• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[13.11.70] Hello, my name is trouble

[13.11.70] Hello, my name is trouble
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
25.10.2024, 21:44  ✶  
– Robią takie w Little Hangleton? – zdziwiła się Brenna obłudnie. – Przykro mi, że nie zdążyłeś, ale chętnie udzielę ci paru wskazówek. Jestem w tym całkiem niezła. Tylko może nie tutaj. Trochę za dużo dziur w ziemi.
I było wręcz dziwne, że do żadnej jeszcze nie wpadła. Brennę dręczyło dziwne, nieprzyjemne przeczucie, że… być może… Basilius wpadł do tego dołu zamiast niej. To po prostu nie powinno się zdarzyć. Może miał rację. Może to ona była przeklęta. Albo była klątwą. I w jakiś sposób Basilius w piątki trzynastego przejmował jej pecha.
– Wiem, że to straszne same w sobie, ale chyba się cieszę, że nie zginął dzisiaj – przyznała szczerze. Współczuła ofierze, jej rodzinie, którą wkrótce sama będzie powiadamiała o tym, co tutaj się stało. Wiedziała, że im dłużej ciało tutaj leżało, tym trudniej będzie znaleźć jakieś ślady. Ale jednocześnie gdyby do zgonu doszło dzisiaj, miałaby wrażenie, że to w jakiś sposób jej wina. Wystarczyło, że miała wyrzuty sumienia z powodu tego, że uzdrowiciel wpadł do dołu z nieboszczykiem. A raczej… z fragmentem nieboszczyka.
*
Zaklęcie Basiliusa podziałało, otaczając ich półprzezroczystą barierą, a Brenna mogłaby przysiąc, że ławka, która drgnęła, jakby testując moc łańcuchów, zwiesiła teraz nie tylko oparcie, ale także podłokietniki. Podłokietniki, które wydały się teraz Brennie… jakoś dziwnie ostre. Jak szpikulce. Wcale nieprzeznaczone do podpierania o nie łokci i dłoni, a do dźgania.
– Noż kurwa mać, takie rzeczy to tylko w Little Hangleton – powiedziała do Basiliusa. Prewettowie chyba źle na nią działali, bo przeklinała rzadko, głównie w chwilach naprawdę dużego stresu albo gdy w pobliżu był Vincent Prewett. – Czy ta ławka może być przeklęta? Czy ja mam zwidy, czy ktoś postawił tutaj morderczą ławkę?
Machnęła ponownie różdżką, wzmacniając łańcuchy i dodając jeszcze kilka, a potem odwróciła się gwałtownie, celując w stronę lasu, bo od strony drzew dobiegły charakterystyczne trzaski teleportacji. Zaraz jednak błysnęły tam też światła lumos i Brenna odetchnęła z ulgą, kiedy z krzaków wyszły pierwsze osoby w charakterystycznych, szarych mundurach.
– Cześć, Longbottom, co my tu mamy. Zaraz. Czemu związałaś ławkę? – spytał Brygadzista Apollo, który szedł ku nim jako pierwszy, a Brenna pośpiesznie zamachała rękami.
– Uwaga, na terenie jest pełno dziur, ostrożnie dawać kroki! A w dziurach… w dziurach leżą fragmenty zwłok.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#12
26.10.2024, 23:52  ✶  
– Umh, co więcej, jak zrobisz podwójne salto, to ich naczelny nekromanta–cyrkowiec, zaprasza cię na obiad z wyskakującymi z tortu ghultancerzami – Nie że uważał, że ze zmęczenia i stresu tą sytuacją gadał już głupoty, ale... Ale chyba gadał już straszne głupoty. – Ale wskazówki chętnie przyjmę.
Bo czego by nie mówić, zdolności fizyczno-akrobatyczne Brenny do unikania jakichkolwiek zagrożeń były naprawdę godne podziwu. Nie że naprawdę oczekiwał od niej jakichkolwiek lekcji.
W odpowiedzi na jej kolejne słowa spojrzał na nią zainteresowany tym co właśnie powiedziała po czym utkwił wzrok w leżącej w trawie ręce i po chwili milczenia skinął głową.
– Tak, ja też – odpowiedział w końcu. – Wolę jednak aby twoja klątwa mordowała mnie, a nie postronnych.
A może to była ich klątwą? Albo jednak jego klątwą? A może, sam nie wiedział, gdzieś tam na świecie żyły dwie osoby, które z jakiś powodów musiały się z nimi spotkać akurat w te konkretne dni, więc los im to uniemożliwiał w ten sposób i tak naprawdę to była ich klątwa.
***
Ławka chyba jednak nie miała dobrych zamiarów skoro pokazała swoje szpikulce, albo bardzo cieszyła się na ich widok, na Matkę, chyba naprawdę musiał się położyć, bo zamieniał się właśnie na humor z Millie.
Prewett zerknął na Brennę, na ławkę, a potem znowu na Brennę i pokręcił głową.
– Nie wiem co ci powiedzieć Brenno. Tak, ta ławka może być przeklęta i może mordować. Nie mam pojęcia, uwierz lub nie, ale nie miałem zajęć z zabójczej ławkologii. Ale tak, ja też to widzę.
Przynajmniej ławka na razie była unieruchomiona. Coś trzasnęło i Basilius wraz za Brenną, przekierował różdżkę w tamtym kierunku po czym odetchnął z ulgą, widząc że byli to pozostałi Brygadziści.
W końcu.
– Tak, a ławka... Kurwa mać! – Chciał dopowiedzieć o co chodziło z ławką, a skończyło się na klnięciu, kiedy odwrócił się, by spojrzeć na przeklęty przedmiot i zobaczył, że zamiast niego stały teraz, dalej w łańcuchu, dwa ozdobne krzesła. Nie. To było już dla niego za dużo. Spojrzał na Brennę. – Wiesz co. Chyba jednak miałaś rację. Coś się słabo czuję.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
28.10.2024, 13:03  ✶  
– W porządku, to sama też muszę poćwiczyć. Nigdy nie próbowałam z podwójnym – powiedziała Brenna z udawanym zmartwieniem, chociaż nie włożyła w ten teatrzyk tyle energii, ile włożyłaby zazwyczaj. Jakby nie było, znajdowali się na miejscu zbrodni, w ciemny, chłodny, deszczowy wieczór.
A tuż obok nich była mordercza ławka.
To znaczy mordercze krzesła.
– Mamy tutaj przeklętą ławkę… cholera, mamy tutaj przeklęte krzesła – zrelacjonowała dalej Brenna, spoglądając w tę samą stronę, co Prewett, a potem zerkając na Prewetta, jakby chciała się upewnić, że nie, wcale nie ma zwidów: ktoś widział dokładnie to samo, co ona. Brygadzista przesunął spojrzeniem najpierw po krzesłach, później spojrzał na Brennę.
– Longbottom, jesteś pewna, że nie…
– Żadnych halucynacji – przerwała mu Brenna. – Ta ławka zmieniła położenie. I ustawiła się jak do ataku.
– Ławka. Do ataku.
– I zamieniła w krzesła… – zaczęła Brenna, a potem odetchnęła, gdy zdała sobie sprawę z tego, jak to działało i odwróciła się do Basiliusa, uśmiechając się do niego przepraszająco. – Daj mi trzy minuty, załatwimy tutaj parę rzeczy i albo ja, albo ktoś inny odstawi cię do domu. Zeznania złożysz jutro. Tak, Apollo, przeklęta ławka, zamieniła się w krzesła i… i nie udawaj, że jesteś nieszkodliwa! – zawołała jeszcze do ławki, znaczy się krzeseł, po czym Apollo, który patrzył już na nią jak na wariatkę, zaklął pod nosem, kiedy jedno z krzeseł obróciło się bardziej w ich stronę. Demonstrując bardzo ostry brzeg, dokładnie taki sam, jak wcześniej ławka.
Brygadzista cofnął się o krok.
A Brenna nie mogła nic poradzić na to, że poczuła odrobinę satysfakcji.
– Od razu lepiej – oceniła Brenna, chociaż przecież wcale nie było lepiej. A potem ostrożnie, by nie wpaść w żaden dodatkowy dół, ani przypadkiem nie zbliżyć się nadmiernie do przeklętego, morderczego mebla, poprowadziła grupę tak, aby im wskazać dół, w którym znajdowała się głowa, i ten, do którego wpadł korpus. A kiedy streszczała sytuację, jej wzrok co rusz umykał ku zmiennokształtnej ławce, różdżka zaś powtarzała ten sam ruch, gdy Brenna odnawiała kajdany, skuwające mebel.
Bo przecież był piątek trzynastego.
Musieli dmuchać na zimne.
Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (2569), Brenna Longbottom (2665)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa