• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[04.09.1972] a comprehensive guide to navigating parallel dimensions || A.G. & N.F.

[04.09.1972] a comprehensive guide to navigating parallel dimensions || A.G. & N.F.
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#1
09.03.2025, 05:02  ✶  
Bywały takie chwile, gdy zmiana planów przychodziła samoistnie. Momenty, kiedy nie trzeba było zastanawiać się nad nią nawet przez kilka minut. Wystarczyła zaledwie sekunda czy dwie, aby obrać zupełnie inny kierunek niż spodziewany. To był właśnie taki przypadek, bowiem, nawet jeśli zamierzali zrobić te wszystkie zaległe zakupy na Pokątnej czy Horyzontalnej, musieli odłożyć to na później.
Jak bardzo na potem? Nie wiedział. Prawdę mówiąc, trudno było mu ukryć, że Eleonora całkowicie zbiła go z tropu. Jej słowa spowodowały u Ambroisa zupełną mentalną pustkę. Stan tak głębokiego skonfundowania, w jaki mało kto bądź co było w stanie go wprawić. Tym bardziej, że w ostatnim czasie widział i słyszał tak dużo, że naprawdę nie sądził, by coś jeszcze było go w stanie tak głęboko zaskoczyć.
A jednak najwyraźniej ponownie się mylił i zakładanie czegokolwiek z góry powoli przestawało być właściwą domeną rozsądnego człowieka, za którego mimo wszystko się uważał. Prawdopodobnie powinien być przygotowany na wszystko.
Spodziewaj się spodziewanego, ale spodziewaj się też niespodziewanego, czyż nie o czymś takim zwykł mówić w kontekście własnego zachowania? Najwidoczniej Nora postanowiła wreszcie pójść w jego ślady. Tyle tylko, że nie pod kątem medycyny, do której zdecydowanie miała dryg i naturalny talent a pod kątem podejmowania chaotycznych decyzji i nagłych zmian narracji.
Ta najnowsza była...
...kurwa naprawdę trudna do zrozumienia bez głębszych wyjaśnień. Tych, których teraz nie dało się dłużej odwlekać. To było wyjątkowo jasne. Zarówno dla niego, jak i dla Figgówny, z którą zamiast na zakupy udał się w zupełnie inne miejsce.
Z powrotem do cukierni. Kolejny raz na krzesło na zapleczu. Po jeszcze dwie szklanki bez słowa postawione na stoliku i wypełnione całkiem przyzwoitą ilością alkoholu. Nie za dużą. W końcu mieli środek dnia, obowiązki wymagające trzeźwego umysłu i tak dalej, ale ta sytuacja zdecydowanie nie mogła obejść się bez kolejki czy dwóch. Po prostu nie istniała taka możliwość.
- A więc - zaczął, jakby chodziło o coś zupełnie normalnego.
Ot, całkowicie zwykła rozmowa na temat czegoś, co zdarzało się niemalże każdego dnia. Przynajmniej kilka razy w tygodniu czyjąś przyjaciółkę, praktycznie siostrę z innej matki ponownie doganiała przeszłość. Łapała ją w jakimś przypadkowym miejscu, wciskała kamyk na jej palec i rzucała ją z powrotem wiele lat wstecz. Do czasów rozpoczęcia historii, która w tym samym momencie obierała zupełnie inny bieg.
Wszelkie krzywdy zostawały zatarte. Samotne noce były wymazywane z pamięci. Walka o utrzymanie się przy powierzchni, ułożenie sobie życia mimo utrudnionego startu w dorosłość. Trudy samotnego macierzyństwa. Wszystkie te fragmenty wspomnień znikały niczym za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Choć może nie? Nie do końca? W końcu zaklęcia pozostawiały po sobie jakiś ślad.
Tymczasem te wydarzenia wyparowywały tak, jakby nigdy ich nie było. Zupełnie nie pozostawiając po sobie śladu. To nie było jak starannie rzucone Obliviate. Nie była to też hipnoza. Wymazywanie pamięci, wszczepianie sztucznych wspomnień. To było coś innego, coś właściwego, bo tak przecież działa realne życie, czyż nie? Można tak po prostu cofnąć się w czasie, zmienić podejmowane decyzje i przeżyć wszystko od nowa. W lepszy sposób, prawda?
Prawda?
Kłamstwo. Bujda.
Pewnych rzeczy nie da się zmienić. Niektóre fakty pozostają z człowiekiem na wieczność. Dokonywane wybory pozostawiają po sobie ślad. Czasami miękki i czuły jak delikatnie różany odcisk szminki na policzku. Jednak równie często ostry i wyraźny niczym pęknięcie na szkle, po którym ktoś nieopatrznie przesunął rozciętą opuszką palca.
- Ojciec Mabel - pociągnął, mierząc Norę badawczym spojrzeniem.
Tak, ojciec Mabel, mityczny obecny narzeczony, człowiek widmo bez imienia i nazwiska, za to przez wiele lat pozostający poza ramą obrazka.
Teraz ewidentnie nie tylko powracający do malarza, dając domalować się na horyzoncie. Nie wypełniający lukę, bo takiej zdecydowanie tam nie było. O nie. Tworzący poprawioną wersję, obraz 2.0.
Kto nie byłby sceptyczny słysząc takie wieści?
Nie było ludzi bez winy, każdy miał swoją historię. Medal zawsze miał dwie strony. Nie istniała wyłącznie jedna prawda tak samo jak nie dało się nazwać tylko jednej perspektywy tą słuszną, uniwersalnie właściwą. No, chyba że było się Ambroisem Greengrassem, który miał wyjątkowo dużo lat, żeby przyjąć konkretną narrację. Nieistotne, że zrobił to już praktycznie na samym początku. W istocie ukształtowanie sobie zdania na temat całej sytuacji nie zajęło mu nawet jednej dziesiątej tego czasu.
Liczyło się to, że o ile potrafił zweryfikować swoją opinię, zapoznając się z nowymi faktami (do czego teraz poniekąd dążył), o tyle wcale nie był tak entuzjastycznie skory do zmiany już dawno wydanego werdyktu. Szczególnie, gdy chodziło o ludzi, na których mu zależało.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#2
18.03.2025, 00:31  ✶  

Roise miał pomóc jej w zakupach. Mieli ogarnąć kilka spraw na mieście, jednak coś poszło nie tak. Dość szybko wrócili do cukierni, nie do końca tego się spodziewała, ale chyba faktycznie wypadało wyjaśnić mu kilka rzeczy. Ostatnio sporo się wydarzyło w jej życiu, nie miała czasu mu o tym opowiedzieć, liczyła na to, że jej to wybaczy, bo nie znosiła takich sytuacji. Naprawdę nie chciała go w tym wszystkim pominąć, był dla niej ważny, był jej przyjacielem, powinna była się z nim wcześniej skontaktować, ale ostatnio dużo się działo. Nie do końca była w stanie odnaleźć czas na to, aby faktycznie robić wszystko tak, jak powinna. Nie mógł się o to na nią obrazić, na pewno tylko się droczył? Prawda? Tak, wolała trzymać się właśnie tej myśli, znała go przecież, na pewno by się na nią nie obraził za coś takiego. To był Roise, który był trochę prawie jak jej starszy brat, w sumie zawsze traktowała go właśnie w ten sposób.

Nie miała pojęcia, że to, co miała mu do powiedzenia zrobi na nim takie wielkie wrażenie (ta, jasne). Tajemnica, którą skrywała przez wiele lat, w końcu ujrzała światło dziennie. Wcale nie było to dla niej takie łatwe, jakby się mogło wydawać. Nikomu póki co jednak o tym nie wspominała, bo aktualnie to ona robiła za najbardziej ogarniętą osobę w swoim towarzystwie. Wszyscy opowiadali jej o swoich własnych sprawach, problemach, jakże mogłaby w takiej sytuacji mówić o tym, co gryzło ją samą? Nie zamierzała zajmować ich czasu, zamiast tego po prostu dusiła wszystko w sobie, przeżywała swoje małe tragedie bez ingerencji nikogo z zewnątrz, to też nie było niczym nowym. Panna Figg nie znosiła obciążać innych tym, co działo się w jej życiu, opowiadać o swoich troskach, to nigdy nie było dla niej typowe. Wolała stanowić oparcie dla wszystkich wokół.

Znaleźli się z Roisem w jej kuchni, po raz kolejny. To było miejsce, w które mało kto się zaszywał, mieli tu odrobinę prywatności, nikt nie powinien im przeszkodzić w tej konwersacji, a właściwie chyba miała mu sporo do powiedzenia. Skoro chciał to usłyszeć, to nie zamierzała odbierać mu tej wiedzy. Byli przyjaciółmi, nie chciała niczego przed nim ukrywać, szczególnie gdy zobaczyła, że był dość mocno skonfundowany po tym, co mu wcześniej powiedziała.

Jako, że godzina była dość wczesna nie mogli sobie pozwolić na to, by znowu się upić. Ich ostanie spotkanie skończyło się dość sporą ilością wypitego alkoholu, tak, zdołała go namówić do adopcji kota, więc naprawdę przekroczyli wtedy granicę przyzwoitości jeśli chodzi o spożyte trunki. Wiedziała, że nie było szans na to, aby zgodził się na to na trzeźwo, a tak skończył z różowym kotem w swoim domu, co uważała za całkiem urocze, Roise miał naprawdę dobre serce, chociaż mało kto miał tego świadomość. Ona o tym wiedziała, wiele razy miała szansę dostrzec tę jego stronę.

Sięgnęła po szklankę i zamoczyła w niej usta. Ta rozmowa nie miała być prosta, miała tego świadomość. Poinformowała już kilka najbliższych osób o tym, jak wyglądała sytuacja, ale nadal było to dla niej dość trudne. Wcale nie tak łatwo było opowiadać o swojej największej tajemnicy, którą skrywała przez tyle lat przed całym światem.

Westchnęła ciężko, wbiła spojrzenie w szklankę, którą trzymała w dłonie. Nie tak łatwo było jej zacząć mówić, bo właściwie w jaki sposób powinna była mu to przekazać?

- Ojciec Mabel ponownie pojawił się w moim życiu. - Tak, chyba od tego było warto zacząć, chociaż właściwie to chyba już mu to przekazała? Cóż, wypadało zacząć od początku, to chyba był początek?

- Poznałam go, gdy byłam bardzo młoda. - Nie pamiętała ile miała lat właściwie, kiedy się poznali. Samuel zawsze kręcił się gdzieś w okolicy, pisali do siebie, kiedy chodziła do Hogwartu, ta znajomość trwała bardzo długo, a przynajmniej tak się jej wydawało. - Zwyczajna historia, chłopak, dziewczyna, polubiliśmy się, przyjaźniliśmy, później zakochaliśmy się w sobie. - Nie wydawało jej się, aby miała mu coś więcej do powiedzenia. - Później miałam wyjechać do Francji, ale nie wyjechałam, bo zaszłam w ciążę. - W sumie akurat tę część historii Roise znał bardzo dobrze, to nie powinno być dla niego nic nowego.

- Kiedy nasze drogi się rozeszły, nie wiedziałam jeszcze o Mabel. - To było dość istotnym szczegółem. Ona chciała wyjechać, a on nie był gotowy na to, by opuścić Dolinę. Chciał jej dać wolność, bez zbędnego tłumaczenia. Postanowiła więc sama znaleźć się w wielkim świecie, tyle, że wszystko się zmieniło, gdy dowiedziała się o tym, że nie będzie już sama. Nie chciała wracać, szukać pomocy, zmuszać kogoś, aby tkwił z nią w niechcianej relacji tylko przez to, że pojawiła się Mabel. - Nie powiedziałam mu o niej, bo nie chciałam, żeby czuł się zobowiązany. - Bardzo głupie myślenie, ale wtedy jeszcze nie do końca wiedziała, jak właściwie powinna się zachować, wybrała drogę, która wydawała się jej być najbardziej właściwa.

- Ostatnio przypadkiem się spotkaliśmy, jakoś tak wyszło, wiesz? - To chyba było też dość istotną częścią tej historii. - Wróciliśmy do tego, co było, powiedziałam mu o Mabel, oświadczył mi się. - Stało się to dosyć szybko, teraz właściwie dostrzegała, jak bardzo szybko, ale to chyba nie było nic złego?

Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#3
01.04.2025, 19:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2025, 23:20 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)  
Nie zamierzał przerywać Norze, nawet jeśli zdecydowanie nie potrzebował znacznej części tej całej historycznej oprawy, jaką mu zapewniała. Był od niej starszy. Był starszy nawet od jej starszego brata, przez którego nawiązali relację. Tę trwającą już od wielu lat. Tę praktycznie na poziomie biologicznego rodzeństwa. Przyjaźnił się z Thomasem od wczesnych czasów szkolnych, przez co miał okazję poznać młodszą siostrę Figga na długo przed całą sytuacją z Mabel i z nieobecnym ojcem dziecka niespodzianki.
Aż za dobrze pamiętał tamte czasy. W końcu sam miał wtedy dwadzieścia sześć lat, własny rozum, doskonały wzrok i jeszcze lepszy słuch. Co z tego, że zupełnie niewrażliwy na to, co gadali ludzie.
W tym wypadku nigdy nie zamierzał oceniać Eleonory. Nie upadł tak nisko, żeby opowiedzieć się po tej stronie opinii publicznej. Wręcz przeciwnie: wielokrotnie zaznaczył swoje stanowisko. W mniej czy w bardziej konkretny sposób.
Za każdym razem w zgodzie z tym, czego wymagała od niego sytuacja. Co było zgodne z jego własnymi przekonaniami i bardzo mocno ukształtowanym światopoglądem. A przede wszystkim ze zdaniem, że próba najazdu na młodziutkie panny za nieplanowane ciąże. Tudzież obrabiania im dupy pod ich nieobecność, ale w obecności członków rodziny była raczej co najmniej nieprzemyślana.
O ile był w stanie wzruszyć ramionami, parskając prześmiewczo na wszelkie absurdalne komentarze na jego temat, o tyle tu zdecydowanie stawiał granicę. Tolerował większość plotek o sobie, bo spływało to po nim jak woda po kaczce.
Mimo wszystko, był jednak raczej bardzo specyficznym typem osoby. Zdawał sobie z tego sprawę. Nie wszyscy aż tak bardzo nie przejmowali się otoczeniem. W takim wypadku, kiedy mógł zainterweniować, interweniował. Zazwyczaj dosyć wymownie wskazując innym ich własne miejsce.
Wieloletnie obracanie się wśród ciotek, kuzynek, innych przedstawicielek płci pięknej oraz Romulusa Pottera miało swoje nieprzewidziane benefity. Ambroise potrafił wbijać i te bardziej wysublimowane szpile. Takie stworzone nie z metalu, lecz starannie wyłuskane z wachlarza towarzyskich plotek. Drobne, ale piekące igiełki nasączone idealną dawką jadu. Trucizną powoli rozprzestrzeniającą się po krwioobiegu. Docierającą do mózgu.
Teraz sam czuł się trochę przytruty tym, co słyszy. Jednakże w tym momencie zamierzał dać Norze snuć opowieść. Tak długą i szczegółową jak sobie tego życzyła. Nawet, jeśli sam nie potrzebował tych wszystkich wypełniaczy dotyczących faktów oraz wydarzeń, których sam był świadkiem.
- Ostatnio - powtórzył cicho, dopiero wtedy, gdy zakończyła.
Całkiem spokojnie i wbrew pozorom wcale nie z przekąsem. Raczej zastanawiając się nad wydźwiękiem wypowiedzi dziewczyny. Być może na ułamek sekundy przenosząc przy tym wzrok na jej palec, na którym nosiła pierścionek zaręczynowy. Jednak bardzo szybko powracając do twarzy towarzyszki. Zupełnie tak, jakby to przelotne spojrzenie nigdy nie miało miejsca. Jak gdyby było nieistotne. Ot, coś zupełnie przypadkowego.
Bujda.
Oczywiście, że miało swój konkretny cel. Roise rzadko kiedy robił coś zupełnie przypadkowo. Zwłaszcza w sytuacjach takich jak ta, kiedy to musiał szczególnie skupiać się na prowadzonej rozmowie. W końcu nie chciał utrudniać Norze dzielenia się dostatecznie ciężkimi wyznaniami.
Nie wytykał Figgównie tego, co zasugerowała a jedynie zwrócił uwagę na to jedno konkretne słowo. Ostatnio. Nie sądził, aby mogła użyć tego określenia w kontekście początku tego roku lub jakiejś późniejszej daty. Znał ją. Musiało chodzić o coś wczesnego, co samo w sobie mówiło mu bardzo wiele. I nie. To nie były wnioski napawające optymizmem.
Zamilkł na chwilę, wpatrując się w nią, jakby próbował odczytać odpowiedź w jej oczach. Cała ta historia. Decyzja. Pierścionek na palcu. To, że wcale nie brzmiała euforycznie...
- Posłuchaj - zaczął powoli, starając się ważyć kolejne słowa; jego głos był łagodny, ale wciąż zdecydowany.
Odruchowo zgarnął ręką włosy z czoła, zastanawiając się nad tym, co powinien powiedzieć. Moment później spojrzał na nią z troską, starając się ująć wszystko w słowa, które nie zraniłyby jej uczuć. Mimo wszystko, nie chciał być brutalnie szczery. Nie w przypadku Nory. Wiedział, że jest twarda, ale nie potrzebował dokładać jej ciężaru. Jedynie nie był do końca pewien tego, co usiłowała mu przekazać. Patrzył na nią przez chwilę, zastanawiając się jak najlepiej powinien wyrazić swoje wątpliwości.
- Być może nie jestem najlepszym człowiekiem do tej roli, ale... ...kiedyś prawie się zaręczyłem, wiesz? - Nie, nie sądził, żeby zdawała sobie z tego sprawę, więc nawet nie próbował czekać na odpowiedź. - Zamierzałem to zrobić. Byłem tego bliski. To nie był impuls. Mimo, że... ...możesz mi wierzyć albo nie... ...poniekąd od samego początku wiedziałem, że to ta jedyna. Albo ona, albo żadna inna. Nawet przy tej świadomości, żyliśmy ze sobą przez wiele lat zanim uznałem, że to właściwy moment - błędnie, ale nie zamierzał o tym wspominać.
Nie o to chodziło, by wplątać w ich rozmowę jeszcze to posępne przypomnienie o trwającym konflikcie czy o jego własnych traumach. Nie był kimś skłonnym do zwierzeń. Nigdy. To był jeden z nielicznych razów, gdy sięgnął tak głęboko. Odsłonił się, ale po to, żeby spróbowała zrozumieć jego punkt widzenia. W końcu nader wszystko nie chciał jej krzywdzić.
- Doskonale wiesz, o kim mówię - powrócił do tematu, zachowując neutralny wyraz twarzy; tylko oczy miał zmęczone, smutne. - To, czego natomiast nigdy ci nie mówiłem to fakt, że to była moja decyzja. To ja byłem osobą, która odeszła. Tak jak ty zdecydowałaś, że nie powiesz temu człowiekowi o dziecku. Tak ja zostawiłem kogoś, z kim układałem sobie życie. Z całą pewnością tego, co to dla mnie... ...dla nas... ...oznacza - nie musiał powtarzać tamtych wcześniejszych słów, tak? - Albo ona, albo żadna inna - Nora była spostrzegawcza i inteligentna.
Była dobrym słuchaczem, z pewnością to wyłapała, więc po prostu kontynuował tym samym wyjątkowo opanowanym, może nawet trochę chłodnie wyważonym tonem. To nie był łatwy temat, ale w żadnym razie nie chodziło mu teraz o to, by się nad sobą użalać. Potrzebował klarownie przedstawić swój punkt widzenia. Nie teoretyzując, tylko mówiąc o faktach.
Na czym innym miał to zrobić, jeśli nie na własnym przykładzie?
- Mimo tego, że ją kochałe... ...kocham - poprawił się, bo nie miał powodu, by przeinaczać fakty; szczególnie, że wiedział, że Nora nie miała tego nigdy wyciągnąć a być może to było w stanie wpłynąć na jej przemyślenie sytuacji. - Ani decyzja o małżeństwie, ani decyzja o tym, by tego nie robić i odejść. Żadna z nich nie została podjęta w przeciągu kilku chwil. To były miesiące przemyśleń. Pozwól jednak, że daruję sobie mówienie o powodach i szczegółach. Nie one są tu istotne - jak na siebie, zdecydowanie i tak mówił naprawdę dużo.
Powoli, spokojnie, ale wyjątkowo szczerze. Nie zachowując dla siebie tego, co wcześniej zachowywał miesiącami, nie pałając chęcią do rozmów na swój temat.
- Piję do tego - to mówiąc, rzeczywiście nieznacznie uniósł szklaneczkę z alkoholem, wyginając wargi w czymś na kształt posępnego uśmiechu. - Cieszę się z twojego szczęścia. Oczywiście, że tak. Jesteś dla mnie jak siostra. Zależy mi na tobie... ...kocham cię jak własną rodzinę. Może nie mówię tego zbyt często, ale myślę, że to wiesz. Ja to wiem - stwierdził, upijając łyk i odstawiając szkło na blat przed sobą; na kilka sekund zawiesił wzrok na rozbujanej cieczy, unosząc wzrok na Eleonorę. - Ślub to poważna zmiana. Coś, z czym nie warto się spieszyć, jeśli nie trzeba. Jeżeli można pozwolić sobie na to, by poznać tę osobę zanim podejmie się decyzję. Szczególnie poza naszymi kręgami - wiedziała, że mówił o elicie, czyż nie?
Z pewnością zdawała sobie sprawę z tego, w jaki sposób wyglądało to zazwyczaj w jego świecie. U niej wcale nie musiało. Nikt nie stawiał tak sztywnych wymagań. Od wielu lat była matką, głową rodziny. Do tego także pił.
- I jako ta osoba. Jako twój starszy brat, muszę zapytać. Czy jesteś naprawdę pewna, że to nie tylko euforia? Nostalgia? Powiew przeszłości? Że nadal znasz i kochasz tego człowieka? A on bezwarunkowo kocha ciebie? Taką, jaką jesteś teraz? Nie osiem lat wstecz? - Zamilkł na ułamek sekundy, wbijając uważne spojrzenie w Norę, po czym przenosząc wzrok na jej rękę.
Tym razem na dłużej.
Nie pytał, ile tych dwoje znało się przed rozstaniem. Nie o to chodziło. Nora była teraz w tym samym wieku, w którym on był, gdy patrzył na to jak jej życie wywraca się do góry nogami. I jeśli coś jeszcze pamiętał z tamtych czasów to był to fakt, że sam był wtedy zupełnie innym człowiekiem niż w wieku osiemnastu lat. Całkowicie kimś innym niż teraz. Czas zmieniał ludzi. Musiał to powiedzieć. W dalszym ciągu starał się brzmieć całkiem miękko, spokojnie, nie tak, jakby próbował ją upominać.
- Osiem lat to naprawdę dużo czasu. Wiele się zmieniło. Poszłaś do przodu, zostałaś matką, otworzyłaś lukratywny biznes... ...zrobiłaś wszystko, by ułożyć sobie życie przy tym, co ci zaoferowało i... ...nie jesteś już tą samą dziewczyną, co wtedy. Oboje to wiemy. Czas zmienia ludzi, wiesz... ...wy byliście wtedy jeszcze dziećmi... ...martwię się, że tak nagły powrót może być... ...oszałamiający - sam coś o tym wiedział, prawda?
Obecnie sam także miotał się między naprawdę różnymi myślami. Był zagubiony, poplątany. Jego życie zaczęło ponownie wywracać się do góry nogami. Nie chciał, ale mu na to pozwalał. A Eleonora...
...Eleonora była dużo bardziej wrażliwa. Miał tę świadomość. Między innymi dlatego próbował rozmawiać z nią w znacznie bardziej wyrozumiały, łagodny sposób. Mimo to, musząc sięgnąć po te kolejne słowa. Tak, dobrze było słyszeć, że ten mężczyzna chciał wziąć odpowiedzialność za rodzinę. Oczywiście.
Tyle tylko, że Ambroise nie wiedział, czy ze słusznych intencji. W końcu tamten wrócił akurat wtedy, gdy Figgównie zaczęło powodzić się w biznesie. Bywała w prasie. Była coraz bardziej znana. Dziwny zbieg okoliczności, nieprawdaż? Greengrass niespecjalnie w takie wierzył.
- Wieść o dziecku także. O obojgu twoich dzieciach - nie chciał być posłańcem przynoszącym zwątpienie, tyle tylko, że z ich dwojga zawsze był na drugim biegunie realizmu.
Być może nie zamierzał mówić o większym realizmie. Oboje mieli swoje indywidualne doświadczenia. A jednak bezsprzecznie jego realizm był znacznie chłodniejszy, bardziej przekalkulowany, analityczny. Co dla niektórych na granicy pesymizmu, z czym sam Ambroise w żadnym wypadku się nie zgadzał. Po prostu stracił już resztki różowych okularów. Ot co.
Zatrzymał wzrok na twarzy Nory, czekając na reakcję. Ta jednak nie nadeszła, bowiem niemal w tym samym momencie usłyszeli głośny dźwięk dochodzący z innej części klubokawiarni, a następnie czyjeś wołanie zaadresowane do Nory.

Koniec sesji


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2387), Nora Figg (850)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa