16.10.2023, 20:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2024, 20:52 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Pierwsze ataki śmierciożerców - scenariusz Aury'ego
Tego wieczora Pod Trzema Miotłami w Hogsmeade nie było otwarte dla klientów. Trener zespołu Katapulty z Caerphilly – w przypływie wiary w swoich zawodników – wynajął najpopularniejszy lokal w wiosce z myślą o świętowaniu ważnej rocznicy w historii klubu oraz, jak miał nadzieję, wygranej w półfinałach brytyjskiej Ligii. Jeśli nawet ktoś nie śledził wyników meczów, już przechodząc w pobliżu mógł łatwo się domyśleć, że wiara ta nie była na wyrost: w pubie rozbrzmiewały muzyka, śmiechy, podniesione głosy, a co jakiś czas także skandowano imiona zawodników, czy nawet porywano co poniektórych na ręce, by podrzucić ich ku sufitowi. Trzy Miotły pękały tego dnia w szwach – wypełnione zawodnikami, ich krewnymi, ale także przyjaciółmi, którzy kibicowali im podczas meczu i zostali niejako zgarnięci po nim na zabawę.
Brenna nie była wielką entuzjastką quidditcha, za to zawsze była entuzjastką swoich krewnych i przyjaciół. W drużynie Gryfonów grał jej brat i wielu znajomych, kibicowała więc im wiernie przez cały Hogwart, po każdym wygranym meczu szczerze gratulowała, a po każdym przegranym – miała w kieszeni cukierka na pocieszenie. Od czasu do czasu wpadała więc i na te ważniejsze mecze Aury’ego po Hogwarcie – dokładnie jak tego dnia – z czystej sympatii. I choć absolutnie nie powinna, bo jutro czekała ją praca, dała się pociągnąć wraz z grupką innych, byłych Gryfonów, do Trzech Mioteł. A kiedy czekając na zamówienie wraz z Mary Hallis, narzeczoną jednego z członków drużyny, i też byłą Gryfonką, żartowała przy barze i wymieniała uwagi na temat meczu, czuła się prawie jak za tamtych dawnych dni w Hogwarcie. Gdy po wygranych starciach Pokój Wspólny wypełniały śmiechy i muzyka, a Gryfoni oddawali się entuzjastycznemu świętowaniu.
Wtedy wszystko było takie proste.
Bardzo rozbawiona ostatnią uwagą Mary, ruszyła do jednego ze stolików, zostawiając Hallis za sobą – ta uznała, że musi „przypudrować nosek” i skierowała się ku łazienkom. Brenna trzymała tacę i starała się na nikogo z nią nie wpaść, bo niosła na niej kufel z bezalkoholowym kremowym piwem dla siebie, ale też zamówienia trzech innych osób, przy stoliku których siedziała. Gwiazdy dzisiejszego wieczora, Aureliusa Selwyna, kapitana drużyny, samej Mary, a także wybranka Mary, jednego ze ścigających – Tima Smitha, bardzo utalentowanego chłopaka z mugolskiej rodziny, który ostatnimi czasy stał się niezwykle popularny.
Gdy ona przepychała się przez tłum, do Tima i Aureliusa podeszła Mary Hallis.
– Timmy, skarbie, mogę cię prosić na zewnątrz? – poprosiła, ujmując narzeczonego za rękę. Obdarzyła Aurego uśmiechem, zapewniła, że „zaraz wrócą” i ruszyła do drzwi wyjściowych. Brenna podeszła do stolika akurat w momencie, gdy w nich znikali.
– Merlinie i Morgano, ależ tłum, ci ludzie wypiją tutaj wszystko, co madame zbierała w piwnicach przez ostatnie dwadzieścia lat, już myślałam, że dla nas zabraknie – oświadczyła Brenna radośnie, stawiając tacę na blacie i spoglądając na Aureliusa. Jak niemal zawsze: była trochę rozczochrana. Nieumalowana, a szatę, w barwie Katapult, założoną ot specjalnie na mecz, narzuciła wprost na mugolskie ubrania. – Gdzie znikł Tim? Proszę, nie mów, że znowu ktoś go podrywa, bo on nie umie mówić nie wprost i się tak wije, próbując uciec, a Mary zaraz wpadnie w krwawy szał i pokaże, co to naprawdę znaczy Krwawa Mary…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.