13.03.2024, 19:01 ✶
– Bierz chłopców! – krzyknęła Brenna do Thomasa, bo jej akurat nie musiał nigdzie ciągnąć. Ona miała nad młodymi tę przewagę, że mogła się teleportować – nie zrobiła tego, ponieważ musiałaby wtedy zostawić tych dwóch samych. Dwójka nastolatków niewielkie miała szanse nawet, jeżeli na zewnątrz byli tylko naśladowcy. A jeśli mieli do czynienia z pełnoprawnymi śmierciożercami? Brenna miała dziwne wrażenie, że Voldemort nie rozdawał mrocznych znaków tylko za ładne oczy.
Wyszarpnęła rękaw, głównie dlatego, że potrzebowała swobody ruchów na wypadek, gdyby tamci wpadli do środka. Na całe szczęście jednak Figg dopadł młodych Robertsów na czas: i ledwo ci znikli z cichym trzaskiem, Brenna także się aportowała. Na chwilę przed tym, jak pnącza zostały unicestwione. Dobrze – dzięki temu umknęli zanim tamci przekonali się, kto był w domu i ile osób. Nie wspominając już o tym, że aportacja w walce pewnie skończyłaby się dla Bren rozszczepieniem…
Lydia rzuciła się do synom, ledwo się pojawili. Amy siedziała na ziemi, szlochając, może z nerwów, może z obawy o braci, a może po prostu czując się marnie po teleportacji. Brenna wylądowała dość niezgrabnie, zatoczyła się na ścianę, po drodze wpadając na jakiś mebel.
– Wszyscy cali? – upewniła się, spoglądając po Robertsach i Thomasie. A chociaż z ulgą zauważyła, że nikt nie wyglądał na rozszczepionego albo rannego, i tak gdzieś w środku była bardzo, bardzo zła.
Nie mogli walczyć z tamtą dwójką, kiedy tuż obok były dzieciaki, to było oczywiste.
Niestety równie oczywiste było, że tamta dwójka prędzej czy później napadnie kolejne osoby. W imię pierdolonego lorda Voldemorta, co tak nienawidził mugoli, ale już mugolski tytuł lordowski przywłaszczał sobie bardzo chętnie…
Wyszarpnęła rękaw, głównie dlatego, że potrzebowała swobody ruchów na wypadek, gdyby tamci wpadli do środka. Na całe szczęście jednak Figg dopadł młodych Robertsów na czas: i ledwo ci znikli z cichym trzaskiem, Brenna także się aportowała. Na chwilę przed tym, jak pnącza zostały unicestwione. Dobrze – dzięki temu umknęli zanim tamci przekonali się, kto był w domu i ile osób. Nie wspominając już o tym, że aportacja w walce pewnie skończyłaby się dla Bren rozszczepieniem…
Lydia rzuciła się do synom, ledwo się pojawili. Amy siedziała na ziemi, szlochając, może z nerwów, może z obawy o braci, a może po prostu czując się marnie po teleportacji. Brenna wylądowała dość niezgrabnie, zatoczyła się na ścianę, po drodze wpadając na jakiś mebel.
– Wszyscy cali? – upewniła się, spoglądając po Robertsach i Thomasie. A chociaż z ulgą zauważyła, że nikt nie wyglądał na rozszczepionego albo rannego, i tak gdzieś w środku była bardzo, bardzo zła.
Nie mogli walczyć z tamtą dwójką, kiedy tuż obok były dzieciaki, to było oczywiste.
Niestety równie oczywiste było, że tamta dwójka prędzej czy później napadnie kolejne osoby. W imię pierdolonego lorda Voldemorta, co tak nienawidził mugoli, ale już mugolski tytuł lordowski przywłaszczał sobie bardzo chętnie…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.