• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[02.07.1972r.] Kosmos i maliny

[02.07.1972r.] Kosmos i maliny
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#11
28.02.2024, 22:45  ✶  
Pochwała wywołała przyjemne uczucie w podbrzuszu, wzmocnione zaraz dotykiem na skórze. Objęcia gdy zajmował się wrzątkiem, a palce Mospheusa wydawały się być jeszcze cieplejsze, a jednocześnie lodowate, powodując dreszcze i gęsią skórkę. Ciało nauczone tego rodzaju dotyku reagowało natychmiastowo. Dobra Pani domu nie może jednak pozwolić na to, by goście nie dostali smacznego napoju. Wszystkie zmysły pracowały, ale trzymał emocje na wodzy, a przynajmniej udawał, że to robi, gdy czuł podniecające drapanie na karku łagodzone pocałunkami, gdy pachnące, kręcone włosy ocierały się o jego ucho, zaraz pieszczone zębami, zwiastując co go niedługo spotka.
-Jak sobie życzysz, skarbie.-Teatrzyk. Nie mógł go mieć na zawsze, nie mógł przy nim zasypiać i budzić się przy nim w namiętnych objęciach rozpoczynając dzień. Musiał zadowolić się tymi ochłapami jakie mu rzucał i zadowalał się... Cenił każdy kawałek jaki dostawał, jak pies na łańcuchu. Wystarczyłoby, że szarpnąłby się mocniej i byłby wolny, mógłby szukać właściciela, który zabierze go do domu, na kanapę, pozwoli spać w jednym łóżku... Ale nie szarpał się, za każdym razem grzecznie czekając przy budzie na łaskę przychylnego spojrzenia mężczyzny. Uzależnił się od niego, od jego głosu, ciepła, słodkiego zapachu, zrobiłby wszystko, żeby znów go poczuć przy sobie. Tylko on, nikt inny.
Koszula tak bardzo przeszkadzała, chciał już teraz dotknąć jego skóry, zmieszać ich pot i szybkie oddechy, zaplątać nogi, spleść dłonie. Jęknął zaskoczony pociągnięciem, odruchowo spróbował cofnąć się, jednak napotkał przeszkodę w postaci ciała mężczyzny, na którego biodrze ułożył dłoń. Zacisnął palce na materiale, wsunął kciuk za pasek...
-Nie mogę nic obiecać.-odpowiedział zaczepnie, nie walcząc z pociągnięciem, naciskając jedynie dłonią na krawędź spodni swojego osobistego Wszechświata, prosząc bez słowa o więcej. Był niecierpliwy, ale to chyba dobrze, prawda? Nie chciał, aby jego kochanek miał problemy w pracy. Był gotów dać mu szybką ulgę spełnienia i choć nadal nie miał zbyt wiele doświadczenia w tych kwestiach, akceptował ewentualny ból związany z pośpiechem, który w ferworze walki i emocji przynosił samą przyjemność, szczególnie ze względu na to przez kogo był zadawany. Cokolwiek mu nie zrobi, cokolwiek nie rozkaże, jakkolwiek nie przyciśnie go co ściany, nie przyszpili do blatu, nie ściągnie na kolana, chłopak wszystko przyjmie i wszystko pokocha bez ani grama wątpliwości, prosząc o więcej.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#12
06.03.2024, 14:18  ✶  

Radosna niewiedza ludzkości pozwalała na takie spotkania. Pierwszą zasadą było to, aby nie trzymać się podejrzanie zbyt daleko. Kiedy tworzy się nad wyraz sztywną linię ułudy, gdzie nie pozwala na zupełnie żadne gesty, żadnych świadków bliskości, spędzanie wielu godzin w czyimś mieszkaniu jest dziwaczne. Gdy nie dotykasz, gdy uciekasz wzrokiem, ignorujesz, jeszcze wyraźniej maluje się pulsujące pożądanie. W czterech ścianach nie miało to takiego znaczenia, stąd mogła nastąpić ta mała sztuka teatralna.

Smutną prawdą jest, że nie wszystko dzieje się z  jakiegoś powodu. Czasem podejmujemy złe decyzje i jesteśmy zmuszeni żyć z nimi przez resztę naszego życia. I każdy wie, że powinien żyć ze swoją. Ale mimo to, w najbardziej samotne noce, patrząc w górę na nieboskłon, Morpheus zatrzymywał się, uśmiechając się, bo choć podążał różnymi ścieżkami, wbrew wszelkim przeciwnościom, ich gwiazdy się przecięły. I to zawsze, na zawsze będzie dość. Przynajmniej dla niego.

— Bezczelny —  zaśmiał się cicho Morpheus, niemal złowrogo, gryząc Neila w szyję, jakby był wampirem. Nie rozciął alabastrowej skóry zębami, ale było blisko. Jak ostrzeżenie, aby go nie podpuszczać. Zostawił ślad w dość widocznym miejscu, które odznaczy się zapewne półksiężycem sińca. Nie dość mocny, by ktokolwiek mógł rozpoznać, czyja to szczęka, ale wystawał ponad linię kołnierzyka koszuli.

Pośpieszna miłość. którą uprawiali, znacząco różniła się od tego, co pokazał mu w domku ogrodnika. Pośpieszne pozbywanie się ubrań, nawet nie do końca, złoty łańcuszek z klepsydrą obijał się o skórę kochanków, pragnienie uwolnienia od napięcia, spełnienie najbardziej prymitywnych potrzeb w gwałtowny sposób. Znacznie mniej troski, dużo więcej uścisku, częściej zęby zahaczały o miękką skórę, a w pewnym momencie rzeczywiście dłoń Longbottoma wylądowała na ustach wilkołaka, zaduszając wszelkie dźwięki. Wieczór wirowała dookoła nich, miłość durna, miłość zła, miała nad nimi władzę. Nie było czasu, ale ten minął, zbyt szybko. Nie chciał zadawać mu bólu, więc znalazł dla nich inny sposób na spełnienie.

Stał, oparty czołem o obojczyk Neila, oddychając bardzo szybko od ekstazy spełnienia. Przyszpilił go do kuchennej ściany swoim ciężarem, teraz już nie zostało nic z siły, z jaką to zrobił. Zdjął swoją rękę z twarzy kochanka i oparł swobodnie na jego ramieniu, drugą, ze śladami ich przyjemności, odsuwając od ich obojga. Musiał umyć ręce, ale najpierw złapać oddech. Zdecydowanie musiał popracować nad kondycją.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#13
06.03.2024, 19:00  ✶  
Zapach herbaty i ciasta został całkowicie zduszony jego perfumami, jego potem, goframi, gdy w chłodny, letni wieczór ogrzewał jego plecy. Chciał go mieć tak przy sobie na zawsze, naprawdę chciał, tak mocno, że zjadało go to od środka pozostawiając coraz większą pustkę, gdy umysł zaczynał rozumieć, że nigdy do tego nie dojdzie. Miał brać co daje albo zniknąć. Nie było innej opcji, a każda z dostępnych zostawiała go ze łzami w oczach i podartą na strzępy duszą. Nie teraz, nie gdy on jest obok i może zobaczyć, jak bardzo go rani. Zgodził się na ten układ, ale czy miał wybór?
Jedno słowo wywołało dreszcze. Co by było gdyby mężczyzna wypowiedział całe zdanie? Zaskoczone, głośne jęknięcie wydobyło się w jego ust, gdy poczuł zęby na szyi. Przygryzł wargę, chcąc powstrzymać wszelakie odgłosy i jedynie zafalował w jego ramionach, gdy ciało prosiło o więcej.
Mocny chwyt na włosach, objęcie w pasie. Nacisnął mocniej na krawędź spodni, a później przyszedł blat, ściana, stół, rozlana herbata, łyżeczka na ziemi. Chaotyczne kroki walki w objęciach i dotyku. Tęskne wspomnienia i jęki ukryte w pocałunkach. Nic nie miało znaczenia, ból, przyjemność. Priorytety uległy zmianie i teraz liczyła się tylko satysfakcja mężczyzny, którą ten chciał osiągnąć w inny niż normalnie sposób pozostawiając za sobą górę niedosytu, który już w kalendarzu szukał dnia kolejnego spotkania.
Znów chłód za plecami, mocny dotyk i pewność tego co chcieli. Stłumiony oddech i czerwone ślady po paznokciach na ramionach i ręce. Rozpalone ciała w najprostszy znany sposób przezywały tę samą przyjemność, gdy przestrzeń kuchni przepełnia się coraz bardziej ich gorącem i chaotycznym dyszeniem odrzucając ideę pór roku tak nieistotnych dla tego rodzaju zacieśniania... przyjaźni.
Odetchnął swobodnie i głęboko, opierając się o niego policzkiem, obejmując palcami za kark, masując go. Druga ręka zsunęła się po jego ramieniu do nadgarstka. Przyciągnął do ust dłoń splamionej śladami ich wspólnego przeżycia. Pogładził ją, przesunął po niej językiem, objął wargami, ucałował.
-Zapakuję ci trochę ciasta na drogę.-wyszeptał, nie odganiając go, dając się opierać o siebie tyle ile potrzebował, bo i sam nie miał zbytnio siły w nogach się ruszać, dlatego też wychwalał w myślach ścianę za swoimi plecami.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#14
08.03.2024, 18:26  ✶  

Nie rób tak, bo jeszcze się zakocham, chciał powiedzieć, ale zamilkł, świadom dzięki przyszłości, że to by już doszczętnie złamało serce Neila. To zdanie mogłoby być zabawne, gdyby ich układ rzeczywiście opierał się jedynie na fizycznym pociągu i seksie. Morpheus mógł dać Neilowi dalekie podróże do zachwycających miejsc, drogie wina, staż w Mungu dzięki znajomościom pośród wytwórców lekarstw, nawet pracę dla Mulciberów, chociaż ciężko powiedzieć, czy Robert zgodziłby się na zatrudnienie mugolska. Morpheus mógł dać mu wszystkie porady i praktykę, oddać mu swoje ciało; jego granice znajdowały się bardzo daleko, nieco za daleko dla jego własnego dobra. Jednak to, czego nie mógł mu dać, to miłość.

Skóra Morpheusa znów rozbłysnęła nowymi kolorami, teraz wyciągając psychodeliczne mandale w neonowych barwach, jak u żaby, której wydzieliny są trujące.

— Tak zrób — odpowiedział mu, odsuwając się od niego powoli. Dłonie umył w zlewie, robiąc to bardzo dokładnie i skrupulatnie i zaczął się ubierać. Poprawił czasozmieniacz, który podczas ich kuchennych ekscesów zawisł między jego łopatkami, założył czarną koszulę, podciągnął spodnie i zapiął pasek z cichym klekotaniem metalu. Usiadł ciężko na krześle i napił się herbaty, o której zapomniał. Wystygnięty napar ulżył jego zaschniętemu gardłu.

— Muszę aportować się do szpitala, bo jednak wolałbym, żeby te kolory mi nie zostały na zawsze — zaśmiał się, w zadowoleniu. Oczy miał już półprzymknięte, ciężkie, prawie zasypiające. — Jak ci się pracuje u Nory? Nie będziesz szukać czegoś bardziej w zielarstwie?

Nie wszystko musiało być o nim.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#15
08.03.2024, 22:16  ✶  
Ten układ był jak diabelskie sidła, im mocniej walczył w nim o miłość i wyłączność, tym bardziej się dusił, nie miało to związku z wypowiadanymi słowami, bo i bez nich Morpheus go ranił tak głęboko, jak nikt inny. Godził się jednak na trwanie w tym poplątaniu, przyzwyczajał się do bólu i płonnych nadziei, inaczej odepchnąłby główny fundament przez jaki trwa i istnieje. Bał się pozostać bez tej relacji, bez czarodzieja u boku w tej czy innej formie.
Dłoń powoli zsunęła się w jego karku na pierś i po chwili znów byli tak daleko od siebie. Nie chciał tego, chciał być przy nim jeszcze chwilę, potrzebował choćby złapania za dłoń, krótkiego objęcia, pocałunku w policzek. Nie dostał tego. Nie upominał się o to, w końcu kim był, żeby liczyć na rozbudzające nadzieje czułości. Tak było lepiej. Zwyczajnie dali sobie odrobinę gorącej przyjemności, którą pachniało w całym pomieszczeniu. Bez czułości i romantyczności.
Naciągnął na siebie spodnie i stojąc plecami do niego zabrał się za krojenie ciasta, szukanie pojemnika. Zacisnął mocno zęby. Bolało, a mimo tego zaśmiał się z nim na wspomnienie o kolorach.
-Sam nie wiem. Na razie mam dużo na głowie. Póki co i tak siedzę w ziołach po łokcie.-nóż przeciął ciasto uwalniając więcej słodkiej woni maliny, której sok zabarwił ostrze na intensywną czerwień.-No i czeka mnie powrót to domu. Mama chce urządzić jakiś remont, mam jej pomóc. Nie mówiła tylko co chce remontować, to niby niespodzianka dla taty, a ja bym jak zawsze wszystko wygadał, a raczej on by ze mnie wszystko wyciągnął.-zaśmiał się, pakując ciasto do niewielkiego pudełka. Spory kawałek, od serca, jak zawsze, na dziś, na jutro, żeby Morpheus miał wiele okazji wracać do niego myślami gdy będzie je jeść.
Podszedł do stolika i odłożył na nie zapakowane ciasto.
-A u Nory bez zmian, tak samo dobrze. Nie wiem czy znów nie szykuje się jakaś impreza, ale przynajmniej więcej zarobię dzięki takim wydarzeniom.-dopowiedział, bez ani grama myślenia, sięgając do włosów Kosmosu, przesuwając kosmki, które uciekły na czoło w trakcie ich szamotaniny. Musnął subtelnie skroń, założył mu włosy za ucho, pogładził delikatnie policzek, patrząc, jak kolory na jego skórze mieszają się wytwarzając nowe plamy, jak krople atramentu kapane na taflę spokojnej wody.-Jeśli chcesz, możesz się zdrzemnąć i później iść.-łóżko było wolne i do jego dyspozycji, całe mieszkanie włącznie z właścicielem były do użytku Morpheusa, bo czy ich relację można było określić inaczej?
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#16
12.03.2024, 16:02  ✶  

— Gdybyś chciał, mogę polecić cię pani Florence Bulstrode, jest wykładowcą i zajmuje się stażystami w Mungu — zaproponował i dokończył swoją herbatę. Ceramika stuknęła o blat stołu, jak pierwsze zawołanie dzwonka przed rozpoczęciem sztuki, kiedy połowa skrzydeł drzwi zostaje zamknięta, zapraszając maruderów oraz tych, którzy dopalają swoje papierosy. Pośpieszał ich, aby zgnietli niedopałki marzeń i zasiedli w swoich lożach. — Przemyśl to. Może kolidować z twoją pracą u Nory, ale w perspektywie zapewni lepsze dochody.

Przytulił się do dłoni Neila, gdy ten go pogładził, w namiastce czułości, ucałował nasadę kciuka i pokręcił głową. Zawsze zamykał oczy, gdy patrzył na dłonie młodzieńca, aby nie czytać z linii w ich wnętrzu; chiromancja, jak karty, przychodziła mu z łatwością, naturalnie, jak kojarzenie koloru zielonego z naturą, a zapachu świeżego chleba z ciepłem i domem. Tak, jak blokował spoglądanie w przyszłość, tak nie chciał czasami dostrzegać symboli, omenów. Nie musiał starać się nawet myśleć, aby odczytywać charakter z długich palców, z odległości paliczków, jakby to właśnie dookoła nich oplatała się nić przyszłości, sunąca pomiędzy kciukiem i wskazującym, gdy prządki losu decydowały o jego przebiegu i kolorycie.

— Muszę wracać. Poza tym nie jestem śpiący — skłamał gładko. Mało sypiał ostatnimi nocami, nawiedzany przez mgliste wizje przyszłości, wypełnione złotym pyłem, tańczącymi parami we krwi i zielonym światłem.

Uśmiechnął się smutno, przeszukał kieszenie w poszukiwaniu papierosów, ale zauważył je na podłodze. Wyciągnął po nie rękę, otworzył paczkę i zapalił jednego. Znów otuliła go chmura dymu, rozmywając jego osobę, prawie jakby rzeczywiście go już nie było przy młodszym czarodzieju. Wstał, pocałował Neila w policzek na pożegnanie, zatrzymując dym w płucach i wyszedł z domu swojego kochanka, w zmrok, ale nawet dobrze nie przekroczył progu budynku, by teleportować się do lecznicy.


Koniec sesji


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (2543), Neil Enfer (2476)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa