• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[25 kwietnia 1972] Mavelle & Erik | cz. 2

[25 kwietnia 1972] Mavelle & Erik | cz. 2
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#1
05.03.2023, 23:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 14:58 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Część 1


Przedostanie się z alei Horyzontalnej na Pokątną nie nastręczało problemów – wystarczyło po prostu wziąć różdżki w garść i najzwyczajniej w świecie się przeteleportować. Po uprzednim, prowizorycznym zabezpieczeniu gabinetu Annaleigh – na tyle, żeby nie mógł wejść każdy, kto po prostu naciśnie klamkę. Tylko tego jeszcze brakowało – zarzutów, że weszli i zostawili wszystko, jak było, a potem pojawił się pierwszy lepszy złodziej i o. TO WSZYSTKO WINA BUM, jakby tam nie weszli, to nie byłoby problemu!
  Absurdalne? Owszem. Możliwe? Cóż, ludzie najróżniejsze głupoty wygadują i wypisują, o czym świadczą chociażby nagłówki gazet, przez które czasem zdarzało się zgrzytać zębami.
  - No to zobaczmy, czy w ogóle cokolwiek wie – westchnęła, zatrzymując się przed drzwiami prowadzącymi do królestwa Vakela. Choć tak po prawdzie, to równie dobrze mogło się okazać, iż akurat Dolohov nie przebywa w swym gabinecie i na dobrą sprawę tylko zmarnowali czas – i być może będą musieli uganiać się za nim po całym Londynie. Albo za małżeństwem jako takim – bo równie dobrze ktoś mógł wpaść na pomysł, żeby uprowadzić ich oboje. Kto i po co w ogóle? Nie wiedziała, ale też zdawała sobie sprawę z tego, ze różni byli ludzie i przeróżne pomysły mieli.
  Na szczęście okazało się, że gabinet do zamkniętych nie należał, a w środku zastali asystenta, który zapewnił ich, że tak, jak najbardziej, pan Dolohov jest na miejscu i ich przyjmie. Tylko może nie dosłownie w tej chwili, bo akurat jest u niego klientka…
  - Myślisz, że w razie czego mógłby sobie wywróżyć z kart, gdzie jest jego żona? – spytała Erika pół-żartem, pół-serio, przyciszonym mocno głosem, w chwili oczekiwania na moment, w którym będą mogli wejść. Nie omieszkała też posłać badawczego spojrzenia pod adresem asystenta; choćby po to, żeby ocenić, jak bardzo zainteresowany wydawał się być wykonywaniem własnej pracy, zamiast nadstawianiem uszu. Niemniej, naprawdę starała się mówić na tyle cicho, żeby nic nie dotarło do uszu mężczyzny.
  Wkrótce potem drzwi się otworzyły, wypuszczając z pomieszczenia kobietę. Wyglądała na dość ucieszoną… Ruchem głowy wskazała Erikowi, że najwyższa pora zamienić z wróżbitą parę słów.
  - Dzień dobry panie Dolohov – przywitała się, przekraczając próg gabinetu. Mundury, jakie nosili, wskazywały, że ewidentnie nie przyszli tu z wizytą towarzyską – Mamy do pana parę pytań i liczymy na współpracę – jakich dokładnie? To już zostawiła Erikowi.

370/2153
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#2
06.03.2023, 02:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.06.2023, 23:12 przez Erik Longbottom.)  

Może to i dobrze, że nie spędzili tam więcej czasu i się za bardzo nie rozgościli. Działali w dobrej wierze na podstawie faktycznego wezwania, ale nie oznaczało to, że mogli robić, co tylko im się żywnie podobało. Nie znał wprawdzie Pani Dolohov zbyt dobrze, więc nie mógł ocenić, jak zareagowałaby na ich ewentualne myszkowanie w biurze. Mając jednak za sobą wiele lat doświadczenia, domyślał się, że odpowiedź mogła plasować się gdzieś pomiędzy złożeniem skargi, czy oskarżeniem o kradzież, a uprzejmym podziękowaniem za wzięciem sprawy jej zniknięcia na poważnie. Ile ludzi, tyle możliwych reakcji.

Rozejrzał się po poczekalni. Cóż, tyle dobrego, że nie trafili w sam środek niekończącej się kolejki. Nie, żeby miał jakieś opory przed tym, aby w razie potrzeby kulturalnie przesunąć ich oboje na sam przód kolejki, legitymując się przy tym asystentowi, włącznie z powołaniem się na szefostwo departamentu, w którym pracował. Miał jednak świadomość tego, że taka sytuacja mogłaby wywołać niepotrzebne napięcie i niezadowolenie wśród klientów. Dlatego niezmiernie wręcz się cieszył, że nie musiał tego robić i zamiast tego mogli w spokoju poczekać na „audiencję” u Mistrza Dolohova.

Bądź co bądź, Erik był cierpliwym człowiekiem, praca w Ministerstwie Magii poniekąd to wymuszała, a też nie widział potrzeby ku temu, aby robić sobie wrogów bez powodu. Byli tu w dobrej wierze. Poza tym miał cichą nadzieję, że uda im się załatwić całą sprawę szybko i sprawnie. Kto wie, może mężczyzna faktycznie miał sprawdzone informacje co do tego, co też przydarzyło się jego małżonce? Gdyby jeszcze był skory podzielić się tymi wiadomościami, to bardzo by im pomógł w doprowadzeniu wezwania do końca.

— Dlaczego pytasz? Nie wierzysz mu? — spytał Mav z kamienną twarzą. Starał się zachować stateczną minę, ale jego usta szybko uformowały się w uśmiech. — Cóż, jest dosyć popularny. Jeśli oszukuje, to robi to cholernie dobrze, skoro dalej cieszy się sporym zainteresowaniem. Moja opinia? Nie mamy nic do stracenia. Podobne umiejętności posiadają ludzie w Departamencie. Jeśli zlekceważymy wróżby Mistrza Dolohova, to równie dobrze możemy zakwestionować widmowidzenie Brenny.

Wzruszył lekko ramionami. Dar, jakim odznaczała się jego siostra, bywał niebywale przydatny w kwestiach zawodowych, a także prywatnych, chociaż Erik nie miał złudzeń, że umiejętność ta niosła za sobą same plusy. Musiało to odciskać jakieś piętno na dziewczynie. Widział na własne oczy, jak pracuje i przygotowuje się do zajrzenia w przeszłość różnego rodzaju przedmiotów, czy miejsc. Słyszał jej interpretacje zdarzeń, czy szczegółowy opis określonych zdarzeń. Nie miał powodu jej nie wierzyć, zwłaszcza jeśli potrafił porównać jej wizje z własnymi wspomnieniami.

Skoro wierzył Brennie, to nie miał dużych oporów przed zawierzeniem Vakelowi. Inna sprawa, że jeśli mieli zagłębiać się w prawdopodobne wizje przyszłości, to Erik faktycznie mógłby podać w wątpliwość to, czy przepowiednie dojdą do skutku. Osobiście wolał wierzyć, że zdarzenia dotyczące przysłowiowego jutra mogą ulec zmianie pod wpływem wystarczająco uporczywych działań określonych osób. Ludzka siła woli oraz determinacja musiała się na coś zdać, czyż nie? Może nie zajdzie to aż tak daleko, pomyślał z nadzieją. Kto wie, jasnowidz mógł wiedzieć, co się stało z jego partnerką.

— Wygląda na całkiem zadowoloną z efektów — skomentował normalnym tonem, uśmiechając się pogodnie do siedzącego za biurkiem asysta, kiedy minęła ich wychodząca kobieta.

Jego twarz wróciła do neutralnego wyrazu twarzy, gdy klientka opuściła budynek. Erik poprawił poły munduru, podążając za kuzynką do środka. Musiał się schylić, by nie uderzyć czubkiem głowy we framugę, kiedy przekraczał próg drzwi prowadzących do głównego gabinetu Vakela. W przeciwieństwie do Mavelle, przed ewentualnym zajęciem miejsca siedzącego, postanowił przywitać się nieco bardziej... elegancko. Zwłaszcza że w jego mniemaniu mężczyzna wyglądał tego dnia nadzwyczaj dobrze i śmiało mógłby właśnie brać udział w najnowszej sesji zdjęciowej do Czarownicy.

— Mistrzu Dolohov — Skinął uprzejmie głową. Chciał oddać mu odpowiedni szacunek. A może też połechtać ego w nadziei, że ułatwi to przebieg rozmowy. — Jestem Erik Longbottom, a to Mavelle Bones z Brygady Uderzeniowej Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Badamy wezwanie dotyczące Pana żony. Sąsiedzi zwrócili uwagę na jej nieobecność w gabinecie oraz niepokojące hałasy poprzedzające jej zniknięcie. — Zatrzymał na chwilę swój głos, badając uważnie spojrzeniem wróżbitę. Czyżby nie spodziewał się takiej informacji? Czy może nie zrobiła na nim żadnego wrażenia? Przez jego twarz przemknął cień zdziwienia, lecz zaraz zniknął, zastąpiony przez maskę obojętności. — Czy kontaktowała się z Panem w ciągu ostatnich kilku godzin lub zostawiła jakąś wiadomość? Wolelibyśmy wykluczyć nagłe wezwanie do pacjenta lub rodzinną interwencję.

Otwarte drzwi, jak i ślady pozostawione w gabinecie nie sugerowały, aby Annaleigh opuściła gabinet sama. Wyglądało wręcz na to, że zniknęła ze swymi niezidentyfikowanymi towarzyszami w stosunkowym pośpiechu. Mimo to wiedza Vakela odnośnie do dzisiejszych poczynań jego żony mogła rozwiać mgiełkę tajemnicy, która spowijała tę sprawę. Pytanie tylko, czy dzięki temu zdołają popchnąć sprawę do przodu. Erik rozejrzał się na boki, jakby przez moment przeszło mu przez myśl, że kobieta mogła czaić się gdzieś w kącie i tylko czekać, aż mąż wezwie ją do swojego boku.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#3
29.04.2023, 01:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2023, 01:21 przez Vakel Dolohov.)  
Dwa wilki w swojej porannej herbacie zinterpretował wpierw jako kłopoty, ale później, kiedy spośród całej talii naładowanych energią kart wylosował tę, która nie zwiastowała nic negatywnego, Dolohov postanowił nie zakładać od tego, co zbliżało się do niego tego dnia niczego, co miałoby wytrącić go z równowagi. Znaczenie i symbolika wilka to w końcu sprawy bogate i wielowymiarowe. Pewnie parsknąłby, gdyby wiedział, że Absolut był w przypadku Mavelle i Erika dosyć dosłowny, ale Dolohov nie mógł znać ich aż tak dobrze, aby odebrać to w ten sposób, więc kiedy dwójka Brygadzistów przekroczyła próg jego gabinetu, Dolohov pomyślał o tej interpretacji, która mówiła o tym, że wilki podobnie jak psy lubiły węszyć.

Był zdziwiony tym, że Peregrinus wpuścił do jego gabinetu kogokolwiek, kto nie zapisał się z przynajmniej tygodniowym wyprzedzeniem, ale ufał jego osądom na tyle, że skoro nie wbiegł tutaj za nimi, tłumacząc się z tego, że nie można tak po prostu wejść do Praw Czasu i zadawać lokalnemu celebrycie szeregu pytań, to miał ku temu jakiś wyraźny powód. Mieszcząca się przy Alei kamienica Dolohovów, w której mieszkał i prowadził badania, była miejscem znanym na mapie Londynu, ale przekroczenie progu, który oni przekroczyli w sposób tak swobodny, nie było czymś prostym. Opasły terminarz, który Trelawney nosił przy sobie, był pełen zapisków i wypełnionych rubryk – przychodząc tutaj tak po prostu, w większości przypadków trzeba było pogodzić się z tym, że wysokie, dębowe drzwi były czymś poza możliwościami kogoś przeciętnego, a przepych bijący od korytarzy i gabinetu, w jakim się teraz znajdowali, przypominały o tym, że Vakela było stać na naprawdę dobre zabezpieczenia.

- Dzień dobry – powiedział, unosząc w górę rzadkie brwi, kiedy zobaczył w progu Longbottoma. Wstał z wielkiego fotela, na którym siedział do tej pory i zrobił kilka długich kroków po ciemnym pokoju, do którego jak na ilość okien docierała zadziwiająco mała ilość światła. Najbardziej wyrazistym z nich pozostawała szklana kula pulsująca bielą, prezentująca jakiś zamglony, niemożliwy do odczytania przez niewprawionego wróżbitę obraz. – Odwiedził mnie najdroższy czarodziej Wielkiej Brytanii! Jakaż szkoda, że nie miałem okazji przebić oferty Malfoya. Skoro wydał tego dnia tyle pieniędzy, to jeden wieczór z panem jest wart tyle, ile niektórzy nie zarobią przez całe życie. No, chyba że zwątpimy w osąd kanclerza skarbu, ale – nie dokończył. Urwał w połowie, ale spojrzał na Longbottoma w sposób tak dziwaczny i ciekawski, jakby wcale nie miała to być zaczepka negatywna – wręcz przeciwnie, gdyby nie dzielące ich biurko i to, że do tej pory Dolohov wpatrywał się w scenerię za wielkim oknem przysłoniętym wzorzystą firanką, można by to bez zawahania uznać za flirt. – Ale gdzież mi oceniać jego kompetencje? – Westchnął, odwracając się w stronę Bones. – Każdy, kto się tu pojawia ma do mnie jakieś pytania, ale rzadko przychodzą tutaj ludzie w mundurach. Niebywały powiew świeżości. – Zmierzył ją spojrzeniem, później nieco bardziej uważnym spojrzeniem zmierzył Longbottoma, który porozumiewając się o wiele bardziej kwiecistym językiem stał się dla Dolohova o wiele bardziej interesujący. Nie był jednak dla kobiety w żaden sposób nieprzyjemny. Uśmiechnął się do nich nawet.

- Nie ma jej, bo wyjechała. Poinformowała, że gabinet zamyka na cztery dni, a jeszcze wczoraj do późnych godzin gotowała tam eliksiry, słuchając moich i Trelawneya narzekań na... A co was to w sumie obchodzi, o czym rozmawiamy? – Wyglądał na zdegustowanego swoją wylewnością. – Zakładam, że od jej domniemanego zniknięcia nie minęły nawet dwadzieścia cztery godziny. Niesamowite tempo reakcji ze strony Ministerstwa, doprawdy. – Wyglądał na bardziej przejętego tym, że Erik miał lekko przekrzywione zapięcie munduru, niż tym, że jego żonie mogło stać się coś złego. A że pokazywał się z nią od lat na każdym większym evencie i wydawał w niej niebywale zakochany (bo jakby miał nie być, skoro go poiła amortencją), raczej nie wzbudzał większych podejrzeń? A przynajmniej większych niż tym, że był nieco ekscentryczny? – O ile to coś ważnego, mogę przesłać w państwa imieniu wiadomość. Chyba że przyszliście tutaj po rozkład poza kolejką. Panu, panie Longbottom, pewnie się przyda... Niech pan nie planuje nowych wybryków w Proroku na maj, w fioletowym panu nie do twarzy.


with all due respect, which is none
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#4
11.05.2023, 23:00  ✶  
- Raczej nie umiem brać w pełni poważnie sztuki dywinacji – stwierdziła dość lekkim tonem. Tak, wiedziała, że są osoby prawdziwie obdarzone darem, ten jednak wydawał się być niezależny od wszystkich rekwizytów, którymi wróżbici wszelkiej maści lubili się otaczać. Nie mówiąc już o tym, że w większości przypadków ci wszyscy od zaglądania za zasłonę przeznaczenia to tylko mieli dobrze gadane. Tylko tyle i aż tyle.
  - Oszukuje czy nie, i tak wie, co robi – skwitowała krótko. Mimo wszystko sława nie przychodziła sama z siebie, a choć noszenie nazwiska z jednego znaczniejszych rodów z pewnością pomagało w osiągnięciu jako takiej rozpoznawalności, to żeby jednak niemalże wyskakiwać z każdej lodówki… na to trzeba było sobie zapracować.
  - … przynajmniej dopóki wróżba nie spełni się w inny sposób niż myślała bądź wszystko pójdzie zupełnie na opak – wymruczała cicho. Tak, Bones raczej należała do tych, co dość twardo stąpają po ziemi niż liczą na szczęśliwe przepowiednie i łaskawość losu.
  W mniej formalnych warunkach Mavelle zapewne parsknęłaby z rozbawieniem i sama jeszcze dołożyła swoje trzy knuty – jakkolwiek by nie patrzeć, obserwowanie całej tej hecy z licytowaniem kolacji z Erikiem było czymś nadzwyczaj interesującym. Tym bardziej że chyba nikt się nie spodziewał, iż cena aż tak wysoko poszybuje w górę, przyprawiając przy okazji organizatorów o ból głowy pt. „nie mamy jak tego wszystkiego wydać”. Ale była w pracy, a Vakel nie należał do grona znajomych. Prędzej umiejscawiała go w ławce z podpisem „podejrzani”.
  - Cóż mogę rzec, panie Dolohov? Staramy się jak najszybciej badać wszelkie zgłoszenia, w trosce o bezpieczeństwo wszystkich – odparła miękkim tonem, posyłając wróżbicie uprzejmy uśmiech – Jak wspomniano, otrzymaliśmy zgłoszenie, które brzmiało dość alarmująco – stwierdziła, bez skrupułów naginając nieco prawdę - Hm, a proszę mi powiedzieć, kiedy dokładnie poinformowała o wyjeździe? Osobiście, listownie? Gdzie dokładnie wyjechała? Czy jest możliwe, że w pośpiechu mogłaby zapomnieć o czymś ważnym… na przykład o zamknięciu drzwi? – mówiąc to, uważnie obserwowała wróżbitę. Zaraz też pokręciła głową. Na Matkę! Jak mógł pomyśleć, że…!
  - Zapewniam pana, jesteśmy tu wyłącznie w celach służbowych. Nie śmielibyśmy kazać pańskim klientom dłużej czekać na swoją kolej tylko ze względu na chęć poznania przyszłości – wyrzekła gładko, zgrzytając w duchu zębami. Też coś. Rozkład. Poza kolejką. Gdyby coś takiego strzeliło jej do głowy, zdecydowanie poczekałaby, ile trzeba!
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
22.05.2023, 00:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.06.2023, 23:19 przez Erik Longbottom.)  

— Kto wie, może wymówka o przymkniętym trzecim oku działa na stałych klientów, którzy czasem wracają z pretensjami? — rzucił jeszcze do Mave. — Ja bym uwierzył. A potem poprosił, żeby na następnej sesji jednak było otwarte w pełni, a nie tylko... w sześćdziesięciu procentach.

Chwilę później byli już w gabinecie. Co jak co, ale Erik nie spodziewał się, że pierwsze słowa posłane w jego stronę będą odnosić się do ostatniego balu. Powstrzymał się przed przeciągłym westchnieniem, jednak ku jego zdziwieniu Vakel kontynuował, co sprawiło, że policzki Longbottoma dodatkowo poczerwieniały. Zbity nieco z pantałyku, uciekł wzrokiem w bok, aby koniec końców utkwić go w podłogę. Zyskał dzięki temu krótką, acz wartościową chwilę, co pozwoliło mu na odpowiedzenie czymś więcej, niż niemrawym przytaknięciem.

— Co mogę rzec, kanclerz najwidoczniej zna się na ludziach. A wszystko odbyło się w szczytnym celu. Kto wie, może nawet przyjdzie okazja, aby to powtórzyć. — Uśmiechnął się zdawkowo, chociaż w środku skręcało go na samą myśl, że mógłby wylądować w takiej sytuacji po raz drugi. Perspektywa ponownego wylądowania na licytacji, znoszenia tych wszystkich spojrzeń i rosnącej niepewności... Okropne. Na szczęście ich gospodarz nie musiał o tym wiedzieć. — Ledwo skończyliśmy świętować Ostarę. Do końca roku jeszcze daleka droga. Okazja do wsparcia potrzebujących przy kolejnej aukcji może pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. A Pan Malfoy z pewnością doceni, że ktoś spróbuje przebić jego ostatnią kwotę, mistrzu Dolohov.

Na ostatnim balu Elliott dosyć dobitnie pokazał, że duch rywalizacji nie jest mu obcy. Chociaż pewnie ciężko byłoby mu go przywołać podczas towarzyskiego starcia w klubie pojedynków, tak na sali pełnej wybitnych gości z całego kraju, gdy w grę wchodziły pieniądze i rozpoznawalność? Wziął sobie za punkt honoru wybicie Seraphine Prewett z rozgrywki. Kto wie, jak by sobie poradził z Dolohovem, który niezaprzeczalnie mógł się pochwalić jeszcze większym zapleczem finansowym od właścicielki kasyna? Erik zagryzł dolną wargę, starając się ukryć uśmieszek. Jakaś drobna cząstka jego jestestwa, która od święta lubiła się pławić w atencji, nie miałaby nic przeciwko doświadczeniu tego starcia na żywo, z pierwszego rzędu. Pozwolił Mavelle przystąpić do rozmowy z Dolohovem. I wcale nie wynikało to z tego, że akurat się zamyślił!

— Dziękujemy. Robimy co w naszej mocy — wtrącił się Erik. Wydawało mu się, że wykrył nutkę sarkazmu w tonie głosu drugiego rozmówcy, jednak postanowił ją zignorować. Nie chciał się dać sprowokować tak drobnym przytykiem. — Jako pracownicy Ministerstwa staramy się dopełnić wszelkich starań, aby obywatele mogli czuć się jak najbezpieczniej. Bądź co bądź, przyszło nam żyć w niebezpiecznych czasach. Jeśli czas pozwala, wolimy zajmować się nowymi zgłoszeniami jak najprędzej. Zniknięcie poważanej medyczki nikomu nie wyszłoby na zdrowie. Poza tym, jak wspomniała panna Bones na miejscu ślady sugerujące pośpiech pani Dolohov.

Czuł na sobie spojrzenie wróżbity, jednak starał się nie robić nic, co mogłoby odstraszyć Vakela. Ba, pod wpływem Dolohova, zerknął na swój mundur i zauważył źle zapięty guzik. Westchnął cicho i poprawił zapięcie, posyłając mężczyźnie pełen wdzięczności uśmiech. W ramach tego spotkania zdecydowanie przyjął postawę „dobrego policjanta”, który jest przyjazny, stara się przede wszystkim pomóc i jest dosyć ugodowy. Mavelle świetnie spełniała się w roli funkcjonariuszki, która mimo wszystko była nieco bardziej bezpośrednia. Zasypywała ich „podejrzanego” pytaniami z równie dużą wprawą, co rzucała zaklęcia. Na któreś z nich będzie musiał odpowiedzieć.

— Doceniam wskazówkę — Skłonił przed mężczyzną głowę, zanim jego kuzynka zdążyła na dobre się rozkręcić. Był zdania, że jedynie z nimi pogrywał. Chociaż nawet to określenie było nietrafne. Droczył się. Tak, to już lepiej pasowało. — Aczkolwiek nie śmielibyśmy zakłócić porządku Pana spotkań bez wyraźnego powodu. Tym razem jesteśmy tu z uwagi na naszą pracę i niepokój o panią Dolohov. Niezmiernie docenilibyśmy, gdyby mógł pan powiadomić żonę o zastanej przez nas sytuacji. — Zawahał się na moment. — Osobiście sugerowałbym także narzucenie na gabinet kilku dodatkowych zaklęć ochronnych. Kto wie, kto następnym razem natknie się na otwarty gabinet. Lepiej uważać.

Nie chciał naruszać prywatności państwa Dolohov, ani też sugerować, że wpadli w jakieś kłopoty. Może niedomknięte drzwi do gabinetu faktycznie były tylko efektem pośpiechu? Musiał jednak wykonać swoją pracę, a to wiązało się z zadaniem odpowiednich pytań, jak i pozostawieniem po sobie paru wskazówek, co by przeciwdziałać podobnym wezwaniom w przyszłości. Nie chciał się wtrącać, ale nie chciał też doprowadzić do sytuacji, gdzie podobne sytuacje zdarzałyby się co drugi dzień, bo „było na to przyzwolenie”. Czy było jednak coś złego w drobnym pouczeniu?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#6
15.06.2023, 02:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2023, 02:19 przez Eutierria.)  
Kobieta była uprzejma, ale w tak drętwy sposób, że Dolohov cudem powstrzymał nieuprzejme ziewnięcie, kiedy tłumaczyła się ze zwyczajnego dowcipu, jaki rzucił przed chwilą, nie spodziewając się po Brygadzistach żadnej reakcji. Zbyt dobrze kłamał, żeby tak po prostu dać po sobie poznać, że ta odpowiedź wywołała w nim jakiekolwiek emocje – jego twarz pozostawała czarująco uśmiechnięta, a uśmiechać się potrafił bardzo przyjemnie, bo miał wiele powodów do tego, aby takie podstawowe rzeczy dotyczące aparycji przećwiczyć przed lustrem. I to wielokrotnie. Był w końcu mówcą. Był człowiekiem, który musiał prowadzić masę upierdliwych konwersacji w swoim gabinecie i poza nim, wliczając tutaj rozmowy w cztery oczy, ociekające nudą bankiety i publiczne przemówienia, podczas których wpatrywały się w niego setki zaciekawionych, skupionych oczu. Te liczne doświadczenia wzbogaciły jego osobę i były widoczne w tym, jak się poruszał, jak się wysławiał, jak swobodnie i bez większych zawahań ciągnął nawet najbardziej niewygodne rozmowy.

Mógłby jej tym entuzjazmem zawtórować, mógłby to wszystko poprowadzić jak miło jak to tylko potrafił... ale nie chciał tego zrobić. Bycie zbyt spokojnym wydało mu się tutaj nie na miejscu. Agresja nie była receptą, ale szorstkość – tak, bo mógłby tutaj przybyć nawet i sam Minister Magii i zaoferować mu posadę w Departamencie Tajemnic za ujawnienie czegokolwiek o Annaleigh – nie obchodziło go to. Dolohov miał wokół siebie niewiele osób - garść służby, swojego asystenta, córkę i ją – kobietę, która publicznie uchodziła za jego kochającą żonę. Prywatnie... lepiej się nie rozgadywać o tym, jak bardzo źle pomiędzy nimi było, ale mimo tlącej się wciąż niechęci, zamierzał ją chronić, a teraz czymś, co mógł ochronić, była jej prywatność.

- Rozmawiałem z żoną jeszcze wczoraj, pani Bones. I zapewniam, że wszystko było z nią w porządku. Może to pani zapisać w swoim notesiku jako moje zeznania, to dostanie pani na dole autograf – powtórzył w odpowiedzi na szereg zadanych mu pytań. Następnie odwrócił spojrzenie w stronę Erika. – Zlecę oględziny gabinetu i prześlę Ann wiadomość. Nie uważam, aby jakiekolwiek inne działania były tutaj zasadne. Jeżeli stracę z nią kontakt, to zostaniecie państwo poinformowani.

Nie zasugerował im opuszczenia gabinetu, chociaż trochę cisnęło mu się to na usta.

- Skoro zdecydowaliście się wcisnąć w ten grafik tylko po to, żeby rzucać komplementami w stronę mojej połowicy, czuję się wręcz urażony. – Wypuścił przez nos trochę powietrza, trochę tak, jakby chciał się zaśmiać, ale stłumił to w sobie. – Urażony, że nawet nie kusi was skorzystanie z okazji, kiedy znajduje się tak blisko. Czyżbyście sceptycznie podchodzili do tego, czym się param? Nie mydlcie mi tylko oczu byciem na służbie...

To go zawsze bawiło. Rezerwa do jego wróżb, wieczne wmawianie sobie, że to na pewno nie potoczy się tak, jak ten cholerny Dolohov to przewidział – a jednak, z „jakiegoś niewytłumaczalnego powodu” ten przeklęty Dolohov zawsze wiedział. I pisał o tym ciągle, książkę za książką, artykuł za artykułem. Doszedł już w swojej karierze do tego etapu, kiedy poszukując nowych wieści o trzecim oku, zamiast nowych badań odnajduje wiecznie artykuły będące jedynie opracowaniem jego prac. Ostatnią pasjonującą lekturą do poduszki okazało się przekrojowe streszczenie jego własnych dokonań przez jakiegoś studenta ze Stanów.

- Mamy z kanclerzem sporo wspólnego – powiedział, stawiając kilka kolejnych kroków przez pomieszczenie – i ja i on lubimy pozostawiać po sobie wrażenie oszołomienia. – Co wysnuł oczywiście z tak wielkiego datku na organizację charytatywną. – Niech więc będzie panie Longbottom. Nie to, żebym nie był filantropem, ale wpłacenie datku na waszą organizację nie odbije się teraz takim echem po świecie, jak gdybym pościgał się z Malfoyami o kolację z panem, dajcie mi więc namieszać wam w głowach, żeby mnie nie zostawić z poczuciem straconego czasu. Zgoda?

To powiedziawszy, Dolohov podniósł ze stolika swoją szklaną kulę. Ta momentalnie zaszła dymem, jakby tylko czekała na jego dotyk. W siwych kłębach toczących się pod jej powierzchnią niby nie dało dopatrzeć się niczego konkretnego, ale Vakel zdawał się dostrzegać w tym chaosie absolutnie wszystko.

- Widzi pan, panie Longbottom – zaczął poważnym tonem, spoglądając to na niego, to na kulę, którą uniósł w górze. A potem jego twarz przekrzywiła się i dodał, tonem kompletnie innym – jeśliś myślała, że – i znowu wrócił do bycia normalnym sobą. – Widzę w pana oku coś –  kiedyś było – jeszcze. Cokolwiek ściągnie na pana to limo, ściągnie na pana –  pomiędzy wami źle, to się zdziwisz. – Szarpnęło go w dół, ale Dolohov zdawał się w ogóle tego nie zauważać. To było trochę tak, jakby był rozszczepieńcem walczącym o kontrolę nad ciałem – raz się dumnie uśmiechał i bredził o tym, co dostrzegał w nicości, a potem nagle snuł drugą historię, ewidentnie skierowaną do Mavelle. – Niechże spojrzę... – do czego może zaprowadzić wasz los. – Widzę w kuli dom i każdy amator przewidziałby w tym pewnie – będziesz rzygała rzygała rzygała – zaciął się – kwiatami do miski – bezpieczeństwo, ale ja widzę w tym dosłowność – chodzi o dom, nie wiem, czy ten, w którym pan mieszka - Spróbuj uwiązać tego psa jeszcze raz, to – czy inny dom, ale na pewno jakiś panu bliski. To – do miski – to, co panu zniszczy wzrok, pociągnie za sobą dach. Ironicznie, skoro to mi sugerował pan przed chwilą zakładanie nowych zaklęć zabezpieczających.

Po tym tragikomicznym wystąpieniu widać było w jego oczach jakąś iskrę. On kompletnie nie wiedział, że przekazał im jakąś wiadomość pomiędzy wierszami i... Może ta żona po prostu od niego uciekła?

- Jak się to panu spełni, zapraszam do Praw Czasu. Wieloma rzeczami mogę was jeszcze zaskoczyć.

Po gabinecie rozległo się delikatne stukanie w drzwi. To Trelawney zasygnalizował, że kolejna klientka niecierpliwiła się już czekaniem.


with all due respect, which is none
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#7
17.06.2023, 20:55  ✶  
Dowcipny się znalazł. Ale nie powiedziała tego na głos; mimo wszystko na służbie nie wypadało. Gdyby nie znajdowała się w mundurze, to… może. Ale tak? Nie. Zatem poprzestała jedynie na:
  - Dziękuje, obejdzie się bez autografu – wypowiedziane tak bardzo uprzejmym tonem, jak się tylko dało. Takim z gatunku, że gdy ktoś go używał, to gdzieś z tyłu głowy w teorii pojawiał się cichy głosik podpowiadający, iż przed chwilą ktoś tu zaczął przekraczać pewne granice. Choć zapewne Dolohova – jak można by podejrzewać, gdyby się nad tym zastanowiła – nie obchodziło to nic.
  Przewróciła w duchu ślepiami, gdy ten się uparł na wróżbę. Ale nie miał wygłosić tego pod jej adresem, jak wnioskowała po pierwszych słowach. Właściwie powinna była natychmiast przerwać tę farsę i wyjść stąd, ciągnąc za sobą Erika, czy tego chciał czy nie. Powinna była, ale koniec końców pozostała i…
  … odkryła, że Dolohov miał podejrzanie dużo do powiedzenia. Na tyle dużo, że w pierwszym odruchu rozważała, czy nie powinna go zaaresztować tu i teraz, za groźby, jakie właśnie wygłosił. Bo tak, właśnie tak to teraz odbierała. Miała jednak na tyle przytomności umysłu, żeby tego nie zrobić; zdrowy rozsądek podpowiadał, że wybuchnie z tego afera i w ostatecznym rozrachunku to jej wyjdzie wszystko bokiem, a nie aresztowanemu.
  Dlatego nie zrobiła nic.
  Ale gdyby spojrzenie mogło zabijać, to zapewne mężczyzna padłby właśnie trupem, dokładnie tak, jak stał.
  - Dziękujemy za fascynujący pokaz – stwierdziła; uprzejmym tonem wprawdzie, ale kryło się w tym coś jeszcze: lodowaty wręcz chłód – Oraz za poświęcony czas. Miłego dnia, panie Dolohov – dodała i wraz z Erikiem opuściła gabinet.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (1523), Mavelle Bones (1036), Vakel Dolohov (1601)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa