• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 9 Dalej »
[25.06.1972] Praca szuka człowieka

[25.06.1972] Praca szuka człowieka
femininomenon
I'm never gonna please the crowd
Even if they told me how
I came into this world too loud
And that's the way I'm going out
wiek
25
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
dla rodziny głównie
Nie da się Mewy opisać, bo jest metamorfomagiem. Nikt nie wie, jak tak naprawdę wygląda, bo zmienia wygląd jak rękawiczki. Nie tylko wybitnie często podszywa się pod innych, ale też manipuluje aparycją nawet gdy pozostaje przy własnej tożsamości, bo chce w oczach innych utrzymać pewne wrażenie. W jej codziennym wyglądzie da się znaleźć kilka cech wspólnych: azjatyckie rysy, zwykle czarne włosy średniej długości, chłopięcy ubiór. Nosi się - i poniekąd zachowuje - jak bad boy, ewidentnie nie próbując nigdy być damą. Zawsze da się ją poznać po zadziornym spojrzeniu oraz ostrym sposobie wypowiedzi. No i tej bezczelnej pewności siebie.

Maeve Chang
#1
18.02.2024, 02:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 13:14 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

25 czerwca 1972


Maeve Chang & Nora Figg

Nora Nory, klubokawiarnia


Nie lubiła ulicy Pokątnej.
Było tu za czysto, zbyt porządnie. Ten świergoczący optymizm przepełniający wszelkie sklepy i kawiarenki układające się wzdłuż zalanego tłumami bruku źle na niej leżał, uwierał niczym gryzący sweter. I to wcale nie z przebodźcowania, a z tego, że cała scenka rodzajowa niebotycznie kontrastowała z krajobrazem, który widywała zazwyczaj i do którego nader przywykła - Śmiertelnego Nokturnu.
A jednak tutaj cyklicznie przychodziła. Czasem przysłana z powodu zadania bojowego od matki, czasem ciągnięta przez pewną dziewczynę, która musi śledzić jakiegoś ciecia koniecznie w towarzystwie, nawet jeśli samej poszłoby jej świetnie, jeśli nie lepiej. I Mewa zawsze na to wszystko przystawała, bo istniały w jej życiu kobiety, którym nie potrafiła powiedzieć nie. Prawdę mówiąc - nigdy nawet nie próbowała i raczej by się nie odważyła.
Musiała przyznać jednak, że na Pokątnej najłatwiej było znaleźć pracę. Taką legalną, ma się rozumieć - najszybciej oczywiście robotę znajdowało się na Nokturnie jako dawca organów lub posoki dla wygłodniałych wąpierzy zamieszkujących lokalne rynsztoki, ale takie zatrudnienie nie wchodziło tym razem w grę. Po pierwsze czuła się przywiązana do swoich kończyn, a po drugie nie mogła się w swoim rewirze łapać byle czego - paskudnie by to robiło rodzinnej renomie, gdyby Chang w desperacji szukała pracy u byle szarlatana. No i, o zgrozo i diabli wszyscy, na ten cel chciała zarobić uczciwie. Czego się nie robi z miłości, nawet resuscytuje sumienie, kurwa mać.
Najpierw wpadła do kwiaciarni zapytać, czy nie szukają pomocy, ale spotkała się z odmową. Bardzo sympatyczną, ale odmową. Maeve była nieco zawiedziona, bo brzmiało to jak przyjemny fach związany z jej hobby, ale mówi się trudno. Zaczęła więc iść dalej wzdłuż ulicy, wypatrując ogłoszeń przyklejonych do witryn, co by sugerowały, że praca szuka człowieka.
Aż w końcu trafiła - Nora Nory.
Stała z minutę przed samym wejściem, gapiąc się na wnętrze przez okna. Na ludzi wchodzących i wychodzących, na siedzących przy stolikach. Chciała wybadać, czy jej flakami będzie wywracać w takim miejscu, ale wydawało się przyjazne. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, ale jako iż Maeve osobą wybitnie analityczną i rozpamiętującą nie była, więcej niż pierwsze dobre wrażenie nie potrzebowała - wzięła głęboki oddech i weszła do środka.
- Cześć, dzień dobry - przywitała się dwojako, nie wiedząc tak naprawdę, jaki poziom poufałości powinna tutaj stosować. Na Nokturnie powitania nie były częste, a jak już, to zwykle kiwało się głową i na tym kończyły się uprzejmości. - Na froncie pisze, że szukacie sprzedawcy? - Zagadnęła, licząc, że osoba za ladą albo da jej więcej informacji, albo pokieruje ją do kogoś, kto takich jej udzieli.


I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#2
18.02.2024, 11:05  ✶  

Nie było tu już śladu po jej urodzinach, które odbyły się kilka dni temu, w nocy z dala od oczu nieproszonych gości. Stoliki stały poukładane zwyczajnie, a goście nie byli świadomi, że w Lithę odbywało się tu całkiem przyjemne spotkanie. Figg stała za ladą i gapiła się w okno rozmyślając o liście, który dostała trzy dni temu. Oczywiście, że dmuchnęła w gałązkę wrzosu, nie byłaby sobą, gdyby nie wykonała krótkiego polecenia, które było napisane na papierze. Łapała się na tym, że do tego wraca, że jej myśli zmierzają ku tej kartce kiedy tylko nie ma się czym zająć. Odetchnęła głęboko, nie powinna tego robić, dawno ruszyła do przodu, ale nie potrafiła przestać się nad tym zastanawiać.

Dźwięk dzwonka u drzwiach zwiastował przybycie gościa. Przeniosła spojrzenie na wejście, przyodziała przy tym na twarz jeden z wyuczonych uśmiechów i czekała, aż dziewczyna zbliży się do lady. Uśmiech był ważny, klienci zapamiętywali nastawienie wobec swojej osoby, jeśli miejsce będzie im się kojarzyło miło, to na pewno do niego wrócą. Przynajmniej tak się wydawało Norce, która korzystała z prostego, logicznego myślenia. Drugą istotną sprawą były produkty, które im oferowała, a ich akurat była pewna. Dzięki swoim umiejętnościom i pozytywnemu nastawieniu do ludzi udało jej się osiągnąć sukces, którego się nie spodziewała. Nadal była trochę przerażona tym, jak szybko to eskalowało. Biznes się rozrastał w ekspresowym tempie, a ona myślała już nawet o otworzeniu kolejnych filii, miała wiele pomysłów, ale czasu mało, więc nie do końca miała kiedy to wszystko przemyśleć na spokojnie.

Kiedy Maeve weszła do środka na pewno uderzył w nią wszechobecny róż. To miejsce było bardzo charakterystyczne, pełne kwiatów, różnych zapachów, które dla niektórych mogły być za bardzo intensywne. Norce się podobało, idealnie odzwierciedlało jej różową duszę. Gdzieniegdzie mogła dostrzec na ścianach obrazy kotów, bo zwierzęta te były dla właścicielki bardzo istotne. Jeden z nich leżał na parapecie, chyba spał w ciepłym, letnim świetle, które przyjemnie ogrzewało jego futerko.

Wendy kręciła się gdzieś obok, to ona miała dzisiaj zmianę, jednak za ladą stała Nora, nadal często to robiła, mimo, że powoli zbierała już całkiem sporą grupę pracowników. - Cześć. - Już miała proponować dziewczynie jedne ze swoich wypieków, tyle, że ta szybko spowodowała, że tego nie zrobiła. Ogłoszenie. No tak. Nadal wisiało na drzwiach, bo ciągle brakowało jej ludzi. Układanie grafiku w przypadku, kiedy dla większości to było dodatkowe zajęcie to był jakiś dramat, ale zaciskała zęby i robiła to, aby wszyscy byli zadowoleni, musiała jednak znaleźć kolejne osoby na wypełnienie luki. - Tak, szukamy, jak mniemam to cię do nas sprowadziło, skoro pytasz? - Uśmiechnęła się do dziewczyny promiennie. - Podejdźmy może do tamtego stolika. - Wskazała ręką na samotny stół pod oknem. Nie będzie rozmawiała z nią o pracy przy ladzie, bo to nie wypadało. Sama zaś szybko poprosiła Wendy, żeby przejęła jej obowiązki, wzięła w dłoń talerz z drobnymi słodkościami, znajdowały się na nim jakieś bezy, małe pączki i makaroniki i ruszyła w stronę stolika, który chwilę wcześniej pokazała dziewczynie. Usiadła na wolnym krześle, nim to zrobiła jeszcze położyła słodycze na stole.

- Teraz możemy rozmawiać, nie lubię tak załatwiać wszystkiego w biegu. - Dodała na swoje wytłumaczenie.

femininomenon
I'm never gonna please the crowd
Even if they told me how
I came into this world too loud
And that's the way I'm going out
wiek
25
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
dla rodziny głównie
Nie da się Mewy opisać, bo jest metamorfomagiem. Nikt nie wie, jak tak naprawdę wygląda, bo zmienia wygląd jak rękawiczki. Nie tylko wybitnie często podszywa się pod innych, ale też manipuluje aparycją nawet gdy pozostaje przy własnej tożsamości, bo chce w oczach innych utrzymać pewne wrażenie. W jej codziennym wyglądzie da się znaleźć kilka cech wspólnych: azjatyckie rysy, zwykle czarne włosy średniej długości, chłopięcy ubiór. Nosi się - i poniekąd zachowuje - jak bad boy, ewidentnie nie próbując nigdy być damą. Zawsze da się ją poznać po zadziornym spojrzeniu oraz ostrym sposobie wypowiedzi. No i tej bezczelnej pewności siebie.

Maeve Chang
#3
01.03.2024, 00:36  ✶  
Przepotężna ilość roślin i kwiatów odwracała skutecznie uwagę od wszędobylskiego różu; flora lokalu chyba nawet kupiła Mewę. Trochę czuła się jak u siebie w pokoju, gdzie trzeba było się przedzierać przez zwisające z sufitu i ścian pnącza oraz paprotki, które przy okazji zręcznie ukrywały syf powstały przez nagromadzone bibeloty i ubrania walające się po ziemi.
Spostrzegła obrazy kotów wystające spomiędzy kwiatków, ale jeszcze nie spostrzegła tego na oknie. Może to i dobrze, bo jeszcze nie kręciło jej w nosie, a gdyby dotarło do niej, że wdepnęła w sierściuchowe piekiełko, to zakichałaby pół lady ze stresu. Gdyby była przezorna choć trochę, ciutkę mądrzejsza, to nosiłaby eliksiry na alergię przy sobie, ale Mewa ewidentnie praktykowała zasadę "kto umrze, ten umrze, bogowie rozpoznają swoich".
Czyli ją pominą i jakoś to będzie.
- Niezła dżungla - oświadczyła, uśmiechając się ze szczerym zadowoleniem wypisanym na twarzy. Postąpiła z nogi na nogę, nieco nerwowo, bo nigdy w życiu nie starała się o pracę i nie umiała zagadać jak normalny człowiek. Gdyby chodziło tu o podrywanie właścicielki, to nawet by się nie zająknęła - to był dla Maeve chleb powszedni. Tylko że to akurat wydawało jej się nie na miejscu, a więc pozostawał ten nieszczęsny small talk.
- To, i może chęć podprowadzenia kilku naszczepek tamtego zamiokulkasa - odparła nieco odważnie na pytanie o to, co ją tu sprowadza, i wskazała na roślinę w rogu pomieszczenia. Zaśmiała się po fakcie, chcąc pokazać, że to żart, że nie zamierza na serio kraść.
Przynajmniej jeszcze nie miała takich planów, ale zewu kleptomaniaka zwykle się właśnie nie planuje.
Nora - domyślała się, że to jej imię, skoro było w nazwie lokalu - wydawała się na pierwszy rzut oka sympatyczna. Jakby to określiła jej matka? Ach tak, pocziwa. Była tym rodzajem człowieka, którego nie spotyka się zazwyczaj na Nokturnie, bo albo wiedziony zdrowym rozsądkiem się tam nigdy nie pojawia, albo zostaje zjedzony żywcem w ciągu kilku godzin. Mewa czuła się postawiona w niejakim kontraście z kobietą, bo kiedy od tamtej emanowała empatia i ciepło, w przypadku Chang wyglądała nieco jakby była dobrym dzieckiem, ale miała w kartotece wizytę w poprawczaku.
- Żarty żartami, ale tak, szukam pracy - oświadczyła, starając się z całej siły patrząc Norze w oczy, ale tym razem nie odwracało jej uwagi nawet nic cielesnego, a słodycze postawione przed nimi. Maeve była gotowa wsunąć to wszystko nosem, a potem zabrać się za to, co było za ladą. Ba, głównie przecież te pączki ją do spróbowania sił w rekrutacji tutaj zwabiły. Ale nie była też zwierzęciem bez krzty taktu, wiedziała, że dopóki ktoś wprost nie powie częstuj się (ewentualnie nie odwróci wzroku na chwilę), to się nie powinno pchać z łapami po nieswoje. - Generalnie to bardziej dorywczo, bo muszę pomagać w rodzinnym biznesie, ale jak się można domyślić... Rodziny imigrantów słabo płacą - oświadczyła pół żartem, pół serio, po czym uniosła wzrok ze słodkości i uśmiechnęła się niezręcznie. Mewa miała tyle zapłaty, co sobie nakradła i naoszukiwała. Ze ślęczenia za ladą Palarni nie miała absolutnie nic, poza dachem nad głową oczywiście. Ale za to płaciła już nadszarpaną psychiką.
- Swoją drogą, nazywam się Maeve - przedstawiła się wreszcie, wyciągając rękę w kierunku Nory. - I w sumie głupio się przyznać, ale nigdy wcześniej nie szukałam pracy - przynajmniej nie w konwencjonalny sposób - więc nie wiem, co powinnam w zasadzie więcej powiedzieć. Masz jakieś pytania? - Zapytała nieśmiało, poprawiając przydużą kraciastą koszulę narzuconą na podkoszulek, chyba dla uspokojenia wędrujących z nerwów rąk. Miała przeczucie, że nie robiła najlepszego wrażenia, chyba nie tak się sprzedawało samego siebie jako przyszły pracownik. Ale w sumie, czy sprzedawanie wypieków było trudniejsze od sprzedawania opium?


I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#4
01.03.2024, 12:12  ✶  

O to właśnie chodziło Norce, by stworzyć takie miejsce, które kupi każdego. Nawet nie chodziło o to, że miało się wszystkim podobać, tylko być kontrowersyjne, inne, ciekawe. Nie znosiła nudy, w ubiorze, czy właśnie we wnętrzach. Uważała, że zdecydowanie lepiej, kiedy dużo się dzieje. Dla niektórych może nawet za dużo... ale przynajmniej nie byli w stanie zapomnieć tego przepychu, a to było ważne. Takie miejsca jak to pamięta się do końca życia, a to chciała osiągnąć otwierając swoją klubokawiarnię.

- Dziękuję, cieszę się, że to doceniasz. - Uśmiechnęła się do niej ciepło. Dziewczyna była całkiem miła, ale trochę wyglądała na zagubioną. Miała nadzieję, że to nie jej obecność ją stresuje, bo nie należała do tych osób, którym sprawiało przyjemność patrzenie na to, jak inni boją się rozmowy z nimi. Zresztą aura panny Figg była bardzo przyjemna, wzbudzała ona zaufanie i sympatię od razu, i miało to sens. Norka po prostu była człowiekiem o bardzo dobrym sercu i czystej duszy, takich jakich niewiele pozostało na tym świecie. Ten wszędobylski róż, idealnie pasował do jej osobowości, słodka niczym landrynka, tak, że można było dostać cukrzycy.

- Psst, nie musisz podprowadzać, możesz sobie urwać co tylko chcesz skarbie - Nie miała problemu z tym, aby dziewczyna urwała sobie po gałązce tego, czy tamtego kwiatka. Spodobało jej się to, że się nimi zainteresowała, może tak jak ona lubiła rośliny? Nie wszyscy się na nich znali. Zapunktowała tym u niej. Poza tym wyglądała całkiem schludnie, nie, żeby Figg jakoś specjalnie oceniała na podstawie wyglądu, jednak wydawała jej się być całkiem zwyczajnym człowiekiem. (Gdyby tylko wiedziała, że jest częścią nokturnowej mafii to pewnie by się zdziwiła).

- Mhm. - Mave szukała pracy, a praca szukała człowieka. Idealnie się składało. Figg przesunęła w jej stronę talerz ze słodyczami, widziała, że sama po nie nie sięgnęła, najwyraźniej potrzebowała zachęty. - Jedz, to wszystko dla ciebie. - Sama jakoś specjalnie nie objadała się słodkościami, wręcz przeciwnie, stroniła od nich, gdyby było inaczej, to zamieniłaby się już w okrąglutką kuleczkę, która turlałaby się po cukierni. Jedynie, kiedy naprawdę mocno się denerwowała sięgała po słodycze, zajadała stres.

- Dorywczo, rozumiem. - Przez moment zaczęła się zastanawiać. Większość jej pracowników pojawiała się tutaj dorywczo, kolejna osoba mogła wesprzeć ich grafik, to by sporo ułatwiło. Norka naprawdę czasem musiała mocno się nagimnastykować, aby mieć ludzi na każdą zmianę. - Jak bardzo dorywczo? - Wolała się upewnić, że nie są to jakkieś dwie godziny w tygodniu, bo to by jej nie ratowało wcale.

- Coś wiem o rodzinnych biznesach moja droga. - Sama większość życia pracowała u swojej babci i miała świadomość, jak płaci się rodzinie, nie, żeby narzekała, bo wiele się tam nauczyła, ale nie samą nauką człowiek żyje.

- Miło mi cię poznać Maeve. - Wyciągnęła rękę w jej kierunku, żeby oficjalnie się przedstawić. - Pewnie się nie domyśliłaś... - Uśmiechnęła się pokazując niemalże wszystkie zęby. - Ja jestem Nora. - Oczywista, oczywistość.

- Dlaczego głupio? Każdy kiedyś zaczynał. - Była naprawdę bardzo wyrozumiała. - To tak, po pierwsze, kiedy możesz zacząć? - Wydawało jej się to dość istotne. O drugą z ważnych rzeczy zapytała wcześniej, ważne dla niej było to ile faktycznie czasu dziewczyna może poświęcić na pracę w cukierni. - Ogólnie rzecz biorąc, to większość twoich przyszłych kolegów z pracy pojawia się tutaj dorywczo, przez to właśnie chętnie przyjmę kogoś jeszcze, żeby łatwiej byłoby mi układać grafik, nawet nie wiesz, jakie jest to trudne, gdy nagle wszyscy chcą mieć piątek po południu wolny i myślą, że nie wiem dlaczego. Młodość rządzi się swoimi prawami, ja to wiem, ty na pewno też, tylko trudno jest mi sobie poradzić tutaj samej, kiedy oni sobie imprezują. - Oczywiście, że dawała im wolne, kiedy tego potrzebowali, a później zostawała sama na zmianie, przez co ledwo dawała radę wstać następnego dnia.

femininomenon
I'm never gonna please the crowd
Even if they told me how
I came into this world too loud
And that's the way I'm going out
wiek
25
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
dla rodziny głównie
Nie da się Mewy opisać, bo jest metamorfomagiem. Nikt nie wie, jak tak naprawdę wygląda, bo zmienia wygląd jak rękawiczki. Nie tylko wybitnie często podszywa się pod innych, ale też manipuluje aparycją nawet gdy pozostaje przy własnej tożsamości, bo chce w oczach innych utrzymać pewne wrażenie. W jej codziennym wyglądzie da się znaleźć kilka cech wspólnych: azjatyckie rysy, zwykle czarne włosy średniej długości, chłopięcy ubiór. Nosi się - i poniekąd zachowuje - jak bad boy, ewidentnie nie próbując nigdy być damą. Zawsze da się ją poznać po zadziornym spojrzeniu oraz ostrym sposobie wypowiedzi. No i tej bezczelnej pewności siebie.

Maeve Chang
#5
23.06.2024, 19:00  ✶  
Nie mogła powiedzieć, że obecność Nory ją stresuje; nie, to było innego rodzaju uczucie, acz również wywoływało swoisty dyskomfort. Mewa zwyczajnie nie była przyzwyczajona do bezinteresownie miłych ludzi. Nawykła do stanu rzeczy, gdzie dobre intencje pojawiały się tylko wtedy, gdy mogły przynieść korzyści, kiedy ten ktoś czegoś od ciebie chciał. Na Nokturnie za przyjaźń się płaciło - waluta była wszelaka, ale cena zawsze obecna. Naturalnie mili ludzie nie dożywali starości.
Doszukiwała się więc pułapki, czegoś mrocznego kryjącego się za fasadą dobrodusznej cukierniczki. Na pierwszy rzut oka nie mogła niczego takiego się dopatrzeć, a zawsze myślała, że ma dobrego nosa do ludzi, więc czuła się niepewnie. Poza tym już sama nie wiedziała, czy to wszystko było dobrym pomysłem - legalna praca, na dodatek na powierzchni? W miejscu, gdzie co najwyżej możesz mieć mąkę i cukier puder na rękach, a nie krew?
- Może lepiej nie dawaj mi takiej wolności, ogołocę ci miejscówkę - zaśmiała się perliście, z pełną szczerością w głosie. Nie kłamała, nie żartowała sobie, choć mogło to tak zabrzmieć. Maeve ani nie miała oporów przed kradzieżą, ani nie mogła ukryć, że póki mogła pokonać dystans od drzwi do łóżka bez użycia maczety, to w jej pokoju nadal było za mało roślin.
Otworzyła oczy w zaskoczeniu, rozglądając się na boki, prawie jakby chciała się upewnić, że chodziło Norze o nią. Wszystkie słodycze dla niej? Tak po prostu, bez płacenia w galeonach lub w naturze? I nie są trujące?
No ale kim była Maeve, by odmówić jedzenia. Ba, wolałaby się ugryźć w dupę niż odmówić pączka, na który lampiła się już tak długą chwilę, że jeszcze kilka minut i zjadłaby go oczyma. Złapała go tak, jakby nie jadła od tygodnia (a warto wspomnieć, że od ostatniego jej posiłku minęła co najwyżej godzina), po czym praktycznie go połknęła. Na raz.
- Zajebisty - zarzuciła komplementem z pełnymi jeszcze ustami, a następnie dźwięcznie oblizała palce z lukru. Odruchowo zaczęła sięgać po kolejny, ale coś ją tknęło, że to średnio miłe tak gadać w trakcie jedzenia i to jeszcze w trakcie rozmowy o pracę. Powstrzymała się w połowie ruchu, obiecując sobie, że jeśli nie zje teraz, to weźmie na wynos.
- Myślałam nad paroma dniami w tygodniu, po kilka godzin. Jak to się mówi, na pół etatu? - Otrzepała ręce, nie będąc pewna, czy dobrze pojmuje cały koncept. - Pilnuję rodzinnego interesu zwykle wieczorami, więc mogłabym przychodzić rano lub po południu co drugi, trzeci dzień. O ile coś takiego ci w ogóle pasuje? - Zapytała, bo nie wiedziała, czy takie wybieranie sobie dni właściwie było możliwe. Pewnie zależało to od właściciela, ale niestety nigdy nie miała do czynienia z nikim, kto miał porządną pracę i mógłby jej o tym opowiedzieć.
- Mogę zacząć od zaraz, trochę zależy mi na szybkim zebraniu kasy - przyznała się bez bicia, choć jeszcze nie wchodziła w szczegóły tego, dla kogo się tak poświęca. - I jakby co, to popołudniami w piątek to ja zwykle nic nie robię, więc ci się problem rozwiąże - uśmiechnęła się wesoło. Życie na Nokturnie zaczynało się dopiero nocą, więc te popołudnia nie robiły na Mewie żadnego wrażenia i nie wadziły ani trochę. Byle nie kazała jej siedzieć do późnego wieczora, to jakoś to pogodzą.
- Jest tylko jedna mała sprawa - zaczęła, rozglądając się dookoła, by się upewnić, że nikt nie zapuszcza do ich rozmowy żurawia. Przysunęła się bliżej Nory, jakby to miała być największa konspiracja świata, po czym zniżyła głos. - Czy nie przeszkadzałoby ci, gdybym pracowała tu troszkę incognito? Widzisz, jestem metamorfomagiem - urwała na chwilę, badawczo spoglądając na twarz kobiety, jakby doszukiwała się reakcji. - A tak się składa, że nie chcę, żeby ktokolwiek inny wiedział, że dorabiam sobie na boku. Po pierwsze dlatego, że kasę, którą chcę zarobić, mam zamiar przeznaczyć na prezent dla kogoś i jak ta osoba mnie tu przyczai, to połączy kropki. - Lorraine nie była w ciemię bita, gdyby tutaj zawędrowała, na pewno zaczęłaby coś podejrzewać. To miała być niespodzianka, osiągnięta uczciwą drogą. - A po drugie... Moja rodzina też źle zareagowałaby na mój widok tutaj. To długa historia, ale wolę uniknąć spiny - wyznała, po czym odsunęła się od Nory, bo skończyło się wylewanie sekretów. Spojrzała na nią lekko skruszona, nie chcąc na razie wchodzić w szczegóły swojej patologicznej rodziny, która niechybnie pultałaby się, że Mewa marnuje czas na robotę u ludzi z góry.


I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#6
24.06.2024, 14:42  ✶  

Maeve miała prawo czuć się nieswojo, bo raczej rzadko kiedy spotyka się osoby tak prostoduszne jak panna Figg. Ludzie byli przyzwyczajeni do tego, że inni knują, nie są szczerzy, nie życzą nikomu dobrze, mają niedopowiednie intencje. Ta drobna blondynka jednak była tego przeciwieństwem. Nora z natury była po prostu dobrym człowiekiem, taki który był w stanie każdemu dać kredyt zaufania, nawet nieznajomym. W każdym szukała dobra, każdemu dawała szansę, co nie było raczej standardowym zachowaniem. Ludzie nie przywykli do tego, że można zachowywać się w ten sposób. Sama Nora przez te ponad dwadzieścia lat egzystencji na tym świecie powinna zmienić swoje podejście, przez doświadczenia spowodowane przez ludzi spotykanych na swojej drodze, bo przecież świat nie był usłany różami, nie zawsze wszyscy, których obdarzała zaufaniem okazywali się być faktycznie warci tego, w jaki sposób ich traktowała. Mimo wszystko nie zmieniała się, nadal była sobą i czerpała z tego ogromną satysfakcję.

- Jak ogołocisz mi miejscówkę, to moi przyjaciele cię znajdą. - Brzmiało to jak obietnica. Może i Nora sama nie potrafiła walczyć o swoje, ale miała spore grono przyjaciół na które zawsze mogła liczyć, nie wspominała jeszcze o tym, że należała do nich spora grupa BUMowców i aurorów, bo nie chciała się jakoś specjalnie przechwalać, miała tylko nadzieję, że Maeve zrozumie, że ryzyko nie jest warte świeczki.

Uśmiechnęła się widząc, że dziewczyna się zdziwiła z zaoferowanego jedzenia, to chyba także nie było typowe zachowanie dla normalnych pracodawców. Cóż, Norka wyróżniała się na ich tle, nie dało się tego ukryć.

Zupełnie nie przeszkadzało jej to, że Maeve mówiła z pełną paszczą, była do tego przyzwyczajona, zazwyczaj ludzie się do niej odzywali dokładnie w ten sposób - przeżuwając jej wypieki. Rozpieszczała swoich najbliższych, a pracownicy chcąc nie chcąc również należeli do tego grona, chociaż nie powinna się z nimi spoufalać.

- Pół etatu nie brzmi źle, będę mogła cię wmieszać w grafik. - Jak większość osób, która tutaj pracowała. Nie było to ich pierwsze zajęcie, ale wcale nie przeszkadzało to Norce. Wiedziała jakie są realia.

- Myślę, że możemy się tak dogadać, tylko, żebyś mi dawała znać z tydzień wcześniej, jak wygląda twoja dostępność, zazwyczaj w niedzielę wieczorem układam grafik na kolejny tydzień pracy. - Tak, aby wszystkim pasowało, żeby każdy był zadowolony. Nie było to najłatwiejsze zadanie, ale z kolejną osobą na pewno łatwiej jej będzie żonglować grafikiem.

Zmrużyła oczy, gdy dziewczyna wspomniała o małej sprawie. Słuchała uważnie tego, co miała jej do powiedzenia. Jej wytłumaczenie wydawało się mieć sens, ale nawet Norka nie była, aż tak naiwna. Wolała się upewnić, że nie ma w tym drugiego dna. - Nie jesteś jakimś poszukiwanym przez BUM mordercą, przestępcą, czy coś takiego? - Najłatwiej chyba było zapytać wprost. - Jeśli nie to nie ma problemu, możesz sobie pracować pod taką postacią, jaką chcesz. - Nie widziała w tym nic złego, dopóki nikogo nie krzywdziło, a tutaj wydawało się wręcz przeciwnie, Maeve najwyraźniej chciała zrobić komuś niespodziankę, co było bardzo urocze.

femininomenon
I'm never gonna please the crowd
Even if they told me how
I came into this world too loud
And that's the way I'm going out
wiek
25
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
dla rodziny głównie
Nie da się Mewy opisać, bo jest metamorfomagiem. Nikt nie wie, jak tak naprawdę wygląda, bo zmienia wygląd jak rękawiczki. Nie tylko wybitnie często podszywa się pod innych, ale też manipuluje aparycją nawet gdy pozostaje przy własnej tożsamości, bo chce w oczach innych utrzymać pewne wrażenie. W jej codziennym wyglądzie da się znaleźć kilka cech wspólnych: azjatyckie rysy, zwykle czarne włosy średniej długości, chłopięcy ubiór. Nosi się - i poniekąd zachowuje - jak bad boy, ewidentnie nie próbując nigdy być damą. Zawsze da się ją poznać po zadziornym spojrzeniu oraz ostrym sposobie wypowiedzi. No i tej bezczelnej pewności siebie.

Maeve Chang
#7
28.07.2024, 15:21  ✶  
Zarechotała odruchowo, słysząc groźbę Nory. Chociaż nie, to nie brzmiało jak groźba - ostrzeżenie? Żart, ślepa wiara? Cokolwiek to nie było, nie wystraszyło Maeve. Nora nie wyglądała na kogoś, kto miał znajomych szwendających się po Ścieżkach, a jeśli faktycznie takich kumpli posiadała, będą wiedzieć, że akurat Mewę należy zostawić w spokoju dla własnego dobra.
Poza tym i tak nie było się tu o co martwić - Chang nie planowała okradać klubokawiarni, bo na pierwszy rzut oka nie było tu niczego, czego nie mogła znaleźć gdzieś indziej. Jeśli miałaby coś takiego odstawić, musiałaby to robić na złość, a obecnie patrząc na Figg widziała serduszko rysujące się jak aureola wokół jej głowy, bo przecież dała jej za darmo jedzenie i było zajebiście dobre.
Możliwość zmieniania swojej dostępności co tydzień bardzo ucieszyła Mewę - co prawda nie miała życia pełnego fajerwerków, ale potrafiło być na tyle spontaniczne, by realia zmieniały się kilka razy w miesiącu. Życie na Nokturnie nie było ani stateczne, ani przewidywalne. Czasem bywa tak, że się cały tydzień nic nie dzieje i z nudów zaczepia się bezdomnych, a czasem ktoś wsypie w BUMie kilku kolegów i przez kilka dni trzeba stawać na rzęsach, żeby to odkręcić. W sumie niezwykle kuriozalnym było to, że dla Mewy najnormalniejsza praca za ladą w cukierni była czymś z innego świata - coś czuła, że podskórnie będzie wypatrywać w klientach najmniejszych ruchów, które sugerowałyby nadchodzącą rozróbę. Kto wie, może przy okazji Nora zatrudniła sobie też wykidajłę z powołania?
- Nie ma sprawy, będę dawać znać. W sumie taka elastyczność jest mi bardzo na rękę - tym razem odpowiedziała już po przełknięciu ostatniego kęsa pączka, po czym zaczęła się zapatrywać na kolejny. Wahała się może kilka sekund, ale potem przypomniała sobie zapewnienia Nory, że to wszystko dla niej i ma się nie krępować. Zaatakowała kolejny wypiek tak żywo, jakby wcale niczego nie jadła przed chwilą.
Kiedy zapytała o poszukiwanie przez BUM, Maeve wyglądała, jakby poważnie się zastanawiała nad tym przez chwilę. Spojrzała w zamyśleniu na sufit, trybiki w głowie ewidentnie się przesuwały, skanowała w wyobraźni wszelkie listy gończe, jakie ostatnio widziała.
- Nie, nie wydaje mi się - odparła zadziwiająco szczerze, uśmiechając się przy tym równie rozbrajająco jak dziecko. Tak, była z siebie dumna, że jeszcze jej nie namierzyli, ale z drugiej strony była metamorfomagiem. Znała Stacha, wiedziała, jakie gwiazdy intelektu pracują w BUMie, oni tam niechybnie nie nadążali za jej wszystkimi alter ego, a co dopiero, żeby połączyć kropki i dotrzeć do jej skromnej osoby. Zresztą, teraz z tymi zamachami czystokrwistych mają chyba ważniejsze sprawy na głowie niż lokalne porachunki na Nokturnie. - Z mojej strony nie będzie żadnego problemu, obiecuję. - Przysięganie na słowo honoru złodzieja było cokolwiek dziwne, ale mówiła to zupełnie szczerze. Nie chciała robić tutaj syfu, chciała zarobić pierwszy raz w życiu pieniądze w sposób uczciwy. Gdyby miała w planach Norze nabruździć, minęłaby się z wyznaczonym przez siebie celem.
- Czyli rozumiem, że jesteśmy ugadane? - Zapytała wreszcie, wstając i podając Norze rękę, żeby potwierdzić umowę. Cudem powstrzymała się od naplucia wpierw na dłoń, co mogła Figg zauważyć w lekkim drżeniu ręki w połowie drogi. - Wrócę do domu, dogadam się z rodziną i dam ci znać, jak będę mogła w tym tygodniu pracować. -


I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#8
05.08.2024, 11:47  ✶  

Nora nie umiała grozić, kto w ogóle wziąłby z jej ust ostrzeżenia na poważnie? Nie wyglądała zdecydowanie jak ktoś, kto może przejść do realizacji takich czynów. Lubiła jednak pokazać, że też ma swoje możliwości, może i nie wyglądała, może i nawet nikomu by o tym nie wspomniała, nie chciała jednak wychodzić za taką niewinną. Nie znosiła, gdy ktoś próbował jej udowodnić, że nie ma szans, mało kto pewnie by zakładał, że była dosyć blisko chociażby z Saurielem Rookwoodem i że on również kiedyś dla niej pracował.

Meave jeszcze nie wiedziała o tym, że na zapleczu kawiarni można znaleźć bardzo dużo, najróżniejszych eliksirów, które panna Figg przygotowywała dla swoich zakonowych przyjaciół, zresztą mało kto wiedział o tym, że zajmowała się ona również takimi rzeczami. W końcu dla większości osób była tylko i wyłącznie słodką Norką, która potrafiła piec pączki.

Nora nie miała problemu z tym, aby grafik był elastyczny. Większość osób, która u niej pracowała zajmowała się tym jako dodatkowym źródłem dochodu, co nawet rozumiała. Była w stanie więc się do nich dostosować, bo ogólnie to był z niej raczej mało problematyczny człowiek.

- Cieszę się, że udało nam się dodgadać, mam nadzieję, iż będzie to owocna współpraca. - Nie miała problemu z tym, że trafiła jej się dziewczyna z ulicy. Nie było dla niej problematyczne nawet to, że nie chciała tutaj pracować jako ktoś inny. Figgówna była strasznie wyrozumiałym pracodawcą.

- Jasne, przegadaj wszystko i daj znać, kiedy możesz zacząć. Miło było cię poznać Meave. - Również wstała i podała rękę swojej nowej współpracownicy. Odprowadziła ją później nawet do drzwi. Była ciekawa, jak będzie przebiegać ich współpraca, zakładała oczywiście, że nie będzie miała z nią żadnych problemów.



Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Maeve Chang (2298), Nora Figg (1908)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa