- Nie wiem, czy wzięliby to do siebie, kolejny obowiązek, o którym zapomną. - Sama zdawała sobie, jak to u niej wygląda. Nie znosiła papierkowej roboty, gdyby miała kolejną listę do podpisywania najczęściej pewnie by po prostu o tym zapominała, rozumiała, jakie intencje miał ten pomysł, ale mógł się nie sprawdzić.
- Szkoda, że Moody sama nam nic nie powie. - Zdaniem Wood to by oszczędziło im czasu, szczególnie, że Harper przecież była jedną z nich, albo jej się tylko wydawało. Będą musieli pogrzebać w dokumentach, może faktycznie uda im się coś znaleźć.
- Masz rację Brenna, czystokrwistych jest zbyt mało, żeby sami mogli sięgnąć po władzę. - To była dobra sugestia, musieli zwracać uwagę też na tych półkrwi, bo kto wiedział tak naprawdę po kim mogli się spodziewać tego, że wybrał stronę oprawców. Pobudki mogły być różne, może ze strachu, ale byli też tacy, którzy zawsze wybierali przemoc.
- Na początku czerwca. - Nie chciała jej niepokoić, dlatego wcześniej o tym nie wspominała, zresztą miała do siebie żal, że przegrała z nim to małe starcie. Nie znosiła przegrywać, nie był to dla niej powód do dumy, wolała więc o tym nie wspominać. - Następnym razem ci powiem. - Nie wiedzieć czemu, czuła, że będzie następny raz, z jej tendencjami do pakowania się w kłopoty.
Dopiła herbatkę jednym haustem, mimo, że była ciepła. Nie przeszkadzało jej to wcale, dobrze było nieco pozbyć się słodkiego smaku z ust.
- Oni chcieli się jej pozbyć na Beltane. - Sama widziała jak śmierciożercy zaciekle z nią walczyli podczas Beltane, na całe szczęście Pani Moody była od nich bardziej wprawiona w boju, kolejna osoba, która imponowała Heather.
- Kto to Samuel? - Spoglądała na rodzeństwo Longbottomów, bo chyba po raz kolejny kogoś nie znała, to wcale nie było dziwne, bo była raczej nowa w tym towarzystwie.
- To może być prawda, kto wie, gdzie oni się czają, przydałoby się mieć kogoś zaufanego w każdym departamencie. - Wood miała znajomości w zdecydowanie innych od ministerstwa miejscach.