• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie

[5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie
Świnkowa panienka
I’m sorry I said you cheated…even though you DID cheat!
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ślicznie ubrana dziewczyna o nieskazitelnym upięciu jasnych włosów i zadartym nosku. 169cm || przeciętna budowa ciała || bardzo jasne włosy || ciemnoniebieskie oczy

Peppa Potter
#21
12.02.2024, 16:51  ✶  

Podczas całego ich spotkania, Peppa wysyłała masę sprzecznych sygnałów. Jej perfekcyjnie skrojone ubranie, ułożone włosy i dłonie w koronkowych rękawiczkach sprawiały wrażenie damy z dobrego domu. Jasne włosy i delikatna twarzyczka przywodziła na myśl hasające po łąkach dziewczę, które cały czas posyłało uśmiechy. Do tego doszły podejrzane przygody na Nokturnie, pragnienie ekscytujących przeżyć, pojawiająca się znikąd pewność siebie... Ciężko było określić, z kim miało się do czynienia.

Chociaż w tej chwili nie miało to znaczenia. Bo oto ich koszmar dobiegał końca. Upadła na Rabastana i runęli na ziemię. Peppa usłyszała odgłos uderzonej głowy, co przeraziło ją bardziej, niż jej twarz zanurzona w piersi ukochanego.

Wydała z siebie zduszony okrzyk i odruchowo wsadziła dłoń pod jego głowę, chociaż było już po uderzeniu. Nie wyczuła śladów krwi, a chłopak sprawiał wrażenie przytomnego, więc odetchnęła z ulgą.

Ledwo schowała różdżkę za pas, a winda ruszyła w dół. Peppę zalał dreszcz przerażenia. Wtuliła się w chłopaka, pragnąc chociaż w ostatnich sekundach życia czuć czyjąś obecność przy sobie. Nie chciała być sama. Nienawidziła być sama. Oddychała gwałtownie. Szlochała. Krzyknęła dopiero, gdy winda się zatrzymała.

A potem ruszyła w górę. Peppa oderwała się od chłopaka, wręcz siadając na nim, i rozejrzała wokół. Przeżyli? Przeżyli! Posłała mu zaskoczone spojrzenie, na jej twarzy powoli rozwitał szeroki uśmiech.

Gdy drzwi się otworzyły i wpuściły światło do środka, zmrużyła oczy, spoglądając na swoich wybawców. Byli wolni!

— Udało się! — sapnęła do Rabastana, jakby koniec przygody był tylko i wyłącznie wynikiem ich działania. Na powracający znicz nawet nie zwróciła uwagi. Przyciągnęła chłopaka do siebie, jak gdyby chciała go znów objąć (co najmniej), ale widząc jego twarz w świetle, rzeczywistość sytuacji uderzył ją z całej siły. Uratowana z opresji dama, która nic tylko kleiła się do swoich wybawców, w jednym momencie zniknęła. Pozostała dziewczyna, która w żadnym wypadku nie chciała zdradzić swoich uczuć. Zaczerwieniła się również, gdy Rabastan posyłał niezręczne spojrzenia wokoło. Szybko podniosła się z niego, wygładziła przesadnie spódnicę i sięgnęła po swój kapelusz i teczkę leżące dalej w kącie windy. Starała się stać tyłem do Rabastana. Wstyd przeżerał ją na wylot.

Skierowała się w stronę mechanika i odchrząknęła.

— To bardzo nieodpowiedzialne ze strony Ministerstwa, nie być przygotowanym na takie wypadki. Nie omieszkam złożyć skargę. Doprawdy! Co by było, gdyby ze mną w windzie był kierownik departamentu? Pan na pewno wyleciałby z pracy w tej chwili!

Wredna i pyskata. To jej mechanizm obronny. Mechanika aż zatkało.

a victim of circumstances
the nature of our people
achieves definition in conflict

wiek
sława
krew
genetyka
zawód
rozbiegane spojrzenie; niebiesko-szare oczy; blond włosy w odcieniu dojrzewającej pszenicy; zmienne rysy twarzy, które mogą ulegać subtelnym zmianom przez częste transformacje wyglądu przy pomocy metamorfomagii; całkiem słuszny wzrost 183 cm; srebrny łańcuszek z krukiem na szyi; wahadełko hipnotyzerskie z ametystem w kieszeni; czysty głos

Rabastan Lestrange
#22
12.02.2024, 18:12  ✶  
Upadek należał do tych z rodzaju gwałtownych, jednak nie przyczynił się do większych obrażeń fizycznych u Rabastana. Co najwyżej ucierpiała jego domu i przekonanie, że ludziom jego pokroju nie wypada padać na podłogę w miejscach publicznych. A winda na swój wyjątkowy sposób za takowe aktualnie uchodziła. Na drobnych zadrapaniach i guzie z tyłu głowy pewnie się skończy. O ile to nie adrenalina i szok z całego zajścia blokowała jego odczuwanie nieznośnego bólu...

— Matko Naturo! — krzyknął Rabastan, gdy winda zaczęła zjeżdżać w dół.

Chciał zamknąć oczy, skulić się w kłębek i po prostu pozwolić, aby kolejne wydarzenia działy się bez jego udziału. Nie chciał pamiętać upadku, poczucia narastającej prędkości metalowej puszki w jakiej byli zamknięci... Tyle że nie potrafił odwrócić wzroku od Peppy. Ten jeden moment, gdy jakby się zdawało, otarli się o śmierć, dał mu swego rodzaju wgląd w autentyczną Peppę. Tę, która instynktownie rzuciła się ku niemu, pragnąc w swoich ostatnich chwilach zaznać bliskości drugiego człowieka. Było w tym coś tak ludzkiego, że poruszyło go do głębi i...

Wtedy rozbłysły światła z atrium, przywołując go do rzeczywistości. Rozłożył ręce na boki i zamarł, czekając, aż młoda Potterówna z niego zejdzie. Dopiero gdy wydostała się z windy i przeszła na korytarz, podniósł się powoli z podłogi. Kręciło mu się w głowie i czuł dziwną mieszankę wdzięczności i przerażenia tym, jak blisko był tego, aby faktycznie zacząć błagać wszystkie bóstwa tego świata o oszczędzenie go. Rozważał podziękowanie swoim wybawcom i szybkie ulotnienie się, jednak reakcja Peppy uświadomiła mu, że trzeba było utrzeć im nosa.

— Mój ojciec o tym usłyszy — zapowiedział, dołączając do niej i wymachując palcem wskazującym przed twarzami pracowników Ministerstwa Magii. — Czy wy wiecie, kim jest mój ojciec? — Oparł dłonie na biodrach, lustrując rozgorączkowanym spojrzeniem obu mężczyzn. Ci jednak spojrzeli po sobie, nie do końca rozumiejąc, o co cały ten krzyk. Przyszli, naprawiali, wydostali ich, więc przecież wszystko było w porządku, prawda? No właśnie nie! — Mój ojciec... Mój ojciec... Jeszcze zobaczycie. Zobaczycie, zobaczymy się razem w sądzie. Nie wypłacicie się do końca życia, z tej swojej pożal się Merlinowi pensji.

Pokiwał głową, tupnął nogę o posadzkę dla podkreślenia wagi swoich słów i ujął Peppę za przedramię, prowadząc ich w stronę najbliższego wyjścia. Korciło go, żeby się obejrzeć przez ramię i zobaczyć na własne oczy miny tych idiotów, jednak nie zamierzał przerywać grę. Oczywiście, jego kochany ojciec nic nie zrobi. W Ministerstwie nie miał na dobrą sprawę żadnej władzy, ale... Oni tego nie wiedzieli. Mogli pożyć parę dni w strachu.

— To było ekhm... Coś — stwierdził, gdy oddalili się na bezpieczną odległość. Poprawił poły swojej bluzy, zarzucając na głowę kaptur. Uśmiechnął się minimalnie. — Wszystko w porządku? — Obejrzał ją od stóp do głów. — Jeśli będziesz szła do lekarza po tym incydencie, to powołaj się na mojego ojca Reynarda. Przesunął cię na początek kolejki.

Skłonił się przed nią lekko. W gruncie rzeczy był gotów zakończyć na tym etapie jej przygodę. Szybkie pożegnanie, niezobowiązująca obietnica spotkania ''w innych okolicznościach'' i oboje będą mogli ruszyć w swoją stronę. W końcu: po całym tym czasie, jaki stracili przez złą konwersację wind w Ministerstwie Magii.
Świnkowa panienka
I’m sorry I said you cheated…even though you DID cheat!
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ślicznie ubrana dziewczyna o nieskazitelnym upięciu jasnych włosów i zadartym nosku. 169cm || przeciętna budowa ciała || bardzo jasne włosy || ciemnoniebieskie oczy

Peppa Potter
#23
12.02.2024, 18:59  ✶  

Naturalną opcją wydawało się podziękowanie i ucieczka z Ministerstwa. Nie było po co robić szum wokół sytuacji. Ale niestety Peppa była agresywną osóbką. Miała o sobie zbyt wysokie mniemanie. Ale o dziwo to nie zniechęciło Rabastana, wręcz do niej dołączył! Pannę Potter to jeszcze bardziej podbudowało. Co prawda na chwilkę... Chłopak nie potrafił przedstawić swojego ojca, nawet nazwiska nie wspomniał. Czyżby jednak nie był tak blisko spokrewniony z Laurencem Lestrange, żeby się na niego powołać? To na pewno wywołałoby duży efekt na zgromadzonych. Szczególnie, że, o ironio, mężczyzna był Zastępcą Kierownika Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof. Istniała szansa, że o tym usłyszy. Dlatego Peppa wolała nie wymieniać swojego nazwiska. Nie chciała dodawać kolejnego przypału do swojego obrazu w oczach pana Lestrange.

— Niedopuszczalne uchybienie w kontroli wind... Karygodne... — dodała tylko, kręcąc głową. Szykowała w głowie już kolejne słowa pasujące do sytuacji, gdy Rabastan porwał ją za przedramię. Momentalnie zamknęła się, zarumieniła i posłusznie opuściła gmach Ministerstwa.

— Hm... Rzeczywiście... — odpowiedziała nieśmiało, gdy dotarli na bezpieczną odległość. Ubrała kapelusz. Dopiero wtedy sięgnęła też do włosów, by ocenić stan swojego uczesania. Upięcie nie było już tak idealne i jeden pukiel spoczywał na jej ramieniu, ale i tak można uznać, że rodzinne kosmetyki sprawiły się na medal, a wzmacniające zaklęcia zrobiły swoje. Szybko poprawiła uciekający kosmyk sprytnym czarem i nałożyła kapelusz... Szpilka. Dopiero wtedy zwróciła uwagę na latający wokół niej znicz. Złapała go ostrożnie w dłonie.

— Oh, tak, wydaje mi się, że jestem cała...

Jego oględziny wywołały u dziewczyny zmieszanie. Bała się, że gdzieś się pobrudziła, albo jej fryzura wygląda gorzej, niż przypuszczała...

— Dz-dziękuję! — odpowiedziała zaskoczona. Reynard. Reynard. Reynard. To imię jej się przyda, ale bynajmniej do wizyty w Mungu. — Myślę, że w pierwszej kolejności ty powinieneś się do niego udać. Mam nadzieję, że nie poobijałeś się za bardzo... Cóż... Ja... Już będę szła... Dziękuję za wszystko...

Dygnęła wdzięcznie. I wpadła na pomysł. Wcisnęła Rabastanowi w dłoń swojego ażurowego znicza.

— Może jeszcze kiedyś ci się przyda... — odpowiedziała z uśmiechem, wpatrując się gdzieś poniżej lini jego oczu. Dygnęła jeszcze raz, rzuciła "do widzenia" i ruszyła szybkim krokiem.

Jej twarz wciąż zroszona była rumieńcem, ale emanowała też wyrazem dobrze wykonanej roboty. Oczywiście, nie wyobrażała sobie, żeby Rabastan wyrzucił znicza do kosza za pięć minut. Silnie trzymała w pamięci wszystkie pozytywne rzeczy, jakich się o nim dowiedziała. A skoro Rabastan był rzeczywiście sentymentalnym człowiekiem, tak jak podejrzewała, to mógł się obawiać natłoku listów od niej z poruszanym od niechcenia tematem windy. "Ostatnio ktoś wspomniał o windzie i przypomniała mi się nasza przygoda" albo "Czytałam artykuł w Proroku o wypadku w Ministerstwie. Że też nie pisali o naszej windzie!", czy też "Przeglądałam właśnie katalog domów, przesyłam Ci zabawny wycinek z windą!".

Ale najpierw musiała zdobyć jego adres.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Peppa Potter (4513), Rabastan Lestrange (5166)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa