• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę

[30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#11
29.08.2023, 22:18  ✶  

Posiadanie tego typu gwarancji było dla niego wręcz na wagę złota. Wszystkie jego dotychczasowe związki nie były w stanie mu jej zapewnić i nie był w stanie przewidzieć tego, czy i kiedy osoba, z którą spędził noc albo kilka nocy postanowi to ujawnić z zamiarem celowego zaszkodzenia mu. Wolał aby to nie uległo zmianie, jeśli naprawdę dojdzie do tego, że łączący ich układ faktycznie się rozpadnie. Z perspektywy czasu trwał wyjątkowo długo, patrząc przez pryzmat ich znajomości. Bo sześć lat to naprawdę długo. Zwłaszcza, jak na nich. Przez wzgląd na ich podejście do związków i seksu.

Otwarcie się na te nowe perspektywy zawsze skutkują tym samym i będzie musiał z tym żyć, nawet jak on trwał w przekonaniu, że nie szukał stałych związków i nie wyobrażał sobie zachowywania wierności jednej kobiecie. Również nie dopuszczał do siebie myśli o stałym związku z drugim mężczyzną. Niezależnie od tego, z kim tak naprawdę spędzał noce, nie był uosobieniem moralności. Nie potrafił nagiąć tego nieprzyjaznego świata do swojej woli, aby mógł nie obawiać się konsekwencji ujawnienia mu swoich niemoralnych preferencji. Zrujnowałaby mu to życie i karierę. Miał za dużo do stracenia. Jeden problem na raz. Nie sposób zajmować się walką z całym światem, kiedy nie potrafiło się zapanować nad własnym życiem.

Jedno nie wyklucza drugiego. W pierwszej chwili chciał dopytać, czy wciąż rozmawiają o kawie, czy dotykają sedna sprawy. Na podstawie własnych dyskretnych obserwacji skłaniał się ku temu drugiemu wniosku. Po stosownej chwili wahania zdecydował się powstrzymać.

— Taka kawa również może być. — Zaproponowana mu przez gospodarza kawa po irlandzku nagle wydała mu się najlepszą propozycją, dlatego nie zaprotestował, nie chcąc aby Laurent się rozmyślił. Kawa w połączeniu z alkoholem była wspaniałym napojem, łączącym w sobie to, co najlepsze. Słaba głowa u Laurenta była dla niego powodem do okazywania swojego rozbawienia, ale też lekkiego załamywania się - stanowił on naprawdę marnego kompana do kielicha, jak i towarzysza suto zakrapianych imprez.

— Tylko odrobinę. — Przyznał mu rację w kwestii popijania kawy rumem, do którego pasowała znacznie lepiej herbata. Taki napój doskonale sprawdzał się w chłodne dni. Uniósł jedną z brwi, czując na sobie to pytające spojrzenie i słysząc następujące po nim pytanie. — Tak, mam. — W ostatnim czasie podejmowanie wielu decyzji przychodziło mu z wyraźnym trudem, jednak powzięcie tych odnośnie tego, czego chce się napić, były jednymi z prostszych do podjęcia. Potrzebował odrobiny czegoś mocniejszego. Ostatecznie.

— Co mam Ci powiedzieć? Czego Ty oczekujesz? — Zadawane przez Laurenta pytania może faktycznie nie zawierały żadnego przekazu podprogowego i nie miał podstaw aby nie uwierzyć w prawdziwość jego słów. Zastanawiające były te odnośnie traktowania kawy jako wymówki, zamiast oczekiwania. Zupełnie jakby wpraszanie się na kawę wykorzystał do przedłużenia swojej wizyty w tym miejscu. I nie byłoby to dalekie od prawdy, bowiem już wiedział, czego oczekiwał w tym momencie. Niewątpliwie nie powinien zadawać tych dwóch pytań, które niejako odwracały całą uwagę od jego osoby i stosowanych przez niego wymówek.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
30.08.2023, 00:05  ✶  

Właśnie - to nie było mało. Dokładnie tak - to było bardzo dużo czasu. Cały szmat czasu, przez który Laurent poznał tego człowieka, który tutaj przed nim siedział, niemalże na wylot. Nie znał wielu osobistych rzeczy, jakie działy się w jego przeszłości, bo o tym nie rozmawiali. Nie znał imion innych jego kochanek czy kochanków, z którym spędzał więcej czasu i był z nimi dłużej, niż z nim. Nie wiedział, czy ma takich kilku, czy może właściwie jest jedyną osobą, z którą tak długo... wytrzymał. Czy może raczej: osobą, która tak długo wytrzymała z nim..? Nadal było wiele rzeczy, których nie wiedział z czysto informacyjnych spraw, które pewnie by zmieniły jego postrzeganie Notta. Natomiast jego szablony zachowania, upodobania, antypatie... mógł wymieniać i wymieniać. Opisywać i opisywać. To nie był człowiek bardzo skomplikowany, kiedy się pojęło, co go tak naprawdę napędza, co sprawia, że się uśmiechał w ten swój przeuroczy sposób, z którym Stłuczka nie miała szans rywalizować. Ale tego nie powiedział mu w tamtym pokoju. Za bardzo obrósłby w piórka. W ich mniemaniu to było zdrowe. Tak naprawdę to było absolutnie chore. Ta ich dziwaczna relacja, którą utrzymywali, bo tak im pasowało. Uciekać w swoje ramiona, pobawić się i rozejść do swojego życia następnego ranka.

Laurent poruszył się, przeszedł w okolice barku, żeby go otworzyć różdżką, którą i tak trzymał. Woda się gotowała, ale to nie była w żadnym wypadku woda zmarnowana. Sobie zamierzał zrobić kawę. Jeśli blondynowi się nie odwidzi do czasu zaparzenia picie jej to i również swoją kawę po irlandzku dostanie. A na razie, skoro było i tak oczekiwanie, mógł dostać swoje procenty. Żeby się znieczulić.
Tylko na co? Na poważne tematy? Na to, że Laurent w ogóle zapytał? Złapał za whiskey i nalał do szklanicy, stukając w nią, żeby zrobić kilka kostek lodu, które nie rozpuszczą się szybko, nie rozrzedzą trunku, dzięki temu ten będzie smakować nadal tak samo. Było mu chyba przykro. Tak, było mu przykro. Przez to niezrozumienie po raz kolejny dopadały go myśli, które pewnie w większości były fałszywe, ale nigdy nie radził sobie z powstarzymywaniem ich napływu w ciszy własnej głowy. No bo niby dlaczego Philip nagle chciał pić? Niestety Laurent wiedział, że ten nie lubił rozmawiać na takie tematy i nie lubił sam, kiedy miało się pojawiać coś "poważnego". Tylko że sam to zepsuł. Sam to rozpoczął. Więc... jak teraz miało być? Tego jednak, że przykro mu było, nie dał po sobie poznać, kiedy zaniósł Philipowi wino i wyciągnął dłoń ze szklanką w jego kierunku, patrząc w jego piękne oczy barwy letniego nieba.

To, że uciekł od odpowiedzi pytaniem na pytanie też nie było wcale miłe. Ani przekręcanie odpowiedzialności. Ale było czymś, czego się akurat po nim spodziewał. Takim sposobem pytanie zawisnęło w powietrzu z uderzeniem młota.

- Jak mam mieć oczekiwania, Philipie, skoro nie wiem, czego się po tobie spodziewać..? Przepraszam, że pytałem. Nie powinienem był. - Laurent nie był odważny, a na pewno nie był odważny w relacjach. Natomiast to też nie tak, że nie potrafił objąć jakiegoś stanowiska. Zastanawiał się... Uśmiechnął się delikatnie, w ten trochę smutny, trochę przepraszający sposób i odsunął dwa kroki wolno... nim obrócił, żeby pójść do kuchni, do gotującej się wody. W końcu przyniósł kawę i położył ją na stoliku, siadając w fotelu obok Philipa, patrząc ciągle na niego.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#13
30.08.2023, 04:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.08.2023, 06:38 przez Philip Nott.)  

Pozostawał sumą wszystkich swoich najgorszych cech, głęboko ukrytych zalet i podjętych złych decyzji na przestrzeni swojego całego życia. Kogoś, kto zdołał wytrzymać z nim więcej, niż kilka miesięcy, powinien trzymać blisko. Stanowiło to nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę, że ostatnio sam z sobą ledwo wytrzymywał. Dowiadywał się tak wielu rzeczy na swój temat, że to nawet nie mieściło się w głowie. Wszystko to stanowiło groteskowy chaos, przez który zaczynał przebijać się prawdziwy obraz tego, co ich łączyło i co naprawdę było spaczone.

Jeśli ktoś kiedykolwiek myślał, że alkohol pozwalał się znieczulić, to zwyczajnie się łudził. Opróżnienie całej butelki alkoholu potrafiło pozbawić przytomności i przynieść alkoholowe sny, jednak żaden trunek nie stanowił cudownego remedium na wszystkie problemy tego świata. Wszystko z czym się zmagał także nie zniknie po pierwszym i kolejnym drinku. Pomimo bycia w rozsypce dążył do unikania upijania się na smutno w czterech ścianach, a tym bardziej publicznie. W stanie upojenia alkoholowego ludzie robią różne rzeczy, jak chociażby bieganie nago po Ulicy Pokątnej. Nie popełnił tak nieobyczajnego czynu, w przeciwieństwie do swojego znajomego.

Dopuszczał się obecnie gorszych występków, jak chociażby mimowolne burzenie następnej flanki zamku z piasku, świadome unikanie poruszania niewygodnych tematów i nieudolne próby ucieczki, które jak dotąd kończyły się fiaskiem. Pierwszy łyk whiskey zapiekł go w przełyk, kiedy przechylił lekko szklanicę, o której ścianki cicho zastukały kostki poddane magii kostki lodu. Zamknięty w tym trunku ogień nie zdołał niczego wypalić. Wręcz przeciwnie, zaostrzył trawiący go pożar.

— Możesz spodziewać się tego, że dopóki nie wyprostuję tego wszystkiego, nie złożę Ci następnej wizyty. Zawsze Ci powtarzam: nigdy za nic nie przepraszaj. — Wypowiedzenie tych słów nie przyszło mu tak łatwo, jak się może wydawać. To było coś, co musiało zostać w końcu powiedziane. Z jego strony nie oznaczało to końca tej znajomości. Gdyby był gotów ją zakończyć to po prostu powiedziałby, że to po prostu koniec. Ich następne spotkania nie mogły wyglądać w ten sposób. Nie mogły być męczące dla nich obu. Wziął sobie do serca wszystko to, co powiedział mu Laurent poprzednim razem i wyraził nieśmiałą gotowość do poczynienia zmian w swoim życiu.

Były rzeczy, co do których musiał się upewnić. Wzbierająca w nim desperacja coraz bardziej skłaniała go ku poszukaniu pomocy u specjalisty. Nie był przekonany, do którego ma się udać: uzdrowiciela, magipsychiatry lub klątwołamacza. A może od razu powinien umówić się do wszystkich trzech, unikając chodzenia od specjalisty do specjalisty ze swoją przypadłością, jeśli podejmowane przez danego specjalistę próby uwolnienia go od przeżywania tych wszystkich katuszy okażą się daremne.

Podjęta przez niego decyzja mogła się wydawać okrutna i bezlitosna, ale była słuszna. Jeśli po wszystkim będzie nadal mile widziany to wszystko wróci na dawne tory albo nabierze całkowicie nowego wymiaru. Może też przeminąć. Nic nie trwa wiecznie. Pozostawił Laurentowi możliwość podjęcia podobnej decyzji. Miał pewne prawo to zakończyć. Jeśli słowa, które padły z jego ust, bardziej zasmucą tego czarodzieja albo wywołają w nim silne wzburzenie, to wszystko stanie się jeszcze trudniejsze.

Nie czynił tego z bezwzględnością, do której potrafił być zdolny. Nie była dostrzegalna w jego oczach, których błękit nie stał się zimny niczym stal. Przygryzł dolną wargę, w wymownym milczeniu i oczekiwaniu na reakcję młodszego mężczyzny. Laurent mógł przyjąć to na tyle różnych sposobów, że nie potrafił obstawić żadnego z nich. Przecież mógł przyjąć jego punkt widzenia i uznać słuszność podjęcia takiej, a nie innej decyzji, mógł kazać mu wypierdalać i się nie pokazywać mu na oczy nigdy więcej albo mógł zostać sprowokowany w ten sposób do zupełnie innej gwałtownej reakcji.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
30.08.2023, 11:01  ✶  

Co zrobić z Philipem Nottem? Odpowiedź odsunięta, oddalona na czas nieokreślony. Tylko to problem, bo w zasadzie Laurenta interesowało to, co miało być tu i teraz. Gdzie niepewność przed każdym kolejnym krokiem była naprawdę nieprzyjemna, a nie wyczekiwana z uśmiechem i zapartym tchem, jak czasem wyczekiwał, ciekaw, gdzie powiodą ręce Philipa. Przecież znał mapę jego ciała na pamięć. Cała ta wiedza zamknięta w ich umysłach mogła iść na zatracenie. Mogła się zakończyć w zależności od tego, co przemieli w swojej głowie Nott, który ewidentnie nie chciał już tymi przemyśleniami się dzielić. A może mógłby w tym dalej pomóc? Albo przynajmniej byłoby lżej Philipowi, gdyby się wyspowiadał. Nawet jeśli na jedną chwilę, czy dwie. Z jednej strony sam Laurent mógł rzeczywiście tego pytania nie zadawać, żeby nie dokładać tej nieznośnej cegiełki, bo wiedział, że będzie nieznośna, do samopoczucia Philipa. Chcą mu pomóc tak by to wychodziło, bo ta reakcja była właściwie najbardziej prawdopodobną ze schematów jego zachowań. Na co on liczył? Że rzeczywiście będzie spowiedź święta, albo Philip po prostu powie, czego teraz by chciał, w tej chwili. Że rzeczywiście tylko kawę i zaraz sobie pójdzie. Laurent teraz był na siebie trochę zły, że odpowiednio wcześniej sam nie stawił się u Philipa, żeby oddać mu jego sowę, to w zasadzie nawet nie było do niego podobne, takie zachowanie się trochę bez pomyślunku. Cóż... każdemu się zdarzało. Niektóre takie wydarzenia, jak to, wymagały potem w wyniku błędu większej zapłaty.

- Dobrze. - Mieli nad tym dywagować? Miał mu proponować, że mogłoby być inaczej? Mogłoby. Ale tak naprawdę dla niego było lepiej i zdrowiej, że Philip po prostu zniknie, dopóki sam nie postanowi, co ze sobą zrobić. Więc czy na pewno było to takie bezlitosne? Gdyby uwzględnić to, że podjął tę decyzję nie pytając, czy drugiej stronie to odpowiada to może tak, może było. Laurent nie był takim masochistom i nie był aż tak skłonny do poświęceń własnego zdrowia, żeby teraz protestować i udawać, że na pewno tak nie będzie lepiej. Przyłożył filiżankę z kawą do ust, żeby wypić pierwszy łyk. Zawsze tak samo, niezawodnie dobra. Lubił poznawać nowe smaki kawy, miał chyba pozwiedzaną każdą kawiarenkę w Londynie i otwarcia każdej nowej wypatrywał. Obiecywał sobie, że kiedyś będzie się musiał wybrać tam, gdzie kawa ta była najlepsza - poza Anglię, do egzotycznych krajów, w których zapewne znowu będzie mnóstwo do poznania i zwiedzenia. - Niestety nie mam tego przywileju, żeby nie przepraszać. Nie jestem tobą, Philipie. - I nawet nie chodziło o to, że nie miał takiej siły charakteru - charakter Laurent miał, tylko szedł w zupełnie inną stronę. Tak jak sam blondyn był inaczej ukierunkowany. Chodziło o to, że nie ważne, jaki by miał charakter, nie był czystokrwistym, sławnym czarodziejem, który mógł sobie na taką butność i zachowania pozwolić. I jakkolwiek chciałoby się zaprzeczyć to taka była smutna prawda. Więc Laurent nauczył się przepraszać przez całe swoje życie i zginać kark, i fałszywie uśmiechać, żeby tylko wszyscy wokół byli zadowoleni i pozwolili mu żyć.

Laurent zagaił Philipa o tematy bardziej neutralne. O to, co się działo w Londynie, o zmianach, o ruchach Ministerstwa i o nastawieniu prasy względem aurorów. Ta cisza była dla niego przyjemna. Ale jak znał Philipa to pewnie by się zaraz zaczął w niej męczyć. A ciekawiło go, co ma do powiedzenia na temat tego wszystkiego. Spodziewał się, że równie dobrze mógł powiedzieć, że był za bardzo zajęty, żeby się angażować w to... w to. Zamieszanie, jakie teraz się działo i poświęcanie mu myśli. Tak im przeminęły chwile na czymś znów zupełnie dziwnym i zupełnie innym niż dotychczas. Tak jakby robili to codziennie. Filiżanka kawy i szklanka whiskey, a potem każdy rozchodził się do swoich zajęć, do pracy. Żeby następnego dnia znowu pogawędzić o tym, co się działo. Ta atmosfera potrzebowała oczyszczenia. Lauretn nie miał powodów, żeby nie ufać Philipowi, że ten ją oczyści. Tylko potrzebował na to trochę więcej czasu.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4365), Philip Nott (3221)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa