeszcze za jego sprawą. Avelina nie miała szans przypuszczać, że było to zdatne do zrealizowania. Nie chciał takiej sytuacji więc poganiał aby znaleźli się w bardziej cywilizowanej strefie.
Zauważył też, że obojgu poprawił się humor kiedy tylko znaleźli się przy głównej ulicy.
- Ma się te swoje sposoby.- odparł, zeskakując z krawężnika na chodnik. Faktycznie temperatura powietrza była dosyć chłodna lecz on, pomimo rozpiętego płaszcza nie marzł. Nie znaczy to, że miał ciepłe dłonie, skąd. Dzisiaj w ciągu dnia sprawdzał, że ma trzydzieści pięć stopni temperatury ciała. Teraz zapewne spadło do trzydziestu jeden z powodu słabnięcia mocy wypitej krwi. Widział jak dziewczyna marznie lecz jeśli podzieli się grzecznie płaszczem to nie będzie po nim widać żadnych symptomów marznięcia. Musiała wytrzymać, nie mieli daleko.
Nie umiał chodzić spokojnie i po prostej linii. Kilka chwil później wyprzedził ją i odwrócił się do niej przodem, idąc tyłem w kierunku marszu. Wyczarował sobie na dłoni Niebieski Płomień, uprzednio podciągając rękaw kurtki przed nadgarstek.
Podniósł na nią spojrzenie zielonych oczu i uśmiechnął się od ucha do ucha na widok chowającej się w kapturze zarumienionej twarzy. Podobało mu się to.
- Chętnie ale nie jestem ani dobry ani zły. Jestem pośrodku. - przełożył Niebieski Płomień z ręki do ręki, a końcówka zaklęcia przeciągnęła się na chwilę w powietrzu w błękitną, świetlistą smugę.
- Moja mama zawsze lubiła to zaklęcie. - mimo, że nie umiała czarować to kochała ten kolor. Przynosił jej go w słoiku w dniach kiedy już leżała tylko w szpitalu.
- Opanowałem je do perfekcji. Ma romantyczny kolor, co nie? - zatrzymał się i poczekał aż do niego podejdzie. Błękit czaru oświecał ich ubrania i twarze. W tym świetle nie wydawał się tak blady jak zazwyczaj.
- No daj rękę, weź je ode mnie. Nie ogrzewa ale chociaż ładnie wygląda, jak ja.- zaśmiał się ze swoich żartów, które były jedynie prawdą. Nalegał aby potrzymała płomień więc delikatnie zsunął je do wnętrza jej dłoni. Zaraz to obrócił się wokół własnej osi aż znalazł dosyć ładny kamień leżący obok schodów. Podrzucił go w dłoni a gdy je złapał z powrotem to tknął je czarem transmutacyjnym. Kamień powoli acz bardzo zgrabnie zmienił się w nieduży szklany słoiczek z kamiennym wiekiem. Odkręcił je i przytrzymał wieko zębami. Skierował słoik w stronę Aveliny aby wsunęła Niebieski Płomień do środka. Miał swój plan.