• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.07.1972] Czemu tam stoisz, Zoe?

[05.07.1972] Czemu tam stoisz, Zoe?
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
16.09.2023, 10:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2023, 10:13 przez Laurent Prewett.)  

Tutaj też patrzono przychylnie na zdolnych. Po prostu nieprzychylnie patrzono na tych, którzy przy tej zdolności łamali prawo i nie dopasowywali się do niego. To nie było trudne - wystarczyło pójść i zarejestrować swoje przemiany. Łatwo z tego zrobić obróconą kartę niesprawiedliwości, kiedy się tego nie robi, a potem są wyciągane z tego konsekwencje. Fałszywe uśmiechy nie miały z tym niczego wspólnego, bo te królowały wszędzie tam, gdzie były pieniądze. Anglia się tym wcale nie wyróżniała na tle świata. Prawdą było jednak to, że budowanie relacji wymagało czasu i że nie wszystkich chciałeś mieć za bliskich przyjaciół z bardzo różnych względów. Chociażby z powodu już poruszonego - każdy potrzebował znajomych, z którymi może porozmawiać nieco luźniej, niekoniecznie od razu wykładając swoje wszystkie karty na stół. Czasem i niekoniecznie w ogóle je wykładając. Utrzymywanie takich znajomości też było bardzo ważne. Laurent starał się trzymać w tym jakiś zdrowy rozsądek, bo miał podobną przypadłość - zbyt szybko i zbyt intensywnie potrafił się zatopić w niektórych osobach, a pragnienie uratowania ich zaczynało rządzić jego życiem. Nie wszystkim pomóc się dało i nie wszyscy pomocy nawet chcieli i oczekiwali. Niektórzy byli po prostu źli. Dotknięci chorobą, albo poddający się temu złu z przyjemnością. Im się pomóc już nie dało.

Słyszał o tym, że niektórzy potrafili stosować metodę wahadełka podczas leczenia. Albo kiedy chcieli wydobyć czyjeś wspomnienia. Pomagało to wejść do podświadomości... czy jakoś tak. Znów - nie znał się na tym, ledwo obiło się mu o uszy, że taka metoda istnieje. Całkiem ciekawe było to, że kiedy człowiek ci mówił, że jest lekarzem, to podświadomie (skoro o tym mowa) nabierało się do niego większego zaufania. Zawód ten wymagał długich lat nauki i niezwykłej precyzji, ci ludzie musieli być zwyczajnie "ogarnięci", jakby to co poniektórzy ujęli. Sporo czarodziei wyśmiałoby nazwanie wróżbiarstwa sposobem leczenia. Laurent zaś rozumiał to w pełni. I był świadom dotykającego go efektu "lekarz - więc godny zaufania", chociaż nie potrafił powiedzieć, czy reagowałby dużo inaczej na jakiegokolwiek innego wróżbitę. Nie miało to znaczenia, bo nie korciło go, żeby szukać dotąd, tak i po tej sesji raczej nie poszedłby do nikogo innego. W końcu, rzeczywiście, tak jak z lekarzem - kiedy masz sprawdzonego, któremu ufasz i który zna się na swojej pracy i robi to dobrze to nie szukasz innego tylko po to, żeby przekonać się, że twój jest najlepszy. To znaczy - bywały i takie przypadki, że coś sobie samemu należało udowodnić, ale Laurent w tym wypadku taki nie był.

Przeszedł go zimny dreszcz. Drgnął, kiedy kobieta gładko potwierdziła jego słowa i przypuszczenia. Bo to nawet nie było pytanie, na które nie znałby sam odpowiedzi na zasadzie domyśleń. To musiało się wydarzyć, prędzej czy później. Tylko blondyn ciągle miał nadzieję, że jednak wydarzy się później. Albo najlepiej - nigdy. Samorozwiązywalne się problemy byłyby cudowne. To, że udajemy, że problem nie istnieje nie sprawia jednak, że on się rozwiązuje. Nadal tam jest, czając się w kącie i czekając na odpowiedni moment, chwilę słabości. Człowiek z czasem powinien się w końcu nauczyć, że nie ma czegoś takiego jak osiągnięcie szczęścia bez ruszenia palcem. Może i byli jacyś wyjątkowi szczęśliwcy, którym skapło samo, ale zazwyczaj to tak nie wyglądało. Co było jednak bardziej zatrważające od spotkania z Dante to kolejne słowa. Może oznaczać stratę przyjaciela. Laurent się spiął, zacisnął palce, wziął głębszy oddech, który stał się trochę szybszy, gdy jego serce zaczęło bardziej niespokojnie uderzać. To tylko jedna z możliwych dróg, niekoniecznie musi się wydarzyć. Spokojnie. Nie unikniesz przyszłości, ale tak jak powiedziała Guinevere - są możliwości, aby z nią walczyć. Nie zamierzałeś się przecież poddawać i dać się porwać temu nurtowi.

- Czy New Forest ucierpi na podjętych przeze mnie decyzjach? - Na tym, że podjął się walk z Ministerstwem, że jego uwaga była mocno rozproszona, że Dante znowu pojawił się w jego życiu. Ciągle siedziało mu to w głowie. Ciągle się o to obawiał. A teraz to pytanie, przy okazji odpowiedzi Guinevere wręcz samo się nasuwało na usta. - Jak mam ochronić swoich bliskich? - Ludzie lubili pytać o miłość, lubili pytać o szczęście, fortunę. Każde pytanie Laurenta było podsycone fatalizmem. Zadawał je, ale wcale nie spodziewał się pozytywnej odpowiedzi. I czy ucierpi moja rodzina. Ale to pytanie zmienił. Bo wiedział, że ucierpi, jeśli odpowiednio nie porozgrywa tego, co przedstawiono mu na planszy. Więc to nie było istotne CZY. Ważne było JAK do tego nie doprowadzić. Więc zdecydował się to pytanie zadać nieco inaczej.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#12
16.09.2023, 11:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2023, 12:13 przez Guinevere McGonagall.)  

Społeczność angielska według niej była bardziej spięta niż ta egipska, zupełnie inaczej patrzono tutaj na wiele rzeczy stąd jej ostrożność w szafowaniu wszystkim, co miała w zanadrzu. Nie chciała na przykład stać się jakimś dziwacznym eksperymentem, dlatego, że potrafi zmieniać się w dwie różne formy - zwyczajnie nie wyczuła jeszcze wszystkich nastrojów. Ale wcale nie wykluczała, że któregoś dnia pojawi się w Ministerstwie znowu, chcąc zgłosić, że potrafi się też zamienić w inne zwierzę. Już podskórnie czuła zdziwienie, że no ale jak to. A tak to. Tak czy siak – że jest animagiem zgłosiła. Nie zamierzała robić z tego żadnej tajemnicy, bo i tak często korzystała z tej umiejętności. To nie tak , że miała coś do ukrycia, bo chciała ukrywać. Miała coś do ukrycia, bo nie wiedziała ile powinna o sobie zdradzać, a co zostawić dla siebie. Co zaś tyczyło się trzymania ludzi na odległość z różnych względów – Guinevere wolała, by relacje rozwijały się naturalnie, a nie były sztucznie podsycane czy stopowane, bo „trzeba było mieć też znajomych, a nie tylko bliskich”, w ogóle nie wyznawała takiej zasady i gdyby to usłyszała, to pewnie by się zdziwiła, niekoniecznie miło. Bo jedno to wybadać teren i albo kogoś do siebie dopuścić, albo raczej ograniczyć znajomość do niezbędnego minimum, a drugie to nie chcieć żeby się relacja rozwinęła, bo potrzebuje się też znajomych. Wpaść w tę kategorię nie byłoby miło w żadnym wypadku.

A co więcej – takie wahadełko wykorzystywano również do wróżenia, i nawet napisała o tym w liście do Laurenta – że potrafi z takiego korzystać. Tę metodę odrzuciła jednak od razu, dlatego, że właściwie dało się odpowiadać tylko „tak”, „nie”, ewentualnie w niektórych przypadkach „nie wiem”. Przy pierwszym pytaniu, jakie postawił Laurent, biorąc pod uwagę, że to jego pierwsze profesjonalne zetknięcie z wróżbiarstwem, mógłby się zwyczajnie zrazić, a i sama Ginny nie była wielką fanką takiego wróżenia. Już wolała poczytać z dłoni, a i za tym nie przepadała.

Nie miała pojęcia jak poważną sprawą było to, że ktoś ma go na oku i że Laurent nie chce się z tym kimś spotykać – gdyby wiedziała… Być może jej interpretacja znaku była celniejsza. Lub być może odpowiedź samej magii byłaby konkretniejsza. Tak, ostrzegła go, ze intensywne myśli MOGĄ zakłócić proces wróżenia, ale to nie znaczyło, że na pewno to zrobią. Że na pewno wypłyną i zostaną złapane. Laurent musiał więc zadowolić się niepełnym obrazem na swoje własne, wyraźne życzenie, bo nie był gotowy mówić o niektórych sprawach na głos. Ale to wymagało czasu, by nabrać zaufania, odwagi – i kto jak kto, ale Nefret doskonale to rozumiała.

Ponownie zajrzała w kulę. Laurent o coś się wyraźnie bał, ale kim ona była, by o to dopytywać i próbować zrozumieć?

– Nie, nie ucierpi. Twoje New Forest odniesie zdecydowanie sukces. Możesz być o to spokojny, znak kolumny jest wyraźny – to była pierwsza, całkowicie pozytywna wiadomość, tak sądziła (że pierwsza). Co do sukcesu nie miała wątpliwości i nie było sensu się nad tym więcej rozwodzić. Tym bardziej, że Prewett najwyraźniej się rozkręcił i ośmielił na tyle, by pytać dalej. Tak, takie sesje bywały męczące, bo wymagały od wróżbity wzmożonego skupienia i nawet krótkie spotkanie z wróżbitą potrafiło wyciągnąć zeń siły, ale Ginny to lubiła. Rzecz jasna wiele zależało od metody wróżenia, od ilości pytań, zawiłości interpretacji znaków i tak dalej. To wszystko nie było zero jedynkowe i każde takie spotkanie było zupełnie od siebie różne. Jak mam chronić swoich bliskich.

– To garnek. By chronić swoich bliskich będziesz musiał się zaangażować w coś całkowicie poza swoim zawodem. Ochrona nie zawsze oznacza bardzo bezpośrednie działania jak zaklęcia ochronne, w twoim wypadku chodzi o nieodpłatną pracę na rzecz jakiejś organizacji, albo instytucji. Albo ruch na rzecz społeczności., działania bardziej polityczne.


Rzut Symbol 1d258 - 88
Kolumna (awans/ sukces)

Rzut Symbol 1d258 - 46
Garnek (praca społeczna)
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
16.09.2023, 13:14  ✶  

Wystarczy. Wystarczyło z uwagi na to, ile to trwało i ile informacji było teraz do przetrawienia. Teraz tylko czekać, co się stanie w przyszłości. Niby to tylko jedna z dróg, niby wskazówka. I może gdyby wróżyć z całkowitą precyzją to te wskazówki naprawdę pomogłyby zapobiec przyszłości? To był ogólnik, ale Laurent i tak bardzo dużo z niego rozumiał. Wystarczyło. Nie chciał precyzji tak samo jak nie chciał w pełni opowiadać o wszystkim, co działo się w jego życiu. Pytania, jakie tutaj padły i tak pozwalały stworzyć całkiem niezłą historyjkę. I gdyby ktoś był skłonny do plotek to stworzyłby wręcz wyjątkową opowieść, można by z tego wykluć wręcz wyjątkową bajeczkę. Czy Ginny taka była? Teraz, kiedy już powietrze z niego uszło czuł się tak, jakby wpadł sam w jakiś trans. Jakby ogarnęła go jakaś magia, amok, która sprawiała, że chciało się wiedzieć więcej i więcej, przerywała jakąś samokontrolę... To ostatnie pytanie było jakby ledwo powstrzymane, zmienione. Bo przecież inne tańczyło na krańcu języka.

Kawa wystygła.

- Bardzo intensywne doznanie. - Przyznał, chociaż brzmiało to bezemocjonalnie, prawie jak jego stwierdzenie o ciekawości w pewnym momencie wróżby. Że to ciekawe. Świat wydawał się leżeć u stóp i wystarczyło tylko po to sięgnąć. Nie ważne, czy wynik wróżby był zły czy dobry - to były tylko możliwości, wszystko można było obrócić we właściwym kierunku, we właściwą stronę. - Dziękuję. Nie mam więcej pytań. - We wszystkim należało mieć umiar i wszystko powinno być kończone w odpowiednim punkcie. Ze znajomościami też tak było. Kiedy niektóre elementy zaczynały się mieszać i zmieniać niekiedy należało kogoś po prostu od siebie odciąć. Dla własnego zdrowia i dla zdrowia drugiej strony. I tak, to prawda, że to nie było miłe, kiedy chciałeś się do kogoś dostać, chciałeś czegoś więcej, a druga strona stawiała pomiędzy wami ścianę. W świecie Laurenta to były niesprawiedliwe, szklane przeszkody. Bo nie było aniołów na tym świecie i nie było osób doskonałych. Każdy miał swoje wady i te wspomniane trupy w szafie. Niektórzy je chowali lepiej od innych. Laurent sam już nie wiedział, gdzie kończyła się niewinność i zaczynała cała suma grzechów. Wziął powolny, spokojny, głęboki wdech i wypuścił go przez nozdrza. Było tu trochę emocji do przetrawienia, ale nie wstrząsnęły one nim całym. Dlatego, że było tak przyjemnie ciemno? Że wydawałoby się, jakby tutaj świat nie miał wstępu? Ułuda bezpieczeństwa była naprawdę słodka i Laurent lubił się w niej zatapiać.

- Nie zadałem pytań, na które twoje odpowiedzi by mnie zaskoczyły. Wręcz powiedziałbym, że się ich spodziewałem. Może poza New Forest. - Uśmiechnął się delikatnie. Tak, spodziewał się, że to miejsce ucierpi. Bardzo. Ciągle miał gdzieś w sobie strach, że przyjdą mężczyźni w maskach i wszystko spłonie. Czasem śnił mu się ten pożar - czarne chmury przysłaniające niebo i łuna ognia. Ale to chyba przez ten sen, w którym umierał. Tam również pożar zaczął pożerać las, nim obudził się we własnej krwi, na własnym łóżku. Nie potrafił się pozbyć tego obrazu ze swojej głowy. - Mimo to usłyszenie odpowiedzi zmienia, z jakiegoś powodu, percepcję na świat. Zupełnie jakby rozsypano przede mną szklane kulki z szeptem "baw się". - Nie pominął w tym wszystkim tego, co Guinevere dodawała. Pewne porady, znaki. Kobieta starała się zrozumieć te obrazy i je zinterpretować ze skrawków informacji, jakie miała i z tego, co płynęło z drugiej strony - od osoby pytającej. Przynajmniej tak to wyglądało dla niego jako obserwatora procesu wróżenia. Analizą tego, co tutaj doświadczył, zajmie się potem. Tak jak zgłoszeniem sprawy do szpitala, mimo wszystko. Co jednak ciekawe ukierunkował swoje myśli - nie zamierzał biegać po Ministerstwie. Postanowił wysłać sowę do kuzynki bardzo ciekaw precyzji tego, co usłyszał po pytaniu o Zoe. Kobiety, której imienia nie znał.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#14
16.09.2023, 15:47  ✶  

Uważała, że powinno się otaczać wartościowymi ludźmi. Po niektórych widać było od razu z jakiej gliny są ulepieni i czy chciało się poświęcać im swój czas, czy jednak wcale nie. Ale byli też tacy, którzy potrzebowali czasu by rozkwitnąć, rozłożyć swoje płatki. Ginevra nie skreślała nikogo, a już na pewno nie na początku. Nie dzieliła ludzi na "tę osobę dopuszczę bliżej" albo na "tej osobie postawię ścianę przed ryjem". Jak odczuwała, że jakaś relacja jest z drugiej osoby na siłę, to się wycofywała, przestawała "zabiegać" i utrzymywać kontakt, a ten zaczynał się rozmywać i ostatecznie – zanikać. Miała zupełnie inne podejście do ludzi i znajomości, bo nie traktowała ich jak przedmioty potrzebne do zaspokojenia własnych potrzeb. Oni też mieli uczucia, a kto chciał poczuć odrzucenie (w jakimkolwiek wydaniu by ono nie było)? Problem jaki miała z Laurentem to to, że był jedną z nielicznych osób, jakie tutaj znała. Był też osobą, którą szczerze polubiła i nie chciała dla niego źle. W Egipcie nie mieli za bardzo okazji się poznać, ale ta nadarzyła się tutaj i teraz, a tylko głupiec z okazji nie korzysta – a przynajmniej takich. Miała jednak wrażenie, że pomiędzy nimi ta ściana była. Że to ona wyciąga do niego rękę, a on przyjmuje ją bardzo niechętnie, na pewien sposób traktując jak okazję. Nie była pewna na ile dobrze odczytuje intencje i zamiary, ale dostrzegała pewien mur, który nie wiedziała czy i jak przeskoczyć. Bo na pewno nie zamierzała go skruszyć. Ani robić niczego na siłę. Dawała temu czas i szansę, ale nie była osobą, która będzie się pchała gdzieś, gdzie jest niechciana. A to naprawdę dawało się wyczuć – a przynajmniej ona potrafiła takie sygnały odbierać. Może za dużo myślała, może za dużo na tym polu analizowała, odbierając różne rzeczy, starając się wczuć w drugą osobę, spojrzeć na świat jej oczami. Może nie było wcale tak, jak jej się wydawało.

Intensywne doznanie – to była prawda. Jeśli dla Laurenta to było intensywne, to jakie było dla Ginny? Czasami wręcz przebodźcowaniem i wtedy musiała na jakiś czas wyciszyć się. Piękne otoczenie łąk, lasów i potoków bardzo przy tym pomagało. Kiedy stwierdził że tyle wystarczy, odetchnęła głęboko i zamknęła oczy, siedząc przez chwilę w bezruchu. Ściągnęła ręce ze stołu i nawet uniosła głowę, jakby chciała spojrzeć w sufit, ale z zamkniętymi oczami… a w końcu wyprostowała głowę i spojrzała na Laurenta. Uśmiechnęła się znowu.

- Czasami jest tak, że wróżba pozwala się z pewnymi rzeczami, o których już się podświadomie wie, pogodzić. Chyba to mówiłam, ale to wędrówka w głąb siebie – mówiła. Może nieco innymi słowami, ale mówiła. Jej kawa też ostygła i gdy teraz sięgnęła po nią i zrobiła łyk, aż się skrzywiła i zaraz złapała różdżkę, by ją sobie podgrzać. Spojrzała na Laurenta wymownie, chciała wiedzieć czy jemu też. Złapała też za szmatkę, która leżała przygotowana i nakryła nią kulę. Nie chciała teraz w nią przypadkiem spojrzeć i zobaczyć… nie wiadomo nawet co dokładnie. - Cieszę się, że mogłam cię odrobinę zaskoczyć, ale rzecz jasna nie taki był cel. Chodziło o rozwianie mgły niepewności - znalezienie odpowiedniego wróżbity, który złapie z drugą osobą wspólny język, na pewien sposób go zrozumie i wyczuje się, było kluczem do tego, by wróżby były jak najlepsze – w sensie celności i ich przeznaczenia: ostrzeżenia, porady, przyniesienia ukojenia bądź przygotowania na gorszy moment w życiu.  - Trochę tak jest. Mam nadzieję, że moje wróżby ci się do czegoś przydadzą. Może sam za jakiś czas dostrzeżesz rzeczy, o których mówiłam i zrozumiesz jeszcze lepiej pewne znaki. Starałam się je rozczytać najlepiej jak potrafiłam – o chyba było co analizować. I zdaje się że przed Laurentem był intensywny czas, wyglądało na to, że nie będzie mu się w życiu nudzić. Miała tylko nadzieję, że w związku z New Forest nie osiądzie na laurach.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
16.09.2023, 16:18  ✶  

Traktowanie ludzi jak przedmioty i zabawki... Ha... To było okrutne, ale niestety się zdarzało. Człowiek potrafił wykorzystać drugiego człowieka dla swoich ambicji, celów, zabawy. Potrafili zniszczyć czyjąś psychikę i ciało, żeby tylko poczuć się lepiej. Wspiąć w karierze, albo odbić na kimś swe złe emocje. I to było okrutne, a Laurent nikomu nie życzył, żeby kogoś takiego spotkać na swojej drodze. Za często na tym świecie każdy chciał brać i nie dawać niczego w zamian, dlatego blondyn bardzo cenił sobie w co poniektórych relacjach klarowność, dlatego wprost mówił o niektórych umowach, by nikt potem nie poczuł się gorszy czy pokrzywdzony. Dlatego mówił, że nie może zaoferować miłości. I że niczego więcej z tego nie będzie. Odczytywanie intencji ludzi i przewidywanie, co zrobią, było trudne nawet dla osoby wróżącej. Bo, jak było podkreślane, to w końcu tylko możliwe rozwiązania, a nie prawda zapisana w księdze przeznaczenia. Guinevere jednak dobrze czuła ścianę, choć nie była ona wycelowana konkretnie w nią. To nie tak, że Laurent wybierał osoby, do których się zbliży, a do których nie. To działało naturalnie - z jednymi od razu wchodziłeś w dobry kontakt, a z innymi niekoniecznie i tak się właśnie stawało, że byli znajomymi, z którymi czasem wypijesz drinka. To wszystko. Problem w tej konkretnej relacji był taki, że Laurent zdawał sobie sprawę, jak bardzo Guinevere była do niego podobna. Jak prześwietlała człowieka i że potrafiła to robić równie sprawnie, co on. Trafił swój na swego, można było powiedzieć, tylko nadmiar niepewności i poczucia, że kiedy to wszystko zostanie rozpakowane to wcale nie będzie już takie atrakcyjne powodował dalsze wzbranianie się przed tematem. Więc, tak... sztuka czytania z ludzi była kawałek twardego chleba do zgryzienia. Tak twardego, że już można było z niego robić bułkę tartą. Laurent nie chciał stracić na tym zębów. I niby można powiedzieć, że przecież kobieta miała dobre intencje..! Owszem, tak to wyglądało. Ale Laurent już się przejechał w swoim życiu na zbyt charyzmatycznej i spostrzegawczej osobie. Osoby z tak silnym charakterem zresztą miały skłonności go przytłaczać, choć sam nie był pewien, skąd się to brało. Chyba z domu. Z tego, że Edward Prewett zawsze musiał mieć rację i musiało być po jego. Że nie tolerował, kiedy ktoś mówił mu, co ma robić, albo stanowczo mówił o własnych planach, kiedy przeczyły one tym jego.

- Mam nadzieję, że ilość pytań nie była przytłaczająca? Ciężko mi było to ocenić... zapewne mógłbym jeszcze pytać i pytać... ale wydawałaś się już skupiona do stopnia, w jakim wymagało to energii. Podtrzymanie tego skupienia. - Nie miał teraz pomysłu na to, jak lepiej to ująć, ale chyba każdy miał taki stan, gdzie skupiasz sie i jest w porządku. Skupiasz się mocniej i... hm, no musisz się już naprawdę temu poświęcić. A potem już to na sobie wymuszasz i w końcu wręcz sprawia ból. Do tego ostatniego chyba nie dotarli. - Takie są przeciętne sesje wróżenia? - Zapytał o to z ciekawości, bacznie obserwując kobietę. - Poproszę, tak. - Uśmiechnął się na jej spojrzenie, wymowne, dotyczące kawy. - Jest to dla mnie dość krępujące, przyznaje. Widzę, że jesteś bardzo podobna do mnie w analizie ludzi, co sprawia, że stąpam o wiele bardziej ostrożnie. Nie chciałbym, żebyś mnie źle zrozumiała. Zadałem takie pytania, z których można zrobić już całkiem dobrą historię, a o których nie powiem żadnemu magipsychologowi, ponieważ do żadnego nie chodzę. Moja ostrożność jest wynikiem wyłącznie złych doświadczeń i silnego zawirowania w moim życiu od czasu Beltane. - Może trzeba było to powiedzieć wprost. Wyjaśnić. W bardzo łopatologiczny sposób, żeby, w mniemaniu Laurenta, przypieczętować pewną... fazę ich znajomości. Albo raczej - ukierunkować. Laurent też nie chciał, żeby Guinevere czuła się w jego obecności źle, wręcz przeciwnie - zawsze chciał, żeby ludzie w jego towarzystwie czuli się jak najlepiej. Z Ginny było to po prostu trudniejsze. Więc swoimi słowami chciał zrobić furtkę w tej szklanej ścianie, jaką stawiał między sobą a ludźmi. - Cóż... po Beltane wiele rzeczy stało się trudnych. Widma w Kniei, Śmierciożercy, Zimni... Może po prostu zbyt wiele rzeczy wziąłem sobie na głowę.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#16
16.09.2023, 20:57  ✶  

Strach przed nieznanym… Albo raczej w tym wypadku strach przed czymś jak najbardziej znanym. Strach przed osobą podobną do siebie samego.. przynajmniej pod pewnymi względami podobną. To był przykład być może tego, jak mając zbieżny „rdzeń”, środowisko, wychowanie i doświadczenia wpływają na drugiego człowieka, że nie podejmuje takich samych wyborów i jego losy toczą się inaczej. Ale po prostu Guinevere nie była ani kolorowym wężem, ani żmiją. Pomimo ostrych pazurków i chęci do psot (takich nieszkodliwych i raczej zabawnych dla obu stron), była naprawdę milutkim kotem. Być może gdyby była nim też by się wzbraniała, ze strachu, że straci przy bliższym poznaniu, bo wstydzi się swoich wyborów i tego, co miało w jego życiu miejsce. Ale Ginny… Cóż. Faktycznie jakąś historyczkę i bajeczkę była w stanie sobie ułożyć z przedziwnych pytań Laurenta. Pytań, których ani razu nie skomentowała, będąc niemalże w transie wróżenia. A teraz…?

Napicie się ciepłej, pachnącej kawy, po takim doznaniu, zawsze było czymś, co dodawało jej sił. Co uspokajało jej serce i do pewnego stopnia również umysł. Kawa była jedną z rzeczy, które zdecydowanie wolała w Egipcie – w Anglii królowała herbata, zgoda, ale na kawie to się guzik znali. W Egipcie parzono kawę podobnie jak w Turcji – w dżezwie, czy bardziej potocznie, w tygielku. Na turystach zawsze robiło to wrażenie.

– Nie, nie była, spokojnie – rzeczywiście nie była, chociaż samo wrażenie zwykle było intensywne. Czytanie wróżb z kuli zwykle takie było – ale było też czymś zupełnie innym niż wróżeniem z fusów. Bo z fusów było wróżeniem „leniwym” – w tym sensie, że ile można wypić herbat czy kaw w filiżance by odczytać przyszłość…? Raczej trzeba było mieć na to wszystko czas i warunki. Jedno, góra dwa odczytywanie znaków. Ginny najczęściej wróżyła z fusów przy okazji; tak jak teraz przy kawie, mogłaby odczytać jedną wróżbę, nie wymagając przy tym takiego skupienia, ale najczęściej to było tak, jeśli potrzebowała by jej klient musiał się uspokoić… albo na jakimś spotkaniu towarzyskim, zupełnie przy okazji. – Odczytywanie z kuli zwykle jest wymagające na dłuższą metę, bo wymusza ciągłe skupienie. Przy innych metodach można się nieco… hmm… bardziej rozproszyć i nie zgubić wysyłanych symboli i przekazów, ale kula to trochę coś innego – ale może właśnie dlatego tak ją lubiła? – Ale ja po prostu skupiam się na swojej pracy. Pomijając wróżenie, zdarza mi się zapomnieć o reszcie świata, albo nie zwrócić uwagi, że jest już środek nocy – uśmiechnęła się do Laurenta znad filiżanki kawy. Ile to razy ktoś przychodził rano na wykopy i mówił dzień dobry, a Ginny robiła duże oczy, że ale jak to dzień dobry. Słońce wstawało. To nie były jej chwalebne momenty. – Trudno mi określić przeciętność. Każde są inne. Ale te, do których używam kuli, owszem – siedzieli ciągle w tej ciemności, teraz nawet większej, skoro zasłoniła kulę kawałkiem ciemnego materiału. Zapach dymu ze świecy był ledwo wyczuwalny. – Lubię wróżyć z kuli, to moja specjalność. Lubię dynamikę, jaka płynie z tego typu interakcji, zwłaszcza jeśli osoba, dla której wróżę zaangażuje się na podobnym poziomie co ty – bo Laurent się zaangażował nawet bardzo. Poprowadziła go za rączkę na samym początku, ale później całkowicie oddała mu pole, dając czas i miejsce na zastanowienie się nad kolejnymi ruchami i pytaniami. Przy wróżeniu czas leciał szybko i powoli jednocześnie – łatwo było stracić jego poczucie i po wszystkim zdziwić się jak wiele go tak naprawdę upłynęło. Bo oni też nie siedzieli tutaj przecież minutę… Przecież kawa zdążyła ostygnąć.

– Boisz się, że cię ocenię przez pryzmat pytań jakie zadawałeś? – zapytała po chwili, gdy już Laurent wyrzucił z siebie tych kilka zdań, po których nastąpiła między nimi cisza. – Fakt, obserwuję ludzi, ich zachowania, analizuję je i rozczytuję… A później stawiam siebie na ich miejscu i fala emocji potrafi mnie przytłoczyć – nie zaprzeczyła, że jest podobna. Czy raczej – nie zaprzeczyła, że to robi, nie wiedziała, że Laurent też. Teraz już wiedziała. – Nie zwykłam oceniać z powodu tego co dana osoba przeżyła, albo musiała robić. Widziałam i słyszałam mnóstwo ludzkich tragedii, które prowadziły na ciemne ścieżki, gdzie trzeba było robić… różne rzeczy, żeby przeżyć. Adaptowanie się do sytuacji jest rzeczą bardzo ludzką i całkowicie zrozumiałą – zapatrzyła się na Laurenta. Być może ten półmrok pozwalał mu się łatwiej otworzyć? Bo kiedy przyjdzie światło, będzie można o tym zapomnieć. – Historia twojego życia i twoich doświadczeń, powody, dla których zadawałeś takie, a nie inne pytania i twoja ostrożność… Myślę, że jestem ostatnią osobą, która by cię za to wszystko oceniła, bo to nic nie zmienia i należy do przeszłości – czy bał się reakcji na jego wybory? Tego, że zmaleje w oczach innych ludzi? Ginny stawiała, że owszem. Ale dla niej… Nie znała go z wtedy, znała go z teraz – i to to się dla niej liczyło, to tę osobę poznawała. – Jakakolwiek historia mi się rysuje, nie wyjdzie ona poza ściany tego pokoju, nie wpłynie też na mój odbiór twojej osoby – dodała jeszcze i znowu upiła trochę kawy. – To trudne tematy, wszystkie trzy zagadnienia, chociaż pewnie w jakimś punkcie się łączą. Zazwyczaj tak jest. To jak w rozsianych po świecie historiach, które czasami odkopujemy, albo znamy tylko czubek góry jakim jest legenda. Może wcale nie wziąłeś na siebie zbyt dużo, tylko brakuje ci odpowiedniego dystansu, by spojrzeć na wszystko pod innym kątem? Mi pomaga czasami wyjście na długi spacer. Albo lot i spojrzenie na wszystko z góry – może nie powinna tego mówić. Tego o locie, ale pomyślała o tym dopiero, kiedy słowa już zdążyły wypłynąć.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
16.09.2023, 21:37  ✶  

Bardzo wiele wpływało na rozwój człowieka. Na jego cechy, osobowość. Kiedy musisz walczyć o przetrwanie, a kiedy po prostu dorastasz, ciesząc się ciepłem. Laurent musiał walczyć. Ta walka była żałosna aż po dziś dzień, ale starał się dawać z siebie wszystko. Starał się dopasować i przystosować. Nic nie poradzisz - nie wszyscy będą cię lubili. To już wiemy. I Laurent to wiedział, dlatego niespecjalnie się wykłócał czy próbował wszystkim na siłę dogodzić, bo jak już o tym mówili - nie da się. Są jednak osoby, którym chcesz dogodzić ze wszystkich sił. Czasem okazuje się, że te osoby brały to za codzienność i nawet tego nie doceniają. Bo stajesz się jak "Skrzat domowy", zawsze pod ręką, zawsze do usług. Łatwo było się w tym pogubić.

- Jak to zostało niedosłownie powiedziane: jesteś na swoim miejscu. - Powiedział te słowa z uśmiechem, wspominając jej żarliwe zapewnienie dotyczące tego, że jest pewna, że trafiła do dobrego miejsca pracy, że ma odpowiadającą jej ścieżkę życia. Że się tutaj, po prostu, spełnia. - Ostatnio jak o tym opowiadałaś pasja wręcz zakwitała na twoich ustach. Coś, czemu możesz oddać cały swój czas - bardzo cenna praca. - Szczególnie, kiedy jeszcze była dobrze płatna. Laurent nawet nie był pewny, czy to zawsze była kwestia opłaty za godziny czy może jednak od pytania - raczej od godziny. Bo pytania mogły być różne. Jedne krótkie, inne długie, wymagające bardziej skomplikowanego wnikania w otrzymane znaki. Nawet na tej sesji było to widoczne. - Szkoda mi zaklętej w rzeźbę kobiety. Nie zamierzam zrezygnować ze zgłoszenia tego tematu, ale rzeczywiście nakierowałaś mnie na odpowiednie podejście do tematu. Zacznę po prostu od listu do klątwołamaczki. - Znajomej. Bardzo znajomej. Może nawet od tego powinien był zacząć wszystko, tylko nie chciał bezpośrednio kłopotać Florence. Więc planował to po prostu zgłosić. Było minęło, plan był płynny i został zmodyfikowany. Sam napił się teraz kawy z przyjemnością. - Kiedy człowiek skupia swoje myśli ciężko się nie zaangażować. Rozumiem, że lepiej wyraźnie wypowiadać swoje intencje, ale było tam wiele rzeczy, o których nie powiedziałbym niemal nikomu. - Nie było co oszukiwać, że nikomu, bo z mówieniem "nikomu" było jak ze słowem "nigdy".

- Gdybym nie był gotów na zmianę twojego postrzegania mojej osoby w małym chociaż stopniu nie odważyłbym się na taką sesję. Nie chodzi mi tutaj o sam fakt wróżenia. Nie zadałbym niektórych pytań. Przeszłość przeszłością, ale teraźniejszość... - Przechylił lekko głowę na moment w zastanowieniu. - Jeśli po twojej głowie przewija się tak samo wiele myśli jak po mojej to skutki przemilczeń, braku zaufania nawet kiedy nie odbijają się na samym postrzeganiu tej osoby to w końcu natrafia się na ścianę tworzoną z różnych powodów. Może ona stworzyć wiele niepewności. - Niektórzy ludzie nawet nie zdawali sobie sprawy, że to właśnie to odczuwali w kontaktach z innymi. Ścianę, przepaść, różnie to było nazywane. Łączyło je zawsze jedno - było to coś, co powodowało, że nie mogli dostać się do drugiej osoby. - Wszystkie moje pytania się ze sobą łączą. Oprócz zaklętej panienki. - Dodał ze smutnym uśmiechem, nie chciał jej okłamywać, chociaż mógł to zrobić. Ale tak - podobała mu się ta atmosfera. Zdecydowanie sprzyjała intymności wyznań. Nawet jeśli były malutkimi kroczkami. Przez moment pozwolił sobie na zamyślenie. Nad tym, co usłyszał, nad tym, o co pytał i w jakiej formie te pytania zadawał. Nad tym, jaka ewolucja w relacji mogła nastąpić po czymś tak specyficznym, jakim to wróżenie było. Bo naprawdę nie zamierzał udawać, że tego nie było, wyciąć to, zostawić to zupełnie za ścianami. Oczywiście - co tutaj, to tutaj, pod względem pracy i profesjonalności, natomiast miało to wpływ na niego samego. Wyłagodziło delikatnie. Spojrzał na zegarek, wyjmując go z wewnętrznej kieszeni marynarki. - Bardzo dziękuję, będę powoli się zbierał. Ciężko mi nawet dobrze ująć specyfikę tego doświadczenia, jakie mi zaoferowałaś... - Uśmiechnął się, dopijając swoją kawę. - Tak, ciężko na to znaleźć słowa. - Odłożył filiżankę.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#18
16.09.2023, 22:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2023, 22:56 przez Guinevere McGonagall.)  

To, że Laurent musiał walczyć, było dla niej jasne bardzo prędko. I to właśnie ich odróżniało – bo ona nie musiała. Pod tym względem jej dom był… Tym normalnym, dobrym. Tutaj zaczynały się te różnice pomiędzy nimi rysować, czy raczej wychodziło, dlaczego się różnili. On był tym niechcianym elementem, ona – wyczekiwanym. Różnica była ogromna., ale to nie tak, że nie do pogodzenia. Bo Laurent sobie poradził. Czy była to żałosna walka? Według Ginny nie, przecież żył, poradził sobie, spełniał się.

– Jestem, tak – przymrużyła oczy, co mogło nie być za dobrze widoczne w tym półmroku i atmosferze, w której nadal trwali. Ginny mogła to rozwiać jednym machnięciem różdżki, ale póki co, nie chciała. Wolała, by emocje Laurenta uspokoiły się, tym bardziej, że najwyraźniej miał potrzebę porozmawiać… I coś wyjaśnić. – Tak jak ci napisałam, trafiłeś na pasjonata. Mam szczęście, bo to co robię naprawdę mnie interesuje – i wszystko gdzieś tam gładko się ze sobą łączyło nie tylko zawodowo, ale też współgrało z jej charakterem. Kwestia zapłaty była sprawą drugorzędną, choć ceniła swój czas i raczej nie robiła takich rzeczy za darmo. Bo za darmo to się w tym świecie nie pożyje. Na szczęście nie musiała narzekać na swoje zarobki. – inaczej nie mogłaby sobie pozwolić na taką przeprowadzkę. To nie były tanie sprawy. – Nic nawet nie zrobiłam. Nakierowałeś się sam, mój drogi – rozbawienie było słyszalne w jej głosie, bo faktycznie uważała, że nic nie zrobiła. Po prostu odpowiedziała mu na pytania, to wszystko.

– Być może mogłeś mnie dobrze nie zrozumieć. To, co zachowałeś dla siebie, a o czym być może tylko intensywnie myślałeś, jedynie mogło zakłócić cały proces, ale nie musiało. Mogło wybrzmieć w magii, ale mogło też zostać zupełnie zignorowane – wróżenie wydawało się łatwe dla kogoś z boku. Ot idziesz do wróżki, powie ci kilka bzdur, może wyczuje co chcesz usłyszeć, zainkasuje pieniądze i do widzenia. Ale prawda była zupełnie inna. – Na pewno jednak wpływało na odpowiedzi. Odczytywane symbole są schematyczne, mogą być odpowiedzią na dwa różne pytania dwóch różnych osób, ale już rolą wróżbity jest odpowiednie zinterpretowanie ich do danej sytuacji. Im mniej konkretne pytanie i im mniej zarysowany kontekst, tym więcej błędów i niewłaściwej analizy – nie miała do niego żalu, skąd. Pracowała na tym, co miała. – Oczywiście to rozumiem, mam nadzieję, że nie wyciągniesz z tego co powiedziałam niewłaściwe wnioski. Rozumiem, że nie chce się pewnych rzeczy mówić innym, to całkowicie naturalne. Odpowiedziałam jak umiałam najlepiej, bazując na moim doświadczeniu jako obserwator i wróżbita. To, co przemilczałeś, może być obarczone błędem, mam tylko nadzieję, że niezbyt wielkim – nie zamierzała mu tutaj mydlić i ściemniać, bo nie o to przecież chodziło. Wolała na tym polu całkowicie czystą sytuację.

– To prawda. Natrafiłam na ścianę – i tym samym również potwierdziła mu, że po jej głowie krążyło bardzo wiele różnych myśli. Bo wcale nie była skupiona na sobie, a na innych. Dużo o tych innych myślała, szczególnie, gdy kogoś lubiła. – Zastanawiałam się czy coś zrobiłam albo powiedziałam nie tak – czy coś w niej sprawiło, że Laurent wolał się wycofać i zraziła go do siebie. Ale nie zamierzała tego na siłę forsować. – Domyśliłam się, że się łączą – i czy cokolwiek to dla niej zmieniało? Nie, nie za bardzo. Czy była ciekawa co się w życiu Laurenta wydarzyło? Tylko trochę. Bardziej interesowało ją to, jaką jest osobą teraz, co go napędza, czego chce, a czego nie. – To nic złego. Doświadczenia, przeróżne, wpływają na nasz charakter. Wszystko można przekuć na korzyść. Galeon też ma trzy strony, a nie tylko jedną – trzy, bo awers, rewers i kant. – Daj sobie czas, Laurent – na wiele wniosków i rzeczy, bo najwyraźniej tego czasu potrzebował. Choćby po to, by złapać dystans do tego, co kolebało mu się po głowie, a co było wymówką dla ostrożności względem drugiego człowieka. Ginny sięgnęła po różdżkę, by delikatnie, niewiele odsłonić zasłony. Nie chciała, by nagła jasność oślepiła ich oboje. Dopiero teraz, gdy do pomieszczenia wpadło więcej światła, Laurent mógł zauważyć, że patrzą na niego całkowicie żółte, kocie oczy – ale była to chwila, i po kilku mrugnięciach były już zupełnie normalne, ludzkie i jasnobrązowe. Świeczki zgasły, powodując wydzielenie większej ilości dymu. Kobieta uśmiechnęła się do Laurenta łagodnie.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#19
16.09.2023, 23:27  ✶  

Powiedzenie, że nic nie zrobiła, nie było niedocenieniem samej siebie, bardziej przecenieniem drugiej strony. Choć zdaniem Laurenta była to szczerość przelanych intencji i swoisty doping, jakiego każdy potrzebował. Bo każdy chciał być chwalony, każdy chciał w końcu usłyszeć, że dobrze sobie radzi i że to wspaniale, że o własnych siłach dobrnął właśnie tutaj. Że nie był jakąś alternatywną wersją siebie, która byłaby wywrócona do góry nogami. Nie. Był całym sobą, od góry do dołu. Jak ona była pasjonatką wróżenia, chciała pomagać ludziom, więc leczyła i poznawać tajemnice świata, więc pałętała się po wykopaliskach pomagając znawcom run je interpretować. Tym nie mniej to nie była prawda, że niczego nie zrobiła. Wypowiadać słowa można na wiele sposobów. Intencje, jakie niesiesz, emocje, spojrzenia, gesty. Wszystko, co robisz, wpływa na twój odbiór. Zwykłe "dziękuję" możesz wypowiedzieć na dziesiątki możliwych wersji. W jednej będzie to wdzięczność, w drugiej przekaz "spierdalaj", w trzeciej sarkazm, a w piątej nawet groźba. Ton. Ton definiował bardzo wiele. Wszystkie elementy, które Ginny zrobiła - Laurent uważał, że nie były przypadkowe. Że próbowała się dostroić do niego i robiła to w bardzo udany sposób tego dnia. Stonowała się, przywdziała bardzo profesjonalną postawę pokazując, że w jej życiu jest miejsce na żart i jest miejsce na powagę. Z tej strony, dla przykładu, nie znał jej. Nie chodziło o to, że nie wiedział, że potrafi być poważna, ale poznać to od takiej strony, jaką poznał dzisiaj było bardzo bogatym doświadczeniem. Wspomnieniem, które teraz będzie tylko ich, ich własne, prywatne. Laurent lubił takie małe, prywatne rzeczy.

- Teraz ten proces jest dla mnie o wiele bardziej zrozumiały. Dlatego wróżenie jest taką trudną sztuką. Wymaga nie tylko talentu, ale i empatii i zdolności analizy. - Co posiadało naprawdę niewiele osób. A nawet kiedy to posiadały to nie potrafiły tak szybko i sprawnie przemielać informacji w głowie, żeby wybierać tylko najpotrzebniejsze klejnoty. Albo ziarna, jeśli to one akurat miały sprawić, że to pole będzie pełne wartości. Dla jednego śmieć, dla innego skarb... o tym też już między sobą wspomnieli. Przedmiot jak przedmiot - chodziło o emocje, jakie sobą niósł. - Co prawda nie mam daru wróżenia, ale z pozostałymi radzę sobie już całkiem nieźle. - Uśmiechnął się delikatnie. - Nie martw się, powiedziałaś wystarczająco wiele trafnych rzeczy. Być może przyjdę, by podzielić się efektami twoich wróżb. Jedną z nich zapewne całkiem niedługo. Ponieważ wspomniany rejs ma miejsce za dwa dni. - Tak, to właściwie wokół niego chciał te pytania okręcić, ale wyszło jak wyszło. Ciekawość wzięła górę, myśli zmieniły tor i postanowił iść za ciosem, zaintrygowany, ciekaw i... kusząc się na większą dozę zaufania, niż spodziewał się, że będzie miał. Nie potrafił powiedzieć, że żałuje. Właściwie uspokoił się. Aż sam był zdziwiony, do jakiego punktu się uspokoił, a przecież po głowie krążyła mu myśl, że wręcz przeciwnie - powinien być zaniepokojony.

- Tak podejrzewałem, że mogłaś to odczuć. - Przy tej sesji już był tego pewien, że jego defensywną postawę, dość mocno defensywną, mogła właśnie w ten sposób odegrać, a w zasadzie zależało mu, żeby nie było takiego niedomówienia między nimi. Bo to też nie tak, że chciał się od niej odsuwać, wręcz przeciwnie. Za to musiał troszkę przeprocesować różnice w kontakcie z nią a z... cóż, z większością ludzi, z jaką się spotykał. Kwestia też tego, czy był na to gotowy, co ta kobieta miała sobą do zaoferowania. - Dlatego chciałem to wyjaśnić. - Żeby właśnie nie zastanawiała się nad tym, co się dzieje, albo czy ona zrobiła "coś nie tak". Czasami tak było, że byłeś sobą, ale druga strona za to nie była do końca sobą. I to nie było twoją winą. A tutaj Laurent naprawdę miała wiele rzeczy do układania w głowie.

Laurent spojrzał na okno, przymrużył oczy i przysłonił je na moment ręką, z twarzą skierowaną na zasłony, kiedy światło dnia wdarło się do tego miejsca. Tak, takie to było właśnie uczucie - oczyszczenia. Chyba tego słowa mu brakowało, kiedy próbował to opisać. Ale teraz było jasne. Tak samo, jak promienie wpadające do wnętrza, z którym pracowały źrenice, żeby się doń przyzwyczaić. Łatwo było powiedzieć, że ten błysk oka był jedynie złudzeniem dla oczu. Pięknym, podkreślającym naturę Ginny złudzeniem. Zaczął się powoli zbierać, rozliczył się z Guinevere i skierował do wyjścia.

- Ach, zapomniałbym... kocham latać i nie raz uciekam w chmury. Ale tak jak ostatnio rozmawialiśmy - wolę pływać. - Zaprosił ją gestem - bo przecież obiecał jej pokazać Zoe. I tam też na moment ją wysadził, by potem zabrać ją do samego Londynu, skąd łatwo mogła wrócić do domu.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Guinevere McGonagall (6547), Laurent Prewett (7049)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa