- Przypomnij mi, dlaczego akurat jedziesz po to tyle godzin od Londynu?
- Bo musi być autentyczne. AU-TEN-TY-CZNE. Jak mogłabym wcisnąć jakiś szmelc moim fanom?
- Aha. No okay. Fanom. - wbiła w nią spojrzenie, próbując się za wszelką cenę nie roześmiać z powagi przyjaciółki, bo ona te swoje sesje, obrazy i dziwne manekiny traktowała bardzo poważnie. Owszem, były piękne i czarnowłosa, krótko ścięta dziewczyna miała niewątpliwie talent, ale jej finanse mówiły same za siebie, jak trudno było w jej wieku za to egzystować w mieście tak drogim, jak Londyn. Dużo łatwiej było zarabiać jej w funtach niż w galeonach, bo mugole mieli bardzo dziwny gust do sztuki, ale przez to trudno było jej żyć w tym drugim świecie i wtedy wisiała na plecach Pandory. I tak ciągle, ale Prewettówna nie miała nic przeciwko. Za oknem wciąż było trochę śniegu, słońce nieśmiało wychylało się zza chmur, a północny wiatr wywoływał na twarzy rumieńce, zamieniając oddech w parę. Nie była to jednak tak przyjemna zima, jaką miała okazję widzieć na Islandii.
Auto zatrzymało się pod budynkiem, który niewątpliwie był kuźnią. Podróże autem nie były złe, ale nijak się miały do grzbietu Mary, chociaż już dawno przestała Akane o tym marudzić, bo ona również miała awersję do wysokości, podobnie jak pewien Niedźwiadek. Odnośnie do Niedźwiadków.. Omiotła spojrzeniem szyld, ściągając brwi. Nawet przetarła oczy delikatnie, nie chcąc rozmazać sobie tuszu do rzęs, a jej towarzyszka przesuwała spojrzeniem pomiędzy twarzą przyjaciółki a miejscem, gdzie najwidoczniej złożyła zamówienie na jakieś łańcuchy, kajdanki, coś na wzór chyba kasy i inne narzędzia, których nie zapamiętała. Artystka miała więcej pomysłów na minutę niż Pandora i ta przywykła, że większości nie realizowała.
- Czy tak przypadkiem nie miał na imię Twój przyjaciel?
- Jak to możliwe, że pamiętasz o wszystkim, czego nie potrzeba? Cóż, milej by było, gdyby mnie poinformował o tym, że nie ma ochoty mnie widzieć, niż przeprowadził się do innego Państwa, ale cóż mogę zrobić? - odpowiedziała jej po chwili, wzruszając delikatnie ramionami i posyłając jej nawet delikatny uśmiech, bo przecież to nie był powód, żeby biednej Akane się oberwało tylko dlatego, że ktoś był absolutnie beznadziejny w relacjach międzyludzkich i nawet nie umiał się przyzwoicie pożegnać. Prychnęła pod nosem, zapinając kurtkę i krzyżując ręce pod piersiami, oparła się o samochód. - Idź, ja może zaczekam.
- O nie, nie po to ciągnęłam Cię ze sobą, żebyś tego teraz ze mną nie niosła do bagażnika. Jest też drugie imię, więc może go nie będzie, jeśli już tak bardzo nie chcesz go widzieć.
- To przecież jest zupełnie odwrotnie. Czy Ty w ogóle słuchasz, co do Ciebie mówię? - odpowiedziała jej z kolejnym prychnięciem, czując, jak rumienią się jej odrobinę policzki, ale to mogła zrzucić na zimno.
- Czasem. Wybieram te najciekawsze.
Jęknęła niezadowolona, wciągając kaptur na głowę, gdy ta pociągnęła ją za rękę, opowiadać coś widocznie o tej kosie, żeby odwrócić uwagę przyjaciółki od wpatrywania się w ten nieszczęsny szyld. Akane była równie żywiołowa, więc podskakując podbiegła do lady, stukając z podekscytowaniem palcami w drewno, a potem wydała z siebie głośne "oh", sięgając po torebkę. Sakwę z galeonami odłożyła z jednej strony, a z drugiej szukała tego nieszczęsnego papierka, na zamówienie, pod nosem wzywając Morganę, żeby go przypadkiem nie zgubiła, bo jej wystawa będzie zgubiona. Prewettówna pokiwała głową z niedowierzaniem, wciąż trzymana pod rękę i nieco wprawiona w kołysanie, pod wpływem ruchów dziewczyny. Omiotła spojrzeniem wnętrze, wsuwając wolną dłoń do kieszeni.
- Daj mi tę torebkę, zabiję Cię, jak tego zapomniałaś. - szepnęła pod nosem, zabierając jej przedmiot z dłoni i oparła go o blat, zaczynając w nim grzebać. Miała tam absolutnie wszystko — szczotkę do włosów, kosmetyczkę, lusterko, różdżkę, jakieś zgniecione batoniki, setkę wódki i nawet okulary przeciwsłoneczne oraz pudełko kredek. Posłała jej niedowierzające spojrzenie, machając w powietrzu różową kredką do oczu, szukając w dalszym ciągu jej portfela, który przecież musiał gdzieś tam być.
- Nigdy nie wiesz, kiedy zdarzy Ci się impreza. A jak nie masz stroju, działaj włosami i makijażem. Moja siostra tak mówi. - wyjaśniła z uśmiechem, zabierając brunetce kredkę z palców i nią stuknęła o blat, prawie podskakując w miejscu z podekscytowania. Pandora była przekonana, że kryła się za tym jakaś szalona i głęboko zakorzeniona wizja artystyczna, więc jedynie wywróciła oczami, śmiejąc się pod nosem. - Widzisz? Dlatego się przyjaźnimy.
- Dlatego, że rozumiem te różowe kredki?
- Nie, dlatego że dzięki mnie masz dużo ciekawych okazji w życiu! No cześć! - dziewczyna omiotła spojrzeniem mężczyznę, posyłając mu promienny uśmiech, szturchając swoją przyjaciółkę łokciem. Zagwizdała też nieco pod nosem, czego Prewettówna udała, że nie zauważyła, wciąż wpatrując się czarną dziurę, jaką była jej torebka. Portfel miała też różowy, musiał gdzieś być. - Bardzo będzie Pan zły, jak zgubiłam kwitek? Chyba że Panda go znajdzie. Ona znajduje rzeczy, których nie znajdują inni. To taki talent. Prawda Pandziu?
Pandora prawdę mówiąc, nie bardzo wiedziała, jak powinna się zachować i przede wszystkim, co powiedzieć, bo była zwyczajnie na niego zła lub może raczej było jej przykro? Może nie dlatego, że nie chciał się z nią przyjaźnić, bo była tylko kleszczem — to była w stanie zrozumieć, ale o takich rzeczach się uprzedza. Zacisnęła na chwilę usta, podnosząc ostatecznie wzrok na blondyna, chociaż o zupełnie innym wyrazie, niż miała zwykle. Był pełen jakiegoś chłodu, może nawet odrobiny wyrzutu i obrazy. - Dzień dobry. A Ty masz ten portfel.
Równie szybko, co na niego spojrzała, przeniosła wzrok na przyjaciółkę, podając jej znaleziony przedmiot, a resztę, którą wyjęła, zaczęła chować znów do torebki. Im szybciej Akane załatwi te swoje interesy i odbierze zamówienie, tym szybciej będą mogły wrócić do Londynu.