Nie zdążył się uchylić. Jedna książka walnęła go dość boleśnie tuż pod okiem, druga w policzek, a potem wszystko się uspokoiło.
– Będziesz miał limo – oświadczyła Brenna, spoglądając na niego i unosząc różdżkę, znów rozświetloną światłem lumos. – Powiedzą, że znowu cię pobiłam, a przecież ja jestem zupełnie niewinna… – stwierdziła, niby to w ramach żartu, chociaż spojrzenie miała poważne, bo ten cholerny poltergeist ją zaatakował, i w porządku, że próbował uszkodzić ją, mogła przeżyć, ale byli tutaj inni członkowie Zakonu. - Myślę, że poprzednich właścicieli wykurzył poltergeist. Usłyszeli o klątwie, a jego działania ich przestraszyły. Ale... śmierć Juliusów jest trochę dziwna.
Księżycowy Staw też był dziwnym miejscem. Popadającym w ruinę, ale też wciąż noszącym ślady dawnej wielkości. Miejscem, którego potencjał dało się dostrzec. Pełnym duchów i złych wspomnień, ale także w przedziwny sposób czarującym.
Drzwi otworzyły się po chwili szarpaniny, i Brenna przepchnęła się obok niego, ruszając w ślad za poltergeistem. Tego jednak nie miała już znaleźć już tej nocy: a jedynie wpaść na Millie i Morpheusa, zwabionych zamieszaniem.