Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Nie było to dla niej żadną nowością, że większość część czasu spędzała w lasach. Tym razem padło na jeden w okolicy Londynu. Dostała niewielkie zlecenie, miała znaleźć dla jednego z okolicznych dostawców trzminorki. Nie było to nic szczególnie ambitnego. Uważała, że została stworzona do czegoś więcej niż łapania owadów, ale pieniądze nie śmierdziały, także zaoferowała swoje usługi. Nie musiała się wybierać daleko, te stworzenia można było spotkać niemalże w każdym lesie, dlatego też mogła na tym skorzystać. Szybko zrobić swoją robotę, a później mieć niemal cały dzień wolnego. Pomysł wydawał się jej być wyśmienity, szczególnie, że pogoda była wspaniała, zamierzała więc pozostałą część dnia leżeć gdzieś na łące słuchając śpiewu ptaków. ( Tak naprawdę zapewne skończy się to na powrocie do Londynu i odwiedzinach w ogródku jakiegoś pubu, ale chciała się choć trochę połudzić).
Udało jej się znaleźć stado stworzeń, których szukała. Była przygotowana, miała przy sobie siatkę na owady, w którą udało jej się je złapać. Przerzuciła zawartość do sporej fiolki, którą wsadziła do torby przewieszonej przez ramię. Wspaniały to był dzień, taki zupełnie bezproblemowy.
Poprawiła sobie jednym, szybkim ruchem ręki kapelusz, który miała na głowie. Zabrała go ze sobą, aby chronił ją przed słońcem. Ubrana była standardowo dla siebie, w ciężkie buty, zdecydowanie nie wyglądały na odpowiednie na taką pogodę, ale to był las, w każdej chwili mogło ją coś ujebać w nogę. Długie, skórzane spodnie, w których straszne smażył jej się tyłek, ale czego się nie zrobi, aby dobrze wyglądać, a do tego za dużą, lnianą koszulę z długim rękawem - wolała uniknąć żerowania owadów na swoich rękach. Koszula zdecydowanie nie wyglądała jakby była jej, a raczej starszego brata, czy coś. W tym przypadku pewnie jednego z mężczyzn z którymi mieszkała.
Już miała wychodzić z lasu, gdy coś zwróciło jej uwagę. - Co do chuja. - Mruknęła do siebie jakże elokwentnie. Musiała sprawdzić co to było, może jakieś dziwne stworzenie? W dłoni nadal trzymała tę nieszczęsną siatkę na owady, jakby coś posłuży jej za narzędzie, którym się obroni. W końcu świetnie władała szpadą, powinna sobie więc poradzić z każdym patykiem. U boku miała różdżkę, ale sięganie po nią było ostatecznością.
Znalazła się przed posągiem. Przystanęła przed nim na chwilę i wpatrywała się w znalezisko. Co to robiło w środku lasu? To było ciekawe pytanie, póki co jednak przyglądała się rzeźbie z zainteresowaniem.