• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.07.1972, okolice Tamizy] Morskie Opowieści | Basilius & Geraldine

[05.07.1972, okolice Tamizy] Morskie Opowieści | Basilius & Geraldine
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#31
28.04.2024, 16:42  ✶  
Gdyby Basilius wiedział, że uzdrowicielką Geraldine była jego kuzynka, postrach wielu pracowników Munga we własnej osobie, to pewnie uśmiechnąłby się rozbawiony, jednocześnie wiedząc, że Geraldine rzeczywiście była w naprawdę dobrych rękach.
— W takim razie, więcej spokojnych nocy dla mnie – skomentował jedynie, oczywiście nie wycofując się ze swojej propozycji. Gdyby czarownica rzeczywiście pojawiła się u niego z jakąś głupią raną to pewnie nawet, by za bardzo nie marudził.
Gdy usłyszał co proponuje, najpierw jedynie uśmiechnął się i oparł lepiej na krześle z rękami założonymi na piersi przyglądając jej się z zaciekawieniem. Myślał, czy też raczej próbował ocenić, co też ryzykowałby, zgadzając się na ten układ. Najlepsze było to, że Yaxley nie wydawała mu się na tyle groźna, by móc wpędzić go w poważne tarapaty, a jednocześnie nie przychodziło mu do głowy nic o co mogłaby poprosić. I taką niespodziankę lubił. Nawet nie planował oszukiwać.
– Świetnie. Zagramy więc o przysługę – rzucił, wyciągając swoje karty, które profilaktycznie zawsze nosił przy sobie, tasujac je wprawionych ruchem. Nie miał jeszcze pojęcia o co poprosi Geraldine jeśli to on wygra, ale zawsze lepiej było mieć u kogoś przysługę, niż jej nie mieć. Pewnie gdyby przez chwilę pomyślał, ostrzegłby ją, że na pewne rzeczy nigdy się nie zgodzi. Ale obecnie ekscytacja skutecznie wypychała z jego głowy zdrowy rozsądek.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#32
29.04.2024, 08:30  ✶  

Dziwnym trafem właśnie z Bulstrode udało jej się już dawno temu nawiązać dosyć bliską więź. Mimo tego, że kobiety był skrajnie różne, czy w stylu bycia, czy z charakteru, to potrafiły się dogadać, a nawet mogła ją nazwać swoją przyjaciółką, bo wiedziała, że może jej ufać, jak mało komu. Florence nie oceniała, nie pytała, była kiedy jej potrzebowała i ona mogła jej się odwdzięczyć tym samym, chociaż czasem miała wrażenie, że nawet nie do końca.

- Tak, chyba, że wydarzy się coś naprawdę nagłego. - Zapewniła go w tym jeszcze. Nie zamierzała niepokoić mężczyzny nocami, nie kiedy miała kogoś z czyjej pomocy mogła skorzystać zawsze.

Geraldine nie miała takich ciężkich rozważań jak Prewett, ona była w stanie zagrać o wszystko, lubiła rywalizację, szczególnie, gdy miała o co walczyć. Nie, żeby była pewna swojej wygranej, bo właściwie, jeśli chodzi o karty to zawsze decydował los, więc zwycięstwo zależało od tego, komu fortuna będzie dzisiaj sprzyjać, może właśnie to powodowało, że jeszcze chętniej ryzykowała.

- Cieszę się, że się zgodziłeś. - Obserwowała Basiliusa, kiedy wyciągnął karty, spodziewała się tego, że ma przy sobie talię. Była to poniekąd domena ich rodziny. Przyglądała mu się, gdy wprawnie je tasował. Oczy jej błyszczały, można było w nich zauważyć dziwną ekscytację. Może uda jej się mieć kolejnego dłużnika? Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać przysługa, była to rzecz warta świeczki. Jeśli zaś przegra, to cóż, życie, na pewno się z tym pogodzić, chociaż oczywiście, że wolałaby zwyciężyć. Nie oszukujmy się, każdy lubił wygrywać, czy to w karty, czy walcząc na szpady.

Rozdał karty, pierwsza runda nadeszła, wzięła w dłoń karty, które dostała i je obejrzała, nie pokazywała po sobie, co tam zobaczyła, żeby nie było zbyt prosto.


Rzut 1d100 - 63
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#33
30.04.2024, 13:33  ✶  
– Miejmy jednak nadzieję, że następnym razem wpadniemy na siebie znowu na ulicy, a nie gdy wydarzy się coś nagłego – stwierdził jeszcze, bo nie ważne jakby nie narzekałby na czyjeś nagłe przypadki i głupotę, to naprawdę nie chciał by ktokolwiek kogo znał wpakowywał się w ryzykowne sytuacje. A z tym, że nigdy tak nie będzie, a jego bliscy najwyraźniej bardzo lubili się wykrwawiać już dawno się pogodził. Ale pomarzyć zawsze było można.
W całej swojej miłości do tego typu gier i być może lekkiego braku kontroli, Prewett wciąż starał się zachowywać jakieś resztki rozsądku. Znał wystarczająco dużo sytuacji z kasyn, by pilnować się na tyle, by w najgorszym wypadku stracić wszystkie pieniądze, a nie kończyny. Na razie nie stracił ani jednego, ani drugiego, więc chyba było dobrze.
– No cóż, nie wiem, czy warto by było psuć sobie takie miłe spotkanie nudną grą o nic – zauważył, posyłając jej uśmiech osoby, która była gotowa grać na poważnie, ale zanim rozdał karty, szybko jeszcze przetarł powierzchnię stołu chusteczką. Zazwyczaj nosił przy sobie dwie talie kart, tę bardziej klasyczną, chociaż wciąż nieco ładniejszą, od zwykłych, które można było dostać w pierwszym lepszym sklepie. I tę, którą naprawdę lubił, z grafiką przedstawiającą wymarłe już gatunki zwierząt. Tymi drugim oczywiście nie grał z każdą przypadkową osobą w obawie, że ktoś je jeszcze zniszczy, ale teraz to właśnie ją wyłożył. Dlatego tak dokładnie przetarł stół. Chociaż patrząc na zawód Geraldine mogło to wyglądać nieco złośliwie z jego strony.
Pierwsza runda się rozpoczęła. Basilius uśmiechnął się do czarownicy po raz ostatni, a potem jego mina przybrała kamienny wyraz, wprawionego pokerzysty.

Rzut 1d100 - 61
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#34
01.05.2024, 22:41  ✶  

- Na spokojnie, specjalnie nie będę się pakować w kłopoty, żeby cię nie niepokoić. - Mrugnęła do mężczyzny porozumiewawczo, chociaż w jej słowach można było wyczuć lekkość, która mogła sugerować, że wcale tak nie będzie. Była to jedna z tych rzeczy, których nie mogła obiecywać, bo miała wręcz tendencje do pakowania się w kłopoty - ciągle. Taka już jej natura, a ostatnio przez lekkomyślność Geraldine się to tylko nasiliło. Miała wrażenie, że nic nie idzie po jej myśli, a każda decyzja, którą podejmuje prowadzi ją zawsze w stronę jakiegoś bagna, z którego trudno się wydostać.

Gerry nie była, aż taką specjalistką w graniu, jednak od czasu do czasu skłonna była się skusić na takie ryzyko. Nie miała problemu z tym, że coś mogło nie pójść po jej myśli. Mogło się to łączyć ze stratą pieniędzy, przynajmniej częściową (ciężko by jej było przegrać całą swoją fortunę), ale z niczym poza tym, może z tym, że jeszcze mogłaby ewentualnie nadepnąć komuś na odcisk i go ograć. Nie grała jednak na tyle często, by niosło to ze sobą jakieś większe ryzyko, miała umiar, bo wiedziała, że łatwo jej przychodzi uzależnianie się od najróżniejszych rzeczy, a adrenalina jaką niosła ze sobą gra w karty mogła być jednym z takich czynników. Dlatego też podchodziła do tego z rozsądkiem, którego często jej brakowało.

- Co racja, to racja. Sama jestem ciekawa, jak potoczy się gra, w końcu mam przed sobą doświadczonego zawodnika. - Nie udawała nawet, że myśli inaczej. Na pewno był w tym lepszy od niej, jedyne, co było po jej stronie to szczęście, które każdy mógł mieć, albo nie i doświadczenie nie miało na to wpływu.

Widziała, jak dokładnie przecierał stół. Karty, które wyciągnął musiały coś dla niego znaczyć. Były całkiem ładne, chyba jeszcze nigdy nie widziała takiej talii. - Śliczne są. - Nie mogła powstrzymać się od komentarza.

Pierwsze rozdanie mieli za sobą. Nadal była mocno skupiona na kartach, bo wiedziała, że to dopiero początek, wszystko mogło się zmienić nawet w ostatniej rundzie. Wyciągnęła kolejne karty, z nadzieją, że znowu wszystko pójdzie po jej myśli.


Rzut 1d100 - 43
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#35
04.05.2024, 13:34  ✶  
Czemu miał dziwne przeczucie, że jednak będzie inaczej niż go zapewniała, a to, że Geraldine wpakuje się w kłopoty nie było kwestią tego, czy to zrobi, a kiedy to zrobi? Naprawdę, czy niektórzy ludzie nie mogli po prostu siedzieć grzecznie w jednym miejscu i nie robić niczego głupiego? Hah... Powiedział ten, który wbrew pozorom uwielbiał dziwne przypadki pacjentów, przełamującego jego rutynę, chętnie ryzykował w kartach, byle poczuć tę odrobinę ryzyka i pewnie tak naprawdę ryzykował w swoim życiu bardziej, niż chciałby się do tego przyznać. Ale przynajmniej nie musiał szukać znajomych uzdrowicieli, którzy łataliby go po godzinach pracy, prawda?
Doświadczony zawodnik. Hm... Chyba noszenie kart przy sobie w płaszczu w połączeniu z nazwiskiem i propozycją gry w pokera dość mocno sugerowało, że grywał dość często. Coś nie wychodziło mu utrzymywanie wizerunku Prewetta zainteresowanego innymi rzeczami, niż hazardem. A nawet nie pracował w rodzinnej branży!
– Nie martw się. Nie grywam, aż tak często, byś nie miała ze mną szansy – skłamał. No dobrze, skłamał połowicznie, bo może poker był dla niego dość często rozrywką, ale Geraldine miała dalej szanse go ograć. Oboje wypili już przecież trochę rumu, a jego karty, chociaż nie najgorsze, na razie nie gwarantowały mu pewnej wygranej, nie ważne ile by nie miał doświadczenia.
Zerknął na Geraldine, a potem na karty ze szczerym uśmiechem. Tak, były śliczne. Naprawdę je lubił. Nie były może jakąś pamiątką po kimś bliskim, nie dostał ich od nikogo ważnego, a sam kupił je kilka lat temu, gdy został oficjalnie uzdrowicielem, ale gdyby ktoś mu je specjalnie zniszczył to chyba z nerwów wstąpiłby na ścieżkę czarnej magii.
– Tak, jestem szczególnym fanem grafiki z ptakiem Dodo – powiedział, jednocześnie wciąż skupiając się na grze. – Wszystkie przedstawione tu gatunki już wyginęły. – Zazwyczaj nie bawił się w takie makabryczne piękno zarezerwowane dla nastoletnich czarodziejów, twierdzących, że życie jest okrutne. kupił je dlatego, że były ładne, ale musiał przyznać, że było w tych obrazkach coś naprawdę melancholijnego.
Gra natomiast nie zwracała uwagi na takie rzeczy i toczyła się dalej.

Rzut 1d100 - 36
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#36
05.05.2024, 18:28  ✶  

Och, bo Geraldine ciągle pakowała się w kłopoty, przeczucie Basiliusa było bardzo słuszne, prędzej czy później zjawi się u jego progu, poobijana mniej lub bardziej, potrzebująca pomocy. Oczywiście wtedy, kiedy Florence nie będzie dostępna, czuła, że dobrze zrobiła, że na niego dzisiaj trafiła, że wyciągnęła go z tych pirackich łapek, nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się pomoc awaryjnego medyka, dobrze mieć zawsze kogoś w zanadrzu.

Nie miała pojęcia, na ile może mu zaufać, czy będzie zadawał pytania, Bulstrode z czasem przestała, po prostu wolała nie wiedzieć, tylko robiła swoje - co było całkiem wygodne, nie musiała przynajmniej wymyślać kolejnych bajek o tym, co się jej przydarzyło, kiedy nie mogła dzielić się prawdą. Geraldine w końcu była oficjalnie myśliwą, mniej oficjalnie również kłusowniczką, o czym wolała, żeby wiedziało, jak najmniej osób.

- Myślisz, że ci uwierzę? - Uśmiechnęła się jeszcze do niego upijając kolejny łyk rumu. Nie ufała mu wcale, wiedziała, że Prewettowie mają tendencję do hazardu, skoro nosił karty przy sobie, to nie bez powodu, musiał grywać stosunkowo często, nie przeszkadzało jej to. Zwycięstwo będzie lepiej smakowało, jeśli pokona doświadczonego zawodnika.

Uśmiechnął się do tych kart, miło się patrzyło, gdy spoglądał na nie z taką czułością, niemalże tak, jak ona na swoje sztylety. Każdy miał jakieś swoje ulubione przedmioty, które znaczyły dla niego więcej, nawet jeśli dla innych był raczej pierdołami, bez których można było się obejść.

- Pewnie niedługo będziesz mógł dostać kolejną talię z gatunkami, które wyginęły. - Mało kto interesował się tym, żeby dbać o zwierzęta. Może i sama polowała, jednak powinno się również zadbać o te gatunki, których sytuacja była zagrożona, szkoda by było stracić to, co żyło na tym świecie tyle lat. Ludzie jednak mieli to zazwyczaj gdzieś.

Nie do końca była zadowolona z kart, jakie miała w ręce, przez chwilę, Basilius mógł dostrzec grymas na jej twarzy, bo zapomniała o tym, że ma przed sobą doświadczonego zawodnika. Sięgnęła po kolejne karty.


Rzut 1d100 - 75
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#37
08.05.2024, 20:53  ✶  
– Eh, tyle lat studiów, by mieć dobra reputację, a ciągle słyszę stareotypy tylko przez moje nazwisko – Z udawanym smutkiem, pokręcił głową i napił się rumu. Czyli chyba wyciąganie kart rzeczywiście dość jasno sugerowało pewne rzeczy. Dobrze, że nie wspomniał, że miał przy sobie zawsze dwie talie. Ale przy Geraldine jakoś nieszczególnie mu to przeszkadzało, by próbować się z tego wybronić. No i gdyby nie wyciągnął kart to teraz, by nie grali, a to by była jednak strata takiego przyjemnego czasu.
Oderwał wzrok od kart i spojrzał na nią ze szczerym zaciekawieniem.
– Tak. Pewnie niestety masz rację – odpowiedział, próbując wybadać jej zdanie w tej sprawie. Wiedział, czym zajmowała się jej rodzina i nawet jeśli zapewne nie było to oficjalne stanowisko w tej sprawie, to zakładał, że osoby z jej profesji nie przykładały tak dużej uwagi do dbania o populację zwierząt i przestrzegania wszystkich moralnych wytycznych, jak powinny. Ale może w przypadku Geraldine się mylił.
Sam nie był do końca zachwyconymi kartami, które dostawał. Tragedii nie było, ale nie było też szczególnie dobrze. Było raczej... Mocno przeciętnie, a to jedynie wszystko utrudniało. Dalej oczywiście się nie poddawał. Nie z takimi kartami udawało mu się przecież wygrać, a Prewett był dość zdeterminowany, by to on dostał tę przysługę. Zresztą ta niepewności sytuacji, jedynie sprawiała, że bawił się coraz lepiej. Nie obawiał się za bardzo Geraldine i jej pomysłów, by martwić się o przegraną, ale fakt, że nią ryzykował... Oh jakie to było przyjemne uczucie. Zwłaszcza teraz, gdy za chwilę już wszystko miało stać się jasne.

Rzut 1d100 - 96
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#38
09.05.2024, 14:16  ✶  

- Nie przyzwyczaiłeś się jeszcze, przecież to nasze piętno. - Każdy z nich powinien mieć to na uwadze, każda z rodzin czystokrwistych była mniej lub bardziej kojarzona w czarodziejskim świecie, może nie wszystkie założenia i stereotypy się zgadzały, ale w większości zawsze była w tym chociaż odrobina prawdy. Nie ma się co oszukiwać, genów się nie wydłubie, nawet jeśli się bardzo mocno stara.

- Niestety. - Dodała jeszcze, bo w tym przypadku niekoniecznie chciała miec rację, ale wiedziała jak wygląda sytuacja. Nie wszyscy przejmowali się różnorodnością biologiczną, sama zresztą pewnie, gdyby dostała jakąś strakcyjną ofertę na złapanie okazu na wyginięciu to by skorzystała, mimo zastanawiania się nad tym, czy to faktycznie słuszne, bo przecież musiała zarabiać. Nie ma się co oszukiwać, to na tych najciekawszych okazach robiło się prawdziwe pieniądze. Lubiła zarabiać, bo czuła, że to w dużej mierze na niej teraz opiera się sytuacja jej rodziny, bogactwo nie bierze się z powietrza, ktoś musiał na to pracować. Jej ojciec już nie był zdecydowanie w latach swojej świetności, brat został wampirem, co nieco ograniczało mu możliwości, a pozostała część rodzeństwa nie do końca się do tego paliła. Musiała to więc być ona, chociaż nigdy nie zakładała, że tak się stanie, los jednak lubił płatać figle.

Karty... lubiły namieszać, szczególnie w ostatnim rozdaniu, tutaj niby nie pasły najgorsze, ale Basilius miał lepsze. - Szlag... - Mruknęła tylko pod nosem. Nie lubiła przegrywać, ale przyjmie to na klatę, wypiła jednym haustem zawartość swojej szklanki. - Chyba wiszę ci przysługę. - Dodała jeszcze, ale już spokojnym tonem, może i denerwowała się dosyć szybko, ale równie szybko jej przechodziło.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#39
10.05.2024, 23:19  ✶  
– No cóż, liczyłem, że stareotypy o zawodzie uzdrowiciela, zniosą te o mojej rodzinie – powiedział, pół żartem pół serio, upijając kolejnego łyka rumu. Jak na to tego typu miejsce był to naprawdę dobrej jakości trunek, aż się tego nie spodziewał. I pewnie dlatego wypił już więcej, niż planował, ale wciąż nie na tyle, by nie mieć jakiejkolwiek kontrolii.
Może w innym przypadku spróbowałby ją dalej pociągnąć za język. Podpytać, co dokładnie miała na myśli mówiąc niestety. Jak dokładnie wyglądało dbanie o zwierzęta w jej zawodzie, ale coś czuł, że to nie było to ani miejsce, ani moment na takie rozmowy.
Musiał przyznać, że grało mu się z nią wręcz wybornie. Jednak te zakrapiane alkoholem partyjki pokera gdy do ostatniej chwili nie mógł być pewny wygranej, miały ten swój specyficzny urok.
– Wygląda na to, że tak właśnie jest – stwierdził, uśmiechając się do niej trochę przebiegle, jednocześnie ostrożnie chowając karty do pudełka. Na Merlina poker dawał mu jednak zbyt dużo radości w życiu, by kiedykolwiek z niego rezygnował. Zerknął na Geraldine z pewna satysfakcją w oczach. Jeszcze nie wiedział, jak wykorzysta tę przysługę, ani czy kiedykolwiek nadarzy się do tego okazja, ale to teraz nie było ważne. Ważne były te emocje towarzyszące samej grze i wygranej. – Spokojnie, postaram się nie zmarnować swojej przysługi na głupoty – powiedział, zerkając na zegarek i krzywiąc się nieco. Miał jutro pracę. Niestety. Rozsądek krzyczał wracaj do domu i idź spać. Alkohol podszeptywał natomiast zostań.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#40
12.05.2024, 09:35  ✶  

- Wydaje mi się, że nasze pochodzenie mimo wszystko zawsze się za nami ciągnie, i nic nie jest w stanie tego przykryć. - W jej przypadku było nieco inaczej, bo cóż, sama poszła w ślady swojej rodziny, co tylko potwierdzało to, co myśleli o niej ludzie. Może nieco odstawała, bo miała dużo lżejsze podejście do pewnych spraw, była pierwszą Gryfonką z tym nazwiskiem, przyjaźniła się z mugolakami, jednak wszyscy wiedzieli jakie podejście ma jej rodzina, w sumie to mieli trochę wywalone w to, co się działo, zawsze żyli gdzieś obok. Nie przejmując się niczym więcej niżeli zabijaniem potworów i polowaniami.

Gra, jak gra. Wiadomo, że wolałaby zostać zwycięzcą, spodziewała się jednak, że Prewett nie będzie łatwym przeciwnikiem, na pewno rozegrał w swoim życiu więcej partii od niej. Szczęście najwyraźniej też nie do końca jej sprzyjało, życie. Na tym własnie polegała losowość w kartach.

- To mnie właśnie martwi, aczkolwiek jak tylko będziesz czegoś potrzebował, to pisz, albo pojaw się przed moimi drzwiami, na pewno to załatwię. - Nie była gołosłowna, będzie pamiętać o tej przysłudze, i na pewno spełni każdą prośbę Basiliusa. Nie rzucała słów na wiatr.

Dopiła zawartość swojej szklanki, alkohol zaczynał przyjemnie szumieć jej w głowie. Właściwie mógł to być dopiero początek posiadówki, dostrzegła jednak, jak spoglądał na zegarek. Może faktycznie lepiej by było, gdyby już się stąd oddalili? - Myślę, że mi wystarczy na dzisiaj, idziemy? - Rzuciła jeszcze do niego, nim wstała od stołu. Poszli razem do wyjścia, później oddalili się każdy w swoim kierunku.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (5798), Geraldine Greengrass-Yaxley (6078)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa