25.10.2024, 21:44 ✶
– Robią takie w Little Hangleton? – zdziwiła się Brenna obłudnie. – Przykro mi, że nie zdążyłeś, ale chętnie udzielę ci paru wskazówek. Jestem w tym całkiem niezła. Tylko może nie tutaj. Trochę za dużo dziur w ziemi.
I było wręcz dziwne, że do żadnej jeszcze nie wpadła. Brennę dręczyło dziwne, nieprzyjemne przeczucie, że… być może… Basilius wpadł do tego dołu zamiast niej. To po prostu nie powinno się zdarzyć. Może miał rację. Może to ona była przeklęta. Albo była klątwą. I w jakiś sposób Basilius w piątki trzynastego przejmował jej pecha.
– Wiem, że to straszne same w sobie, ale chyba się cieszę, że nie zginął dzisiaj – przyznała szczerze. Współczuła ofierze, jej rodzinie, którą wkrótce sama będzie powiadamiała o tym, co tutaj się stało. Wiedziała, że im dłużej ciało tutaj leżało, tym trudniej będzie znaleźć jakieś ślady. Ale jednocześnie gdyby do zgonu doszło dzisiaj, miałaby wrażenie, że to w jakiś sposób jej wina. Wystarczyło, że miała wyrzuty sumienia z powodu tego, że uzdrowiciel wpadł do dołu z nieboszczykiem. A raczej… z fragmentem nieboszczyka.
*
Zaklęcie Basiliusa podziałało, otaczając ich półprzezroczystą barierą, a Brenna mogłaby przysiąc, że ławka, która drgnęła, jakby testując moc łańcuchów, zwiesiła teraz nie tylko oparcie, ale także podłokietniki. Podłokietniki, które wydały się teraz Brennie… jakoś dziwnie ostre. Jak szpikulce. Wcale nieprzeznaczone do podpierania o nie łokci i dłoni, a do dźgania.
– Noż kurwa mać, takie rzeczy to tylko w Little Hangleton – powiedziała do Basiliusa. Prewettowie chyba źle na nią działali, bo przeklinała rzadko, głównie w chwilach naprawdę dużego stresu albo gdy w pobliżu był Vincent Prewett. – Czy ta ławka może być przeklęta? Czy ja mam zwidy, czy ktoś postawił tutaj morderczą ławkę?
Machnęła ponownie różdżką, wzmacniając łańcuchy i dodając jeszcze kilka, a potem odwróciła się gwałtownie, celując w stronę lasu, bo od strony drzew dobiegły charakterystyczne trzaski teleportacji. Zaraz jednak błysnęły tam też światła lumos i Brenna odetchnęła z ulgą, kiedy z krzaków wyszły pierwsze osoby w charakterystycznych, szarych mundurach.
– Cześć, Longbottom, co my tu mamy. Zaraz. Czemu związałaś ławkę? – spytał Brygadzista Apollo, który szedł ku nim jako pierwszy, a Brenna pośpiesznie zamachała rękami.
– Uwaga, na terenie jest pełno dziur, ostrożnie dawać kroki! A w dziurach… w dziurach leżą fragmenty zwłok.
I było wręcz dziwne, że do żadnej jeszcze nie wpadła. Brennę dręczyło dziwne, nieprzyjemne przeczucie, że… być może… Basilius wpadł do tego dołu zamiast niej. To po prostu nie powinno się zdarzyć. Może miał rację. Może to ona była przeklęta. Albo była klątwą. I w jakiś sposób Basilius w piątki trzynastego przejmował jej pecha.
– Wiem, że to straszne same w sobie, ale chyba się cieszę, że nie zginął dzisiaj – przyznała szczerze. Współczuła ofierze, jej rodzinie, którą wkrótce sama będzie powiadamiała o tym, co tutaj się stało. Wiedziała, że im dłużej ciało tutaj leżało, tym trudniej będzie znaleźć jakieś ślady. Ale jednocześnie gdyby do zgonu doszło dzisiaj, miałaby wrażenie, że to w jakiś sposób jej wina. Wystarczyło, że miała wyrzuty sumienia z powodu tego, że uzdrowiciel wpadł do dołu z nieboszczykiem. A raczej… z fragmentem nieboszczyka.
*
Zaklęcie Basiliusa podziałało, otaczając ich półprzezroczystą barierą, a Brenna mogłaby przysiąc, że ławka, która drgnęła, jakby testując moc łańcuchów, zwiesiła teraz nie tylko oparcie, ale także podłokietniki. Podłokietniki, które wydały się teraz Brennie… jakoś dziwnie ostre. Jak szpikulce. Wcale nieprzeznaczone do podpierania o nie łokci i dłoni, a do dźgania.
– Noż kurwa mać, takie rzeczy to tylko w Little Hangleton – powiedziała do Basiliusa. Prewettowie chyba źle na nią działali, bo przeklinała rzadko, głównie w chwilach naprawdę dużego stresu albo gdy w pobliżu był Vincent Prewett. – Czy ta ławka może być przeklęta? Czy ja mam zwidy, czy ktoś postawił tutaj morderczą ławkę?
Machnęła ponownie różdżką, wzmacniając łańcuchy i dodając jeszcze kilka, a potem odwróciła się gwałtownie, celując w stronę lasu, bo od strony drzew dobiegły charakterystyczne trzaski teleportacji. Zaraz jednak błysnęły tam też światła lumos i Brenna odetchnęła z ulgą, kiedy z krzaków wyszły pierwsze osoby w charakterystycznych, szarych mundurach.
– Cześć, Longbottom, co my tu mamy. Zaraz. Czemu związałaś ławkę? – spytał Brygadzista Apollo, który szedł ku nim jako pierwszy, a Brenna pośpiesznie zamachała rękami.
– Uwaga, na terenie jest pełno dziur, ostrożnie dawać kroki! A w dziurach… w dziurach leżą fragmenty zwłok.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.