• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[kwiecień 1961, Hogwart] Szczenięce lata

[kwiecień 1961, Hogwart] Szczenięce lata
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
21.08.2024, 07:56  ✶  
Brenna nie miała zielonego pojęcia, dlaczego Enzo uważał, że centaury zechcą z nim rozmawiać, ale uznała, że może miał o nich jakąś sekretną wiedzę - ona w końcu wiedziała o nich tyle, że mają ciało półczlowieka, półkonia, że dziwnie mówią, że dobrze strzelają z łuku, i że nie lubią jak wchodzi się na ich teren. A może Enzo był na przykład jasnowidzem, albo astronomem, i liczył na znalezienie płaszczyzny porozumienia? Nie obruszyła się i o zarzut, że tak niewiele wie, bo i nie pierwszy raz wystosowywano wobec niej takie oskarżenia, no i o centaurach faktycznie niewiele wiedziała.
Podczas wstawania z trawy i błota zamarła na moment, a mózg jej się trochę zawiesił, bo słodką to nie nazywała jej nawet własna matka. Przestała mniej więcej wtedy, kiedy Brenna miała jakieś pięć lat i przyniosła do domu żywego węża, "bo on się tak śmiesznie rusza, mamusiu!" Elise kochała swoją córkę, ale chyba nawet ona uznała wtedy, że jedyna słodycz w niej to te czekoladowe żaby, które lubiła nosić w kieszeniach.
Naprawdę potrzebował pomocy z tą transmutacją.
- Jasne, nic nie połamane, wszystko dobrze - zapewniła, wstając i oglądając najpierw łokcie, potem kolana. Ślad na szacie i pieczenie wskazywało na to, że pewnie zdarza sobie skórę z kolan, ale póki kości i ścięgna byly całe, a nic nie wypadło ze stawu, Brenna nie zamierzała narzekać. - Ale... co zrobił? - spytała z pewnym niezrozumieniem, spoglądając na jego płaszcz, jakby tych śladów wody w ogóle nie dostrzegała. - A, o to błoto chodzi? Się wyczyści. Mogło być gorzej. Mogli cię tu dopaść ci Ślizgoni. Pewnie by chcieli cię wrzucić do jeziora całego, jeśli tak się odgrażali. Chociaż teraz to pewnie świętują w zamku czy coś. Albo ten tryton by cię wciągnął do wody. Nieźle był wkurzony, nie? Nie wiedziałam, że w jeziorze mieszkają trytony. Chciałeś gadać x centaurami, trytony może też się nadadzą? - paplała, wyciągając różdżkę. Machnęła nią w kierunku własnej szaty i transmutowała błoto w suchy piasek - oczywiście, zaraz miał wrócić do zwykłej postaci, ale do tego czasu mogła go z siebie strzepnąć znacznie łatwiej niż usunąć błotniste plamy.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Your life is your canvas, and you are the masterpiece.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Metr osiemdziesiąt dwa, o czarnych włosach i oczach. Ma charakterystyczną szparę między jedynkami. Ubiera się w modne, ekstrawaganckie rzeczy. Jest głośny, wygadany i wszędzie go pełno.

Enzo Remington
#12
25.08.2024, 10:43  ✶  
Enzo wierzył w wiele rzeczy, ale najbardziej w samego siebie. Mógł być mugolakiem, który znalazł się na czarnej liście Ślizgonów, ale to nie powodowało, że miałby być nawet odrobinę mniej sobą. Centaury z pewnością by to zobaczyły! Jeśli dałyby mu szansę rozmowy, mógłby przegadać je z łatwością. W to wierzył.

Nie udało mu się jednak przegadać trytona, może przez brak porozumienia spowodowany szorstkim obudzeniem stworzenia. Gdyby ktoś jego obudził dźgnięciem patykiem, sam nie byłby zadowolony. Teraz to wiedział.

- Zabiorę cię do skrzydła szpitalnego, jeśli potrzebujesz! - Zaoferował, lecz spojrzenie miał utkwione w plamach na szacie! Dłoń przyciśnięta do policzka mogła oznaczać zmartwienie, mogła zakrywać ślad po uderzeniu patyka, albo i pokrywać obie te rzeczy. - Ach, Brenno... będę musiał oddać płaszcz do profesjonalnego czyszczenia! Ledwie go kupiłem! - Biadolił, skupiając się na ubraniu bardziej, niż na czymkolwiek innym. Bo skóra się zrośnie, blizny zbledną, ale takie plamy mogły się wgryźć w materiał na wieki! - Ślizgonów pokonałabyś za mnie, przecież mi to obiecałaś. - Przypomniał jej o przysiędze, której nie złożyła. - Myślisz, że takich trytonów więcej śpi przy brzegu? Hej, poszukamy ich? - Rozpacz nad poplamionym płaszczem szybko przeszła - mleko zostało rozlane, lustro rozbite, płaszcz poplamiony i nie było już sensu nad tym rozpaczać. Magiczne stworzenia, które można było dręczyć tykaniem patykiem, tylko czekały na spotkanie! - A może uda nam się dźgnąć kałamarnicę? Widziałaś, że trytony nie są zbyt rozmowne, do takich potrzeba by było Isaaca.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
26.08.2024, 15:33  ✶  
- O, nienienienie, nie do skrzydła szpitalnego! – zaprotestowała Brenna gorąco, aż cofając się o krok. Jeśli ktoś myślałby błędnie, że panna Longbottom nikogo ani niczego się nie boi, tak widząc ją teraz, chyba rozważającą rzucenie się do ucieczki, musiałby zrozumieć, że mylił się okropnie. Bała się pójścia do skrzydła szpitalnego. Nie żeby samo leczenie i eliksiry jej przeszkadzały, ale pielęgniarka gderała, jak Brenna trafiała tam za często, to gderała też McGongall, a co gorsza czasem wieści docierały do kogoś z rodziny, i potem Brenna musiała ich zapewniać, że wcale, ale to wcale nie pakuje się w kłopoty i nic wielkiego się nie stało. – Czemu? – zdumiała się szczerze. – No wiesz, czarodziejami jesteśmy, mogę ci to usunąć – powiedziała, niezbyt pojmując jego zmartwienie, z typową ignorancją dziewczynki z bardzo bogatego domu, która nigdy nie musiała przejmować się uszkodzonym ubraniem. W której szafie znajdowały się bogato zdobione szaty, każda warta pewnie tyle, ile przeciętny dzieciak na ciuchy wydawał przez rok. Jasne, w Hogwarcie – i po spotkaniu Samuela – zaczęła powoli rozumieć, że nie każdego dzieciaka było stać na kupno nowej szaty szkolnej co dwa miesiące, bo poprzednią się zniszczyło, i że właściwie niektórzy naprawdę, naprawdę nie mają pieniędzy… ale dopiero do niej to docierało.
Wycelowała różdżkę, gotowa rzucać zaklęcia transmutacyjne i translokacyjne, by pozbyć się brudu z materiału, ale gdyby Enzo postanowił ją powstrzymać przed używaniem magii na jego cennym płaszczu, w obawie, że ten ucierpi, to miał czas zareagować.
– Tak wszystkich na raz? – spytała, a kąciki ust drgnęły jej lekko. Bywała absurdalnie pewna siebie i nazbyt narwana: umiała rzucić się na starszego i wyższego Ślizgona z pięściami. Ale na swoje umiejętności przynajmniej patrzyła w miarę trzeźwo, to i wiedziała, że z całą, ślizgońską drużyną quidditcha w pojedynku nie miałaby żadnych szans. – Jasne, czemu nie? Chociaż zwykle to chyba siedzą tam głębiej, bo nigdy żadnego nie widziałam – powiedziała, ukradkiem zerkając na zegarek, ale do spotkania z koleżankami miała jeszcze trzydzieści minut, więc mogła ten czas wykorzystać na szukanie kałamarnic i trytonów na brzegu jeziora. – To Isaac zna trytoński? Umie tak, wiesz, no, bulgotać? One chyba bulgoczą? Czy wyją? – spytała zaintrygowana, ruszając powoli wzdłuż brzegu i wypatrując innych trytonów.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Your life is your canvas, and you are the masterpiece.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Metr osiemdziesiąt dwa, o czarnych włosach i oczach. Ma charakterystyczną szparę między jedynkami. Ubiera się w modne, ekstrawaganckie rzeczy. Jest głośny, wygadany i wszędzie go pełno.

Enzo Remington
#14
26.08.2024, 21:10  ✶  
- Nie, nie ma mowy! - Tak jak Brenna broniła się przed Skrzydłem Szpitalnym, tak Enzo alergią reagował na samą propozycję samodzielnego wywabiania plam. Odsunął się do dziewczyny i przesunął rękoma po mokrych plamach na płaszczu. - Jeden zły chłoszczyść i będzie zrujnowany! - Zapewnił i naprawdę brzmiał jak ktoś, kto miał w tym temacie doświadczenie. - Oddam płaszcz do Hogsmeade, do magicznego specjalistycznego czyszczenia. - Powiedział, poprawiając jeszcze kołnierz, chociaż w takiej sytuacji niewiele już pomagało. Był brudny!

Nawet jednak sprawa płaszcza nie była ważniejsza od przygód z koleżanką na Błoniach. Póki było im ciepło, mogli przecież zwiedzać okolicę nawet ubłoceni.

- Wszystkich na raz albo każdego po kolei, jak ci wygodniej. - Enzo pociągnął jej żart. Przy niej, naprawdę nie musiał bać się Ślizgonów! Gdy Brenna zajmie się bitwą, on po prostu ucieknie! Idealny plan. - Czasami mam wrażenie, że Isaac potrafiłby zmusić do rozmowy każdego. Chodź. - Ruszył brzegiem, trzymał się jednak nieco dalej od wody niż wcześniej. Trawa była mokra i tylko odrobina nieszczęścia wystarczyła, by zsunął się do wody. - Bulgotałby i wył, jeśli potrzeba! Słyszałem, Brenna, że planujecie razem jakieś spotkania? - Uśmiechnął się półgębkiem, bo aluzja była oczywista. - Uważaj, bo widziałem, jak oglądała się za nim Susan z czwartego roku. Rybka może ci uciec z haczyka.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
28.08.2024, 08:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.08.2024, 08:40 przez Brenna Longbottom.)  
– No już, już – powiedziała Brenna, unosząc dłonie, w tym tę z różdżką, w uniwersalnym geście poddania, nawet nie próbując celować w Enzo i jego cenny płaszcz. Wprawdzie nie zamierzała rzucać chłoszczyć, bo średnio radziła sobie akurat z takimi zaklęciami gospodarskimi, ale święcie wierzyła, że dałaby radę transmutacją pozbyć się tego brudu!
Nieświadoma sprytnych, zupełnie niegryfońskich planów Remingtona odnośnie ucieczek, gdy ona miałaby toczyć przegraną bitwę, ruszyła wzdłuż brzegu. Trzymała się całkiem blisko wody, bo i jak tu wypatrzyć trytona w jeziorze w inny sposób, i utkwiła spojrzenie brązowych oczu w okolicach linii brzegu.
– Naprawdę? To może powinien spróbować z tymi twoimi Ślizgonami, co się przysięgają, że cię dorwą? – zasugerowała, i to nawet nie ironicznie, bo Enzo zdawał się tak pewny swego, że w pierwszej chwili pomyślała, że może i Bagshot by coś wskórał. Do wyleczenia się z takiej naiwności Brenna potrzebowała jeszcze trochę czasu, chociaż już i teraz przyszło jej do głowy zaraz, że może jednak lepiej nie: bo tylko Isaac skończyłby w tym jeziorze razem z Enzo… – Hm? No tak, chcą się spotkać w Hogsmeade, to znaczy będzie on, i Erik, i Millie, i Tommy, a jak Tommy, to pewnie też Geraldine, i mam tam do nich iść, i pewnie przyjdzie Mavelle, tak na dwie godziny, bo potem obiecałam się spotkać w herbaciarni z dziewczynami z mojego rocznika – wyrecytowała Brenna, a potem aż oderwała oczy od wody, pozbawionej jakichkolwiek trytonów w części przybrzeżnej, aby spojrzeć ze zdziwieniem na Enzo. – Hę? O czym ty mówisz? – zdumiała się szczerze, nie za bardzo rozumiejąc, o co chodzi. Znaczy się Susana z czwartego roku ogląda się za rybą? Czy ogląda się za Isaaciem…? A jak ogląda się za Isaaciem, to czemu Brenna miałaby na to uważać? Czy Susana była taka jak te dziewczyny, przed którymi trzeba było ratować na przykład Erika, bo chciał trzymać się z daleka, ale był za miły, by to powiedzieć?
Może za parę miesięcy skojarzyłaby, o co chodziło Enzo i prawdopodobnie wtedy wybuchłaby śmiechem – nigdy nawet przez sekundę nie pomyślała o podrywaniu Bagshota, i była święcie przekonana, że i on nie pomyślał o podrywaniu jej – ale w tej chwili było jeszcze gorzej.
Była tylko absolutna pustka w głowie na te insynuacje.
– Jaka ryba, ja nawet nie umiem łowić ryb?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Your life is your canvas, and you are the masterpiece.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Metr osiemdziesiąt dwa, o czarnych włosach i oczach. Ma charakterystyczną szparę między jedynkami. Ubiera się w modne, ekstrawaganckie rzeczy. Jest głośny, wygadany i wszędzie go pełno.

Enzo Remington
#16
16.09.2024, 19:29  ✶  
Enzo zakrył płaszcz rękoma, tak zaborczo, jakby w ten sposób mógł ochronić się przed zaklęciami Brenny. Faktem było jednak, że jego dłonie, choć duże i męskie, zakrywały tylko niewielki fragment płaszcza. Nie był w stanie się uwolnić od wizji zniszczenia! Czy chłoszczyściem, czy czymś innym, Brenna nie miała prawa tak ingerować w jego życie i płaszcz.

Straciwszy zainteresowanie trytonami, Enzo ruszył obok Brenny brzegiem jeziora. Och, jakże przyjemnie było, gdy oboje cieszyli się dniem w swoim doskonałym towarzystwie!

- Ślizgoni mają więcej problemów z nim, niż ze mną! - Zaśmiał się Enzo, wiedząc, że wystawienie Isaaca do bójki byłoby równe wielu kopniakom i jeszcze większej ilości kuksańców, nawet jeśli Bagshot chciałby rozwiązać sprawę polubownie. - Jeśli pójdę do nich z Isaaciem, będą mieli dwie pieczenie na jednym ogniu. A może pójdziesz sama z Isaaciem, Brenno? - Enzo błysnął zębami w uśmiechu. - W końcu jesteście tak dobrymi przyjaciółmi! - Zawołał, kładąc emfazę na odpowiednie słowa. Zachichotał jak nastolatka. - A ja zajmę się pozostałymi? Odciągnę ich, nie martw się!

To od początku nie był plan Brenny, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. Enzo miał już swoją wizję i nie zamierzał jej zmieniać. Panna Longbottom znalazła sobie odpowiedniego kawalera!

- Kochanie, umiesz, umiesz... tylko jeszcze o tym nie wiesz.

Z tymi pięknymi, tak dalekimi od prawdy wyobrażeniami, Enzo odprowadził Brennę do zamku i oddał w ręce koleżanek. To był udany dzień... mimo poplamionego płaszcza.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2953), Enzo Remington (2179)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa