21.08.2024, 07:56 ✶
Brenna nie miała zielonego pojęcia, dlaczego Enzo uważał, że centaury zechcą z nim rozmawiać, ale uznała, że może miał o nich jakąś sekretną wiedzę - ona w końcu wiedziała o nich tyle, że mają ciało półczlowieka, półkonia, że dziwnie mówią, że dobrze strzelają z łuku, i że nie lubią jak wchodzi się na ich teren. A może Enzo był na przykład jasnowidzem, albo astronomem, i liczył na znalezienie płaszczyzny porozumienia? Nie obruszyła się i o zarzut, że tak niewiele wie, bo i nie pierwszy raz wystosowywano wobec niej takie oskarżenia, no i o centaurach faktycznie niewiele wiedziała.
Podczas wstawania z trawy i błota zamarła na moment, a mózg jej się trochę zawiesił, bo słodką to nie nazywała jej nawet własna matka. Przestała mniej więcej wtedy, kiedy Brenna miała jakieś pięć lat i przyniosła do domu żywego węża, "bo on się tak śmiesznie rusza, mamusiu!" Elise kochała swoją córkę, ale chyba nawet ona uznała wtedy, że jedyna słodycz w niej to te czekoladowe żaby, które lubiła nosić w kieszeniach.
Naprawdę potrzebował pomocy z tą transmutacją.
- Jasne, nic nie połamane, wszystko dobrze - zapewniła, wstając i oglądając najpierw łokcie, potem kolana. Ślad na szacie i pieczenie wskazywało na to, że pewnie zdarza sobie skórę z kolan, ale póki kości i ścięgna byly całe, a nic nie wypadło ze stawu, Brenna nie zamierzała narzekać. - Ale... co zrobił? - spytała z pewnym niezrozumieniem, spoglądając na jego płaszcz, jakby tych śladów wody w ogóle nie dostrzegała. - A, o to błoto chodzi? Się wyczyści. Mogło być gorzej. Mogli cię tu dopaść ci Ślizgoni. Pewnie by chcieli cię wrzucić do jeziora całego, jeśli tak się odgrażali. Chociaż teraz to pewnie świętują w zamku czy coś. Albo ten tryton by cię wciągnął do wody. Nieźle był wkurzony, nie? Nie wiedziałam, że w jeziorze mieszkają trytony. Chciałeś gadać x centaurami, trytony może też się nadadzą? - paplała, wyciągając różdżkę. Machnęła nią w kierunku własnej szaty i transmutowała błoto w suchy piasek - oczywiście, zaraz miał wrócić do zwykłej postaci, ale do tego czasu mogła go z siebie strzepnąć znacznie łatwiej niż usunąć błotniste plamy.
Podczas wstawania z trawy i błota zamarła na moment, a mózg jej się trochę zawiesił, bo słodką to nie nazywała jej nawet własna matka. Przestała mniej więcej wtedy, kiedy Brenna miała jakieś pięć lat i przyniosła do domu żywego węża, "bo on się tak śmiesznie rusza, mamusiu!" Elise kochała swoją córkę, ale chyba nawet ona uznała wtedy, że jedyna słodycz w niej to te czekoladowe żaby, które lubiła nosić w kieszeniach.
Naprawdę potrzebował pomocy z tą transmutacją.
- Jasne, nic nie połamane, wszystko dobrze - zapewniła, wstając i oglądając najpierw łokcie, potem kolana. Ślad na szacie i pieczenie wskazywało na to, że pewnie zdarza sobie skórę z kolan, ale póki kości i ścięgna byly całe, a nic nie wypadło ze stawu, Brenna nie zamierzała narzekać. - Ale... co zrobił? - spytała z pewnym niezrozumieniem, spoglądając na jego płaszcz, jakby tych śladów wody w ogóle nie dostrzegała. - A, o to błoto chodzi? Się wyczyści. Mogło być gorzej. Mogli cię tu dopaść ci Ślizgoni. Pewnie by chcieli cię wrzucić do jeziora całego, jeśli tak się odgrażali. Chociaż teraz to pewnie świętują w zamku czy coś. Albo ten tryton by cię wciągnął do wody. Nieźle był wkurzony, nie? Nie wiedziałam, że w jeziorze mieszkają trytony. Chciałeś gadać x centaurami, trytony może też się nadadzą? - paplała, wyciągając różdżkę. Machnęła nią w kierunku własnej szaty i transmutowała błoto w suchy piasek - oczywiście, zaraz miał wrócić do zwykłej postaci, ale do tego czasu mogła go z siebie strzepnąć znacznie łatwiej niż usunąć błotniste plamy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.