• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[13.06.1972] hej ho, do lasu by się szło | Rodolphus i Geraldine

[13.06.1972] hej ho, do lasu by się szło | Rodolphus i Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
06.11.2023, 22:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:11 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

Nie było to dla niej żadną nowością, że większość część czasu spędzała w lasach. Tym razem padło na jeden w okolicy Londynu. Dostała niewielkie zlecenie, miała znaleźć dla jednego z okolicznych dostawców trzminorki. Nie było to nic szczególnie ambitnego. Uważała, że została stworzona do czegoś więcej niż łapania owadów, ale pieniądze nie śmierdziały, także zaoferowała swoje usługi. Nie musiała się wybierać daleko, te stworzenia można było spotkać niemalże w każdym lesie, dlatego też mogła na tym skorzystać. Szybko zrobić swoją robotę, a później mieć niemal cały dzień wolnego. Pomysł wydawał się jej być wyśmienity, szczególnie, że pogoda była wspaniała, zamierzała więc pozostałą część dnia leżeć gdzieś na łące słuchając śpiewu ptaków. ( Tak naprawdę zapewne skończy się to na powrocie do Londynu i odwiedzinach w ogródku jakiegoś pubu, ale chciała się choć trochę połudzić).

Udało jej się znaleźć stado stworzeń, których szukała. Była przygotowana, miała przy sobie siatkę na owady, w którą udało jej się je złapać. Przerzuciła zawartość do sporej fiolki, którą wsadziła do torby przewieszonej przez ramię. Wspaniały to był dzień, taki zupełnie bezproblemowy.

Poprawiła sobie jednym, szybkim ruchem ręki kapelusz, który miała na głowie. Zabrała go ze sobą, aby chronił ją przed słońcem. Ubrana była standardowo dla siebie, w ciężkie buty, zdecydowanie nie wyglądały na odpowiednie na taką pogodę, ale to był las, w każdej chwili mogło ją coś ujebać w nogę. Długie, skórzane spodnie, w których straszne smażył jej się tyłek, ale czego się nie zrobi, aby dobrze wyglądać, a do tego za dużą, lnianą koszulę z długim rękawem - wolała uniknąć żerowania owadów na swoich rękach. Koszula zdecydowanie nie wyglądała jakby była jej, a raczej starszego brata, czy coś. W tym przypadku pewnie jednego z mężczyzn z którymi mieszkała.

Już miała wychodzić z lasu, gdy coś zwróciło jej uwagę. - Co do chuja. - Mruknęła do siebie jakże elokwentnie. Musiała sprawdzić co to było, może jakieś dziwne stworzenie? W dłoni nadal trzymała tę nieszczęsną siatkę na owady, jakby coś posłuży jej za narzędzie, którym się obroni. W końcu świetnie władała szpadą, powinna sobie więc poradzić z każdym patykiem. U boku miała różdżkę, ale sięganie po nią było ostatecznością.

Znalazła się przed posągiem. Przystanęła przed nim na chwilę i wpatrywała się w znalezisko. Co to robiło w środku lasu? To było ciekawe pytanie, póki co jednak przyglądała się rzeźbie z zainteresowaniem.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#2
06.11.2023, 22:38  ✶  
Nienawidził lasów. Gdyby mógł, to wszystkie te leśne tereny puściłby dawno z dymem i zatańczył na ich zgliszczach. Jego żywiołem było miasto, ewentualnie duże posiadłości, ulokowane na rozległych terenach. Dużych, zadrzewionych ale zadbanych i ujarzmionych. Ale tak się stało, że zmuszony był wejść do istnej dżungli, puszczy pełnej niebezpiecznych stworzeń i krwiożerczych owadów. Po co - to już było nieistotne. Ważne było to, że właśnie wracał do domu, przeklinając swój brak umiejętności teleportacji. Gdyby opanował tę sztukę, to już dawno by go tu nie było.

Odziany w czarną, prostą koszulkę i takież same spodnie w podobnym odcieniu, trzepnął się otwartą dłonią w szyję. Cholerne komary. Nie rozumiał ludzi, którzy z własnej, nieprzymuszonej woli chodzili po lasach. Na jego szczęście obyło się bez spotkań z miłośnikami przyrody. Jeszcze tylko kilka metrów i stąd wyjdzie.

Rodolphus nagle obrócił się. Czy on już nie mijał tego drzewa? I kojarzył skądś ten kamień. Szlag by to... Kropelki potu pojawiły się na jego czole. Jak on, kurwa, nienawidził lasów. Wzburzony ruszył przed siebie, przedzierając się przez krzaki. Jak nic złapie kleszcza albo wpadnie na jakiegoś nawiedzonego grzybiarza. Albo...
- Hm? - posąg. I wysoka, bo praktycznie jego wzrostu, kobieta. Nie wiedział co było bardziej zaskakujące: widok tak wielkiej baby, czy posągu w kształcie kobiety. Na wszelki wypadek zacisnął palce na różdżce. - Dzień dobry.
Matka uczyła go, że należy się witać z nieznajomymi. Byłaby z niego dumna. I chociaż patrzył na Geraldine badawczo, zaciskając palce na różdżce, spoczywającej w kieszeni, postarał się przywołać cień uśmiechu na usta. Nie spuszczał jednak z nieznajomej wzroku. Kim mogła być? I co to za rzeźba, przy której stała? Krew zaczęła buzować w jego żyłach. Czy to ona zamieniła ją w kamień?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
07.11.2023, 07:34  ✶  

Gerry wpatrywała się w ten nieszczęsny posąg, już miała go dźgnąć końcówką swojego urządzenia, którym łapała owady, kiedy usłyszała kroki. Zorobiła to jednak na tyle późno (bo była zaaferowana rzeźbą), że mężczyzna zdążył się do niej zbliżyć. Nie, żeby ją to specjalnie martwiło. Jakby co przecież była akurat tą babą, która nie bała się sama wchodzić do lasu, bo umiała sobie w nim poradzić. Nawet w starciu z równym sobie wzrostem mężczyzną.

Nie, żeby zamierzała się tutaj bić. Zawsze jednak zakładała najgorsze, głupie przyzwyczajenie, które pozwalało się nie rozczarowywać. Może więc wcale, aż takie głupie nie było?

No nic, przyodziała jeden ze swoich wyuczonych uśmiechów. Ponoć ludzie reagują lepiej na obcych, kiedy im dobrze z oczu patrzy, czy coś, więc starała się dostosować. - Dla kogo dobry, dla tego dobry. - Przywitała się, jakże entuzjastycznie.

Yaxley w przeciwieństwie do swojego nowopoznanego kolegi była spokojna. Na tyle spokojna, na ile potrafiła być, bo z natury należała do tych nieco narwanych osób. - Dziwne, co? - Zagaiła rozmowę z nieznajomym, gdyż widziała, że on również przygląda się temu posągowi. - Mam nadzieję, że nie zakładasz, że ja to zrobiłam. Wiem, jak to wygląda, ale przed chwilą wpadłam na ten posąg. - Wolała o tym wspomnieć, bo mogło być różnie. Sama nie sięgnęła po różdżkę, przynajmniej jak na razie, wydawało jej się, że gdyby coś, to zdąży to zrobić później.

Wyciągnęła jednak swój magiczny patyk, bo wypadało chyba sprawdzić, o co chodzi z tym posągiem w środku lasu. Machneła różdżką, mruknęła przy tym cichutko zaklęcie. Nie była jakoś niesamowicie biegła w rozpraszaniu, ale a nuż uda jej się czegoś dowiedzieć.


Rzut N 1d100 - 27
Akcja nieudana
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#4
07.11.2023, 09:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.09.2024, 12:47 przez Rodolphus Lestrange.)  
Przytaknął na jakże entuzjastyczne powitanie. Aczkolwiek gdyby powiedział tylko "dzień", to nieznajoma nie wiedziałaby, o co mu chodzi. Jedyne co mu pozostało, to zgodzić się z jej stwierdzeniem. Widząc jednak wymuszony uśmiech bacznie otaksował sylwetkę kobiety. Była ogromna. Prawdę mówiąc to nigdy nie widział tak wysokiej kobiety - dorównywała mu wzrostem, a przy tym była dziwnie proporcjonalna. Nawet pomimo dziwnego ubioru należało się mieć na baczności i nie lekceważyć jej.
- Dziwne, prawda - przyznał ostrożnie, robiąc dwa kroki w bok tak, by mieć na widoku zarówno Geraldine, jak i posąg. Gdy kobieta na głos wypowiedziała myśli, które mu chodziły po głowie, tylko wzruszył ramionami. Nie musiał odpowiadać na to pytanie, zwłaszcza gdy odpowiedź była oczywista. Stalowoszare oczy śledziły każdy ruch Geraldine, a gdy ta wyciągnęła różdżkę - machinalnie zrobił to samo. - Nie możesz mi mieć za złe, że nie ufam nieznajomej, którą spotkałem przy posągu kobiety.
Powiedział spokojnie, skupiając się na różdżce i ręce, która ją dzierżyła. Nikt nie chciały, by koniec różdżki został nagle wycelowany w Rodolphusa, nie w posąd, prawda?

Na szczęście Geraldine zdawała się mówić prawdę co do swoich intencji i bytności tutaj. Rolph uniósł brwi, widząc że zaklęcie nie podziałało.
- Pozwolisz? - zapytał, chociaż tak naprawdę nie obchodziła go jej odpowiedź. Zbliżył się o kilka kroków do posągu, a potem przejechał palcami po zimnej fakturze kamienia. Naraz machnął różdżką, wypowiadając zaklęcie głośno i wyraźnie.

W jego przypadku zaklęcie podziałało. Na samym początku, gdy magiczna energia owinęła kamień, nie stało się nic. A potem kamień zaczął topnieć i odpadać kawałek po kawałku, by uwolnić spod siebie kobietę. Tak, to rzeczywiście byłą postać, zaklęta w kamień. Rolph z ciekawością przyglądał się czarodziejce, która upadła na kolana. Musiała być osłabiona.
- Pomogę ci - nie byłby sobą, gdyby nie zaproponował pomocy. Lecz gdy zrobił krok w jej kierunku, nieznajoma zerwała się na równe nogi, a z jej gardła wydobył się tak głośny wrzask, że Rolph odruchowo zatkał uszy.

Dziewczyna zaczęła uciekać. Wpadła z impetem na Geraldine i odbiła się od niej, by samej w efekcie wylądować na ziemi. Znowu zaczęła krzyczeć - tak, jakby to oni próbowali zakląć ją w kamień.

Rzut na rozproszenie
Rzut N 1d100 - 72
Sukces!
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
07.11.2023, 11:22  ✶  

Od razu tam ogromna. Geraldine po prostu nieco wyróżniała się z tłumu. Nadal czasem miewała kompleksy z powodu swojego nietypowego wzrostu, przez niego bowiem była szykanowana jako dzieciak. Nie mogła z tym jednak nic zrobić, przecież nie miała wpływu na swoje geny, które należały do całkiem ciekawych. Ktoś z jej przodków bowiem zaliczył kiedyś olbrzyma i stąd te problemy z nie do końca normalnym wzrostem.

- Bardzo dziwne, szczególnie, że jesteśmy w lesie. Ta rzeźba zupełnie nie pasuje do otoczenia. - kto, jak kto, ale Yaxley spędzała w miejscach jak to sporo czasu i może czasem znajdowała jakieś opuszczone budowle, jednak nigdy nie zdarzyło jej się znaleźć posągu, który stał sobie pośrodku niczego.

Przewróciła oczami i ciężko westchnęła, gdy zobaczyła, że wyciąga ródżkę. - Jakbym chciała zrobić ci krzywdę, to już dawno byś leżał. - Dodała jeszcze, żeby o tym wiedział. Skoro nie było to dla niego takie oczywiste.

Oczywiście, że nie udało jej się rzucić zaklęcia. Nie był to jej szczęśliwy dzień, jak zawsze przy obcym musiała pokazać jaką jest kaleką. Taka była potężna. Nie ma się co dziwić, że Gerry najczęściej sięgała po siłę fizyczną, a nie czary. Swoim rękom mogła ufać w pełni, rożdżce nie do końca - jak widać na załączonym obrazku.

- Jasne, jak widać ze mną nie współpracuje. - Nie miała nic przeciwko temu, aby mężczyzna zaangażował się w odczarowanie rzeźby. Może mu pójdzie lepiej.

Oczywiście, że mu się udało. Najwyraźniej jego umiejętności były lepsze od tych, które ona posiadała. Odsunęła się w między czasie do tyłu, aby dać mu większe pole do manewru - na szczęście, posąg bowiem przestał być kamieniem, a zamienił się w kobietę, która ruszyła do przodu. Chciała uciec - tylko przed czym?

Czarownica opadła na kolana, Rodolphus zbliżył się do niej, Yaxley więc ciągle pozostawała w tyłu, żeby nie przerazić jej jeszcze bardziej. Przed chwilą przecież jeszcze była zaklęta w kamień, a teraz spotkała dwoje, zupełnie obcych ludzi, to musiał być szok.

Tyle, że gdy opadła na ziemię zaczęła krzyczeć. Geraldine odruchowo zakryła rękoma uszy, a po chwili dźwięk się urwał. Czar przestał działać, a ona zamieniła się w kamień - ponownie. - Pojebana sprawa, chyba się nie da jej tak na stałe odczarować. - Podzieliła się z nim swoimi przypuszczeniami.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#6
07.11.2023, 11:40  ✶  
Uśmiechnął się tylko uprzejmie na przytyk, że gdyby chciała go zaatakować, to by już leżał. Mogła to odebrać w dwojaki sposób, zwłaszcza że zaklęcie rzucone na kamień jej nie wyszło. Jako kpinę lub też delikatne wycofanie się. Była w końcu jakąś anomalią tutaj, Rodolphus nie miał zamiaru wdawać się w słowne potyczki z Yaxley. Ani teraz, ani później. Nie to, że stronił od przemocy, bo to byłoby kłamstwo, lecz podejrzewał, że skrywa ona wiele sekretów, których nie chciał odkrywać. Geraldine nie należała do kobiet, z którymi Rodolphus przebywał. A na pewno nie z własnej woli. Gdy usłyszał przekleństwo, wydobywające się z jej ust, uniósł brew, lecz nic poza tym. Spojrzał ponownie na rzeźbę kobiety, tym razem znajdującą się w innej pozycji, i ukucnął przed nią. Opuszkami palców przesunął po jej policzku, w zamyśleniu obserwując kamień. Bo przecież tym razem się nie ruszyła.
- To mi wygląda na czarną magię - powiedział spokojnie, nie odwracając wzroku od zaklętej w kamień kobiety. - Skąd możesz wiedzieć, że nie da się jej na stałe odczarować? Poddajesz się po jednym zaklęciu?
Tym razem obrócił głowę, by wbić w kobietę świdrujące spojrzenie. Mimowolnie prześlizgnął wzrokiem po jej sylwetce. Zaraz jednak potrząsnął głową i odruchowo przeczesał włosy.
- Nie znasz się na eliksirach i roślinach? - on się nie znał. Jeśli chodzi o wiedzę przyrodniczą, to interesował go ludzki organizm, a w szczególności umysł. A nie chwasty.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
07.11.2023, 13:00  ✶  

Zaklęcia rozpraszające akurat służyły do usuwania szkód, jakie robiła magia, a nie do krzywdzenia innych, ale to powinien wiedzieć. Jedno nieudane zaklęcie niemagiem nie czyni, czy coś. Gerry wręcz przeciwnie do swojego aktualnego towarzysza uwielbiała wdawać się w pyskówki, leżało to w jej naturze, często była zaczepna tak po prostu, bez żadnego powodu.

Zabawne było to, że Gerry pochodziła z szanowanego i starego rodu czarodziejów. Jej zachowanie przeczyło wszystkim zasadom dobrych manier. Bywała prostacka, bezpośrednia, nieco gruboskórna, jednak nie działo się to bez powodu. Przez lata stała się niemalże idealną kopią swojego ojca Gerarda, zabawne, bo żaden z jej braci nie miał podobnych problemów.

- Nie wiem, nie znam się na czarnej magii, dobrze wiedzieć, że ty masz doświadczenie. - Skrzyżowała sobie ręce na piersi i przyglądała mu się uważnie. Nie pasował do tego miejsca, był za bardzo wymuskany, na pewno pochodził z szanowanej rodziny.

- Nie poddaje się, ale nie sądzę, że jestem w stanie zrobić dla niej więcej. Powinni się tym zająć klątwołamacze, a jak mniemam pewnie nie jesteś jednym z nich? - Byłoby to raczej dziwne, gdyby akurat zajmował się łamaniem klątw.

- Nie znam się, to zdecydowanie nie jest moja działka. - Nigdy nie interesowały jej rośliny, ani eliksiry. Miała od tego ludzi, sama jednak nie znosiła tych dziedzin. Uważała je za nudne.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#8
07.11.2023, 13:10  ✶  
Kącik ust mu drgnął, gdy w tak zawoalowany sposób wytknęła mu zainteresowanie czarną magią. Rolph wyprostował się, podpierając dłonie o uda. Nie, zdecydowanie nie pasował do tego miejsca. Odstawał od lasu jak włos z głowy osoby, która właśnie dostała piorunem.
- Jeżeli chcesz z czymś walczyć, musisz poznać tego naturę - odpowiedział filozoficznie, zgrabnie wykonując słowny unik na ten jakże okropny, niesprawiedliwy zarzut ze strony Geraldine. Był jej całkowitym przeciwieństwem: nie należał do zaczepnych ludzi, starał się usuwać z drogi, gdy pojawiał się publiczny otwarty konflikt, lecz zdecydowanie nie należał do tchórzy. Był po prostu cierpliwy, a zemsta zawsze najlepiej smakowała na zimno. Gdy nie musiał, to się nie wtrącał - nic dobrego z tego by nie wynikło. Gdyby teraz zaczął przekomarzać się z Geraldine, mogłoby paść kilka słów za dużo, a nie miał pewności, że w lesie nikogo nie było. Poza tym, jak już zauważył wcześniej, osoby samotnie chodzące po lasach skrywały wiele niespodzianek. Nie chciałby stać w tym miejscu, gdyby Yaxley udało się kolejne zaklęcie. - Nie, nie jestem. Gdybym nim był, zapewne dziewczyna już by była odczarowana.
Przyznał, odwracając się teraz całym ciałem w stronę kobiety. Poluźnił uścisk na rękojeści różdżki, a jego rysy twarzy przestały być tak napięte. Pozostawał czujny, lecz nie widział powodu do przesadnej ostrożności w towarzystwie tej dziwnej czarownicy.
- Moja również nie. Dlatego najlepiej by było zapamiętać to miejsce i zgłosić incydent komu trzeba. Co tu robisz? - zadał to pytanie mimochodem. Chciał delikatnie wybadać grunt, czy Geraldine właśnie opuszczała las. On by chciał, ale nie potrafił, więc idea podczepienia się pod kogoś, kto zna teren, była kusząca. - Bo ja, na ten przykład, staram się wrócić do głównej ścieżki.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
07.11.2023, 13:48  ✶  

- Ależ oczywiście, bardzo filozoficzne przemyślenie. - Tak naprawdę to średnio interesowało ją, w jaki sposób się bawił w samotności. Wiedziała, że jest wiele osób, które lubią eksperymentować z magią i nic jej było do tego dopóki nie zamierzali krzywdzić przy tym innych. W przeciwieństwie do większości swojej rodziny Geraldine nie miała nic do mugolaków, czy mugoli. Uważała, że można się od nich wiele nauczyć i zupełnie nie rozumiała tego całego zamieszania. Wydawało jej się, że czystokrwiści chcą po prostu poczuć się ważniejsi, bo czuli, że władza wymyka im się z rąk.

- No to mamy coś wspólnego, też się nie znam na klątwach. - Wypadałoby chyba gdzieś zgłosić to, co tutaj znaleźli. Miło by było, gdyby słuzby zainteresowały się losem tej biednej dziewczyny i sprowadziły ją do świata żywych na stałe.

Geraldine przestała już też być opryskliwa. Nie zamierzała irytować bardziej mężczyzny, który stał przed nią. Nie było powodu, aby dalej to ciągnęła, szczególnie, że nie chciał wchodzić w potyczki słowne.

- Mogę przekazać informację znajomej, na pewno ją to zainteresuje. - Brenna wydawała się być mocno zaangażowana w sprawy służb, także chyba najlepiej będzie się właśnie do niej odezwać. Na pewno nie pozwoli, aby ten posąg stał tu sobie bez celu. Będzie musiała napisać list, jak tylko wyjdzie z tego lasu. Nie zamierzała stawiać się w ministerstwie osobiście, bo nie znosiła tego miejsca i urzędasów.

- Łapałam trzminorki. - Pomachała nawet w powietrzu swoim narzędziem, jakby miało to powtwierdzić dlaczego znalazła się w tym miejscu. - Nic ciekawego. - Dodała jeszcze, bo co mogło być interesującego w łapaniu owadów. Zdecydowanie wolałaby się pochwalić tym, że łapała smoka, czy jakieś inne bardziej niebezpieczne zwierzę, no ale niestety nie był to ten dzień.

- Zgubiłeś się? - Starała się zachować powagę, chociaż mógł zobaczyć, że bardzo mocno ze sobą walczy, żeby się nie roześmiać. Miała świadomość, że wiele osób nie do końca radziło sobie w takim otoczeniu, jednak nadal ją to bawiło. - Mogę cię odprowadzić bezpiecznie do wyjścia. - Zaproponowała jeszcze, wolałaby, żeby on nie zamienił się w kamień, bo mogłaby mieć przesrane. - Tędy. - Rzekła krótko, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie, bardzo pewnie - zdecydowanie znała drogę do wyjścia.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#10
07.11.2023, 14:07  ✶  
Rodolphus nie wydawał się zirytowany zachowaniem Geraldine. Wydawał się być... do porzygu obojętny. Tak obojętny, jak to tylko potrafią być bogate dupki z dobrego domu. W tym się nie pomyliła - szanowana rodzina w połączeniu z bogactwem i wyniosłością stworzyła właśnie go. Mówiło się, że ludzie zyskują przy bliższym poznaniu, ale Rolph wydawał się z każdą kolejną sekundą tracić, niż zyskiwać.
- Pracuję w Ministerstwie Magii, zajmę się tym - powiedział, chowając różdżkę. Nie była już mu potrzebna. Nie widział też powodu, dla którego miałby ukrywać swój zawód. Co prawda nie był pierwszy do chwalenia się nim na prawo i lewo, lecz na pewno byłby ostatni do tego, by zatajać takie fakty. Los posągu był mu obojętny - nie wiedział jeszcze, czy to zgłosi, czy nie. Ale nie było powodu, by kobieta kłopotała się z wysyłaniem sowy do kogoś z Ministerstwa. - Nazywam się Rodolphus Lestrange. Proszę mi wybaczyć złe maniery. Nie przepadam za leśnym otoczeniem, nie czuję się wtedy sobą.
Wyciągnął dłoń w kierunku kobiety. Jeżeli zdecydowała mu się ją podać, ucałował grzbiet lekko i krótko, tak jak uczyli go od dziecka. Była w końcu kobietą, nawet jeśli dziwną i wysoką. Jeżeli jednak postanowiła nie odwzajemnić powitania... Nie pozostawało mu nic innego, jak skomentowanie tego w myślach, nie dając poznać po sobie, że Yaxley tym sposobem nadepnęła mu na odcisk.

Z błyskiem ciekawości patrzył na urządzenie, którym wymachiwała Geraldine. Ciekawe. Prostolinijne, ale ciekawe - i na pewno potrzebne. Ktoś musiał pałętać się po lesie, by inny ktoś mógł siedzieć za biurkiem i walczyć z nudą. Taka była kolej rzeczy.
- Nie. Ja się nie gubię - odpowiedział, poprawiając kurtkę, którą miał na ramionach. - Ja niecelowo zbaczam z drogi.
Na jego ustach po raz pierwszy od kilkunastu minut pojawił się cień uśmiechu. Oczy jednak pozostały chłodne i baczne, jakby spodziewał się, że Geraldine zaraz zamieni się w smoka czy inną magiczną kreaturę. Bo przecież to była najnormalniejsza rzecz na świecie - przemiany kobiet w kamień, to czemu nie w magiczne stworzenie?
- Dziękuję. Z przyjemnością przyjmę pomoc i towarzystwo w opuszczeniu lasu. Gotów byłbym jeszcze raz zboczyć z drogi, niecelowo oczywiście, i jeszcze znowu trafiłbym na kobietę, zaklętą w kamień - odwrócił głowę w kierunku rzeźby, by posłać jej ostatnie, zaciekawione spojrzenie. A potem ruszył za Geraldine do wyjścia z lasu.

Uznał, że skoro tak dużo o sobie zdradził, to Geraldine w mig by go znalazła - wyglądała na taką, która lubiła doprowadzać sprawy do końca. Dlatego też gdy tylko wyszli z lasu, pożegnał się z Yaxley i udał się wprost do Ministerstwa Magii, tak jak obiecał, by zgłosić tajemniczą rzeźbę w lesie. Oczywiście nie potrafiłby wskazać, gdzie ona się znajdowała, lecz to już nie był jego problem. On był od zgłoszenia, a inni od szukania kawałka skały.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (1626), Rodolphus Lestrange (1608)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa