• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci

[04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#1
05.03.2025, 16:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2025, 11:03 przez Keyleth Nico Yako.)  
04.09
Londyn był strasznie brudnym miastem w sposób, który zapewne nie odpowiadałby zbytnio Keyleth, ale z drugiej strony od dziecka marzyła, żeby w nim się znaleźć, więc do tego brudu podchodziła nader swobodnie. Nie mogła się zdecydować na to kim chce być tego dnia w ramach kolejnej porcji zwiedzania, więc rzuciła monetą i wyszło jej całkiem zacnie, że Nico nie będzie miał rudych włosów, ani cycków. Imię się nie zmieniło, podchodziła doń bardzo swobodnie, utrzymując jedno fałszywe, żeby równie skutecznie na nie reagować.

Nogi powiodły więc Nicosia do zakładu szklarskiego, na którego witrynie wszystko tak obłędnie wyglądało. Kolory. Mnóstwo kolorów. Tak odmiennie, tak inaczej, tak cudownie. Lekko sfretkowany mózg powstrzymywał się, żeby nie gonić łapami, znaczy dłońmi za odbijającymi się na ziemi światełkami.
– I serio to wszystko z piasku? – z zafascynowaniem przypatrywał się kolejnym cudeńkom. Wyglądał jak przyjezdny. Jak turysta. Kwiaciasta koszula, ciemna karnacja, orientalne rysy wskazujące na półwysep arabski albo jakieś inne Indie. Lokowana czupryna była równie czarna jak jego bardzo czarne oczy, które teraz iskrzyły zachwytem, niepomne na to, że w kieszeni dziura i ani pół knuta nie miał na to, by móc poczęstować się tymi pięknotami.

Musiał wystarczyć mu naturalny talent.

Oczywiście trudno było wsadzić sobie lustro do plecaka, ale Keyleth nie gardziła miniaturowymi ozdóbkami.

– W jaki sposób się robi że to jest takie czerwone? A to nie? A to jest prawdziwe srebro czy tylko wygląda na srebro? Czy to nie jest za ciężkie żeby wisieć na żyłce? Czy w lustra serio można wchodzić? – wyrzucał z siebie pytania z prędkością kogoś bardzo prędkiego, ale też niezbyt mądrego.


ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#2
06.03.2025, 00:33  ✶  
Nawet jeśli stolicy przydałoby się gruntowne sprzątanie z przeczyszczenie chodników i odnowieniem kamienic, to tego dnia ''Szklana Alchemia'' lśniła niczym najprawdziwszy klejnot w porównaniu do sąsiednich warsztatów rzemieślniczych. A kto wie, może nawet lokali usługowych. Dziś za ladą stał Elias, a jego kwitnący pedantyzm w kwestii porządku objawił się dość wyraziście - między obsługiwaniem klientów a kierowaniem dostaw do warsztatu, przypomniał głównej sali, jak naprawdę działają zaklęcia czyszczące. Kiedyś wszyscy mu za to podziękują, na pewno.

Widok egzotycznego gościa przeglądającego półki i wystawy nie zaskoczył specjalnie Bletchleya. Lato może i się skończyło, a dzieciaki wróciły do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, ale sezon urlopowy wcale nie dobiegł końca. Właśnie we wrześniu wielu ludzi decydowało się na zwiedzanie Londynu – miasta chaotycznego i głośnego, choć nieco spokojniejszego w ciągu dnia, kiedy większość mieszkańców była w pracy, a dzieciaki w końcu siedziały w ławkach wiele mil stąd. Eli nie mógł jednak nie zauważyć niesamowicie kolorowej, kwiaciastej koszuli. Trudno było zignorować coś tak krzykliwego.

— Między innymi — odparł niemalże automatycznie, uciekając spojrzeniem w bok. Miał wrażenie, że zaczynało mu się kręcić w głowie od tych kolorów. Schował ręce za plecami, poprawiając przy okazji wiązanie służbowego fartucha w kolorze khaki z logotypem ''Alchemii''. — Przy produkcji wykorzystujemy też inne składniki, żeby otrzymać pożądane właściwości szkła.

Nie mówiąc już nawet o samej magii, pomyślał przelotnie. Barwienie szkła było proste, można było do tego wykorzystać odpowiednio silne i długotrwałe zaklęcia transmutacyjne lub tradycyjne techniki. Elijah preferował to drugie rozwiązanie. Bądź co bądź, gdyby akt tworzenia można było w pełni zastąpić paroma ruchami magicznej różdżki od Ollivandera, to już dawno byłby bezrobotny. Nie mówiąc już o tym, że co poniektórzy eksperci potrafili wręcz zaszczepić cząstkę siebie w danym przedmiocie. Pozostawić na nim odcisk własnych przeżyć. I to nie metaforycznie.

— Że to? — powtórzył niepewnie po kliencie, odkładając na bok dokumentację sprzedażową, którą jeszcze chwile wcześniej porządkował za ladą. Zmrużył oczy, przyglądając się szklanemu obiektowi. — Wykorzystaliśmy tlenek złota. To dlatego szkło ma czerwony kolor. Na zapleczu mamy jeszcze niebieską wersję na bazie kobaltu. — Odchrząknął cicho, zastanawiając się, na jakie pytanie właściwie powinien jeszcze odpowiedzieć. — Zdarza nam się zaklianć niektóre produkty, żeby umożliwić umiejscowienie ich w... nieoczywistych konfiguracjach.

Wszystko zależało od potrzeb klienta. I tego, czy planowali wypuścić na rynek więcej niż kilka sztuk danego obiektu. Gdy w grę wchodziły dziesiątki sztuk miniaturowych ozdób, masowe zaklinanie nagle stawało się drogim, acz niekoniecznie dochodowym biznesem. Elijah otworzył usta, gdy zapytano go o wejście do lustra. Odchylił głowę, jakby nie był pewny, czy obcy pyta poważnie.

— A... A jak myślisz? — spytał niewinnie z nutką zaciekawienia w głosie. Sam w końcu był zagorzałym fanem tej teorii. Gdzieś tam było lustro, którym na pewno można było przejść do Krainy Czarów, do której zazdrośnie strzeżono wejścia. Na pewno.
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#3
06.03.2025, 11:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2025, 23:31 przez Keyleth Nico Yako.)  
Keyleth była mądrą osobą.

Jej wiedza o magii i otaczającym świecie dalece wykraczała poza przeciętny umysł dwudziestolatka, przesiąknięty zatęchłym szkockim zamczyskiem. Splatała magię samymi dłońmi, rozumiała przepływ energii w świecie, naginała materię do swojej woli.

Keyleth była bardzo dziwną osobą.

Fakty mieszały się z mitami, a wychowanie przez metamorfomaga wciągającego dużą ilość ziół popijanych niebieskim wywarem z grzybów... No cóż, nie służyło skutecznemu i racjonalnemu pojmowaniu otaczającego ją świata.

– Złoto, które jest czerwone... Ale nie jest ono kradzione, to nie krew tych, którzy je wydobyli barwi szkło? – zapytał absolutnie serio, czarnymi jak węgle oczy świdrując postać dobrodusznego szklarza. – Czy w ten sposób piasek próbowany w ogniu ukazuje prawdę o tym, co go dotyka? – pustynia była ważnym elementem życia Key. Kiedyś przez dwa miesiące podróżowała z matką i nomadami, aby odnaleźć siebie. Aby siebie nie zagubić, kiedy ciało pozostawało dzikim wiatrem mogącym w każdej chwili rzucić na ziemię inny kolor.

Barwny, orientalny ptak - potencjalny klient Eliasa - oblizał wargi, nie myśląc o tym, że jadł wczoraj, a dziś tylko we fretkowej postaci udało mu się podkraść pół bułki przed ponownym wyjściem na Londyńskie ulice. – Jak pachnie kobalt? Mógłbyś mi pokazać? – padło pytanie pełne nadziei, jakby krew na złocie, nie zrażała ciekawego świata umysłu. Ciekawego nosa. Jej nos też chciał wiedzieć.

Na pytanie Eliasa o możliwości luster wyprostował się i zaśmiał nieco nerwowo. W szkole śmiali się z tych zabobonów, ale dla niego... – Lustra są niesamowite i na pewno niektóre są portalami. Nie takimi co pozwalają podróżować po świecie, ale wiesz... takimi do innych światów. Do światów duchów. Do królestw pustynnych ifrytów. Do podwodnych skarbców. Lustra, nawet najmniejsze potrafią ściągać też duchy. O patrz, tu mam takie jedno... Niestety za słaby jestem w gębie, żeby jakiegoś zaprosić na małą posiadówkę. Potrzebne jest też odpowiednie kadzidło, ale no... lustro jest lustrem. – Energicznie sięgnął do swojej torby pełnej... wszystkiego. Tak to bywało gdy człowiek z jednej strony cały swój dobytek nosił na plecach, a z drugiej miał skłonność do gromadzenia pamiątek. Chwilę pogrzebał w swojej torbie mającej wszystko i w końcu wyciągnął niewielkie zawiniątko. W barwnej szmatce znajdował się złocisty naszyjnik przedstawiający nieco rozlazłą twarz, ale po drugiej stronie graweru zalśniła gładka lustrzana tafla. Chłopak pochylił się do Eliasa konspiracyjnie, dotykając palcami powierzchni.
– Moja matka tak gadała z babcią i prababcią i praprababcią i prapraprababcią. Ja niby też bym mógł ale zdążyła umrzeć zanim powiedziała mi jak to się robi. – Przykra sprawa być sierotą, ale najwidoczniej mężczyzna nie przejmował się tym zbytnio pogodzony z tym faktem. – A może... potrzebowałbym po prostu swojego takiego? Jak myślisz? Czy wtedy lustro wiedziałoby czyje jest i zaczęłoby działać?

ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#4
09.03.2025, 00:11  ✶  
— Składniki rzemieślnicze mamy z legalnych źródeł — zapewnił, w porę gryząc się w język, nim spytał, skąd takie podejrzenia.

Na pytanie o zapach kobaltu, rozchylił usta, aby zaraz znowu je zasznurować. Zamyślił się na chwilę. W sumie powinien mieć gdzieś tutaj fragment rudy. Za ladą walało się mnóstwo rzeczy. Narzędzia, dokumenty, próbniki, katalogi poglądowe, składniki do wytwarzania, odrzuty z produkcji... Tak, to chyba będą odrzuty z produkcji.

— Proszę, chociaż nie wiem, czy cokolwiek wyczujesz — ostrzegł, wystawiając na ladę kawałek kobaltu. Klient nasz pan, prawda? — Rudy nie mają zbyt dużo... kolorytu. Zapachowego.

Jego rysy twarzy stężały, gdy gość się roześmiał. Ech, ile razy podobny dźwięk rozbrzmiewał już w jego uszach, gdy próbował opowiedzieć komuś spoza swojego kręgu znajomych o swoich licznych teoriach dotyczących owianą tajemnicą Krainą Czarów. Gdyby trafił w końcu na kogoś, kto faktycznie byłby gotów go wysłuchać i jeszcze wsłuchać się w to, co właściwie miał do powiedzenia. Każde kolejne słowa wypowiedziane przez drugiego mężczyznę sugerowało mu, że być może w końcu znalazł kogoś takiego.

— Zgadzam się. Lustra faktycznie są niesamowite — zaczął ostrożnie, rozglądając się niepozornie na prawo i lewo. Wolał się upewnić, że nie dołączy do nich nagle żaden inny klient, skoro miał zacząć rozmawiać na ten temat. Bądź co bądź, większość jego znajomych nie wierzyła w te ''bzdury''. A przecież musiało tam tkwić, chociaż ziarenko prawdy. — Tutaj mamy podobną legendę. Może nie o duchach i ifrytach, ale o mistycznej krainie zamieszkanej przez szalonego twórcę kapeluszy, dziwnego kota i inne fantazyjne istoty. Była kiedyś taka Alice, która dostała się tam, podążając za białym królikiem. Wpadła do dziury. Ale za drugim razem... Za drugim razem dostała się tam przez lustro. Coś w tym musi być.

Skoro istniało Limbo, Azkabanu bronili dementorzy, a każdy mieszkaniec magicznej dzielnicy potrafił lepiej lub gorzej czarować, to czemu za jednym z luster czarodziejów miałby nie znajdować się inny świat? Wystarczyło tylko znaleźć odpowiednie drzwi. Albo uniwersalny klucz, który odblokowałby przejście z dowolnego zwierciadła na ziemi...

— Nie wiedziałem, że istnieją lustra do rozmawianie ze zmarłymi — odparł takim tonem, jakby w ogóle nie wierzył, że podobny artefakt mógłby w ogóle istnieć. Po co czarodziejom byłyby w takim układzie medium komunikujące się z zaświatami? — Słyszałem za to o lusterkach dwukierunkowych. Szef miał kiedyś przyjemność skalibrować kilka par po tym, jak się trochę potłukły. Tamten mechanizm polegał na tym, że działał w konkretnym zestawie. Nie mógł się łączyć z innym lustrem dwukierunkowym spoza konkretnej pary.

Czy miał do czynienia z jakimś egzotycznym wariantem tego wynalazku? Naszyjnik nie wydawał się pochodzić z Europy, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Oczywiście, jego znajomość biżuterii była co najwyżej powierzchowna. Może eksperci w salonie jubilerskim albo doświadczony złotnik mogliby rzucić nieco więcej światła na sprawę. Jedyną rzeczą, którą mógł z całą pewnością stwierdzić Bletchley, było to, że ten egzemplarz ewidentnie został zaprojektowany z myślą o kobietach.

Historia jego obecnego właściciela zdawała się to tylko potwierdzać. Teraz pewnie będzie służył jako przycisk do papieru lub ozdoba na regale, pomyślał z przelotnym uśmiechem, zerkając to na czarodzieja, to na złocisty naszyjnik. Raczej nie będzie używany jako męski dodatek, bo większość mężczyzn wyglądałaby z nim trochę śmiesznie na szyi. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę modę popularną wśród angielskich czarodziejów.
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#5
13.03.2025, 23:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2025, 00:00 przez Keyleth Nico Yako.)  
Prychnęła rozbawiona na to pospieszne zapewnienie. Ostatecznie każde złoto splamione było krwią z tego prostego powodu, że się je brało z kopalni. Każdy pieniądz śmierdział. Każdy pieniądz niósł ze sobą jakieś cierpienie. Głos matki niemal szeptał jej to obecnie do ucha, więc wzdrygnął się, skupiając swoją uwagę na grudce.

Nie miał pojęcia o rzemiośle i był głęboko rozczarowany, że zgodnie ze słowami Eliasa, kobalt pozbawiony był zapachu.
– Ale to przecież nie jest niebieskie! – zauważył przytomnie, ściągając brwi w niedowierzaniu i powątpiewaniu, czy ów jegomość rzeczywiście pokazał jej dobrą grudkę. No ale przecież z drugiej strony nie pomyliłby się tak sromotnie, prawda? Bez większych ceregieli Key wziął w palce metal i zaczął go całkiem sprawnie obracać. To była jednak ziarno, nie piękny kwiat. Lep palców nie zadział zbyt skutecznie. Poza tym rozmowa, OCH rozmowa była taka fantastyczna!

–Legendę? To musi być prawda! – krzyknął, totalnie ślepy na niezręczność Eliasa, na jego nerwowe rozglądanie się po zakładzie. – Wiadomo, że są światy, a skoro u Was mówi się o takim, to z pewnością ktoś tam był inaczej przecież by o tym nie mówili! – To nie było do końca tak, że Keyleth nie miała filtra i nie potrafiła rozróżnić bajek od rzeczywistości. Każda bajka jednak, każda opowieść niosła ze sobą przesłanie wystające ponad słowa. Każda bajka była w pewnym sensie prawdziwa - musiała mieć jakiś swój początek. Tak jak kłócące się góry, jak później się okazało były to ruchy tektoniczne. Albo króliki przemieniające się w kobiety - wiadomo, że animagowie. Czekała, by spotkać fae na tej ziemi i patrzeć czy porywają do swojego bajkowego świata w którym dzieci stawały się posiłkiem. Ekscytowało ją to i przerażało jednocześnie.

– Ale w ogóle to było to to samo miejsce? Czy jednak może inne. – Tak ciemne, że niemal czarne ślepia wpatrywały się intensywnie w twarz rzemieślnika, w konspiracyjnym do niego nachyleniu. – Myślisz, że byłbyś w stanie zrobić takie lustro portal? To byłaby kwestia tego co odbija, szkła czy ramy? A może okoliczności wyrobu? Odpowiednich... run? A może... może wszystkiego tego na raz? [b]– I ta cała Alice. To była czarownica? Żyje jeszcze? – Kto by się tam przejmował jakimiś dwukierunkowymi lusterkami, gdy tu taka opowieść, taki świat, podobny do tego faeńskiego. Wyciągnął dłoń po swój wisior, nieco w roztrzepaniu, bezmyślnie. I nagle w tym samym momencie strasznie, strasznie, najstraszniej zaburczało mu w brzuchu. Jego twarz zrobiła możliwie najgłupszą minę, mieszankę szoku i odrazy do samego siebie, czyli tak zwane bardzo popularne zażenowanie. Kiedy jadł ostatnio? Chyba podkradł jakąś czerstwą bułkę rano będąc w postaci zdecydowanie mniejszej. – Em to tak, to tak, no, hehe przepraszam, chyba coś ee... to ten londyński klimat. Temperatura wzmaga apetyt bardziej niż morze. – żachnęła się lekko zaniepokojona czy uda jej się utrzymać właściwa powłokę, skoro ciało, jego rdzeń było nieszczęśliwe. – W lustrze pragnień to chyba teraz ze trzy dziki pieczone byłyby tu przede mną. Czy co tez jecie ee... gulasze i te no... puddingi! – strzelała, nie chcąc w sumie wychodzić, ale czując tykający nad karkiem zegar.
ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#6
15.03.2025, 21:17  ✶  
— Nie jest niebieskie — potwierdził trzeźwo, przesuwając wzrok ze swojego klientka na omawianą grudkę metalu. — Ma za to zdolność wpływania na absorpcję i odbijanie światła, gdy wchodzi w reakcje z innymi materiałami. Kiedy potraktujemy złoto kobaltem, następuje chemiczna modyfikacja jego powierzchni i bum. Taki mamy efekt.

Żeby każdy potrafił to przyjąć na wiarę, pomyślał z żalem Eliasz. Prudence ze swoim zdrowo rozsądkowym podejściem co najwyżej popukałaby się w głowę, niż uwierzyła, że za jakimś lustrem może znajdować się inny magiczny świat. A jego przyjaciele, z którymi trzymał się, odkąd zaklepał swoje łóżko w szkolnym dormitorium? Może i by mu przytaknęli, ale nie byłby pewien, czy uwierzyliby w jego historię. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że rzekomo autor Alicji z Krainy Czarów był zwykłym mugolem, który w ogóle nie był związany z magicznym Londynem. Rzekomo. Ale to niektórym wystarczało.

Opowieść wydawała się czerpać z elementów obecnych w świecie czarodziejów. Chociażby mikstury zmniejszająco-zwiększające. Bletchley próbował stosować podobne argumenty w rozmowach z osobami ze swojego otoczenia. Przecież w każdej takiej opowiastce mogło tkwić ziarno prawdy. Gdyby było inaczej, to poszukiwacze dziwów nie podróżowaliby po całej Wielkiej Brytanii, poszukując artefaktów pokroju Fontanny Szczęśliwego Losu czy Insygniów Śmierci znanych z kultowych Baśni Barda Beedle'a.

— Wszystkiego na raz — powiedział nieco zbyt szybko, a jego oczy rozbłysły, gdy wspomniano o stworzeniu takiego przejścia. Och, cóż by to był za projekt! Aż zapomniał o tej Alicji. — To znaczy, tak zakładam. Podejrzewam, że takie zwierciadła musiałyby zostać ze sobą magicznie sparowane podobnie jak lusterka dwukierunkowe. Może dałoby się zainspirować magicznymi obrazami? Ich lokatorzy potrafią podróżować między kopiami swoich obrazów. Z drugiej strony, technologia świstoklików byłaby bliżej pożądanym efektom. — Podrapał się po podbródku. — Rama byłaby dobrym elementem stabilizacyjnym. Zwykłe drewno nie zdałoby tutaj egzaminu. Musiałoby zostać wzmocnione metalem, żeby seria run lepiej się przyjęła na materiale. A cały ciężar stworzenia połączenia między jednym lustrem a drugim spoczywałby na szkle. Skomplikowana sprawa.

I droga sprawa. Chociaż nie obracał się zbyt szybko pośród towarzystwa związanego ze światkiem naukowym świata czarodziejów, tak wątpił, aby jakikolwiek niezależny badacz czy entuzjasta tego typu teorii mógłby sobie pozwolić na sfinansowanie podobnego przedsięwzięcia. Tutaj byłyby potrzebne pieniądze od bogatych rodów czystej krwi. Albo bardzo dużo przelew z jakiegoś biura dającego granty. Marzenie ściętej głowy, biorąc pod uwagę, że teraz Ministerstwo Magii dużo bardziej skupiało się na obronności ze względu na ostatnie działania Śmierciożerców w kraju.

— Mhmm, jemy tu gulasze i puddingi. — Skinął twierdząco głową. A już na pewno on je jadł; przez zaburzenia związane z metabolizmem siłą rzeczy wolał zjeść coś treściwego w większej ilości niż napychać się na zapas drobnymi przekąskami. — Polecam Dziurawy Kocioł. Dobry przekrjój lokalnych dań. Ewentualnie ''Norę Nory'' na Pokątnej. Chociaż tam ludzie raczej chodzą po coś słodkiego. Rozpoznasz mi witrynie. Jakby ktoś się tam zarzygał na różowo na front sklepu.
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#7
15.03.2025, 22:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2025, 15:11 przez Keyleth Nico Yako.)  
Key nie miała zielonego pojęcia o czym mówił Elias. Znaczy wróć, miała pojęcie. O każdej z tych rzeczy tak po trochę. Każde słowo oczywiście miało sens, ale z rzemiosłem było jej tak koszmarnie nie po drodze. Z drugiej strony żywy płomień chłopaka był intrygujący, gdy tak żonglował fachową wiedzą, niepomny na to, że mógłby ją zanudzić. No bo mógłby. Ale kiedy jest się złodziejem tożsamości warto wiedzieć jak mówią i o czym mówią ludzie. Tak gdyby kiedyś przyszło jej udawać szklarza...

– Lubię niebieski i lubię czerwony. Ale najbardziej lubię pomarańczowy i żółty. Przypomina mi o domu. – przyznał z prostotą. – Ludzie tutaj ubierają się strasznie ponuro. Czasem myślę, że takie lustra przejścia też by się świetnie sprawdziły żeby móc sobie przejść z jednego domu do drugiego, na absolutnym końcu świata, gdzie woda ucieka w kosmos. – westchnął rozmarzony. – Takie runy metalowe w drewnie... to wiele sztuk na raz prawda? Jesteś też snycerzem? Robiłeś te ramy? Chciałbym, żeby moje ręce też się do czegoś więcej nadawały niż noszenia i ciągnięcia lin... Czasem podczas dłużących się rejsów strugałem coś, ale no... aż wstyd pokazać te moje małe ptaszki – parsknął, żałując że nie może prosić o pokazanie mu większej ilości szklanych drobnostek. Nie były drogie ale nadal błyszczały. Zamiast tego schowała wisior po swojej matce do torby.

Na wzmiankę o obrzyganej cukierni zachichotała. Całkiem dziewczęco. Zaraz potem czkawka dała o sobie znak. – Ghaaaa gulasz i puding ee... – kiesa wciąż pozostawała pusta, poza paroma wymiętoszonymi mugolskimi banknotami Key była stanowczo bez grosza przy duszy. Przygryzł wargę zastanawiając się na ile Elias dałby się na to złapać. Ale... kto nie zarzuca wędki ten nie ma szans na rybę, prawda?
– Nie masz teraz może jakiejś przerwy obiadowej? Albo końca zmiany? Moglibyśmy się przejść razem, poopowiadałbyś mi o tym drewnie pod ramę, metal na runy też pewnie powinien być jakiś wyjątkowy. Może w tej opowieści są jakieś detale związane z liczbami i proporcjami, które Ci umykają. Mógłbym pomóc, a Ty zadbałbyś żebym dotarł do dobrej garkuchni nim padnę z głodu na londyńskiej ulicy mm? – zaproponował, z nadzieją wlepiając weń swoje ciemne jak dwa węgielki ślepia.

ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#8
15.03.2025, 23:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2025, 23:53 przez Król Likaon.)  
— Taki tutaj mamy klimat. Miasto nie ma teraz za bardzo, z czego się cieszyć — mruknął cierpkim głosem na wzmiankę o braku koloru pośród londyńskich czarodziejów.

Nie, żeby ta odzywka cokolwiek tłumaczyła. Trudno było w kilku słowach objaśnić jaki wpływ na lokalnych mieszkańców miały fale napaści z ostatnich lat w wykonaniu Śmierciożerców i niedawny atak terrorystyczny na obchody święta Beltane w Dolinie Godryka. Gdyby tak przedstawić obcokrajowcowi obecną sytuację w kraju od A do Z, to jeszcze pomyślałby, że trzeba się stąd ulotnić, zamiast zwiedzać. Na szczęście Elias pozostawał skąpy w słowach. Im bardziej ''rozwojowa'' stawała się sytuacja między Czarnym Panem a Ministerstwem Magii, tym bardziej cieszył się, że trzymał się z dala od burdelu. Dzięki Matce za Brygadę Uderzeniową i Biuro Aurorów.

— Nie. Zdarzało mi się odnawiać meble czy drobne artefakty w sklepie, ale nie tworzyłem z drewna niczego od zera — przyznał, krzywiąc się lekko na wspomnienia z pracy u Cattermole'ów. Nie, żeby źle wspominał ten okres, ale teraz, gdy pracował tylko i wyłącznie ze szkłem czuł się o niebo lepiej. Na pewno zaliczał mniej wpadek przy klientach. I z udziałem klientów. — A co ramy... Jedna runa raczej nie załatwi sprawy? — Zamilkł na moment, jakby stracił nieco pewności siebie. — Lustra teleportacyjne to byłaby... poważna magia. Przez duże ''P''. Musiałaby być szalenie dobrze przetestowana i wystarczająco silna, aby w jednym kawałku przenieść osobę z jednego miejsca w drugie. I działać inaczej, ale podobnie do świstoklików. Utrzymanie tego potencjału magicznego... No, pewnie nie byłoby łatwe.

Zmarszczyło czoło, gdy z gardła mężczyzny wydobył się zaskakująco ostry, niemal histeryczny chichot. Może podróże morskie miały taki wpływ na struny głosowe? A może to od śpiewania szant, pomyślał z lekkim niedowierzaniem, zakładając, że jego gość musiał być marynarzem. Rejsy, liny... Hmm… Może to jednak nie był typowy turysta, a jakiś wędrowny wilk morski, który po prostu zwinął do najbliższego portu? Zanim zdążył rozwinąć tę myśl, nadciągnęła kolejna fala pytań.

Przygryzł lekko dolną wargę. Walczyły w nim teraz dwa wilki. Jeden z nich chciał trzymać się codziennej rutyny i nie olewać pracy na rzecz nowopoznanej osoby. Facet się nawet nie przedstawił. Poza tym odbiegało to dość znacznie od jego etyki pracy. Nie wyrywał się na lunch w nieregularnych godzinach. Zazwyczaj. Z drugiej jednak strony obcy wykazał się dość niespodziewaną otwartością i wydawał się zainteresowany jego teoriami na temat luster, wynalazków magicznych i innych światów. Ech, nie znosił takich dylematów. Wszystko pozostawało w rękach losu.

— Emm — zaciął się na moment, rozglądając się po ścianach w poszukiwaniach zegarka. Koniec końców jego wzrok spoczął na cyferblacie zawieszonym nad wejściem do pracowni. — Nie za bardzo mam jak teraz wyjść. W sumie dopiero niedawno zacząłem i nie za bardzo ma mnie kto zastąpić. — Wzruszył sztywno ramionami. — Może za dwie godziny mi się uda? Dwie i pół? Nie wiem tylko, czy chcesz tyle na mnie czekać, skoro wyraźnie umierasz głodu.
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#9
21.03.2025, 17:00  ✶  
Key czuła, że jej chwile w tym sklepie są policzone i strasznie ją wkurzało kilka rzeczy. Po pierwsze nawet nie zdążyła się lepiej rozejrzeć, bo ją typek zagadał, a to ona miała zagadać jego i podwędzić mu coś za co mogłaby zjeść dzisiejszy obiad. Po drugie mimo że wszystko się tak pięknie błyszczało, to raczej za kawałki lustra nie zarobiłaby zbyt wiele, więc chciała go naciągnąć na dzisiejszy obiad i to też nie zdało egzaminu.

Czuła się tak, jakby jej rybka zerwała się z żyłki i wcale jej się to nie podobało. Sapnęła nieco poirytowana nie wierząc za bardzo, żeby za te dwie godziny się zobaczyli w tym całym kotle. Z drugiej strony nie powinna palić mostu, w Londynie w końcu chciała zostać na dłużej. Może typek nie jest jeleniem, ale byłby dobrym paserem? A może podsycona myśl o magicznym lustrze sprawi, że mogłaby być jego dostawcą dziwnych składników, których potrzebowałby do swojego życiowego projektu? Strzepnęła więc zły nastrój ze swojej zmetamorfowanej buźki.

– Dobra, to ja lecę, a Ty dojdziesz do Kotła jak skończysz. Jestem Nico tak w ogóle. – Wyciągnął dłoń na przedstawianie i właściwie pożegnanie, uśmiechając się pojednawczo. Jestem Nico, bardzo chujowy złodziej ja pierdole. Wypominała sobie w głowie, gdy wychodziła z zakładu. Ostatecznie jednak coś ze sobą zabrała. Myśl o świecie opisanym przez Eliasa została z nią na dłużej nie tylko jako potencjalne dla niej źródło zarobku. Zdawało się, że matka opowiadała jej podobną historię. Będzie musiała mu ją sprzedać następnym razem. Tylko tam nie był królik tylko jeżozwierz.

Pogwizdując fałszywie szybko śmignęła do jakiegoś ciemnego zaułka, by wrócić do swojej wyjściowej postaci. Może tak łatwiej uda się jej znaleźć kogoś, kto postawiłby jej obiad?

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elias Bletchley (1940), Keyleth Nico Yako (1849)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa