• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[Wiosna 1972] Zagrycha ważna rzecz | Freddy & Alfred

[Wiosna 1972] Zagrycha ważna rzecz | Freddy & Alfred
Egzorcysta za flaszkę
"Masoneria kontroluje świat! Kim jest masoneria? No, tego, centaury ino, nie? Polej więcej!"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dwumetrowy(200cm!!!) "olbrzym" o zaniedbanych włosach, brodzie i ciuchach pamiętających lata trzydzieste - z daleka widać, że życie nie obdarza Alfreda wieloma rzeczami, albo że on ich po prostu nie przyjmuje. Dziurawe rękawice bez palców noszone nawet w lato, zawsze jedna flaszka wystająca z przedniej kieszeni wybrudzonej kurtki. Jednak w oczach egzorcysty tli się płomień dziwnej, niepasującej do jego wyglądu charyzmy, a jego gadanie, mimo że często gęsto odklejone, przemawia może nie do rozumu słuchaczy - ale do ich serc.

Alfred Trelawney
#1
07.02.2025, 11:42  ✶  

Suma - Ciasteczko z wróżbą [Freddy Lockhart]

Alfred w swoim życiu musiał pogodzić się z wieloma rzeczami. A to z byciem zdanym tylko na siebie, a to z ciężkim życiem związanym z mieszkaniem na Nokturnie, a to z faktem, że jak tylko go opuszczał, to krzywo na niego patrzyli... Najgorszą z rzeczy z jakimi musiał się regularnie godzić jest fakt, że jego najlepszy przyjaciel to śmierdzący grubas, który po prostu nie mógł się napić jak człowiek o suchym pysku, tylko musiał się uprzeć na jakąś zagrychę. I oczywiście jakiś durny sklepikarz musiał wspomnieć o tym, że na Pokątnej dzisiaj jakiś festyn, że smakołyki można dostać, że rzadka okazja... Oczy żulołamacza klątw oczywiście rozbłysły na dźwięk o tych ploteczkach, i tak oto w tej chwili znajdowali się na Pokątnej, na której aktualnie odbywał się jakiś dziwny szajs. Alfreda nigdy nie interesowało jakoś mocno życie w normalniejszych częściach magicznego Londynu, więc nie ukrywał, że nie miał do końca pojęcia na co tak właściwie w tej chwili patrzy. Jakieś stragany z różnych części świata, jakieś dziwne potrawy, drobiazgi magiczne, składniki do eliksirów... O dziwo wszystko to wydawało się być w pełni legalne. Nikt nie próbował opchnąć na boku jakichś przeklętych kadzidełek, nie było żadnych klatek z poupychanymi, zdobytymi nielegalnie magicznymi stworzeniami... No zupełnie nie jak w domu! Ale pachniało ładnie, to fakt.
Spojrzał na swojego druha-chlejusa i nie omieszkał wyrazić ogromu niezadowolenia z faktu, że znajdują się tam, gdzie się znajdują, zamiast spokojnie chlać w jakimś Nokturnowskim zaułku. - Tylko weź nie spędzajmy tu całego dnia, sam widzisz, że na nas krzywo ludzie lampią. O, pa, tamta to nawet dzieciaka chowa za spódnicą żeby na nast nie patrzył. - Pokazał wyjątkowo niekulturalnie palcem na przerażoną matkę z dzieckiem, która starała się wręcz całym swoim ciałem zasłonić biedną latorośl przed widokiem dwóch bezdomnych. Nie było to do końca w jego stylu, zwykle starał się być kulturalny, ale tak się składało, że przez ten durny wypad dalej był trzeźwy! - Freddy, naprawdę tak ci zależy na tym żarciu? Wódka nam się robi ciepła! Przecież na Nokturnie też byś sobie coś znalazł dobrego, słyszałem że babka z tego takiego ciemnego sklepu dostała nową dostawę jakiejś padli- to jest mięsa super pyszniutkiego z, eee... No, z czegoś. I że szaszłyczki normalnie z tego sprzedają pod ladą! Nie wolisz takiego domowego żarełka zamiast tego świństwa? - Kiwnął głową w kierunku jakiegoś straganiku z szyldem "Mugolskie Potrawy Londynu", na którym leżały jakieś dziwne ciasta i talerze z potrawami które z wyglądu podobne były bardziej do wymiocin, niż prawdziwego jedzenia. Boże, mugole to jedzą? Nic dziwnego że nie potrafią czarować, jak zapychają sobie organizmy takim świństwem... - Swoją drogą masz ty w ogóle pieniądze na takie wypady? Przecież żeś mi wczoraj kazał płacić za wódkę, bo ponoć masz puste kieszenie, chciwa świnio parszywa!
Żulołamacz klątw
Bez wódeczki żyje, cicho krwawiąc, zając spierdala kicając.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Freddy jest mierzącym 1,84m nieco otyłym czarodziejem o brunatnej, wybrakowanej czuprynie. Pierwszą rzeczą, która rzuca się jednak w oczy, jest na pewno potężny i gęsty wąs. Przeważnie chodzi w obdartej i raczej ubabranej marynareczce, koszuli z na oko połową guzików i zdecydowanie zbyt szerokich spodniach. Przekrwione oczy alkoholika często skrywają ciemne okulary.

Freddy Lockhart
#2
07.02.2025, 23:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.02.2025, 23:44 przez Freddy Lockhart.)  
W trakcie swojego pięknego i upojnego życia Freddy wiele razy popełniał błędy, nie był w stanie się na nic zdecydować lub nie był czegoś pewny. W tym jednak momencie pewność była po jego stronie, to tak musieli czuć się ludzie poddani zaklęciu Cruciatus. Gardło było suchsze od pustyni ani gram pysznej wódeczki nie rozkoszował jego wyrafinowanych kubków smakowych przez stanowczo zbyt długi okres czasu. Tak mniej więcej od wczorajszego wieczoru…
Do tego Alfredzik, ta siwa menda brodata co to żal mu postawić pyszną czyściutką dla kolegi zrzędził gdzieś z boku. Wszystko potęgował ten niemiłosierny ból głowy, a miało być tak super. Ciasteczko z wróżbą to było to, czego w życiu potrzebował, czuł, że jego życie obróci się co najmniej o 360 stopni.
-Tylko byś kurde narzekał. Wychodzi człowiek z inicjatywą, ażeby miasto pozwiedzać to piach w oczy od razu. A zresztą co cię tam rusza co se ludzie myślą? Chcą patrzeć, to niech patrzą, ja się tam kurde nie wstydzę. Tutaj się poważne rzeczy dzieją, dla poważnych ludzi Alfredzik! Wiesz, ile kosztuje taka usługa wróżbiarska? Co najmniej kilka dni, w których moglibyśmy spożywać pyszne winko.- Ah winko, wśród wszystkich alkoholi świata było ono co najmniej siódmym ulubionym Freddy’ego. Pyszny metaliczny posmak i ledwo wyczuwalna nutka prawdziwych owoców, marzenia trzeba jednak zostawić na później, teraz wzywa go przeznaczenie.
-Moje pieniądze, moja sprawa. Chuja cię tam obchodzi, na co mnie stać a na co nie. Skończ jojczyć, to szybciej stąd wyjdziemy i wychylim kielicha. O pa!- Freddy wskazał paluchem na kolejkę do ich głównej atrakcji. Jak na typowym festynie przed każdym ze stoisk tłoczyły się sznury ludzi, rodzice z dzieciaczkami, pary zakochanych i okazjonalnie dwa menele tworzący wokół siebie magiczny teren smrodu i braku komfortu. Gdy ci zaś stanęli w kolejce, ta zaczęła sama z siebie się kurczyć, widocznie wszyscy widzieli, że mają do czynienia z nie byle kim. W tym też momencie w ledwo myślącej głowie Freddy’ego coś się połączyło.
-Ty, Alfredzik. Przecie ty jesteś z tych Trewleyów co nie? Czemu, żeś mnie nigdy żadnej wróżby nie dał? Wszystkie dla siebie trzymasz czy o co kurde chodzi, hm?-zapytał, a w jego głosie kryło się pijackie podejrzenie. Czyżby jego kolega i współpracownik dymał go na kasę? Czyżby był posiadał tajemne życie, którym się nie dzielił? Wróżbiarstwo polegało przecież na widzeniu przyszłości, jakby Freddy miał takie umiejętności, to by był już królem tego kurwidołku. Takie biznesy by prowadził. By mu służba na śniadanko dawali pyszne piwko do łóżka. Na obiadek wódeczka, podwieczorek winko a na kolację pyszną wyborną whiskey.
Egzorcysta za flaszkę
"Masoneria kontroluje świat! Kim jest masoneria? No, tego, centaury ino, nie? Polej więcej!"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dwumetrowy(200cm!!!) "olbrzym" o zaniedbanych włosach, brodzie i ciuchach pamiętających lata trzydzieste - z daleka widać, że życie nie obdarza Alfreda wieloma rzeczami, albo że on ich po prostu nie przyjmuje. Dziurawe rękawice bez palców noszone nawet w lato, zawsze jedna flaszka wystająca z przedniej kieszeni wybrudzonej kurtki. Jednak w oczach egzorcysty tli się płomień dziwnej, niepasującej do jego wyglądu charyzmy, a jego gadanie, mimo że często gęsto odklejone, przemawia może nie do rozumu słuchaczy - ale do ich serc.

Alfred Trelawney
#3
08.02.2025, 00:12  ✶  
Niektóre ze stoisk faktycznie zachęcały do siebie prezentowanymi rzeczami, Alfreda aż kusiło, żeby sobie jakąś pamiąteczkę zakupić... Ale czemu te świnie erotomańską tak wzięło na ciastka z wróżbami? Przecież każdy wie, że wróżbiarstwo to spisek zaczęty w tysiąc dwieście trzydziestym piątym, jeśli go przestrzelona alkoholem pamięć nie myli. Centaurza Masoneria potrzebowała jakiejś prostej siły do kontrolowania głupiutkich umysłów średniowiecznych czarodziei, więc ich agenci zaczęli sieć kłamstw o widzeniu przyszłości i innych bzdetach. Ale oczywiście, że Freddy wierzył w takie idiotyczne kłamstwa, w końcu jego pusty łeb wierzył w jakieś durne, tępe wręcz teorie spiskowe o jakiejś mafii skrzatów domowych! Kto normalny przy pełni zmysłów wierzy w to, że światem mogą rządzić skrzaty domowe? Przecież one centaurom nie dorastają do kopyt... No, a przynajmniej nie do ludzkiej połowy. No, ale lepiej tego na głos nie mówić, bo jak zaczną się tu tłuc na środku ulicy o to, czyja racja jest najmojszejsza to ich zakują w kajdanki i sobie posiedzą na jakiejś wytrzeźwiałce u tych kundli Ministerskich. Na zamykanie bezdomnych w areszcie to mają galeony, ale na jakieś datki dla biedniejszych z Nokturnu to już nie ma, co? To już zbyt puste kieszenie? - No to fajną sobie cholibka inicjatywę wybrałeś, alkoholiku przebrzydły ty. - Odgryzł się koledze, stając obok niego w kolejce po te przeklęte ciasteczka z tą durną wróżbą, która i tak się nie spełni. Prawie pięćdziesiąt lat ma chłop na karku a dalej wierzy w jakiejś bajki że kawałek ciastka mu powie co może się stać. No kretyn. - A po co ci płacić za jakieś durne ciastka, jak sobie mogłeś na ładne oczka załatwić to samo za pół ceny na Nokturnie, mało to podejrzanie wyglądających starych bab co chętnie ci powróżą z dłoni i się upiornie pośmieją przy tym? Przecież nawet jakby cię jakaś przeklęła przy okazji to przeca się tym zajmujesz chyba, ni?
Cmoknął jedynie widząc, jak bardzo kurczy się kolejeczka w której stali. Najwyraźniej szare myszki magicznego społeczeństwa nie były w stanie wytrzymać obecności dwóch tak wspaniałych kanciarzy czarodziejów. Wypiął dumnie pierś, sięgając swoim kudłatym łbem wysoko ponad tłum. Szybko jednak stracił całą tą pewność siebie i gotowość do działania słysząc kolejne głupotki ze strony swojego kumpla. - Erotomanie otumaniony, nie jesteśmy dobrzy w żadne wróżby! Mamy te, no. Wizje takie, nie? Co to widzimy se inny świat normalnie, tak o. Ja to nawet nie wiem czy miałem okazję, a jak miałem to byłem zbyt pijany, żeby zapamiętać. Babeczka moja mówiła, że chyba dziesięć razy przez całe życie jej się zdarzyło, a ona to mondra kobita była, wierzyć jej trzeba bo wiedziała dużo. Ale mogę ci dać wróżbę, jak takiś ciekawy - Freddy Lockhart zje suche ciastko z zakalcem i dostanie wróżbę która się nie spełni, chyba, że będzie na niej napisane, że jest łysym kutafongiem. I pijakiem. - Przymknął oczy z pewną dozą dumy po tym żarcie. Tak tak, dobry mu wyszedł, dobry.
No bo przecież wróżby nie działają, nie?
Żulołamacz klątw
Bez wódeczki żyje, cicho krwawiąc, zając spierdala kicając.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Freddy jest mierzącym 1,84m nieco otyłym czarodziejem o brunatnej, wybrakowanej czuprynie. Pierwszą rzeczą, która rzuca się jednak w oczy, jest na pewno potężny i gęsty wąs. Przeważnie chodzi w obdartej i raczej ubabranej marynareczce, koszuli z na oko połową guzików i zdecydowanie zbyt szerokich spodniach. Przekrwione oczy alkoholika często skrywają ciemne okulary.

Freddy Lockhart
#4
08.02.2025, 00:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.02.2025, 00:57 przez Freddy Lockhart.)  
No i zaczęło się, to co działo się zresztą prawie zawsze. Freddy wiedział, że do tego dojdzie, Alfredzik zaś zaczął swój wywód o niestworzonych farmazonach. Co więcej, próbował przy tym wmówić, że to ten drugi jest walnięty. Tak być nie będzie, gdyby nie tłum gapiów Freddy najpewniej rzuciłby się na szczypiorka i pokazał, czyja prawda jest prawdziwa, a czyja prawda jest nieprawdziwa. Zresztą, ta cała historia z drugim światem i tak była naciągana, jak gacie na grubym zadzie Lockharta.
-Ty kurde nie wiesz, co mówisz kurde, ty jesteś na głowę chory alkoholiku jeden. Nawymyślaj se jeszcze innych bajek dzieciaku. Taki dziad a takie pierdoły plecie. Co ty wiesz o takiej poważnej sztuce jak wróżbiorstwo. Ja to żem słyszał, jak Billy dostał taką wróżbę, że mu się zło za rogiem czai. To wtedy jak żeśmy się zasadzili na niego i na wódeczkę piniądze żeśmy wzięli. Będziesz chciał mendo siwa kiedyś pomocy ze skrzatem, a wtedy ci powiem, że takiego wała. Popamiętaj moje słowa, to ja ci tera wróżę.
Po całym ciele Lockharta przechodziły drgawki złości i chwilowego odwyku. Tak to wyglądało właśnie, piękny dzień a przyjdzie taki jeden i wszystko spieprzy. Tera zostało jedynie wziąć wróżbę i czekać aż Trelowejowi włosy wypadną z podziwu. W tym momencie wszystko by dał, aby menda stara siwa się potknęła i wylądowała w kałuży, taka potwarz od takiego menela to skaza na honorze Freddy’ego. Co on se kurna myślał? Jedyne co zostało to zemsta, ostra jak kac i słodziutka jak pyszny likierek malinowy lub naleweczka.
W międzyczasie niczym bardzo sławny gość z książki, dwójka żuli rozstąpiła kolejkę jak morze. Korzystając z okazji, Freddy przydreptał do stoiska, trzymając jedną ręką swoje za szerokie spodnie, aby nie opadły podczas tak efektownego sprintu.
-Kurde, jedno ciasteczko dla mnie będzie. Kolega nie chce.-powiedział szybko, po czym zapłacił paroma cuchnącymi monetami i chwycił swoją zdobycz i z kretyńskim uśmieszkiem spojrzał na bezdomnego obsmarkanego pół-olbrzyma.-Patrz tera, niedowierku jeden, jak się moje przeznaczenie wypełnia kurde. Świat jest dla czarodziejów czynu, a nie takich złamasow.- powiedział, kurczowo przełamując ciastko w celu odkrycia wróżby.
Egzorcysta za flaszkę
"Masoneria kontroluje świat! Kim jest masoneria? No, tego, centaury ino, nie? Polej więcej!"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dwumetrowy(200cm!!!) "olbrzym" o zaniedbanych włosach, brodzie i ciuchach pamiętających lata trzydzieste - z daleka widać, że życie nie obdarza Alfreda wieloma rzeczami, albo że on ich po prostu nie przyjmuje. Dziurawe rękawice bez palców noszone nawet w lato, zawsze jedna flaszka wystająca z przedniej kieszeni wybrudzonej kurtki. Jednak w oczach egzorcysty tli się płomień dziwnej, niepasującej do jego wyglądu charyzmy, a jego gadanie, mimo że często gęsto odklejone, przemawia może nie do rozumu słuchaczy - ale do ich serc.

Alfred Trelawney
#5
08.02.2025, 02:06  ✶  
Spojrzał z ogromnym oburzeniem na swego kompana, słysząc kolejne i kolejne dogryzki z jego strony. Alkoholik?! On?! On jest tylko koneserem! Nigdy w życiu nie dałby alkoholowi przejąć władzę nad swoim światem! Tak go to sfrustrowało, potęgowane ogromnym suszeniem w gardle, że przez dobre trzy sekundy rozmyślał nad rozbiciem Freddy'emu butelki na tym jego zakolastym łbie, ale przecież nie będzie na niego marnował dobrej wódki! - Suchaj mnie no, chamie niewychowany ty! Po pierwsze to o kant dupy taka wróżba jest, jak ją Billi dostał! Jakbyś ruszył tymi zakolami to byś zauważył, że to bardziej jak klątwa brzmiało, ot co! Pewnie go ta "wróżba" przeklła i dlatego się na nas napatoczył i pieniądze stracił! Nie przychodź do mnie z płaczem, jak ci się zaraz wywróży marskość wątroby i dupe weźmiesz do ust nie flaszeczkę, jak się przekręcisz! To som klątwy zaklęte w ciastka przeklęte! Ot co! A zresztą nie będę miał problemów z żadnymi skrzatami bo... - Tu ugryzł się w język. Nie mógł przecież palnąć, że nie ma SMM, bo ten przeklęty Lockhart dostanie palpitacji serca. Prychnął tylko pod wąsem, tupiąc ze złości nogą. Robili coraz większą scenkę i pewnie by zauważyli, że ludzie coraz mocniej się na nich gapią, ale obaj byli zbyt zajęci niekończącą się wojną idei. Nic dziwnego, że ludzie z kolejki rozeszli się na boki - kto chciałby stać tak blisko dwójki kłócących się żuli? Dobrze, że nikt nie wezwał na nich jakichś glin! Chociaż patrząc na to, jak złowrogo patrzyli na nich właściciele sąsiednich straganów zaraz mogło się to drastycznie zmienić, jak nie przestaną wszystkim wokół psuć interesu...
Dotarli w końcu do tego durnego straganiku z durnymi ciasteczkami, i oczywiście musiał się grubas wstrętny wcisnąć w słowo i powiedzieć, że Alfred nie chce. A Alfred chciał! Nie dla wróżby oczywiście, bo to szwindel zwykły, ale ciasteczko by sobie schrupał, od kilku minut pocierał trzymane w kieszeniach knuty. Ale przecież teraz się nie przyzna, bo wyszedłby na tego, no, hipogryfa czy jak to tam szło. - A żebyś wiedział mendo wstrętna, że nie chce. Niech mu tam pani dobra dosypie czegoś na rozwolnienie, bo biedaczkowi chyba pierdy do mózgu lecą! - Wtrącił swoje trzy grosze, odchodząc naburmuszony na bok. Ciągnęło go już z powrotem na Nokturn, ale przecież jeszcze musiał erotoman wstrętny sprawdzić, co mu się tam wylosowało. Zapytał go o to dopiero, jak już byli daleko od straganiku z babuszką ciasteczkową - nie chciał, żeby usłyszała jego zdanie na temat wróżb, co, jak rzuci na niego klątwę? Kompletnie jednak pominął w tym myśleniu fakt, że przecież tak głośno się kłócili że na pewno bidulka już swoje usłyszała... - No i co ci się tam wylosowało, że pieniądze stracisz, wyłysiejesz i wywali ci bebzon? Bo jak tak, to możesz powiedzieć tej wróżbie, że się spóźniła o kilka dekad.
Żulołamacz klątw
Bez wódeczki żyje, cicho krwawiąc, zając spierdala kicając.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Freddy jest mierzącym 1,84m nieco otyłym czarodziejem o brunatnej, wybrakowanej czuprynie. Pierwszą rzeczą, która rzuca się jednak w oczy, jest na pewno potężny i gęsty wąs. Przeważnie chodzi w obdartej i raczej ubabranej marynareczce, koszuli z na oko połową guzików i zdecydowanie zbyt szerokich spodniach. Przekrwione oczy alkoholika często skrywają ciemne okulary.

Freddy Lockhart
#6
08.02.2025, 02:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.02.2025, 02:55 przez Freddy Lockhart.)  
Alfred coś tam ględził z boku, widocznie dziadyga dalej chciał Freddy’emu podziałać na jego biedne zmęczone nerwy. Brak kultury wylewał się z żula niczym fala tsunami, żeby przyczepić się jego straconych w wyniku przerażającej klątwy włosów? Mógł wyśmiewać go i jego wróżbę, Freddy jednak czuł w kościach, że to ten moment. Jego życie miało się właśnie diametralnie zmienić, dawno się tak nie czuł. Dobrze wiedział, że taka okazja może skończyć się tylko jednym, zwycięską popijawą w blasku chwały i prospektu lepszej przyszłości w zasięgu dłoni. Papierek leżał tak zwinięty w jego ręce, a gdy stopniowo zaczął się rozwijać, serce wąsacza zamarło.
-Ha! I co powiesz na to? Żeś się chyba przeliczył zafajdańcu, sukces na morzu mnie czeka haha.-zaśmiał się głupkowato, praktycznie wciskając Alfredowi karteczkę w twarz.- Szykują się biznesy morskie, kurde. Sukces jak talala, handel pewnie dobrymi flaszeczkami mnie czeka, z bonusem dla kapitana ma się rozumieć.
Szczęście wręcz rozpierało Lockharta, który zaczął chodzić w kółko, rozmyślając nad logistyką swojej flotylli, myśli orbitowały rzecz jasna wokoło możliwego alkoholu, jaki mógłby nią transportować. W takich sprawach akurat miał doświadczenie.
Tera wystarczyło czekać, aż sukces sam nadejdzie, a jak inaczej można na coś czekać jak nie na totalnej bani. A no tak… wódeczkje miał Alfredzik. I co teraz zrobić? Freddy właśnie osiągnął sukces życiowy, a ta wielkostopa menda pewnie teraz się nie podzieli, pewnie by chciał przeprosiny pisane na papierze białym. A Lockhart nie miał ani papieru, ani chęci do nawet sytuacyjnego przyznania się do błędu. Z drugiej strony, gardło pragnęło tego, co najlepsze. Elegancki płyn, zwilżający ścianki chłonne przełyku i idący dalej, rozgrzewając przy tym dalsze segmenty ciała. Kolejny dylemat, z jednej strony duma, z drugiej flaszeczka kusząco świecąca zza pazuchy tej łajzy zazdrosnej, tej niewychowanej mendy co to go od grubasów wyzywa. A Freddy nie jest wcale gruby! Ma po prostu grubsze nieco kości!
-No… tego. Alfredzik, czarodziej nie wielbłąd, musi se gulnąć co? We tam wódeczkę otwieraj, bo mie sucho.
Egzorcysta za flaszkę
"Masoneria kontroluje świat! Kim jest masoneria? No, tego, centaury ino, nie? Polej więcej!"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dwumetrowy(200cm!!!) "olbrzym" o zaniedbanych włosach, brodzie i ciuchach pamiętających lata trzydzieste - z daleka widać, że życie nie obdarza Alfreda wieloma rzeczami, albo że on ich po prostu nie przyjmuje. Dziurawe rękawice bez palców noszone nawet w lato, zawsze jedna flaszka wystająca z przedniej kieszeni wybrudzonej kurtki. Jednak w oczach egzorcysty tli się płomień dziwnej, niepasującej do jego wyglądu charyzmy, a jego gadanie, mimo że często gęsto odklejone, przemawia może nie do rozumu słuchaczy - ale do ich serc.

Alfred Trelawney
#7
08.02.2025, 03:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.02.2025, 03:12 przez Alfred Trelawney.)  
Klepnął się ręką w czoło, słuchając bajdurzenia Freddy'ego. Sukces na morzu? Premia do kapitana? W co ten stary dureń wierzył, przecież on nawet nie miał łodzi! Jak to sobie, przepraszam bardzo, wyobrażał? Że tak po prostu pojawi mu się statek przed nosem, który tylko będzie czekał, aż ten go dosiądzie? Przecież ten dziad nie umiał nawet pływać statkiem! - Do reszty ci się pocymbaliło w tym scymbalonym cymbale. Jaki sukces na morzu? Widziałeś ty kiedyś w ogóle morze? Bo ja to nawet naszej Londyńskiej Tamizie rzadko przychodzę w odwiedziny, co dopiero na jakieś morze! Miałeś kiedyś ster w tych zapijaczonych łapach? Ty to nawet na miotle nie umiesz pewnie latać, co dopiero statkiem jakimś!!! Ot co! - Powiedział, wyraźnie zirytowany bliskością papierka z wróżbą i jego twarzy. - I zabieraj mi to sprzed ryjca bo jeszcze mnie przeklnie! Sio! - Odtrącił rękę kompana, wsadzając dłonie w kieszenie z wyjątkowo zbuntowanym wyrazem twarzy. Taki to właśnie jest ten Freddy, nawymyśla sobie jakichś głupich biznesów i potem dupa z tego wychodzi! Jak chłop, co całe życie nawet w makao musi kantować ma założyć sobie jakiś biznes? Przecież on nawet bogu ducha winnych klientów w trakcie hipnozy czasem okrada! Alfred doskonale o tym wie, bo przecież mu w tym nie raz pomagał. No no, ale tylko, jak ktoś był bardzo nieswój! Swoich Alfredzik nie okrada, co to to nie, Nokturn trzyma się razem! No, chyba że to był ktoś, kogo mniej lubił, ale wtedy to ich wina, że się dali namówić na jakąś sesję hipnozy z kimś, kto trzyma z nim sztamę, ot co.
Nerwy trochę uspokoiło mu zaproponowanie zakopania topora wojennego ze strony Lockharta. No, nie do końca tak to powiedział, ale przecież każdy wie, że wspólne picie to prawie to samo, co pokój, nie? Prychnął więc, musząc przynajmniej udawać, że dalej jest zły, sięgnął jednak przy okazji za pazuchę, wyciągając litr czystej. - Menda jesteś, złodziej i wariat, ale i ty czasem cosik z sensem powiesz, Freddy. Faktycznie, ta godzina, słoneczko ładnie świeci, ptaszki wiosennie ćwierkają a my jak jakieś obiboki dalej trzeźwi! No, zaraz się to naprawi, oppa, o! - To mówiąc otworzył butelkę, rzucając niepotrzebną już nikomu zakrętkę gdzieś w najbliższy kąt. U siebie się nie śmieci, ale nie byli u siebie, nie? Chociaż dzięki Merlinowi coraz bliżej im było do Nokturnu, chyba już widział alejkę prowadzącą do Horyzontalnej, z której już w sekundę trafią do domu...
Ale no, mniejsza! Przystawił butlę do ust i solidnie pociągnął parę wielkich łyków, odciągając ją od siebie z głośnym westchnięciem i mocnym wzdrygnięciem całej twarzy. Uhh, jakie to mocne, uhh jak to pali! Podał trunek Freddy'emu, od razu szerzej się uśmiechając. - Jakoś taki człowiek spokojniejszy, jak już mu trochę poszumi, co?
Żulołamacz klątw
Bez wódeczki żyje, cicho krwawiąc, zając spierdala kicając.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Freddy jest mierzącym 1,84m nieco otyłym czarodziejem o brunatnej, wybrakowanej czuprynie. Pierwszą rzeczą, która rzuca się jednak w oczy, jest na pewno potężny i gęsty wąs. Przeważnie chodzi w obdartej i raczej ubabranej marynareczce, koszuli z na oko połową guzików i zdecydowanie zbyt szerokich spodniach. Przekrwione oczy alkoholika często skrywają ciemne okulary.

Freddy Lockhart
#8
11.02.2025, 18:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2025, 18:05 przez Freddy Lockhart.)  
Nareszcie byli w domu, klasyczne szare ściany z rozległymi zaciekami, zapach trupa z bocznej alejki i wytrawny smak żytniej w ustach. Życie jednak było piękne, jak bardzo by się człowiek nad tym nie zastanawiał. Alfredzik to jednak czasami miał swoje przebłyski, pewnie dla tego dwójka meneli dalej trzymała się razem po tak długim czasie. Ile to już się znają, ile to się nie kłócili, a co najważniejsze ile już razy ze sobą kielona przechylili. To była właśnie prawdziwa przyjaźń, a nie jakaś udawana. Wiadomo, że jakby któregokolwiek z nich napadła grupka bandziorów, to ten drugi spieprzałby w podskokach, miało to jednak swój niepowtarzalny urok, do którego szło się przyzwyczaić. Freddy nie pamiętał już, jak to jest mieć dom, raczej dziwnie. Jak to tak musieć przejmować się gdzie jest łóżko, którędy do kibelka. Dla nich domem był szeroki świat, choć ten ograniczał się często do krawężnika i paru starych koców…
Jeszcze jeden łyk, tak dla zdrowotności, po czym flaszka na powrót powędrowała do Alfreda. Włożywszy nieco zmarznięte dłonie do kieszeni, Freddy odchrząknął, starając się odkaszlnąć coś, co akurat siadło mu na płucach.-Ty Alfredzik to nie masz wizji. Tu trzeba patrzeć w przyszłość, rozwijać się kto wie, czy nas jaka zguba nie czeka. Mało jest tych popaprańców kurde, co to latają i różdżkami machają na lewo i prawo? Trzeba mieć poduszkę Alfredzik, taką co to upadek na dupę wyczyma bez sińców. Jakbym se chciał łódkę mieć i się nią pływać nauczył, to bym to zrobił, ale do tego trzeba mieć łódeczkę, to akurat prawda. Mówię ci jednak, że kurde będziemy sobie pyszniutki likierek kiedyś popijać na wodzie, inaczej się Lock…hic!...art nie nazywam… hic!-powiedział, dostając pod koniec niespodziewanego ataku czkawki.
Przed permanentnymi bywalcami ulicy w końcu pojawiło się miejsce godne ich codziennej imprezy. Mała, ustronna uliczka, która odchodziła prostopadle od głównego deptaka może i nie była górnolotnym hotelem, ich drinki jednak również nie były górnolotne. Tak poważna degustacja wymagała ciszy i spokoju, z dala od wścibskich i zazdrosnych oczu takiego Alberta czy Manfredzika. Dwa menele z przeciwnej strony ulicy, parszywe szczury, mendy i glizdy nieludzkie a do tego śmiertelni wrogowie i konkurencja dla Alfreda i Freddy’ego. Pół życia głowili się, czemu matka ziemia wypluła takie dwie kanalie, co to się zachlewają podłym niskoprocentowym alkoholem. Każdy szanujący się żul wiedział, że jak iść na całość to tylko w wysokie woltaże!
Pewnie to właśnie oni zesłali na biednego Lockharta tę potworną czkawkę, oby smażyli się w piekle chamy!
Egzorcysta za flaszkę
"Masoneria kontroluje świat! Kim jest masoneria? No, tego, centaury ino, nie? Polej więcej!"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dwumetrowy(200cm!!!) "olbrzym" o zaniedbanych włosach, brodzie i ciuchach pamiętających lata trzydzieste - z daleka widać, że życie nie obdarza Alfreda wieloma rzeczami, albo że on ich po prostu nie przyjmuje. Dziurawe rękawice bez palców noszone nawet w lato, zawsze jedna flaszka wystająca z przedniej kieszeni wybrudzonej kurtki. Jednak w oczach egzorcysty tli się płomień dziwnej, niepasującej do jego wyglądu charyzmy, a jego gadanie, mimo że często gęsto odklejone, przemawia może nie do rozumu słuchaczy - ale do ich serc.

Alfred Trelawney
#9
19.03.2025, 10:16  ✶  
Wziął podaną mu przez kompana flaszeczkę, ciągnąc z niej potężny łyk. Odkaszlnął po nim od razu, czując jak wódeczka leci nie w tą dziurunię co trzeba. Zdarzało się czasem, co człowiek poradzi. Oddał flachę koledze, pocierając dłonią o dłoń niczym wyjątkowo perfidna, planująca coś mucha. Czy coś planował? Nie, po prostu było mu zimno w dłonie. - Ja to tam sądzę, że nie ma co się przyszłością przejmować. Po co zaprzątać sobie głowę takimi głupotami, kiedy każdy dzień ma już dość problemów? Mówię ci Freddy, jeśli o ósmej rano wiem, co będę robił o dwudziestej tego samego dnia, to zawiodłem! No, chyba, że mam akurat pracę, wtedy to ta. Sam wiesz, że jak się dłużej posiedzi u klienta to człowiek poważniej wygląda, a jak się poważniej wygląda to i wincyj płacą, durnie jedne. - Rozejrzał się po śmierdzących alejkach Nokturnu, dalej nie rozumiejąc, co temu durniowi chodziło po głowie z tą łódką. Przeczytał durną wróżbę i myśli, że świat chwycił za kostki! Gdyby to tak działało to ludzie żarliby dwadzieścia ciastek dziennie, żeby wiedzieć wszystko o przyszłości! Kiedy te durne ludziska się nauczą, że przyszłości nie da się znać, a nawet odgadnięcie jej byłoby trudne? Durnota ludzka nie zna granic, nie zna oj nie zna.
Coraz mocniej szumiało mu w głowie, ciepło rozpływało się po kończynach a pieczenie w gardle powoli zanikało. Wziął głęboki oddech i zajrzał w jedną z okolicznych, ciasnych uliczek... Tylko po to, żeby stanąć w miejscu i zamrugać kilka razy. Oto w uliczce stała mała... Tratwa? Z wbitym w sam środek masztem zrobionym ze starego prześcieradła. Co jest, cholibka? - Co jest, cholibka? Freddy, skąd myśmy kurwa wzięli te wódkę? Doprawiona czymś ino jest, haluc-hik, halucynacje mam! - Z przerażeniem rozejrzał się po ulicy, na której byli, ale nie zauważył nic ciekawego. Paru obszczymurków, trzy szczury, starowinka z garbem większym niż jego broda. Nic, co kazałoby mu się martwić... A jednak martwił się bardzo. Cała sprawa ŚMIERDZIAŁA centaurami.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alfred Trelawney (2181), Freddy Lockhart (1480)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa