• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[1.09 Miles & Basilius] Nowa twarz, nowa ja

[1.09 Miles & Basilius] Nowa twarz, nowa ja
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#21
04.06.2025, 14:26  ✶  
Moment jeszcze przez chwilę unosił się w powietrzu. Moment przeminął zabrany wiatrem rodzącej się w dogasającym dniu jesieni. Jej ręka na moment, na moment zadrżała, w złocistych ślepiach, na moment, na krótki moment zalśnił strach. Miles niczego się nie bała. Miles była odważa. Była dzielna. Mama Miles umarła jej na rękach dwadzieścia lat temu, ale tamten moment na trwale wyrył się w jej pamięć. Nie było krwi. Była bladość, było pogodzenie się ze śmiercią osamotnionej kobiety, której mąż uciekł w pracę, by nie widzieć jej ostatnich dni.
By nie cierpieć, a tylko posprzątać w domu, gdy będzie po wszystkim.

Dłoń zadrżała tylko na moment, impuls przekazując w przedramię, ramię i obręcz barkową. Zapadła się w nim szukając komfortu z niezręcznym uścisku, chowając twarz w załomie szyi.
– Kurwa, fajnie masz. Ja po swojej dostałam ciało konusa i regularne zwidy. – Mówiła oczywiście o Limbo, o nakładających się dwóch rzeczywistościach, o wrażeniu wyobcowania i odrealnienia. Mówiła - zupełnie nieświadomie - o zaspanym, otwierajacym się dopiero trzecim oku. O koszmarach innych dźgających jej zdolność postrzegania, snach i marzeniach pozbawionych sensu.

Jej palce mimowolnie wbiły się w płaszczyznę szczupłych pleców, głos lekko złamał się a dreszcz przeszedł przez po ciele. Przestraszył ją, bo nie było wcale kwestią odwagi mierzyć się z przeciwnikiem, którego nie widać. Któremu nie można zaśmiał się prosto w twarz. Który miał oczy jej matki.
– …tam od razu wrobić. Po co innego taka piękna para jak my miałaby pojawiać się w świątyni w taki piękny wieczór? – mimowolnie zdradzała swój proces myślowy, który oryginalnie przebiegł od mózgu do ust zdecydowanie szybciej. Choć nie, to nie miało zbyt wiele wspólnego z mózgiem. – Chcesz wracać? – zapytała niepewnie, w duchu obwiniając się za zaistniałą sytuację. Nie wszyscy w końcu znosili teleportację tak dobrze jak ona.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#22
06.06.2025, 12:47  ✶  
Zaśmiał się cicho, jedną ręką niepewnie obejmując ją ramieniem, zdecydowanie bardziej po przyjacielsku, jakby próbował rozegnać tym gestem, niezręczne wspomnienie sprzed chwili. Niezręczne, ale miłe wspomnienie. Drugą ręką natomiast, wygrzebał w końcu zagarniętą od Bucky'ego serwetkę i przycisnął ją sobie do nosa. Lichy materiał momentalnie przesiąknął resztkami krwi, a zdradziecki karmin i tak odznaczył mu się na palcach.

– Nie wiem. Pomodlić się? Ludzie się modlą wiesz. Piękne pary też  – rzucił rozbawiony, czując się lepiej, ale z tym uczuciem przyszła również irytacja na własne ciało, że musiało zepsuć taką przyjemną chwilę, że nie reagowało wystarczająco wytrwale, chociaż tego potrzebował. Że tak złośliwie go zdradziło. Znowu. Pokręcił głową. Chciał szybko wstać, aby pokazać, że już mu lepiej, ale… Ale wiedział, że nie był to rozsądny pomysł.

– Ta kapłanka mówiła, że zaraz przyjdzie, czy że mamy do niej dołączyć?– Możliwe, że trochę się wyłączył, a determinowało to trochę ile jeszcze czasu mieli, zanim naprawdę magiczne społeczeństwo zacznie mówić o ich ślubie. Westchnął cicho i przymknął na chwilę oczy, tak jak wtedy, gdy byli na plaży, z tym że teraz to ona opierała głowę o niego. Trochę kusiło go, aby przypomnieć jej o zakładzie. Trochę uważał, że może lepiej będzie zapomnieć o całej sprawie – Może za chwilę? Potrzebuję jeszcze chwili. Wiesz Miles… To miłe, że chciałaś ze mną rozmawiać o tamtym. I nie uważam, że nie wytrzymałabyś trzech miesięcy.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#23
09.06.2025, 23:29  ✶  
Miała swoją opinię na temat modlitw i nie były one zbyt pochlebne, zważywszy na fakt, że Matka nie uratowała jej matki. Miles była mocno rozgoryczona boginią i kościołem i nawet jeśli jej duchowość zapalała kadzidła i wznosiła modły ochronne w Księżycowym Stawie przed miesiącem, to głównie ze względu na tamto miejsce, a nie na boginię jako tako.

– Powiedziałam jej, że zaraz przyjdziemy, więc równie dobrze możemy absolutnie tego nie robić. – Odsunęła się, wiedząc, że nie ma co naginać struny. Zdawała się nieco spokojniejsza, mimo okrwawionej szarfy zdobiącej jej kołnierz.

– Jasne, że chciałam, od tego są przecież przyjaciele prawda? Żeby się wspierać w takich pojebanych sprawach. – Przygryzła wargę na moment, w uszach dzwoniło jej wciąż ostatnie spotkanie Zakonu, gdzie w końcu lęk o najbliższych przeważył, ale jednak nie przeważył i Basilius wciąż miał znaleźć się w sieci. Gdyby to od niej zależało, już by w niej był. Ufała mu bardziej, niż chciałaby się do tego przyznać wcześniej, ale teraz zdawało się to oczywiste jak słońce. Z drugiej strony nie czuła, żeby to był moment na rozmowy o nielegalnych organizacjach. Wymusiła więc uśmiech, który już moment później stał się zupełnie prawdziwy – Ha! Przyrzekam. – zawadiacko uniosła brew i podniosła doń na serce. – Trzy miesiące bez seksu. Nie ważne czy z chłopem czy z babą. Żelazne gacie, to moja nowa ksywa. – Oznaczało to też mało alkoholu, bo po pijaku łatwiej jej było poddać się nastrojowi, ale w sumie wobec eliksirów, które teraz brała, to może nawet dobrze nie podlewać ich procentami.

–... a potem 1 grudnia orgia na dwanaście osób z paskową huśtawką na środku sali i dużą ilością wibratorów. – Roztoczyła przed nim wizję szeroki łukiem, wskazując przestrzeń dookoła, jakby mówiła mu jakie obrazki powiesi nad łóżkiem w ich nowej sypialni.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#24
12.06.2025, 15:32  ✶  
– Tak, myślę, że możemy spokojnie pozwolić myśleć tej kapłance, że zmieniliśmy zdanie – Zresztą jego matka przebywała tutaj zbyt często, aby nie usłyszała o takich rewelacjach, gdyby naprawdę pociągnęli ten żart dalej. Pozwolił jej odsunąć się od siebie, samemu próbując oczyścić resztki krwi z twarzy przy dość ograniczonych do tego zasobach.

– Pojebanych sprawach… – Uśmiechnął się. Z jednej strony pomogła. Z drugiej strony pewne informacje sprawiły, że to wszystko stało się jeszcze bardziej pojebane. – Tak, tak to chyba można  nazwać.

Przyjrzał się jej dokładnie, mając wrażenie, że jego drobny krwotok z nosa, wywołał u niej jakieś zaniepokojenie, co było o tyle martwiące, że przecież mogło się to powtórzyć, ale zanim się o to zapytał przyjaciółki, Millie zdążyła złożyć przysięgę I… I już wspomnieć o orgii. Basilius skrzywił się na tę myśl, a potem, jakby nie było jasne, co na ten temat sądzi, jeszcze dodatkowo przewrócił oczami. Jakkolwiek źle by to nie zabrzmiało, bardzo liczył na przegraną Millie w tym zakładzie. Może powinien jej spróbować kogoś podsunąć? Nie. To by było durne.

– Przypominam ci, że do orgii potrzebujesz dużo siły więc i jedzenia – zauważył niby od niechcenia, a potem, skoro już pożartowali i złożyli przysięgi, spoważniał. – Wszystko w porządku? Nie chciałem cię przestraszyć. To… Nic takiego. Po prostu czasem tak mam, ale zazwyczaj… – Wskazał na jej zakrwawioną wstążkę. – Nikt nie porywa mnie do kowenu bez chusteczek pod ręką. Przepraszam za bluzkę.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#25
13.06.2025, 07:33  ✶  
– Tak to właśnie z Tobą jest Liszek, ja Ci tu o przyjemnościach, a ty już chcesz ładować we mnie rurę z kaloriami. Może po prostu dasz mi dobry przykład, a nie, zimna kawa i czerstwe ciastko w środku nocy? I argument, że szewc bez butów chodzi do mnie absolutnie nie trafia. – Bezczelnie złapała go za ramię, żeby wypunktować jego dość mizerny budowę, poszarpać nim chwilę, ale w sumie nie było w tym odszczekaniu słychać złości. Ot, nie była to w końcu pierwsza rozmowa na ten temat.

W przeciwieństwie do innych tematów.

– Tak jasne. Oczywiście, że wszystko w porządku, nie przejmuj się koszulą i tak jej nie lubiłam – powiedziała, nerwowo obracając w palcach okrwawiony koniec będący kiedyś całkiem zgrabną kokardą. Tylko że oczy jej się zeszkliły, tak jakoś łatwo przychodziły emocje, których wcale nie chciała pokazywać, ale od czasu wyjścia z Lecznicy, od czasu Beltane było to podwójnie trudne.
– Po prostu. To… To bardzo stare dzieje, no moja mama… moja mama czasem też tak krwawiła. Potem też kaszlała krwią i w ogóle, jakoś tak… – mówienie zaczęło jej sprawiać coraz większą trudność. Na ostatniej sesji terapeutycznej gnębiono ją o ten kawałek przeszłości i wtedy zdecydowanie łatwiej było postawić obronne mury, niż teraz, kiedy obok siedział ktoś komu ufała, komu nie zwierzała się po raz pierwszy. – Była bardzo słaba. Wiesz, pod koniec, te całe naczynia już no… nie trzymały. Były kruche. Byle kichniecie i już fontanna, ale potem, potem tej krwi było już coraz mniej i mniej, nim no wiesz… nim o…– głos jej się urwał, to wszystko nagle wydało się takie strasznie głupie. To była stara sprawa, minęło ponad dwadzieścia lat i nie było powodu, żeby to rozdrapywać teraz, na ławce pod statua… Matki. Matki, która wtedy nie pomogła, chociaż mała Mildred modliła się do niej dniami i nocami, błagając już nawet nie o zdrowie. Błagając o to, by jej własna osobista matka mogła wstać z łóżka i przejść się po targu. Chociaż jeden raz. Ostatni raz.

Nie zauważyła kiedy łzy popłynęły struga, rejestrowała tylko to, że nie może już mówić, a świat stał się nagle takim ciasnym, gorzkim miejscem. Zauważyła, że mimowolnie zgrawitowała do barku przyjaciela, ukrywając się gdzieś materiale przesiąkniętym wonią eliksirów i kliniki.

Ze wszystkich osób. Matka opuściła Miles pierwsza i od jej śmierci nic już nie było takie samo. Dzieciństwo zabrane tamtej nocy pulsowało w jej żyłach teraz, odbierało powagę wszystkiemu, co robiła, bunt, którego nie mogła doświadczyć normalną drogą, wciąż szarpał się z potrzebą przynależności z zachwianym poczuciem bezpieczeństwa, w którym nikt i nic nie jest na zawsze. Wątłą pierś szarpnął szloch uwolnionych emocji, płaczu, na który nie było miejsca, bo trzeba było być twardym i dzielnym.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#26
13.06.2025, 12:01  ✶  
Kolejny raz przewrócił oczami i rozbawiony, spróbował wyszarpnąć ramię z jej uścisku.
–  Wyobraź sobie, że to nie była jedyna rzecz, którą jadłem dzisiaj. Możesz powiedzieć to samo? – Różnica była taka, że on jadł i dalej był kościsty. Ona z pewnością przestałaby wyglądać jak ładnie ubrana śmierć, gdyby jadła więcej pożywnych rzeczy.

A potem spoważniał. Bardzo, ale to bardzo spoważniał, a przez całe jego ciało przebiegł mroźny prąd.

Jej matka zmarła, gdy musiała być mała. Jej matka była chora. To było… Jego ojciec nie żył. Jego matka sama chorowała, a on pracował w miejscu, gdzie śmierć się jednak zdarzała, a mimo tego… Mimo tego nie potrafił sobie wyobrazić przez co musiała przejść.

Gdy tylko zaczęła płakać, nie wahał się, ani chwili i po prostu ją przytulił. Może nie powinien być pytać. Może powinien się był domyślić.
– Przykro mi – wyszeptał, kładąc dłoń na jej kościste plecy. – To musiało być okropne.

Moja mama czasem też tak krwawiła.

Przez chwilę, zanim padło to wyznanie, rozważał, aby powiedzieć jej czemu krwawił z nosa, ale teraz… Teraz chyba nie powinien. Tylko, że hm… Chyba i tak lepiej będzie zaznaczyć od razu, że jeśli znowu zobaczy na jego twarzy krew, to on naprawdę nie umierał, niż kazać jej ponownie się martwić. Niepewnie odsunął się nieco od niej, wciąż trzymając przyjaciółkę delikatnie za ramiona.
– Millie, popatrz na mnie – poprosił spokojnym głosem. – Ja… Czasami tak mam. Może mi znowu zacząć lecieć krew, mogę się słabiej poczuć. Zwłaszcza po ciężkim dniu, ale to nie znaczy, że jest ze mną źle i musisz się jakkolwiek martwić, dobrze? Mi nic nie będzie.

Podałby jej chusteczkę, ale… Ale jedyna, która miał zużył.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#27
13.06.2025, 12:33  ✶  
– A weź, pierdol się – prychnęła do niego uśmiechnięta, odbijając punktowanie jej sposobu żywienia. Nie miała czasu przecież przejmować się takimi pierdołami jak sałatki sratki i jedno jabłko dziennie. Tosty zjadała, bo Brenna zdawała je się zostawiać za sobą jak Małgosia okruszki w lesie. Nie przeszkadzało jej to. Mimo zaburzonego osądu rzeczywistości… widziała, że przyjaciele się o nią martwią. Widziała też te momenty, gdy o nią dbali, chociaż absolutnie na to nie zasługiwała.

Wszystko jednak zeszło na dalszy plan, gdy otworzone zostały te żelazne drzwi w jej głowie. Znajdowała się obecnie w bardzo złym miejscu i choć nie było to zbyt łatwe doświadczenie dla Basiliusa, to z dwojga złego mógł pocieszać się, że jednak nie jest w tym miejscu sama. Jej ramiona drżały. Nieregularnie. Kompulsywnie. Napięte mięśnie próbowały zrzucić z siebie drętwotę, próbowały znaleźć, choć moment ukojenia w szlochu, który dawno temu powinien wybrzmieć z jej piersi. Teraz ciało nie mogło znaleźć regularnego rytmu, teraz ciało gubiło nawet swoją symetrie. Leżące pozornie swobodnie na udach ręce podrygiwały, palce wyginały się na boki, to znów rozluźniały. Nie był pewien czy Millie w ogóle zdaje sobie sprawę ze swojego stanu. Nie była to jednak klątwa, choć niektórzy tak właśnie nazywali popękane umysły. Nie magią. Samym życiem.

– Jesteś pewien? – wymamrotała w jego bark z nadzieją, nie podnosząc głowy, nie pokazując jak zdewastowany był jej makijaż, nie chcąc by przez wielkie, złociste ślepia dostrzegł pustkę z którą musiała się mierzyć nie tylko od śmierci matki, ale od samej jej choroby. Od powoli gasnącego życia. Przez myśl przemknęło jej, jak porzuciła Peregrinusa, gdy w obliczu jego własnej rodzicielki dostrzegła ślady przeżerającego ją czasu, okrutnego władcy, który zbyt szybko wyciągnął ręce po czarodziejskie ciało. Bardzo. Nie. Chciała. By. Tak. Się. Stało. Z. Basiliusem. I chociaż bała się, tak bardzo się bała, że to właśnie dzieje się z Basiliusem, choć gdyby była na jego miejscu to kłamałaby jak z nut, byle tylko przynieść komfort cierpiącej osobie… mając te wszystkie dane, bardzo chciała, by jej mówił, by niósł słowa komfortu. By nie miało znaczenia czy mówi prawdę, czy kłamie. By żył dłużej od niej, bo życie było zbyt trudne dla Mildred Moody. – Nie umiem sobie wyobrazić… nie wiem jak… nie chce… kiedyś uciekłam. Nie chce uciec. Nie chcę byś się na mnie zawiódł. – wydukała w końcu, nie tłumacząc bynajmniej o jaki rodzaj zawodu chodzi. – Nie umieraj. Proszę… – szczupłe palce wczepiły się w koszule, domagając się zapewnień.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#28
21.06.2025, 18:37  ✶  
Gdy widział, że zrobiło się gorzej, jedynie mocniej przytulił ją do siebie, jakby chciał zaczepić ją w rzeczywistości, w której wszystko naprawdę było w porządku. Płakała, emocje nią targały, a on… Po prostu obejmował ją, gładził ręką po plecach, czując jak przebiega po nim samym zimny dreszcz. Widział płaczących ludzi z powodu choroby swoich bliskich. Z powodu ich straty. Widział nawet własną rodzinę ubolewającą nad jego zdrowiem, a jednak… Jednak widok tak płaczącej Millie, błagającej go, aby nie umarł i świadomość, że w pewien sposób sam to spowodował… To było zupełnie inne uczucie dyskomfortu niż te pozostałe sytuacje. To był też moment, gdy dotarło do niego, jak on sam bardzo uważał Moody za swoją przyjaciółkę i jak bardzo sam chciał, aby nigdy nic się jej nie stało.

– Nie umrę – zapewnił ją, naprawdę mając to na myśli i chociaż pewnie za kilka dni, gdy opadną emocje, powróci do starych nawyków, to teraz obiecywał sobie, że naprawdę będzie się mniej przemęczać, aby  nigdy nie widziała go w złym stanie. – Millie, to nie jest dla mnie nic nowego, a nie widzisz, abym z roku na rok wyglądał gorzej. – Może bywał bardziej zirytowany, ale to jednak nie było to samo. – Więc nic mi nie będzie, dobrze? Będę przekupywał Bucky'ego, aby dolewał ci witaminy do kawy jeszcze bardzo długi. Obiecuję.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#29
21.06.2025, 19:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.06.2025, 19:20 przez Millie Moody.)  
– Kurwa, zrzygam się zaraz ja pierdole, nie możesz mówić mi o witaminowanej kawie, bo Ci zafajdam całe ubranie. – zaśmiała mu się lekko w pierś, nieznacznie rozluźniając chwyt na koszuli. Nie mieli chusteczek, nie mieli kurwa nic, poza jej koszulą, która wyglądała teraz zdecydowanie gorzej niż przed spotkaniem. Szczególnie że Millie, postanowiła wytrzeć sobie twarz w mankiet i nawet potterowe kosmetyki nie dały sobie z tym rady, pozostawiając na bieli kolejne smugi. Obraz nędzy i rozpaczy? Niby tak, ale im dalej w las, im bardziej było na tym płótnie brudu i smug, tym bardziej… widać było Millie w Millie. Czy coś.

– Wiesz… chciałabym zabrać Cię w jedno miejsce. Jeszcze dzisiaj, zanim pojedziesz. Ale to… to tajemnica i wykurwiście nikomu nie możesz o tym powiedzieć, bo będę mieć przejebane ok? I jak mówię przejebane to centralnie mam to na myśli. – starała się brzmieć poważnie i groźnie, ale zdawała się być bardziej przeczołganym w błocie kurczakiem, aniżeli złowrogą kurą (jeśli w ogóle w przypadku tego wypłosza ta metafora jakkolwiek działała). I gdy tylko przystał na te warunki, skinęła głową, podciągnęła nosem jeszcze dwa razy i…

…przeskoczyła ich.


Koniec sesji

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (4555), Millie Moody (6490)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa