• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[11.06.1972] Wiedz tyle, ile powinnaś | Richard & Violet

[11.06.1972] Wiedz tyle, ile powinnaś | Richard & Violet
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#1
02.04.2024, 23:50  ✶  

11 czerwca 1972r.
Niemagiczny Londyn / Kamienica Mulciberów


Tej nocy nie spał dobrze. Z jednej strony bezsenność była dokuczliwa, albo to zamartwianie się o sytuację brata nie pozwalało mu zasnąć. Koniec końców, musiał wspomóc się niewielką ilością eliksiru. Dopiero wtedy do samego rana jakoś mógł zasnąć.

Obudziwszy się, ogarnąwszy, zajrzał do brata w upewnieniu, czy wszystko w porządku. A kiedy zszedł na dół, na poranne śniadanie, poprosił Selar, aby przygotowała porcję dla Roberta osobno. Póki Robert miał znamię klątwy widoczną na szyi, Richard nie chciał, aby ktokolwiek zaglądał do pokoju brata. Po co innym wiedzieć, co się w ostatnich dniach wydarzyło? Nikomu więcej ta wiedza nie jest potrzebna. I kiedy tylko skrzatka przygotowała posiłek na drewnianej tacy, Richard zaniósł śniadanie wraz z napojem do pokoju Roberta. Wolał, aby ten jeszcze pozwolił sobie na odpoczynek i dojście do siebie. Robota mu nie ucieknie. W razie konieczności, Richard się wszystkim zajmie.

Nie można było zapomnieć o obecności ich drogiej starszej siostry, która niespodziewanie postanowiła wrócić do domu. Podobnie jak Richard. Kto by się spodziewał, że ten miesiąc będzie powrotem ich dwojga na stare śmieci?

Po wspólnym i spokojnym śniadaniu, mogli przejść do salonu, gdyż siostra chciała porozmawiać. Kierując się tam, Richard zgarnął nowego proroka codziennego, aby go później przejrzeć. Pewnie dane będzie mu to zrobić dopiero, jak odbędą rozmowę.

- Zatem również podjęłaś decyzję, aby wrócić tutaj na dłużej?
Zadał pytanie, rzucając gazetę na ławę. Wyjął papierośnicę a z niej papierowa i zapalniczkę. Zapalił sobie, gdyż tego potrzebował. Jeżeli Violet zechciała, poczęstował ją. Jeżeli nie, schował do kieszeni. Cenny piękny przedmiot, jaki dostał w prezencie. Przysunął sobie popielniczkę i usiadł na wolnym miejscu na kanapie.

Wnętrze domu, jak i samego salony, pozostawiało wspomnienia. Nic się dosłownie nie zmieniło na przestrzeni lat. Te same meble, dywan, zasłony, obrazy. Pamiątki, dekoracje. Tak jak pamiętali z dzieciństwa, to wszystko zostało. Zachowane w czystości i należytym porządku. Ułożone równo. Większość Mulciberów miała widocznie dziedziczone spaczenie na punkcie natrętnego poprawiania i układania wszystkiego równo.

Widmo
Some people are artists. Some, themselves, are art.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm wzrostu, nienagannie ułożona fryzura, czarne oczy. Zawsze elegancko ubrana i z ustami uszminkowanymi na czerwono. Stosuje perfumy o głębokim zapachu piżma.

Violet Shafiq
#2
03.04.2024, 08:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2024, 09:26 przez Violet Shafiq.)  

Wąskie przejścia kamienicy Mulciberów w niczym nie przypominają domu na plaży, gdzie przez okna stale wpada ogromna ilość słońca. To do niego Violet miała okazję się przyzwyczaić, w ostatnich latach wszystkie poranki spędzając w fotelu na tarasie, popijając kawę z porcelanowej filiżanki. Teraz przyszło jej poruszać się w ciemnicy ponurego Londynu, jaki ma miejsce w jej sercu tylko z powodu czystego sentymentu. Jak długo da radę wytrzymać w rodzinnym mieście? Kiedy straci resztki cierpliwości, bądź trzeźwości umysłu? To miejsce potrafi skutecznie zatruć krew i wywrócić życie do góry nogami, o czym Violet dowiedziała się przed laty, podejmując decyzję, jaka odmieniła cały jej los. Nie pluje sobie w brodę, szczerze zadowolona z takiego obrotu spraw - no, może do momentu dokuczliwej słabości Thomasa.

- Rozumiem, że się stęskniłeś, ale nie wróż mi zostania tu do końca moich dni - częstuje go serdecznym uśmiechem i przyjmuje papierosa, już po chwili otulając się srebrzystym dymem. Usadawia się wygodniej w fotelu, zakładając jedną nogę na drugą. - To stan przejściowy. Wrócę do siebie, gdy tylko uporam się z kilkoma sprawami - Ile to potrwa? Miesiąc, rok, a może dekadę? Pani Shafiq stara się wpleść odrobinę optymizmu do swojego zdroworozsądkowego sposobu myślenia. Plan odbudowy majątku nie jest niczym łatwym i z całą pewnością zajmie dużo czasu.

Nie spodziewała się, że powrót braci z Francji wiązać się będzie z dodatkowymi komplikacjami. Problemy wyjechali naprawiać, nie mieli zaś przywozić ich ze sobą. Znalazła ich późnym wieczorem w korytarzu, kiedy borykając się z bezsennością była zmuszona znaleźć w spiżarni butelkę sherry i z nią w dłoniach wrócić do swojego pokoju. Mijając uchylone drzwi do pokoju, w którym znajdowali się bliźniacy, przystanęła na moment w przejściu i obrzuciła ich przelotnym spojrzeniem. Nie wyglądali, jakby świętowali.

- Czy Robert ma się już lepiej? - W jej głosie nie słychać zwykłej, ani nawet udawanej troski. Zbyt mało ma informacji, aby określić, czy to, w co się wpakowali, niosło za sobą jakieś dalsze zagrożenia. Z drugiej strony - czy zamierzała zostać tu na tyle długo, aby się tym przejmować? Unosi czerń spojrzenia i osadza ją na twarzy brata. Tamtego nie było w jadalni podczas wspólnego śniadania, a z tego co słyszała, bardzo dbał o to, aby pielęgnować zwyczaje ojca.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#3
03.04.2024, 15:19  ✶  

Ta kamienica, to jakby postrach dla niektórych jej mieszkańców. Pomimo pewnych przeżyć, nadal pozostaje domem rodzinnym. Z przeszłością, która powinna zostać już zapomniana, ale z pewnych względów nadal o sobie przypomina. Nie tylko dla Violet była mocną zmianą otoczenia i nie przypominała w niczym domu na plaży. Podobnie dla Richarda, nie stanowiło domu otoczonego zimą dużą ilością śniegu. Oboje lata temu się wynieśli. Oboje wrócili.

O ile nie stanowiłoby problemu wynajęcie innego miejsca zamieszkania w Londynie, to jednak utrzymanie kolejnego lokum może być kosztowne.

- Marny ze mnie wróżbita. Ale na pewno nie powiedziałem, żebyś mieszkała tu do usranej śmierci.
Odpowiedział jej także z uśmiechem. Nawet jemu nie widziało się tutaj mieszkać, ale zrobił to dla brata. Obiecał mu wrócić. Słowa dotrzymał. Zostaje tylko przyzwyczaić się na powrót do tych starych znanych na pamięć ścian, mebli i całego tego układu. Którego przez lata nie ruszał Robert. Dbał o wszystko należycie. Wymieniał tylko to, co bywało już naprawdę zbędne.

Stan przejściowy. Załatwianie tutejszych spraw i wracanie do siebie. Robił tak samo. Najdłużej ostatnim razem zatrzymał się jedynie po śmierci ojca. Aby bratu pomóc ogarnąć wiele spraw, rzeczy ojca, aby się tego pozbyć. Nie miał pojęcia, że nie wszystko zostało wywalone a pochowane w zakamarkach domu.

Podróż we Francji była co prawda upierdliwa, ale wymuszająca pozostanie tam na dłużej, niż tego sami chcieli. Wszystko to dlatego, że Robert nie upilnował wielu spraw. Tych najważniejszych. O tym co tam miało miejsce, pozostawało tylko między nimi. Jak i to, co miało miejsce dnia wczorajszego. Jeżeli wieczorem ich widziała, Richard wymownie dał jej znać, aby nie zadawała pytań. Nie było trzeba.

- Dojdzie do siebie. Nie masz się czym przejmować.
Odparł zapewniająco, żeby nie musiała zaprzątać sobie tym głowy. To zmartwienie było tylko jego i Roberta, co się w ostatnim dniu działo. Braciszek po prostu wypił za dużo, stracił umiar i skończyło się jak skończyło. Jak go kac dopadnie, to weźmie coś na głowę.
- Może i nie mój interes, ale zapytam. Jak sprawy spadkowe po Thomasie?
Ciekawość. Co w sumie w ich rodzinie bywało także ważnym tematem? Jakby nie spojrzeć, cała ich trójka to wdowcy, a tylko Robert ożenił się powtórnie. Być może Richard pytał o to ze względu na ciążące nad nim zadanie, żeby wspierać siostry, jeżeli coś pójdzie im w życiu nie tak? Pieprzony Testament ojca.
Widmo
Some people are artists. Some, themselves, are art.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm wzrostu, nienagannie ułożona fryzura, czarne oczy. Zawsze elegancko ubrana i z ustami uszminkowanymi na czerwono. Stosuje perfumy o głębokim zapachu piżma.

Violet Shafiq
#4
06.04.2024, 07:58  ✶  
- Rozumiem, że dla siebie też nie chcesz podobnego scenariusza? - bardziej stwierdza, niż pyta, a jasna brew wędruje ku górze.

Z Richardem zawsze miała bardziej po drodze, niż z jego bliźniakiem. Robert poszedł w ślady ojca, słuchał każdego jego przykazania, chwaląc się zasługami czynionymi podług jego woli. Wzbudzał tym w Violet pewną niechęć, jednak dziś rozumie, że obserwując przez lata, jak reszta rodzeństwa zbiera od seniora stałe cięgi, zapragnął dla siebie innego końca. Nie może go za to winić, wszak nie są ze sobą na tyle blisko, by zwierzyć się z sekretów oraz pragnień. Czarownica nie wie, czy brat jest szczęśliwy z obraną przez siebie przed laty ścieżką, a może pluje sobie dziś w brodę, nie potrafiąc zmienić swego losu? Z Richardem było nieco inaczej, do czego Violet w krótkiej chwili dochodzi, zaciągając się papierosem i spoglądając na Mulcibera spod wpół przymkniętych powiek. Był jej znacznie bliższy, jakby w duszy wygrywała im ta sama melodia, zachęcająca do tańca we własnym takcie, a mimo to istnieje między nimi pewien dystans, którego kobieta nie potrafi do końca zinterpretować. To współczucie, a może zazdrość?

Skinieniem głowy kwituje ucięty temat Roberta. Gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że bracia borykają się z trudnymi problemami, ale póki nie zamierzają się z nią tym podzielić, nie będzie dociekać. A przynajmniej jeszcze nie teraz. Przez niemal trzydzieści lat żyli na odległość, oszczędnie i dość pobieżnie przytaczając to, co się u nich dzieje, raczej niechętnie dzieląc się niewygodnymi szczegółami. Dlaczego miałoby się to zmienić akurat teraz? Podobny tok myślenia towarzyszy jej wraz z kolejnym pytaniem Richarda.

- Masz rację, to nie do końca twój interes - odpowiada niemal od razu. Znów ten przymilny uśmiech, do perfekcji ćwiczony przez lata, byleby usunąć wszelkie oznaki fałszu. Żadnego skrępowania i zwątpienia, bez drgającej powieki i wstrzymanego oddechu. Z młodszym bratem zawsze starała się być szczera, ale dawała mu tyle informacji, ile uważała za niezbędne. Przekłada jedną nogę na drugą i poprawia brzeg czarnej, żałobnej spódnicy. - Thomas zostawił mnie z pewnymi zobowiązaniami, którymi muszę się zająć. - Niektórymi niezwłocznie, innymi w najbliższym czasie. - Całe szczęście, moje dzieci mogą już zadbać o siebie same. - Z obojga jest niezwykle dumna, z tego, na jak wspaniałych czarodziei wyrośli, oraz że potrafili podążyć własnymi ścieżkami, prowadzącymi ich do samodzielności. Gdyby któreś z nich zdecydowało, że zostanie z matką na dłużej, rezygnując z własnego rozwoju, nie kryłaby rozczarowania. To dlatego też wszystkie mięśnie napinają się nieznacznie za każdym razem, kiedy przypomina sobie, gdzie jest. Powrót do domu rodzinnego traktuje jak życiową porażkę, lecz to porażka, jaką zamierza dzierżyć z uniesioną głową. - Z pomocą Gringotta zamierzam zająć się wszystkimi zadłużeniami. - Pada wreszcie hasło wyroku, dług. - Jednak nie jest to coś, czym powinieneś się niepokoić. - Shafiq typowo zamierza zamieść wszystko pod dywan. - Opowiedz lepiej, co stoi za twoim powrotem do Anglii - próbuje zmienić temat, realnie będąc zainteresowana tym, co też zmusiło Richarda do podjęcia tej decyzji.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#5
06.04.2024, 12:32  ✶  

Czy dla siebie też nie chciał podobnego scenariusza? Niewykluczone. Nie powiedział tego nawet Robertowi, że zostanie tutaj do swojej śmierci. Jedynie zaznaczył, że zatrzyma się na dłużej. Kilka lat? W zależności od tego, jak potoczy się sytuacja w ich rodzinie, w mieście, w polityce, w organizacji, do której należał brat. Zależne to było w sumie od wszystkiego. Zbyt wcześnie myśleć o swojej przyszłości, związanej z tym miejscem. Ale nie jest to dla nich dwojga dom, w którym chcieliby spędzić resztę życia. Richard może by zrobił wyjątek, chcąc cały czas towarzyszyć bratu.

- Możliwe.
Uciął krótko. Nie zdradzając po sobie czy faktycznie tak mogło być, czy też nie. Najważniejsze w tym wszystkim był fakt, że ojca z nimi już nie było. Nie ustawiał im życia, nie próbował czegokolwiek na nich wymuszać. Niby mogli być wolni, ale nie do końca. Testament jaki zdążył sporządzić Francis za plecami Roberta, zaskoczył ich mocno.

Może i Violet jest kobietą, silniejszą z charakteru niż ich nieżyjąca już od lat matka, w położeniu swoich sytuacji zza życia Francisa, rozumieli się jako rodzeństwo, to Richard bardziej związany był z bratem. Często mu pomagał, był najbliżej? Mimo odległości. Lepiej się rozumieli. Wspierali. Może tak też działała bliźniacza więź między nimi? Violet jako ta najstarsza, była w sumie dla Richarda przykładem, że można odciąć się od woli ojca, ale jakim kosztem? Wymagało to sporej odwagi, chęci dążenia do osiągnięcia własnego celu.

Nie jego interes. Prawda. Na jej słowa uśmiechnął się i po chwili zaciągnął papierosem, słuchając jej kolejnej odpowiedzi. Nie musiał o to pytać, nie musiał interesować się jej sytuacją życiową, majątkową czy inną. Ale skoro wróciła tutaj, coś może było na rzeczy? Były sprawy, które musiała załatwić tutaj? Richard też wracał z takich powodów.

- Przynajmniej wychowywanie masz za sobą.
Przyznał jej rację. Dorosłe dzieci mogące już zadbać o sobie, był na plus. Same doświadczały już prawdziwego życia, nie polegając za bardzo na rodzicu. Jedynie najmłodsze, które dopiero teraz kończyły szkoły magii, wymagały jeszcze rodzicielskiego wsparcia.
Strzepnął popiół z papierosa do popielniczki i jakby na sekundę się zawiesił, kiedy usłyszał słowo ”dług”. Spojrzał uważnie na Violet. Jakim cudem do tego doprowadziła? Dopuściła? Według niego, nie podobne to było do niej, aby pozwolić sobie na taką sytuację.
- Oby.
Odparł krótko na jej słowa. Chcąc wierzyć, że faktycznie z bratem nie powinni przejmować się jej zadłużeniami. Oby, tylko nie pociągnęło to za sobą również ich. Sama wiedziała jak stoi sytuacja całej ich gałęzi w rodzinie, po tym jak ojciec zadeklarował rodzinne odejście z Ministerstwa Magii, wynosząc dokumenty z Departamentu Tajemnic. Nie byli już tak bogaci jak kiedyś. Oby więc udało się jej rozwiązać problem z zadłużeniem. Czy może potrzeba zrobić coś, co sprawi, że ten dług się zmniejszy?
- Jeżeli jednak będziesz potrzebowała z tym jakiekolwiek pomocy czy porady, po prostu powiedz.
Dodał informacyjnie. Skoro mieli wspomagać siostry, dał jej tutaj zielone światło, że mogłaby się do niego zwrócić o pomoc, gdyby takowej faktycznie potrzebowała. Wspólnie może coś zaradzą.
Oparł się na powrót plecami o oparcie kanapy.
- Robert potrzebował, abym pomógł mu w paru sprawach. A że kilka z nich wymaga większej uwagi, zdecydowałem się wrócić tutaj na dłużej.
Bez szczegółów, ogólnikowo udzielił odpowiedzi, niczego po sobie nie zdradzając, jakoby miało się palić i walić. To, co miało miejsce w ostatnim miesiącu, pozostaje tylko między braćmi. To były sprawy dość delikatne, niedozwolone raczej do uszu nawet niektórym członkom rodziny. Tajemnicą nie było, że ich podróż zahaczyła o Francję. Skoro Violet chciała zmienić temat, możliwe że nie wybrała dobrego kierunku jego rozwinięcia. Richard nie wspomniał jednak o jednym, że planował porzucić dotychczasową pracę aurora w Norwegii. Nie planował nawet wspomnieć o tym, że co prawda obiecał swój powrót bratu.
Widmo
Some people are artists. Some, themselves, are art.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm wzrostu, nienagannie ułożona fryzura, czarne oczy. Zawsze elegancko ubrana i z ustami uszminkowanymi na czerwono. Stosuje perfumy o głębokim zapachu piżma.

Violet Shafiq
#6
11.04.2024, 09:32  ✶  

Spoglądając na Francisa i jego relacje z potomkami, trudno doszukiwać się ciepłej miłości, wylewności uczuć, czy słów pocieszenia. Stary Mulciber nie dał się poznać od sympatycznej strony (o ile takową w ogóle posiadał), częstując wszystkich wokół szorstką tolerancją. Nic więc zaskakującego w tym, że wszystkie jego pociechy zostały na tym polu w pewien sposób upośledzone.
Oszczędność słów brata nie budzi zdziwienia. Pozostawia wiele w niedopowiedzeniu, odsłaniając zaledwie rąbek istotnych spraw. Pogodziła się z myślą, że tak właśnie będzie, kiedy podjęła decyzję o powrocie do Anglii. Zbyt długo nie utrzymywała kontaktu z braćmi, by wymagać teraz od nich wylewności. Czy kiedykolwiek odbuduje ich zaufanie? Jak sobie je zaskarbić? To pytanie nie zawisa między nimi, ma czekać na odpowiedni moment.

- Przez cały czas tkwiłam w przekonaniu, że po wychowaniu dzieci będę mogła powrócić do własnych planów, do rozrywek i wojaży - mówi nieco teatralnym tonem. Nie, żeby ich dotąd nie doświadczała, bo nie byłaby sobą, gdyby przy każdej możliwej okazji odmawiała kolejnych przyjemności. Dla Violet wszystkiego jest zwyczajnie za mało. - Jak widać, życie lubi płatać figle.
Czuje zawieszone na sobie czujne spojrzenie brata i w jednej chwili przechodzi ją lekki dreszcz. To pierwsza poza prawnikiem osoba, z którą w ogóle porusza ten temat. Ten zaś łatwy nie jest, nie tylko pod względem finansowego zobowiązania, ale i złości na samą siebie. Przez cały ten czas uważała, że ma wszystko pod kontrolą. Panowała nad dziećmi, nad domem, karierą, kochankami i mężem. Tego ostatniego musiała spuścić na moment z oka, nie dostrzec tych paru sugestywnych sygnałów, jakie pociągnęły za sobą fatalne skutki.

- Dziękuję - dodaje tylko wciąż tym samym pogodnym tonem, choć w środku czuje, że krew gęstnieje, a kończyny sztywnieją. Nie przywykła do proszenia o pomoc, nie w tak krytycznej sytuacji, od której zależy jej dalsze istnienie. Przejawia wprawdzie zamiłowanie do ciągłego ryzyka i stawiania wszystkiego na jedną kartę, gdzie po potencjalnej porażce winić może wyłącznie siebie, jednak tu ma związane ręce i trudności z zaakceptowaniem sytuacji.

Kiwa oszczędnie głową, strzepując pył do popielniczki. W jakich sprawach tak bardzo Robert sobie nie radzi, że został zmuszony ściągać bliźniaka z Norwegii? Poziom problemów musi być wysoki, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Richard nie deklarował dotąd chęci powrotu do Anglii.

- Jeśli znajdzie się wśród tych spraw coś, w czym mogę pomóc, nie krępuj się - oferuje się wspaniałomyślnie, bo choć wątpi, by w handlu świec znalazła się przestrzeń dla zaklętych artefaktów, tak jest przekonana, że bracia pielęgnują rodzinne skłonności do wynajdywania sobie powiązań w półświatku. Czy zaryzykują i zdecydują wprowadzić starszą siostrę w niuanse spraw, czy też oszczędzą jej szczegółów, chcąc trzymać ją odeń jak najdalej?

Czarownica usadawia się wygodniej w fotelu i przesuwa wzrokiem po salonie. Nic się w tym miejscu nie zmieniło od lat. Rzędy ułożonych na półkach książek, bibeloty magią powstrzymywane przed zakurzeniem, nawet meble stoją w dokładnie tych samych miejscach, jak gdyby czas zupełnie się dla nich zatrzymał. Z jednej strony jest to pocieszające, że nie trzeba uczyć się wszystkiego na nowo, nie wdziera się z buciorami do czyjegoś ułożonego życia, z drugiej zaś powracające z przeszłości demony nie zachęcają do oswojenia się w nowej-starej sytuacji.

- Jako że nie było mnie tu przez pewien czas, wnioskuję, że mogło sporo zmienić się na polu rodzinnych zażyłości, wewnątrz niej, jak i poza. - Powraca spojrzeniem na Richarda, nieznacznie zadzierając z zaciekawieniem brodę. - Czy jest coś, co jest mi niezbędne? Jakie panują tutaj nastroje?

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#7
13.04.2024, 01:18  ✶  

Nie tylko z potomkami Francis miał problem znaleźć nić porozumienia i zrozumienia, ale także mógł być przyczyną konfliktu zaistniałego ze swoim bratem, odcinając się od własnej rodziny. Nie chcąc popełniać rodziciela błędów, każde z nich zapewne starało się wychowywać swoje pociechy nieco inaczej.

Richard za bardzo nie chciał się przy siostrze zwierzać z tego, że on sam obiecał bratu, że wróci tutaj na dłużej, jak tylko jego dzieci ukończą instytut Magii. Powiązało się to niespodziewanie z innymi wydarzeniami, które raczej wymusiły u młodszego bliźniaka wcześniejszy powrót. Na szczęście, te duże problemy mieli za sobą. I on sam, mógł już być nieco spokojniejszy.

- W końcu to na kobietach bardziej spada obowiązek wychowywania dzieci, a mężczyźnie na ich utrzymaniu.
Taka była poniekąd zasada, jaka była im wpajana. Mogła Violet się z tym nie zgadzać, co oczywiście Richard brał pod uwagę. Nie mówił tego złośliwie, ale stwierdzał ten przykry fakt, że takie niestety było prawo społeczne i w ich rodzinie. Sami byli świadkami tego, jak ojciec traktował ich matkę. Niby Pani domu, a jednak służąca. Starsza siostra miała z nich wszystkich mocny charakter?
- Przyznam jednak, że nie jest to proste zadanie.
Westchnął, dodając jeszcze to zdanie. Jakby rozumiał ten problem, wynikający z samotnego poniekąd wychowywania dziecka. Miał możliwe tego pecha, że żona zmarła mu akurat przy porodzie ostatniego potomka. Początki były tak trudne do opanowania, że musiał zatrudnić opiekunkę. Nie mógł sobie pozwolić na okres wychowawczy. Los cały czas podkładał mu kłody, każąc radzić sobie z nowymi trudnościami. Tutaj skinieniem głowy zgodził się z Violet. Życie lubi platać figle.
Więcej problemów na swojej głowie Richard nie chciał. Dlatego odparł krótko na słowa o zadłużeniu, w taki sposób, jakby liczył że faktycznie Violet odpowiednio podejdzie do tego tematu i załatwi wszystko jak należy, aby on i Robert nie musieli interweniować. Bo jak na razie, stabilnie stał tylko on i być może Niobe?

Nie zamierzał jednak dosłownie zostawić siostry w potrzebie, skoro już tutaj wróciła i przyznała do problemu. Oferował pomoc, jako że są rodziną. Gdyby jednak nie udało się jej zrobić to, co miałaby w planie. Nie musiała co prawda dziękować, ale tym może dała znak, że ową pomoc przyjmuje.

- Jest wszystko pod kontrolą. Nie masz się czym przejmować. Będę miał na uwadze Twoje chęci pomocy.
Zapewnił, aby nie musiała za bardzo się przejmować o Roberta, jak i interes rodzinny. Nie mógł jej zagłębić w szczegóły sytuacji, jakie miały miejsce w ostatnim czasie. Wiele z nich nie była jeszcze w pełni ustalona z bratem. Richard wolałby, aby nie musieli i o tym rozmawiać. Je ofertę pomocy, przyjął. I weźmie to jako wymianę, za to, jeżeli przyjdzie mu jej pomóc. Miałoby to miejsce na zasadzie ”przysługa za przysługę”. Bo przecież w tym świecie, w rodzinie Mulciber nie ma nic za darmo. Coś chcesz, coś musisz dać od siebie. Prędzej czy później.

Zaciągnął się ponownie papierosem, kiedy siostra podjęła chęć oględzin pomieszczenia. Ich starego salonu, który przez lata się nie zmienił. W meblach i samej kolorystyce. Jedynie zawsze były tutaj zasłonięte okna, zakrywające widok na świat mugolski.

Szczerze nie spodziewał się, że siostra zapyta o zażyłości, nastroje. Ale miała prawo. Nie było jej tutaj sporo lat. Wiele się zmieniło. Choć pewne znajomości, pozostawały nadal pielęgnowane. Tak inne zostały zakończone. Co miał jej odpowiedzieć? Sam wiedział tyle, ile bywał w Anglii. W tym domu. U boku brata.

- Tutaj nic nie uległo zmianie. Robert utrzymuje tradycje rodzinne nadal. Nie raz mi o tym przypominał, kiedy gościłem na krótko lub na dłużej. Stare nawyki nadal tutaj zostały. Sama zresztą widzisz. Nic się nie zmieniło… Nawet gabinet ojca.
O ile może nie przeszkadzało mu to, że styl tego domu pozostawał jak w zatrzymanej epoce czasowej, to jednak gabinet by zmienił. Za dużo miał z nim związanych negatywnych wspomnień. A i tak, bywał tam na rozmowach z Robertem. Ciężko westchnął na wspomnienie o tym, ale co mógł poradzić?

Violet nie zadawała konkretnych pytań, ale jakby ogólnikowo. Tak też odpowiedział jej Richard. Nie zagłębiając się w szczegóły.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (1979), Violet Shafiq (1420)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa