• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[sierpień 1972] Moth to a flame | Charles & Baldwin

[sierpień 1972] Moth to a flame | Charles & Baldwin
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#11
21.09.2024, 20:43  ✶  
Rzuty na emocje tutaj: [klik]

Choć sam Baldwin nie poświęcił już obrazowi matki ani sekundy więcej swojej uwagi, to jednak nie mógł się powstrzymać od zaspokojenia ciekawości swojego gościa.
- Oczywiście, że z nią rozmawiam.- Odparł jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. Ale nim Charlie zdążył po cichu zacząć skrobać mentalną notatkę co by sprawdzić czy w Lecznicy Dusz nie brakuje pacjenta, blondyn odezwał się na nowo.- Tak działają magiczne portrety. Gdy czarodzieje zamawiają swoje własne – rozmawiają z nimi przez lata. Uczą ich być sobą. Przekazują im swoją wiedzę, maniery. Portrety dojrzewają z nimi. Poprawia się je wielokrotnie by domalować zmarszczki, siwe włosy. Aż pewnego dnia, gdy ciało zostaje złożone w grobie – wyciąga się ze skrzyni portret. I przez ułamek sekundy można odnieść wrażenie, że ulatująca dusza została zaklęta w jego ramach.- Westchnął na samą myśl o czymś tak pięknym. Czy możliwe było zamknięcie choć maleńkiej cząstki własnej duszy w płótnie? Żyć tak długo jak ono nie zostanie zniszczone? Snuć się w ramach innych obrazów, samemu stać się sztuką? Otrząsnął się z błądzących myśli tak szybko jak te się pojawiły.- Ale tak naprawdę, to tylko kawałek nasączonego magią i farbą płótna.- Dodał niemal z... rozczarowaniem.- Dlatego rozmawiam z matką. Żeby mieć ją na zawsze przy sobie.
Pokręcił przecząco głową w odpowiedzi na drugie pytanie.
- Nie. Nie mam żadnej pewności, że ojciec ich nie przechwyci.- Odparł jedynie zdawkowo w kwestii listów, ewidentnie nie paląc się z wyjaśnieniami całej sprawy. Najwyraźniej do szczęścia wystarczył Baldwinowi sam portret matki. I nieczęste wizyty w rodzinnym domu albo odwiedziny w butiku matki na Pokątnej. To były kwestie rodzinne, o których nawet ktoś zdawałoby się tak otwarty na świat i ludzi Malfoy chował głęboko niektóre tajemnice.
Czy to trudne malować piękno? A może trudniejsza była brzydota? Obrazy były odzwierciedleniem tego co widziały oczy ich twórców - nigdy modeli.
- Hm… To dobre pytanie Charles. Nie wiesz nawet jak dobre.- Mruknął, opierając podbródek o ramię Mulcibera. Kompletnie nie zwracał uwagi na wszelki gwałt na przestrzeni osobistej chłopaka, bo i czemu miałby? Ktoś kto się trudni w życiu sprzedażą woskowych penisków chyba nie powinien mieć problemów z własnym ciałem prawda? A jeśli miał – trudno.
Wpatrywał się jednak tylko i wyłącznie w portret siostry, w głębokim milczeniu analizując każdy najmniejszy detal. Była piękna. Ale nie była prawdziwa. Każde jedno pociągnięcie pędzla, nieważne jak pieszczotliwe, wciąż było głaskaniem martwego płótna. Brakowało mu tego uczucia, gdy mógł przeczesać jej niemal jedwabne, sypkie włoski, przesunąć opuszkami palców po chłodnej skórze policzka, szyi. Odczytać całą gamę odcieni błękitu czającego się w jej oczach niczym w porannym niebie.- Ludzie często patrzą na obrazy i myślą „och jakie to piękne”, „och jakie ładne kolory!” Albo odwrotnie – patrzą i się krzywią – bo ludzik źle narysowane, bo niezgodnie ze szkołą realizmu, bo brak znanych im, nudnych do porzygu struktur.- Zamilkł na moment.- Ale sztukę ma się czuć. Nie ma ci się podobać. Ma cię przeżreć do reszty. Uwieść.- Szepnął mu wprost do ucha.- I porzucić.
Nareszcie się odsunął.
Wsunął ręce do kieszeni szaty. Nie przejął się nieśmiałymi próbami ucieczki, bo każdy mógł być artystą. Zresztą tkanie obrazów, nawet jeśli cholernie precyzyjne, wymagało czegoś więcej niż talent. To było rzemiosło w najczystszej postaci.

Najwyraźniej Malfoy uznał, że jego gość sobie poradzi z przejmującymi wspomnieniami i uczuciami. Bo poczuć Charlie mógł wiele – i nawet jeśli spodziewał się, że obraz zostanie natchniony ciepłymi emocjami, jakąś radością, może i zwykłą miłością brata do siostry – tego wszystkiego brakowało. Zamiast tego pojawiło się to dziwaczne złe przeczucie. Ściskający za gardło niepokój i lęk, gdy instynkt samozachowawczy kazał mu rzucić w trzy diabły pędzel, ale martwe oczy dziewczyny na portrecie nie wypuszczały go zew swoich sideł uroku. Było w tym wspomnieniu coś więcej, coś co jak mgła zasnuwało myśli. Poczucie nadciągającego końca. Ciężko powiedzieć tak naprawdę czego. Ile z tych emocji należało tak naprawdę do Baldwina, a ile było odzwierciedleniem tego co czuł młody Mulciber?
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#12
06.10.2024, 12:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2024, 15:45 przez Charles Mulciber.)  
- Mhm… - Charles nie czuł się odpowiednio pewnie, by pociągnąć temat rozmowy z portretami. Zawiesił wzrok na pani Malfoy, zastanawiając się, czy stanowiła dobrą rozmówczynię dla Baldwina. Baldwin nie wydawał się samotny, może nieco pomylony, ale to wszystko. - Twoja matka ciągle żyje, prawda? Możesz rozmawiać... z nią? Nie z płótnem? - Upewnił się, nie mając pojęcia, czy przypadkiem nie wchodzi na zbyt niebezpieczne wody. Nie każdy mógł chcieć podzielić się historią rodziny, ale czyż nie lepiej było zadbać o rodzicielkę w prawdziwym świecie, aniżeli na płótnie? Tym bardziej, gdy istniała tu jeszcze jakaś historia z ojcem, w którą Charlie nie chciał brnąć. Jego własne rany były jeszcze zbyt świeże. - Nie wiem, czy byłbym w stanie zaakceptować fakt, że po mojej śmierci bliscy rozmawiają z moim portretem. O ile... o ile chcieliby rozmawiać w ogóle. O ile byliby ciągle jacyś bliscy. - Pożalił się odrobinkę. Gdy świat malował się w tak paskudnych barwach, lepiej było nie wnikać, kto i co czuł w stosunku do niego. Bliscy odwracali się i nie mógł ich za to winić.

Charlie postanowił skupić się na zadaniu, które zalecił mu Baldwin. Łapiąc pędzel nieco mocniej, nieco sztywniej, po raz kolejny zamoczył go w magicznej farbie, by nałożyć ją na płótno. Farba jednak, zamiast dać się nałożyć w paru ładnych, równych pociągnięciach, zaznaczyła parę kleksów, gdy Charlie drgnął, nie spodziewawszy się przekroczenia granicy bliskości. Mógł tylko próbować dostrzec białe kosmyki kątem oka.

Uciekać? Walczyć? Zaakceptować? A może nawet czerpać przyjemność z tej bliskości, której dopuścił się Baldwin?

Najłatwiej było ją zignorować. Nierówny oddech Charlesa mógł zdradzić jego zdenerwowanie, lecz niewiele więcej. Wsłuchiwał się w głos Malfoya tuż przy swoim uchu, analizując jego słowa.

- Masz rację. - Skomentował w końcu nieśmiało. - Chociaż... to też domena artystów. Czuć sztukę. - Zdradził się, wyjaśniając, dlaczego nie podziela jego odczuć. - Nie jestem artystą.

Wspomnienia, które znalazły się na końcu pędzla, nie były łatwe do przeżycia i przetrawienia. Mulciber znalazł się w kropce, gdy włosie pędzla zawisło nad płótnem w oczekiwaniu na kolejny ruch. Malarz jednak nie pozwalał mu opaść, wpatrując się w martwe oczy Malfoyówny. Zupełnie nie podobało mu się to, co czuł. Zaczęła ogarniać go panika, gdy oddech przyspieszył, a dłonie zadrżały.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#13
18.10.2024, 21:39  ✶  
- Charlie…- Zawiesił na moment głos, zupełnie jakby przez dłuższą chwilę miał problem dobrać kolejne słowa. Jak wiele z historii wypadało zdradzić kompletnie obcemu człowiekowi, doskonale wiedząc, że ten… po prostu jej nie zrozumie.
Nie jesteś moim synem. Dźwięczało mu w głowie, a policzek piekł równie mocno co tamtego dnia. Zamrugał parokrotnie.- Moja matka nie chce ze mną rozmawiać. - Wzruszenie ramion było jedyną rzeczą na jaką mógł się zdobyć.- Rodzina ma mnie za degenerata. Portret to jedyne co mam.
Słuchał go.
Słuchał i zapamiętywał każde słowo rzucane przez tego biednego, niedocenionego przez rodową starszyznę chłopaka. Biła od niego tak żarliwa samotność. Emocja, którą miał ochotę spijać z jego słów, wpleść w pejzaż barwą przypominającą ciemne oczy Charlie’go.
W gruncie rzeczy jesteśmy do siebie podobni panie Mulciber.- Chciał powiedzieć, ale powstrzymał się. Po co go dobijać.
- Nie zastanawiaj się nad tym.- Mruknął tylko.- Portrety nie są dla zmarłych. Zmarli są bezpieczni w objęciach Bogini Matki. Ich dusze są wolne od brudu i znoju naszego świata. Dla nich walka się już skończyła. Portrety są dla tych, którzy z ich odejściem pogodzić się nie potrafią.
Mógłby rozwodzić się godzinami o smutnych kochankach pragnących uwiecznić twarze swych przedwcześnie zmarłych oblubienic; o rodzicach popadających w obłęd gdy wpatrywali się w twarze dzieci; dzieciach niepotrafiących rodzicom odejść. Każde jedno płaciło tym co miało najcenniejsze - wspomnieniami, które wplecione w płótna ożywiały je.

Zamiast tego skupił się na niewprawnych ruchach pędzla.
Nie krytykował, nie krzywił się, nawet nie oceniał. Nie drgnął gdy srebrzyste emocje rozlały się po płótnie jak kleks po elementarzu. To w niczym nie przeszkadzało. W sztuce nie istniała prawdziwa doskonałość.
Był tak skoncentowany na wizerunku siostry, że w pierwszej chwili nie dostrzegł nerwowych ruchów Mulcibera. Jego nierównego oddechu. Zbył to wszystko w mgnieniu oka. Z odrętwienia wyrwał go dopiero głos bruneta. Tak niepewny. Nie jestem artystą. powtórzone po raz kolejny tego wieczora.
- Nie zmuszę cię do bycia nim.- Odparł, nawet nie kryjąc rozbawienia. Za gardło go nie trzymał. Nie przyszpilił do ściany. Nie wyciągnął wahadełka, aby odwiedzić wszystkie te przepełnione żalem i samotnością wspomnienia. Przyszedł tu na własne życzenie i na własne życzenie mógł jego mieszkanie opuścić.
Dostrzegł drżenie dłoni i zareagował natychmiast. Wyciągnął jedną rękę z kieszeni i podsunął ją pod palce chłopaka - nie dotykając go. Dając znać, że może puścić pędzel. Czuł iskry magii i emocji na opuszkach.
- Cóż za paskudne uczucia.- Westchnął niezadowolony. Ze wszystkich fiolek, którymi mógł go oczarować, los wybrał im akurat te. - No już. Wystarczy jak na pierwszy raz. Nie przemęczaj się.- Szeptał łagodnie.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#14
28.10.2024, 15:04  ✶  
Charles westchnął, zbierając w sobie siły. Pędzel tańczył po płótnie w powolnych, długich pociągnięciach, które pozostawiały po sobie nierówne smugi, tak dalekie od pięknie wyćwiczonych barw Baldwina.

Na wieść o przykrych koneksjach rodzinnych Malfoyów, Charlie obrócił się do Balwina niemal momentalnie.

- Twoja własna matka...? - Podpytał niewinnie, gdy wielkość tej tragedii nie mieściła mu się w głowie. - Twoja własna matka nie chce cię znać? Na dobrą Freję, dlaczego? Nie jesteś degeneratem. Możesz być co najwyżej...

Urwał, gdy zabrakło mu słowa. Poszukał spojrzeniem podpowiedzi w mieszkaniu Balwina, ale stan pomieszczenia nad teatrem nie podawał mu zbyt dobrej narracji. W jednej chwili przypomniał o brudzie i grubej szczurzycy, która przynosi zagryzione kocięta.

- ...zagubiony. - Zdecydował się w końcu na określenie, które nie uraziłoby tak, jak inne, które podsuwał umysł. - To okropne. Wychowałem się bez matki i wiem, co znaczy stracić ją. Może... może mógłbym jakoś wpłynąć na twoją mamę? To moja krewna. Może mógłbym spróbować. - Zaoferował, chociaż nie wiedział nawet, z której gałęzi wywodzi się Baldwin i w jakim stopniu są spokrewnieni. - Nie musisz godzić się z portretami, Baldwinie. Oni jeszcze nie są martwi. - Przypomniał mu. - Masz bogactwo, które jest tylko ukryte, niedostępne.

Charlie zrobiłby wiele, by móc znów zobaczyć matkę. Nie byłaby dumna z jego niegrzecznych świeczek, nie byłaby dumna z tego, jak rozczarował ojca, wuja i resztę rodziny. Może nawet nie byłaby dumna przez to, jak zawalił naukę, szkoląc się w kierunku, w którym nie miał możliwości zabłysnąć. A może miałaby zupełnie inne zdanie? Nie mógł tego ocenić, bo przecież jej nie znał. Zostało mu tylko mgliste spojrzenie i dałby wiele, by Rebecca na powrót stała się wyraźna w jego pamięci. Baldwin miał matkę na wyciągnięcie ręki, jednak był od niej zdystansowany jeszcze bardziej, niż Charles od pamięci o swojej.

Serce krwawiło na samą myśl o rozłące między Malfoyem i jego matką, podburzając i tak przykre emocje, które zawierały się w farbie. Docierało do niego to poczucie zagłady, końca wszystkiego, tak, jak kończy się życie, jak rozdziera się płótno, by na zawsze przedzielić jeden obraz na wiele kawałków. Charles nie chciał tego czuć. Wypuścił pędzel.

Potrzebował chwili, by uspokoić oddech.

- Co to... co to było? - Dopytał z wahaniem. - To było twoje wspomnienie?
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#15
01.11.2024, 11:12  ✶  
Gdy Charles się odwrócił to przewidział, że stanie twarzą w twarz z Baldwinem? Albo to, że Malfoy nie zamierzał się odsunąć nawet na krok nieszczególnie przejęty faktem, że mogliby się zetknąć czubkami nosów.
Nie podpowiedział mu od razu. Wolał spędzić te cenne sekundy na przyjrzeniu się każdej drobnej rysie na twarzy Mulcibera. Jakby wciąż jeszcze zastanawiał się czy ów jest wart miejsca w kolekcji portretów i wspomnień. Uważne spojrzenie zatrzymało się na ułamek sekundy na minimalnie rozchylonych ustach chłopaka. Ale nie zrobił nic… nierozważnego.
Nie. Kogo próbujemy okłamać. Oczywiście, że zrobił. A bardziej spróbował, zrobić.
Jeśli mu Charlie na to pozwolił to Baldwin uniósł wolną dłoń do jego twarzy. Przesunął chłodnymi palcami po jego policzku, tym samym ucząc się położenia kości policzkowych, wszystkich drobnych kształtach, które tworzyły jedną spójną całość jaką był panicz Mulciber.
- Ma mnie za degenerata.- Szepnął, spoglądając mu w oczy.- I ma rację.
Ostatnie słowa mogły nawet nie wybrzmieć, zbyt ciche dla postronnych, niechcianych uszu. Niewiele tu pozostawało do interpretacji.
- Zagubiony?- Zapytał jednak zaraz, a cały nastrój niepokoju. W jego oczach pojawił się błysk smutku i żalu.
Tak czy inaczej odsunął się o pół kroku niemal zraniony takim zarzutem. Ze wszystkich przymiotników ten zdawał się do Malfoya pasować najmniej. Wiedział czego chce w życiu. Jego ścieżka jeszcze nigdy nie była tak jasno wytyczona jak teraz. A typ, który drżał na samą myśl o tym, że nie spełni oczekiwań swojej pieprzonej rodziny jeśli tylko zdecyduje się sprzeciwić jej decyzjom… typ, który dał się wepchnąć pod ciężki bucior własnego ojca… typ, który pewnie pogardzał nim i jego życiem tak jak cała reszta świata, bo nie rozumiał że taka właśnie jest wolność - brudna i biedna… ten sam typ miał czelność mu mówić o zagubieniu?
- Nie.- Odpowiedział ostro, starając się raz na zawsze uciąć temat matki. Może odrobinę zbyt ostro. Powtórzył sobie w myślach, że chłopak nie ma złych intencji. Był po prostu głupi i naiwny. Nie rozumiał dlaczego pojednanie nie wchodziło w grę, bo nie wiedział pełnego obrazu poświęcenia.- Nie próbuj naprawiać całego świata, gdy ten wcale nie jest popsuty Charlie.

Złapał pędzel, nim ten zdołał upaść na podłogę. Odłożył go bezpiecznie na miejsce, pozwalając magii wspomnień błyszczeć między palcami jeszcze przez moment, nim wreszcie rozsypała się na drobne nitki. Niezdatne do użycia. Kompletnie bezwartościowe.
Zanim jednak zdążył odpowiedzieć, usłyszał cichy pisk. Żadne z nich nie zauważyło, kiedy przez jakąś dziurę w ścianie wróciła Rozalinda. U jej stóp leżał czarny, piszczący kłębuszek.
Baldwin natychmiast ruszył w stronę zwierzątek.
Ostrożnie podniósł w dłoniach kocię, wciąż jeszcze żywe. Choć tak drobne i ślepe, że jeden zły ruch wystarczył, by mieć w dłoniach truchełko. Poza małymi rankami na karku, za który Rozalinda musiała go przytargać - nic nie wskazywało na to, by tej malutkiej istotce stała się jakakolwiek większa krzywda. Szczurzyca w międzyczasie przeskoczyła (zaskakująco żwawo jak na swoje rozmiary) po szafkach na stół ze stertą pergaminów, farb i książek (jakimś cudem wymijając szklankę z brudną wodą do płukania pędzli), by ostatecznie znaleźć się na parapecie okiennym. Uwaliła się w pełnym słońcu na różowej poduszce, zwinęła w kłębek.
- Spójrz na niego Charlie.- Powiedział, zniżając głos do szeptu, aby nie wystraszyć ani kota ani równie płochliwego gościa.- Maleństwo bez matki. Jak ty. Jak ja. To wyjątkowo… komfortowa myśl, prawda? To, że za bardzo nie różnimy się od takiego ślepego, naiwnego stworzonka.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#16
04.11.2024, 22:49  ✶  
Charlie nie spodziewał się Baldwina tak blisko. Wiedział, że Malfoy jest tuż za nim, jednak fakt, iż poszanowanie osobistej sfery intymnej było konceptem tak obcym w mieszkaniu nad teatrem, musiał wcześniej mu umknąć. Wahał się, nie wiedząc, co robić. Odwracać się, kręcąc kółka jak zabawkowy bąk? Odsuwać, wpadając na obraz? Dróg ucieczki nie było wiele. Czuł jego oddech na swojej skórze, następnie delikatny dotyk na policzkach. Czuł jego wargi na swoich.

Odsunął się odruchowo. Dłoń oparł za sobą, brudząc farbą nie tylko palce, ale też rękaw swojej marynarki.

- Przestań! - Zaprotestował, lecz czy dość silnie? Uniósł dłoń do ust. Wahał się o parę sekund za długo, zdradzając, że być może zgadza się z matką Baldwina. Był degeneratem, który żył w zapluskwionej norze pośród własnego brudu. Charlie zapragnął uciekać. Ten wstręt mógł odmalować się na jego twarzy, lecz szybko ustąpił miejsca czemuś jeszcze. Litości. - Jesteś... zagubiony. - Potwierdził powoli, równie powoli opuścił dłoń, dotąd zakrywającą usta, jakby jego niewinność miała zostać pokalana po raz kolejny.

Pół kroku wystarczyło, by Charles znalazł drogę ucieczki. Prześliznął się między ciałem Malfoya a płótnem, nie oceniając nawet z początku strat w ubiorze. Tym zajmie się później. Baldwin nie był poczytalny i stopa za stopą, Mulciber cofał się, byle dalej od ostrych słów kuzyna.

- Ten świat... nie musi być tylko twój. - Wyjaśnił enigmatycznie, lecz w głowie sprawdzał, czy na pewno wszystko ze sobą ma i niczego nie zostawi w mieszkanku nad teatrem. Nie miał różdżki, niczego nie zdejmował. Mógł uciekać.

Nim jednak udał się do drzwi, pisk ranionego zwierzęcia okazał się ważniejszy niż uratowanie własnej poczytalności. Tak, jak odsuwał się od Baldwina, tak teraz znów się do niego zbliżył, by otoczyć palcami czarną kuleczkę w dłoniach mężczyzny, zamykając ją w klatce z ich rąk.

- Zaniosę go do sklepu ze zwierzętami na Pokątnej, pomogą mu. - Zaproponował od razu, chcąc przejąć kota. - Ty i ja, różnimy się od tego kota. My mamy moc sprawczą. Nas... nas szczur nie taszczy za kark. - Odezwał się ostro. To, co robiła Rosalinda, zupełnie mu nie pasowało. - Czujesz się zwiniętym, zziębniętym kocięciem, Baldwin? Daj mi go, musimy mu pomóc!
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#17
14.11.2024, 11:33  ✶  
Przestań!
Więc przestał. Choć tak naprawdę nie musiał przestawać, bo nie robił nic szczególnego. Jego wargi pozostały nieruchome, kompletnie obojętne na ten przypadkowy pocałunek. Jeśli Charlie obawiał się że Baldwin go spróbuje pochwycić, jakkolwiek przy sobie zatrzymać – mylił się. Ten łagodniejszy od muśnięcia owadzich skrzydeł dotyk na policzku był jedynym co chłopakowi ofiarował.
Tyle wystarczyło, aby zdołał odczytać z oczu Mulcibera cały ten wstręt. Przepiękna emocja zduszona czymś zupełnie innym. Litością.
Chciał się zaśmiać.
On mu… współczuł? To było… Rozczarowujące. Tak jakby strach przysłaniał mu obraz tego jaki świat potrafi być naprawdę – piękny w swojej niedoskonałości i zepsuciu. Przerażająco cielesny, przesycony kolorami, zapachami i smakami. Słowem, które Baldwin czcił nad wszelkie świętości.
Ale brakowało w tych ciemnych oczach zrozumienia. Sztuka była Mulciberowi obcą kochanką, bo nie można było jej posiąść w eleganckiej czystej szatce. Była kochanką, którą zaciąga się w ciemny zaułek, by z każdym kolejnym zaciągnięciem się opium - traciła kolejne warstwy tkanin, w jakie była odziana. Aż wreszcie stała przed tobą odarta ze wszystkiego co ludzkie.

Był zagubiony, bo… co? Bo wybrał wolność na własnych warunkach. Nie był święty – Matko Broń. Baldwin zdawał sobie sprawę ze swojego zepsucia, duszy pochłoniętej czernią grzechu, za każdym razem gdy patrzył w odbicie lustra. Przepraszał Bogów za to każdej niedzieli klęcząc przed obliczem Pani Księżyca w kaplicy, Przepraszał zdzierając palce do krwi, gdy pokrywał świętymi freskami mury podziemi w mistycznym amoku.
Nie skomentował. Jakiekolwiek słowa były warte tyle co pokazanie ślepemu mapy.

Przesuwał opuszką palca po ranach na kocim karku, upewniając się, że nie stało się mu nic ponad sporą dozą strachu. Nie był to pierwszy, nie był ostatni raz, kiedy wiedziona instynktem szczurzyca przynosiła mu takie podlotki. Ten jeden na oko miał większą szansę na przeżycie niż większość.
- Nie dotykaj go. Może mieć pchły i inne paskudztwa.- Ostrzegł go uczciwie, ani myśląc kryć złośliwego uśmieszku. Do tego cofnął dłonie, aby na pewno żadne żyjątko nie przeskoczyło na palce Mulcibera.
Daj mi go, musimy mu pomóc!
Drgnął lekko. Niezadowolony z tonu i implikacji. Czy Charlie myślał, że on…
Przez ułamek sekundy na twarzy Baldwina pojawił się cień rozgoryczenia. Oczywiście - to pragnienie było zawsze - uśpiona chęć niesienia bólu, zagłuszenia rozsądku i wypowiedzenia słodkiego exumai. Patrzeć na otępiający ból tej niewinnej istotki, czując euforię władzy nad śmiercią. Mieli moc sprawczą, prawda?

- Myślę, że powinieneś już iść rzemieślniku...- Powiedział sucho. I to był ostatni raz, kiedy w ogóle na Mulcibera spojrzał. Jego wzrok był kompletnie zafiksowany na smugach roztartego obrazu. Plamy błękitu, srebra i bieli.
W jego głosie brakowało tego natchnienia, jakby Baldwin obudził się z miłego snu – takiego, który trzyma cię na krawędzi niepokoju, ekscytacji i pożądania. Kocię nadal siedziało bezpieczne w jego dłoniach Malfoy’a, który ostrożnie głaskał je za uszkiem próbując uspokoić rozedrganą istotkę. Z czułością i łagodnością, o którą ciężko go było podejrzewać. - Wróć kiedy zrozumiesz, że rodzinny szczur wbija zębiska w twój kark, równie mocno co w mój.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#18
25.11.2024, 23:22  ✶  
Charles sam nie wiedział, co myśleć. Z jednej strony obawiał się, tak o siebie, jak i, na przekór, o Baldwina. Teraz rozumiał, że mężczyzna z pewnością jest zagubiony, może nie tak, jak sugerowała jego własna matka, ale... przydałoby mu się wsparcie, chociażby przyjaciela. Nie takiego, na którego policzkach i ustach będzie składał pocałunki, ale takiego, który wyciągnie go spomiędzy sztalug i dawnych wspomnień. To nie było życie. To była egzystencja w szaleństwie. Baldwin, zamiast uciekać od chaosu, uwił sobie w nim wygodne gniazdko i nie zamierzał go opuszczać.

To pomieszczenie nad teatrem nie było miejscem, w którym Charles czułby się dobrze. To nie nieistniejący brud mu przeszkadzał, nie wyimaginowane insekty, a brak uporządkowania, bałagan, tak w mieszkaniu, jak i w głowie jego właściciela. Musiał uciekać, ku porządkowi, ku temu, co znał.

Kocię zatrzymało go tylko na chwilę. I chociaż już zamykał na nim dłonie, upomnienie powstrzymało go przed objęciem zwierzęcia.

- Zadbaj o niego. - Nakazał mu. Nie czuł się odpowiedzialny za kocię, którego przytargała gruba szczurzyca. Raz szczur kota, następnie kot szczura. Oby to drugie przyszło w porę. - A ja wrócę do domu. Do rodziny. Nie interesuj się moją rodziną, nic o niej nie wiesz.

Słowa buty przypłynęły same, lecz nie podążyło za nimi nic konstruktywnego. Charlie musiał się ewakuować, uciekać jak z tonącej łajby, bojąc się tej głębiny. Wystarczyło przekroczenie progu, by mu ulżyło.

Ten zbłąkany umysł przerażał go. Ten zbłąkany umysł potrzebował pomocy.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (4901), Charles Mulciber (3497)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa