• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[28/12/1970] Pierwsze ataki Śmierciożerców || Erik & Millie

[28/12/1970] Pierwsze ataki Śmierciożerców || Erik & Millie
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#11
01.03.2024, 01:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.03.2024, 01:42 przez Erik Longbottom.)  
Nie przepadał za bezpośrednią konfrontacją. Wymiana zaklęć była czystsza, bardziej honorowa i mniej osobista. Kolorowe wstęgi tryskające z czubka różdżki stawały się wówczas narzędziami potrzebnymi do ukończenia zadania, do schwytania oponenta lub uniemożliwienia mu ucieczki. Obijanie kogoś pięściami mogło być bardziej satysfakcjonujące, jednak Erikowi nie przynosiło to nawet grama satysfakcji. Może byłby w stanie się do tego zmusić, jednak... Gdyby z każdego patrolu wracał z obitymi kłykciami, raczej nie wystawiłby sobie dobrej opinii.

Patrząc jednak na swoją dotychczasową karierę, wiedział, że w jego przypadku frustracja przyjdzie później, kiedy ich przeciwnicy będą skuci i zamknięci w areszcie, a on porozmawia z ofiarą, zobaczy ból i strach w jej oczach, zrozumie, co się stało i będzie musiał napisać raport. To zawsze było najgorsze; bycie zobligowanym do zredukowania czyjejś tragedii - małej lub większej - do świstka papieru. A dokument, choć wymagany do tego, aby domknąć dochodzenie i tak wyląduje w archiwum. Zostanie wsadzony do segregatora lub szafki, do której nikt potem nie zajrzy, o ile ''góra'' nie wymyśli sobie jakiejś kontroli.

— Kurwa mać! — przeklął siarczyście, gdy Śmierciożerca padł na ziemię, a pierwsza fala adrenaliny przeminęła. Tępy ból dłoni. Skrzywił się, jednak nie oderwał różdżki od ciemnego jegomościa. — Jakby miał szatę czymś podszytą...

Widział po ruchach Millie, że ta radzi sobie nawet lepiej niż zakładał. Może teleportacja łączna na tak krótki dystans była nieco ryzykowna, jednak teraz rekompensowała to swoją wprawą w zaklęciach translokacyjnych. Szata Śmierciożercy dosłownie wskoczyła mu na głowę, owijając się wokół jego szyi niczym wąż, a latający śmietnik tylko dokończył robotę. Gdyby nie to, że tuż obok leżała ofiara napaści, może nawet parsknąłby śmiechem. Jednak nie byli tacy mocni.

— A ty mnie słuchaj — rzucił z pretensją do obezwładnionego przez siebie czarnoksiężnika. Kopnął go niezbyt mocno, acz wymownie w nogę, tak że ten, dalej próbując złapać dech, przewalił się na bok, prosto w śnieg. — Masz prawo zachować milczenie. Jednak jeśli zdecydujesz się mówić, wszystko, co powiesz, może zostać użyte przeciwko tobie w sądzie. I na Merlina i samą Matkę zapewniam cię, że zostanie.

Machnął parę razy różdżką z zamiarem wyczarowania świetlistych więzów, które miały się uformować w kajdanki na rękach pojmanego czarodzieja. Teraz typ nie tylko świecił się jak choinka w Yule, ale też nie za bardzo mógł ruszać dłońmi; jeśli te zahaczyłyby o uformowane przy pomocy magii światło, stawałyby się coraz bardziej odrętwiałe. Przydatne zaklęcie w takich chwilach.

(Kształtowanie) Wyczarowanie świetlistych kajdan na nadgarstkach Śmierciożercy x2
Rzut PO 1d100 - 13
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 43
Sukces!

Poważne czy nie, ważne, że twoje rozwiązanie zdało egzamin, Millie! Zaklęcia wyszły ci na tyle dobrze, że Śmierciożerca nie miał zbyt dużych szans i wylądował w pobliskiej zaspie. Teraz pozostało ci już tylko dorwanie go i założenie kajdan; czy tradycyjnych, czy magicznych, to już zależało tylko od ciebie.

Gdy wróciłaś z delikwentem do Erika, mogłaś zauważyć, że spacyfikowany przez niego Śmierciożerca dalej leżał w śniegu i nerwowo chwytał oddech, jakby dalej miał problemy z oddychaniem. A może po prostu był spanikowany przez to, że został złapany? Wszystko jedno, na ten moment nic to już nie zmieniało. Co by się nie dało, zarówno on, jak i jego partner wylądują w areszcie Ministerstwa Magii.

Jeśli chciałaś jak najprędzej ruszyć ku rannej czarownicy, mogłaś śmiało przekazać swoją zdobycz Erikowi. Chętnie się nim zajmie. I tak będzie musiał powiadomić w międzyczasie inny patrol, żeby odebrali stąd dwie duże paczki ludzkich rozmiarów. Co pierwsze rzuciło ci się w oczy po zbliżeniu się do czarownicy? Jej bladość i krew wnikająca powoli w śnieg. Ranna ręka. Rozcięta kurtka. Nieuważnie rzucone zaklęcie rozcinające?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#12
01.03.2024, 19:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 15:53 przez Millie Moody.)  
Podbiegła do swojego i w przeciwieństwie do Erica, nie miała w ogóle wyrzutów sumienia. Wręcz przeciwnie, żałowała, że nie przydzwoniła mu mocniej. Jebane bananowe gnidy. Idą sobie na ulice i pastwią się nad bezbronnymi. Powstrzymała się, by splunąć, gdy zakładała mu kajdanki - całkiem zwyczajne, zważywszy na fakt, że Milles bardzo była rozdrażniona gdy coś jej nie wychodziło, a kształtowanie nie było jej mocną stroną. Nie było nawet słabą. Oscylowało gdzieś w okolicach żałosnej.

– Tak, możesz milczeć, ale chętnie posłucham, co masz do posłuchania gnido. Na komisariacie– rzuciła krótko i pogardliwie, po czym skonfiskowała im różdżki (banalnie było to czynić z tą, którą miała na wyciągnięcie ręki, ta drugiego typa była już czystym popisywaniem się i chodź z oporem, to przyszła do nowej, tymczasowej pewnie mamusi.
– Coś jest nie tak z jego oddychaniem detektywie, nie grzmotnęłam go na tyle, by miał bezdech. Idę... idę sprawdzić poszkodowaną. – Z jednej strony marzyła o awansie, z drugiej wygodnie jej było, że nie podejomowała decyzji. Rewolwerowiec tak, szeryf nie. Dobre, cieple miejsce pozbawione nadmiaru odpowiedzialności.

Gdy podeszła do poszkodowanej, sięgnęła po swoją manierkę z czystą wodą i podała jej. W razie czego pomogłaby przysiąść jej na schodku, kucnąć obok, by nie patrzeć na kobietę z góry.
– Jak się pani czuje? Będziemy musieli przyjąć zeznania, za chwile przyjedzie wsparcie i teleportujemy się do bezpiecznego miejsca.– mówiła do niej łagodnie, przynajmniej zważywszy na standardy Milles, to znaczy, że nie brzmiała jak sarkający wkurwiony syjams. – Bardzo boli? Czy... czy zdążyli zrobić coś jeszcze? Mam przy sobie eliksir wzmacniający... – zaproponowała, pozostając jednak wciąż w czujności, na wypadek gdyby dupek numer dwa, którego skuła zamierzał jeszcze coś odcertolić, albo biedna ofiara... no nie wiem, nosiła w sobie jakąś klątwę na przykład.

Translokacja Konfiskata różdżek x2
Rzut PO 1d100 - 33
Slaby sukces...

Rzut PO 1d100 - 96
Sukces!

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#13
02.03.2024, 00:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2024, 00:17 przez Erik Longbottom.)  
— Przeżyją — ocenił Erik, zerkając tylko przelotnie na dwójkę złapanych.

Upewnił się tylko, że kajdanki i zaklęte więzy nie puszczą i odsunął się od nich, co by posłać zaklętą kulę jarzącą się niebieskim światłem w powietrze. Niedaleko inny patrol powinien pełnić straż, więc na pewno będą wiedzieli, co dalej zrobić. Nie przejmował się zbytnio tym, że pojmani długo dochodzili do siebie. Śmierciożercy, phi.

Na dobrą sprawę nie mogli wiedzieć, czy to faktycznie byli prawdziwi Śmierciożercy, którzy stanowili trzon grupy zwolenników Czarnego Pana. W mieście pełno było domorosłych naśladowców tej ''cudownej idei''. Przywdzianie czarnego płaszcza i skrycie twarzy pod kapturem nie czyniło z nich jednak czarnoksiężników, a co najwyżej idiotów. Erik westchnął przeciągle. Przesłuchaniem zajmą się na komisariacie.

Kobieta pociągnęła kilka łyków z manierki panny Moody.

— Próbowali mnie porwać! — próbowała wytłumaczyć, nieudolnie opierając się o balustradę schodów. — Wymyślili sobie, że... Za darmo będę dla nich robić. Dla ''wielkiej sprawy''. Wyobraża sobie, pani? Ja, Melinda Meadowes, będę robiła za frajera na jakichś przebierańców!

Przetarła zapłakane oczy, starając się jak najdelikatniej ruszać. Pocięta ręka zdecydowanie sprawiała jej dyskomfort, jednak adrenalina krążąca w jej żyłach przez ostatnie zdarzenia zdawała się trzymać sporą część bólu za żelazną kurtyną. Może to i dobrze? Lepiej dla niej będzie, gdy zorientuje się, jakich dokładnie obrażeń dostała, gdy znajdzie się pod opieką magimedyków.

— Pocięli mnie jakimś zaklęciem, jak nie chciałam pójść po dobroci! — Uniosła delikatnie ranną rękę. Może to właśnie były te odgłosy, które wcześniej ci umknęły. Ah, możesz mieć lekkie wyrzuty sumienia. — A potem zepchnęli ze schodów. — Wskazała słabo na drzwi znajdujące się u szczytu schodów, przy których siedziała. — Pracownię tu mam. Mechanizmy zaklinam. Dobry Merlinie, że akurat mi się coś takiego musiało przytrafić. A siostrzenica mówiła, że tu teraz niebezpiecznie. Że lepiej na wsi zostać, zamiast do miasta się pchać.

Jej słowa nie powinny cię zbytnio szokować. Jako pracownica Brygady Uderzeniowej aż za dobrze wiedziałaś, że porwania i napady nie należały do wyjątków, a raczej stałego zestawu wypadków w ostatnich tygodniach i miesiącach. Nic dziwnego, że plotki na ten temat zdążyły obiec Londyn i wyślizgnąć się poza jego granice ku mniejszym miejscowościom. A ludzie gadali. Jeśli pragnęłaś zbadać rany Melindy, ta nie oponowała i pozwoliła na podciągnięcie rękawa kurtki, żebyś mogła lepiej przyjrzeć się cięciom. Sama jednak odwróciła od razu wzrok, nie mogąc na to patrzeć.

Na reakcję ze strony innych patroli Millie i Erik nie musieli długo czekać. Po zaledwie kilku minutach na miejsce aportował się jeden z ich sojuszników z Brygady Uderzeniowej, informując ich przy okazji, że jego partner organizował wezwanie transportu medycznego na miejsce. Dając Moody i Longbottomowi szansę na dopełnienie swoich czynności służbowych, Brygadzista skupił się na pilnowaniu złapanych czarodziejów.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#14
04.03.2024, 18:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 15:53 przez Millie Moody.)  
Milles rzadko kiedy miewała wyrzuty sumienia i może ta gruboskórność gwarantowała jej całkiem wysoką poczytalność jak na ryzyko, które niosła praca w Brygadzie Uderzeniowej. Nie brakło jej jednak empatii, oraz niewątpliwie miała całe pokłady wkurwu, na tych gnojków, którzy chcieli uczciwą kobietę zmusić do darmowej pracy. Oczywiście nie popierała jakiegokolwiek wspierania tej bandy kretynów, ale była pewna, że gdyby przyszli do pani Meadowes i zapłacili, to rzemieślniczka nie miałaby najmniejszych skrupułów by "wesprzeć" sprawę swoją pracą.

– Niestety... chyba rzeczywiście warto było jej posłuchać. – nieprzyjemny zwykle dla postronnych głos złagodniał na tyle, by przypominać neutralny, trochę zobojętniały ton innych ludzi. Złość gotowała się w młodej kobiecie i ciężko było jej przemawiać miło przez zaciśnięte zęby.

Skupiła się więc na oględzinach, na obrażeniach, choć nie była lekarką. Chciała jednak upewnić się, że pośród szmat i kolejnych warstw, nie ma mimo wszystko rany która weszła głębiej. Warto było też rozejrzeć się za ewentualnymi poszlakami, które mogłyby podważać zeznania świadka. Nie żeby ta przemiła kobiecina zasłużyła sobie czymś konkretnym na brak zaufania. Ot, Milles zarażała się paranoją od brata. A może była to kwestia mieszanki krwi, która powołała ich na świat?

– Kręcili się tu wcześniej? Albo może kojarzy pani jakiegoś dziwnego klienta, który oglądał towary i nic nie kupił? To mogło być nawet kilka dni temu – dopytywała na świeżo. Cały czas kucała obok nie, teraz jednak, gdy oddała menażkę, wyciągnęła notes i zapisała (nabazgrała) zeznania, które otrzymała do tej pory. Potem czekało ich biurokratyczne fiku miku, tona raportów, pewne w trzech kopiach. – Chce Pani, żebyśmy poinformowali kogoś bliskiego? To może chwile zająć, a po wszystkim warto, żeby zajął się Panią ktoś bliski.

Percepcja na oględziny obrażeń i ewentualnych dziwności na skórze
Rzut Z 1d100 - 13
Akcja nieudana


viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#15
05.03.2024, 00:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 00:01 przez Erik Longbottom.)  
Teraz Melinda już wiedziała, że przeniesienie się do Londynu było bezsensowne. Słyszała plotki, że napady coraz częściej się zdarzają, jednak wydawało jej się, że była mowa o Śmiertelnym Nokturnie lub jakichś opuszczonych przez Matkę dzielnicach niemagicznych, w których osiedlili się czarodzieje, żeby żyć bardziej ''egzotycznie''. A siostrzenica mówiła, żeby uważać. Ech, trzeba było siedzieć u siebie na wsi i łapać klientów w Dolinie Godryka albo Little Hangleton. Mądra wiedźma po szkodzie, nie ma co.

— Trafiło się paru takich. A bo to mało teraz ludzi niezdecydowanych po mieście się pląta? — Pokręciła z niedowierzaniem głową. — Jeden nie ufa, drugi chodzi od zakładu do zakładu, porównując ceny, a trzeci chce, żeby mu rabat dać, chociaż pierwszy raz człowieka na oczy widzę! — W jej głosie momentalnie rozbrzmiały nutki wrogości. — A tak to... Kręciła się taka jedna trójka. Blondasek taki starszy trochę od pani i dwie rude. Mechanizmy oglądali, cenę próbowali zbyć. O wykształcenie pytali, gdzie się fachu nauczyłam.

Zerknęła kątem oka na skutych napastników, a jej rysy twarzy stężały, jakby dopiero teraz dotarło do niej, o co konkretnie pytała Brygadzistka. Że to niby oni mogli być? Ale to tylko dwójka... A po sylwetkach łatwo rozpoznać ich nie było przez te szaty. Melinda okręcała powoli rękę, nabierając odwagi, aby przyjrzeć się swoim obrażeniom. Oby zagoiło się to jak najszybciej.

— Siostrzenicę najlepiej będzie wezwać — zdecydowała niepewnie, jakby nie chciała robić krewniaczce problemu. — Sprytna dziewucha jakich mało! Do egzaminów na kursie się przygotowuje. Departament Skarbu! — Uśmiechnęła się na samą myśl. — W takiej jednej knajpce w dzielnicy pracuje. — Podyktowała młodszej czarownicy nazwę lokalu i adres.

Millie, z twoich oględzin... Nie wynikło nic specjalnego. Ślady po gwałtownych rozcięciach były równe i czyste, raczej nie użyto do nich fizycznego narzędzia, toteż zaklęcie wydawało się najlogiczniejszym rozwiązaniem. Nie licząc bladości na skórze, nic nie rzuciło ci się w oczy. Możesz spróbować wyczarować tymczasowe bandaże, jednak poza tym za wiele nie zrobisz. Bądź co bądź, uzdrowicielką nie jesteś.

— Niedługo powinien zjawić się tutaj transport z Munga — zapowiedział Erik, podchodząc bliżej Millie i zaatakowanej kobiety.

Obdarzył czarownicę dobrotliwym spojrzeniem, chociaż jego twarz okrywał żal. Jeśli dobrze zrozumiał, Melinda ledwo przeniosła się do Londynu, a już spotykały ją takie nieprzyjemne niespodzianki. Najlepszego czasu na przeprowadzkę to nie wybrała, pomyślał z lekkim smutkiem. Zaczynał doceniać to, że sam jedynie pracował w stolicy i nie musiał tutaj mieszkać. Wprawdzie wszędzie było blisko, mnóstwo lokali pod ręką, jednak... Dolina Godryka to była jednak Dolina Godryka. Co złego mogło tam się stać?

— Coś czuję, że czeka nas długa nos — mruknął, pochylając się nad Brygadzistką i zaglądając do jej notesu. — Zanim ich zamkniemy w areszcie i dopełnimy formalności, to już słońce zacznie wschodzić.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#16
05.03.2024, 15:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 16:30 przez Millie Moody.)  
– Jeśli pani mogłaby podzielić się z nami wspomnieniem tamtej trójki, to może okazać się bardzo pomocne. – poprosiła, jeszcze kończąc notować, bo miło kiedy ludzie dawali im wspomnienia bez nakazu. Mniej papierologii.

Gdy Erik podszedł, podniosła się, a jego "wróżba" na nadchodzący czas z jakichś powodów rozweseliła ją.

– Tak to jest robić coś dla Ciebie. Bądź tu człowieku miły, dostanie palec, a całą rękę upierdoli. Jak cała noc, to liczę tylko, że ze śniadaniem rano? – wyszczerzyła białe ząbki, przekrzywiając głową to w prawo to w lewo, dla rozluźnienia karku. Zachrobotały kości, no ale co zrobić, latka powoli, acz nieubłaganie leciały. – Zajrzymy po drodze do Bucky'ego po kawę? – zasugerowała i odeszła kawałek na bok pozostawiając kobiecinę z Erikiem. Wiedziała, że ten będzie mógł teraz bez przeszkód roztaczać swój Longbottomowy czar empatii i współczucia, który bardzo korzystnie działał na klientów. Znaczy poszkodowanych. Z ich dwójki, to zdecydowanie on był tym dobrym gliną, dziewczyna oczywiście mogła udawać jak bardzo się przejmuje, ale dla niej zabawa się skończyła, gdy udało im się złapać obu gnojków. Zabawa też prawdopodobnie się zaczęła, gdy padły mgliste rysopisy blondaska i rudych lasek. O ile to nie jest fałszywy trop.

Tymczasem rozejrzała się po okolicy, oceniła stabilność pogody (a ta była nawet stabilna) i potarła swój nowuśki złoty pierścionek w kształcie sowy, której skrzydła oplatały jej palec. Przez dwa miesiące Milles będzie musiała żreć tynk ze ścian, ale jebać to. Zabawka przydawała się tu i teraz:

– Niech wieść usłyszy mój druh...– zawahała się i sprawdziła imię i nazwisko siostrzenicy oraz adres. Potem podała kilka informacji dotyczących zaistniałej sytuacji oraz gdzie należy się stawić, aby móc zaopiekować się (choćby emocjonalnie na czas ponownego zbierania świadectwa) krewniaczką. – Prowadzący sprawę detektyw Erik Longbottom. – dokończyła, a sowa poruszyła na moment lotkami i otworzyła dziób, z którego uleciał pierw dym przypominający kokon. Zagęszczał się, zagęszczał, aż był całkiem realny, mlecznobiały. Po pęknięciu zaś wyleciał z niego papierowy motyl, który pognał... gdzieś w Londyn.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#17
05.03.2024, 22:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 22:09 przez Erik Longbottom.)  
Czarownica w pierwszej chwili nie zrozumiała, czego się od niej oczekuje. Sądziła, że Brygadzistka w dosyć poetycki sposób prosi ją o to, aby jeszcze raz opowiedziała o dziwnych klientach, tylko z większą ilością szczegółów. Dopiero gdy zaczęła się nad tym bardziej zastanawiać, doszło do niej, że Millie prosiła o jej faktyczne wspomnienia. Takie, jakie detektywi i inni pracownicy Ministerstwa Magii mogliby przejrzeć później w myślodsiewni.

— Cóż, chyba nie mam dużego wyboru — przyznała powoli, ważąc wszystkie za i przeciw. Nie planowała zostać w mieście, kiedy już wyjdzie ze Szpitala św. Munga, a już na pewno nie było jej w smak szlajanie się po Ministerstwie Magii przez następne tygodnie. Poza tym nie znała swoich praw na tyle, aby wiedzieć, że może po prostu odmówić. A może to tylko szok po napaści? — Ale dam tylko te, które są potrzebne. Obyście mieli wystarczającą ilość fiolek...

Nikt nie lubił, gdy grzebie mu się w głowie, a już na pewno nieprzypadkowi ludzie. Melinda postanowiła jednak nie robić problemów i wesprzeć siły bezpieczeństwa najlepiej jak tylko mogła. Gdy Millie postanowiła się oddalić celem wysłania wiadomości, pani Meadows zaczęła dyskutować z Longbottomem, własnoręcznie przenosząc swoje wspomnienia na temat tajemniczych gości do jednej z ampułek, jakie Erik znalazł w kieszeniach munduru.

Ledwo w dłoniach Erika wylądowały wspomnienia Melindy, a na miejscu zjawił się brakujący Brygadzista z drugiego patrolu i towarzyszący mu transport medyczny. Po zamienieniu kilku zdań z głównym ratownikiem Longbottom poprowadził ich do ofiary. Przekazał jeszcze na odchodne kobiecie kontakt do biura Brygady Uderzeniowej i poprosił pozostałych Brygadzistów, aby dopilnowali, że pani Meadows trafi na dyżur i zostanie potraktowana priorytetowo. Medykom się to pewnie nie spodoba, jednak... Każdy musiał w pewnym momencie pójść na jakieś ustępstwa.

— Czyli co? — rzucił do Millie, gdy znaleźli się sami na ośnieżonej uliczce. — Bucky, a potem powrót do biurka zawalonego raportami?

Zaśmiał się bez radości, wpychając dziewczynie w ręce kolejnego papierosa. Gdyby to od niego zależało, postarałby się, aby do tej napaści w ogóle nie doszło, jednak... Przynajmniej udało im się udaremnić porwanie. Jeśli zadbają, aby nikt niczego nie spartolił, to może uda im się załatwić tej dwójce spory wyrok. Sądy Ministerstwa Magii powinny w końcu zrozumieć, że te napaści to nie jest ciąg jednorazowych wybryków. Za tym stało coś więcej i trzeba było trochę zaostrzyć wyroki. Jeśli to sprawi, że chociaż część domorosłych czarnoksiężników zastanowi się dwa razy, w co się pakują, to i tak będzie to spory sukces.

A teraz... Chwila przyjemności i powrót do pracy. Oby tylko nie dostali zaraz kolejnego wezwania.

Koniec sesji


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (4819), Millie Moody (2497)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa