A może świetnie wiedział, co się stanie, ale było mu już wszystko jedno?
Drzwi chaty zamknęły się z cichym trzaskiem.
*
Do wejścia do latarni prowadziło kilkanaście stopni, jasnych, wąskich i wytartych. Drzwi wejściowe były zamknięte i minęła długa chwila, nim po ich drugiej stronie Longbottom usłyszał kroki. Zdawało się już, że nie został usłyszany albo że Latarnika nawet nie ma miejscu – ale w końcu jego uszu dobiegły dźwięki świadczące o tym, że ktoś nadchodzi, i drzwi wreszcie się otworzyły.
Charon nazywał Alistaira „młodym”, choć w istocie ten był raczej mężczyzną w sile wieku. Ciężko było określić, ile dokładnie ma lat – mógł być trzydziestolatkiem, który postarzał się nieco przedwcześnie czy to z powodu genów, czy warunków życia, mógł być dobrze zakonserwowanym czterdziestolatkiem. Włosy miał rude, podobnie jak brodę, choć w tej drugiej dało się dostrzec pojedyncze, szare nitki. Był dobrze zbudowany i wyglądało na to, że w przeciwieństwie do większości czarodziejów, nie jest mu obcy wysiłek fizyczny.
Spojrzał na Morpheusa z pewnym zaskoczeniem. Charon może spodziewał się wizyty albo przynajmniej udawał, że tak było, ale Alistair na pewno nie oczekiwał żadnych gości. Nic dziwnego, bo okolica była odludna, do najbliższej wioski trzeba było uciąć sobie dłuższy spacer, a i ta była tak nieduża, że Alistair pewnie znał tam każdego i doskonale wiedział, że Longbottom z niej nie pochodzi. Sam zaś na pewno nie bywał n a żadnych fetach czystokrwistych – Morpheus nie mógł sobie przypomnieć, by kiedyś tego człowieka gdzieś spotkał.
– Dzień dobry – powiedział z pewnym wahaniem, mierząc Morpheusa spojrzeniem. – Co pana tutaj sprowadza?
![[Obrazek: image.png?ex=65c4957a&is=65b2207a&hm=e29...y=lossless]](https://media.discordapp.net/attachments/1172513807604649984/1187315769931997315/image.png?ex=65c4957a&is=65b2207a&hm=e297efb939a0bb04d2874a4c37a9ffb94b42879007a46d16d1f41675d4e76548&=&format=webp&quality=lossless)